środa, 3 października 2012

Druga kawa

Straszną mam ochotę od samego rana napić się wina. Nawet byłaby okazja, bo wczoraj zauważyłem, że przestało bulgotać wino z owoców czarnego bzu – cóż, kiedy niel'zja! Nie, nie o to chodzi, że podzielam jakoweś przesądy, wedle których „dżentelmen nie pije przed godziną… (i tu wstawia się jakąś godzinę)“.

Piwo z rana – jak śmietana! A i mocniejszych trunków zdarzało mi się próbować przed wschodem słońca (tu polecam podnoszący na duchu tekst, który wypatrzyłem wczoraj na Onecie…): kiedy było można – i kiedy się chciało.

Dzisiaj się chce – ale, niestety, nie można. A chce się, bo leje, jest ciemno, mglisto, sennie, niskociśnieniowo – a jednocześnie: euforycznie. Bo, na ten przykład, „NCz!“ znowu docenił jeden z prezentowanych tutaj tekstów – a i dobrą w sumie opinię o jednym z naszych produktów właśnie przeczytałem…

Natomiast nie można, bo od wczoraj czekam na przelew z „KT“: wczoraj się nie zaksięgował, to pewnie zaksięguje się dzisiaj – trzeba będzie pojechać do bankomatu, do Warki. Inaczej – bank kasę o północy pożre. Skutkiem czego zawsze gdy coś takiego się dzieje, siedzę wieczorami przed komputerem jak senna mara, kilka minut po każdej pełnej godzinie logując się na konto, żeby sprawdzić jego stan (chwilowo wynosi on -6,00 zł…). Jest to kompletnie bezproduktywne, nawet we „Freeciv“ nie popykam – moja sprawność intelektualna wieczorami jest na to zbyt niska – a skutek sumaryczny jest taki, że przesiedziawszy tak minimum do 22.00, gówno się wysypiam. Dzisiaj zaspaliśmy z koćkodanem całe 10 minut…

Natomiast – i to też jest jeden z powodów do radości w ten ponury dzień – zdziwiło mnie to, co zobaczyłem pod wiatą. Otóż – zwiedziawszy się z prognozy pogody, że w nocy ma zacząć padać, zostawiłem wczoraj konie po kolacji pod wiatą (otworzywszy im tylko wyjście na Pierwszy Padok) i zwinąłem przedłużacz i elektryzator z Wielkiego Padoku – co by bez potrzeby nie mokły. Wyłożyłem też koniom pod wiatą siana, lubo po 22.00, kiedy je wczoraj widziałem po raz ostatni, i tak wolały jeść trawę.

Wychodzę ci ja o 6.11, nakładam do wiaderek po garstce owsa i już kombinuję, jak tu najmniej zmoknąć sprowadzając stado z pastwiska, a konie… pod wiatą! Do tej pory nigdy tak się jeszcze nie zdarzyło – zawsze, niezależnie od naszej w tym względzie troski, wolały moknąć (podejrzewaliśmy, że robią to na wszelki wypadek: na mokry grzbiet nie założy się siodła, więc gdy zmokły – miały pewność, że nikt ich do pracy zmuszał nie będzie…). A teraz, przed chwilą wyszedłem – i konie, zupełnie jak nie nasze, dalej pod wiatą, suchutkie – siana nawet nie zjadły, ani wody nie wypiły, ot – stoją sobie i przeżuwają coś filozoficznie… Chore? Podmienił nam je ktoś? Ciąża zmienia kobyłę..?

Ostatnie opady przy w miarę ciepłych nocach sprowokowały nareszcie nasze prawdziwki do drugiego w tym roku wyrzutu. Do wczoraj jedliśmy jeszcze te, któreśmy razem z Lepszą Połową zebrali w niedzielę: poniedziałkowy i wtorkowy łup, rozdałem. Dziś, jak przestanie padać, będzie ich pewnie więcej niż było przez ostatnie trzy dni – a jeśli powstrzymamy się od zbierania jutro i pojutrze (następna noc znowu ma być mokra i w miarę ciepła), to może nawet nasi przyjaciele z Warszawy, którzy mają nas odwiedzić w sobotę, będą jeszcze mieli co zbierać..? Skądinąd: sierpniowy wyrzut i tak był o wiele obfitszy – ten tym też się różni, że obok prawdziwków, jest też wiele innych grzybów (jakkolwiek – olszówek zbierać jakoś nie mam odwagi…).

Taka pogoda jak dzisiaj, to idealny czas na to, żeby pisać. Kłopot w tym – że natchnienia brak! Od sierpnia próbuję zrealizować kilka „końskich“ pomysłów – cóż z tego, kiedy mi pan Ryszard Zieliński, niezbędnie do ich rozpoczęcia potrzebny – konsekwentnie umyka i nawet żadnego nie rozpocząłem! Tak więc, zamiast rozsyłać artykuły po wszystkich pismach końskich jak planowałem – mam problem, co tu w ciągu tygodnia dla jednego tylko „KT“ wykombinować – i to jeszcze tak, żeby się z Boskiej Woli nie ruszać, bo aż tyle paliwa nie mam, żeby sobie pozwolić na wyjazdy… Do Biblioteki Narodowej warto by pojechać, to bym dla „Hodowcy i Jeźdźca“ już wstępnie uzgodniony tekst przygotował – z tym, że im to jest i tak na grudzień potrzebne, więc nic mnie nie goni – a tylko po to do Warszawy jechać, choćby i pociągiem – jednak trochę bez sensu.



W związku z powyższym, nie mogąc napić się wina – zrobiłem sobie i już nawet wypiłem pisząc powyższe: drugą kawę… Zastanawiam się teraz nad trzecią..?

8 komentarzy:

  1. Ja powracam do alkoholizowania się :)
    Młoda ma już dłuższe przerwy w karmieniu wiec jakiś sikacz 2% mogę sobie zapodać...
    Piję teraz piwa, których bym kiedyś kijem nie tknęła....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przy karmieniu piersią nie trzeba sobie odmawiać. Jak masz we krwi nawet te dwa promile, to dziecko pije mleko z dwoma promilami alkoholu, czyli zawartość mniejsza niż w lekko sfermentowanym soczku.

      Usuń
  2. a kto Kolegę namowił na to freeciv? Kolega bywa też na linuksiarskich portalach czy forach?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie - w pracy kiedyś znalazłem. Cały rok nie było nic konkretnego do roboty, więc miałem dużo czasu na szukanie, a że zawsze lubiłem "Cywilizację"...

      A nie mam wersji "chodzącej" pod Mac OS X - i stąd Freeciv, który taką wersję ma!

      Usuń
    2. MacOS X to także klon systemu Unix, czyli dość blisko Linuksowi, którego używam na co dzień - nic dziwnego, ze ta linuksowa gierka chodzi i u ciebie

      na Windows tez jest wersja, więc warto pozarażać nią i kolegów i koleżanki z Windowsami na swoich maszynach

      pozdrawiam znad kufla Noteckiego Jasnego

      Usuń
    3. Najpierw używałem właśnie wersji pod Windows - w pracy. Mac-ową znalazłem, jak już byłem zmuszony przesiąść się na "10-tkę" i skończyło się pykanie w "Civ II".

      Właśnie skasowałem Mongołów. Swoją drogą, siedzących w Danii - cóż, niedopracowana wersja...

      Na koncie dalej -6.00 zł, idę spać: dobrej nocy!

      Usuń
    4. civ dają pewien czynnik losowy - najpierw poruszają się osadnicy na danym obszarze szukając dogodnych miejsc do założenia cywilizacji

      jest możliwe, że mongołowie dojdą do rejonów Danii, skoro w rzeczywistości i pod Legnicę doszli

      gra to gra

      Usuń
    5. Nie. To błąd w skrypcie. Gram z zasady w scenariusz "Europa (giant)", w którym powinny występować tylko cywilizacje europejskie startujące tam, gdzie faktycznie istniały (więc w Danii - Duńczycy a nie Mongołowie, których w tym scenariuszu w ogóle być nie powinno) - tak było w wersji Windowsowej. Moja wersja Mac-owa jest o oczko starsza i ma tu błąd.

      A gram w ten scenariusz bo (mimo tego i jeszcze paru błędów) - jest najtrudniejszy, więc daje najwięcej fanu. Jest też największa mapa.

      W tej rozgrywce wykończyłem już, oprócz rzeczonych Mongołów w Danii, także Algierczyków (którzy byli tam, gdzie powinni być Litwini), Tybetańczyków (nad Łabą) i Bizantyjczyków (nad Oką). W Rumunii siedzą Aztecy. Czysty absurd! Ale dobrze idzie... Co prawda: zaraz zacznie się kryzys, bo moja cywilizacja robi się za duża i nastroje ludności dołują...

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...