niedziela, 28 października 2012

Dla zmarzniętych…

Dzisiejszy wpis dedykuję wszystkim którzy czekali sobie w ekspresie (no, te przynajmniej – na ogół – bywają ogrzewane…) albo, co gorsza, w pociągu podmiejskim, bez takich wygód – aż ich „czas pokładowy“ dogoni właśnie zmieniony dyrektywą Jewrosojuza ze stycznia 2001 roku i rozporządzeniem prezesa Rady Ministrów z 5 stycznia 2012 roku „czas ogólnopaństwowy“.

O tym, że jest to zmiana totalnie bezsensowna – przekonywać Państwa za bardzo chyba nie muszę..? Wymyślił to podobno Benjamin Franklin, a zastosowali Niemcy w czasie I wojny światowej. Czy już wtedy chodziło tylko i wyłącznie o to, żeby przećwiczyć ludzi w posłuszeństwie (o czym za każdym razem przypomina kolega Iulius…) – trudno powiedzieć. Być może w czasach, gdy głównymi „cywilnymi“ odbiornikami energii elektrycznej były żarówki – ludzie nie mieli jeszcze lodówek, elektrycznego ogrzewania podłogowego, zasilanych prądem pomp c.o., telewizorów, kuchenek, spawarek, pił tarczowych, odkurzaczy i czajników, a nawet zwykłe grzałki na prąd wcale nie były jeszcze takie popularne – być może wtedy wprowadzenie „czasu letniego“ faktycznie dawało jakieś tam, w promilach zużycia liczone, oszczędności. Ale dzisiaj? Ekonomiczny i ekologiczny skutek tej Boga i ludzi obrażającej tyranii jest TYLKO I WYŁĄCZNIE NEGATYWNY.

Wiadomo to doskonale od dziesiątków lat, sprawa jest całkowicie bezsporna. Kłopoty z zaburzeniem rytmu snu i czuwania, wywołany tym spadek wydajności pracy w ciągu co najmniej kilkunastu dni po każdej takiej zmianie, podobne jak u ludzi kłopoty także u zwierząt hodowlanych – to są straty wymierne, choć oczywiście niełatwe do policzenia. Natomiast energii elektrycznej zużywa się dokładnie tyle samo, czy jest zmiana czasu, czy jej nie ma – i naprawdę to, czy jakiś Kowalski włączy swoją „energooszczędną żarówkę“ (kolejny przekręt, dokładnie takiego samego kalibru…), godzinę wcześniej czy godzinę później – a cóż to ma za znaczenie, skoro i tak będzie ją świecił dokładnie tyle samo czasu..? Ktoś, kto poważnie wierzy w rzekomą „oszczędność“ prądu wynikł z tej operacji – dowodzi tylko, że mu pani od słupków umarła, nim trzecią klasę podstawówki skończył…

Tak więc, chodzi TYLKO I WYŁĄCZNIE o zaprawianie ludzi w ślepym posłuszeństwie. Chciałbym tylko zwrócić Państwa uwagę na to – KTO nas wszystkich w owym ślepym posłuszeństwie zaprawia. Jakiś Krwawy Tyran na miarę Hitlera czy Stalina? Cesarz? Despota? Caudillo całego Jewrosojuza..?

Nie! Robi to, nie napotykając śladu oporu – jakiś kompletnie anonimowy urzędniczyna średniego szczebla, zbijający na co dzień bąki, zjadający króliki duszone w piwie gueze (mniem, mniam…) w naszej ukochanej knajpie „À la Bécasse“, tudzież dupczący w godzinach pracy sekretarki i tłumaczki (albo sekretarzy i tłumaczy…). Urzędniczyna anonimowy, o którym nic bliższego nie wiemy, który nie podpisuje się pod swoimi „dyrektywami“, który za nic przed nikim nie odpowiada – i który może to robić równie dobrze z przyrodzonej głupoty (której nikt nie jest w stanie zweryfikować, ponieważ podobnie jak w znanej bajce o szatach cesarza – wszystko, co opuszcza gmachy Komisji Europejskiej w Brukseli, jest z definicji Niezmiernie Wręcz Mądre…), jak i – za poduszczeniem Żądnych Władzy Masonów i Iluminatów, dla których jest to jedno z niezbędnych ćwiczeń, przygotowujących Totalne Zbydlęcenie Ludzkości. Hipoteza nie do zweryfikowania – póki Realna Władza jest tak anonimowa i tak dobrze przed odpowiedzialnością chroniona.

Co jest, skądinąd najzupełniej wystarczającym powodem do tego, aby cały ten „jewrosojuzny projekt“ cisnąć do kibla i spuścić po nim wodę!

Oczywiście, ani nasz koćkodan, ani nasze konie nic o tym, że „mogą sobie pospać godzinę dłużej“ – nie wiedziały. W konsekwencji, ja też musiałem wstać jak zwykle, czyli o 6.00 „czasu letniego“, albo o 5.00 „czasu zimowego“ – już koćkodan, z donośnym hukiem przewracając palcaty oparte o słup na środku naszej chatki i tenże słup drapiąc – zadbał. Z czasem pewnie się przestawimy (moglibyśmy się nie przestawiać tylko wtedy, gdybym nie musiał np. śledzić stanu konta bankowego niemal aż do północy w obawie, że mi bank przelane tam środki zje na poczet długu – i gdybyśmy nie wchodzili w żadne inne, równej systematyczności wymagające kontakty z Reżimem!) – ale trochę nam to zajmie, a przez najbliższe dni będę jeszcze bardziej niewyspany i rozdrażniony niż zwykle…

Skądinąd – niezłego dziś przeszliśmy stracha! Krystyna bowiem, nasz koćkodan zewnętrzny – nie pojawiła się wczoraj na kolacji. To było łatwe do zrozumienie – padał marznący deszcz ze śniegiem, było paskudnie – można było przyjąć, że koćkodan zagrzebał się w sianie pod wiatą i nie zamierza nosa na zewnątrz wystawiać. Kiedy jednak nie przyszła też na śniadanie – jużeśmy się poważnie zaniepokoili.

Jak się wreszcie rozwidniło – przerzuciłem całe siano pod wiatą. Ani koćkodana, ani zwłok koćkodana – nie było. W głowę zachodziłem gdzie też ona mogła się zabunkrować – aż Lepszej Połowie przypomniało się, że gdy wróciliśmy wczoraj z targu, kot kręcił się koło samochodu. No i faktycznie: siedziała w środku zamknięta. Nawet już siły miauczeć nie miała…


Nic nie poczułem węchem, ale jednak trochę chłodno – pójdę obejrzeć, czy aby nie zostawiła nam w Wendi jakiej pamiątki przez tak długi czas tam siedząc…

6 komentarzy:

  1. Generalnie to zmiana czasu mi lotto. I tak wstaję od lat o najgłupszej porze. Latem 6.00, zimą 5.00. A jak spać nie mogę to i 1.00 z minutami się trafia. Żeby jeszcze jakoś lubieżnie czas można spędzić, to było by miało to sens. A tak? ;DDD
    Jedyne co mi krzywdę robi to spojrzenie za zegarek, że znów wstałam o świcie :| Sama sobą bez przymusu. Koń jestem widać ;p może jednak nie? Boć koń na zegarku się nie wyznaje :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Naród nasz, przez wieki wolność miłujący, tak przez bezmyślnych urzędników przećwiczony został, że nie tylko zmiana czasu mu nie przeszkadza, ale z podobnym bezwładem łyka inne ukazy, nawet te najbardziej zbędne lub wręcz krzywdzące. Małymi kroczkami się zaczyna - od zmiany czasu - a na przytakiwaniu urzędasom we wszystkim - się kończy. Czasami myślę, że nam wojny, powstania, zesłania i komunizm do cna wyeliminowały geny wolności - została tylko bezmyślna, potulna szara masa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nośnikiem "narodu" była przecież pogardzana obecnie szlachta. Reszta to ciemna masa przywiązana jedynie do miski. Planowa eliminacja tego pierwszego, nielicznego pierwiastka doprowadziła do tego co jest.

      Już w czasie powstania styczniowego chłopi wydawali "Panów" Rosjanom za kilka rubli. Braterstwo broni pokazane w Nad Niemnem to bujda na resorach.

      Usuń
  3. potulna, szara, masa - może ci powstańcy jednak przed śmiercią swoje geny gdzieniegdzie zostawili... Zmiana czasu też mi się wydaje totalnie bezsensowna.

    OdpowiedzUsuń
  4. To jakim człowiekiem się jest nie zależy od koloru krwi jaka płynie w żyłach, tylko od tego jakie zasady etyczne i moralne wyznajemy. Gdyby nie ta "ciemna masa" jaśniepanowie szlachta musieliby sami chodzić za pługiem, a dzisiejsi "dobroczyńcy narodu- panowie przedsiębiorcy" sami musieliby zapieprzać w swoich pięknych firmach. We wszystkich powstaniach i wojnach jakie toczyliśmy braliby udział tylko panowie oficerowie, i zapewniam ze za wielu by ich nie było.
    Tak więc konkretnej niewielkiej w skali kraju grupie ludzi jest bardzo na rękę aby "masa" była jak najbardziej "ciemna" i przywiązana do "michy", a szczytem marzeń jest to aby ta "masa" był jeszcze potulna z czym nie zawsze wychodziło.
    Bo "ciemną i przywiązaną masę" w dodatku jeszcze potulną można doić ile się da i największą bzdurę jej wcisnąć.

    Zmiana czasu jest idiotycznym przedsięwzięciem, ale europejskim "władcom wszechwiedzącym" udało się wprowadzić chyba setki jak nie tysiące podobnie bzdurnych nakazów i zakazów.

    Pozdrawiam i życzę ciepełka.

    OdpowiedzUsuń
  5. A my w tym potulnie siedzimy i g**** robimy. Tylko dziobami kłapiemy :|

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...