środa, 17 października 2012

Carmen

Czuję się równie wykończony jak Carmen po całym dniu w fabryce cygar w Sewilli.


Dlatego będzie krótko, węzłowato i dosadnie.

Nic mnie tak nie wkurwia jak czynienie cnoty z ignorancji, szczycenie się niewiedzą i podstawianie swojej rzekomej moralnej racji (którą, szczerze pisząc, mam głęboko w dupie!) w miejsce zrozumienia problemu. Laik w towarzystwie profesjonalistów winien milczeć i słuchać. Jeśli zabiera głos - to w formie i tonacji pytającej, prosząc o wyjaśnienie wątpliwości, jeśli jakieś mu się nasunęły.

Sprawuję tu autokrację liberalną i tolerancyjną - i naprawdę, pozwalam na bardzo wiele. Tym niemniej, wszystko ma swoje granice. Kto te granice przekracza, naruszając moje idiosynkrazje - winien liczyć się z tym, że spotka go wirtualny kopniak, albo zgoła: pchnięcie muletą...


Do kwestii węgierskich huzarów powrócimy, gdy uda się zdobyć na ten temat jakieś nowe informacje. Co, mam nadzieję, wkrótce nastąpi. O problemie stosunku do zwierząt, być może - jeśli starczy mi czasu - napiszę jutro. Ale, jeśli chcecie się na ten temat naparzać już teraz - bardzo proszę: ring wolny...

18 komentarzy:

  1. Nie ma to jak najpierw SAMEMU napisać, że ktoś postąpił głupio (usprawiedliwiając to wszakże "fantazją"), a potem twierdzić, że krytykowanie tejże głupoty jest ignorancją. Ale żeby nie było - chętnie się dowiem, co takiego ZMUSIŁO dwóch podróżników do zaniedbania koni (które sam zauważyłeś).

    OdpowiedzUsuń
  2. PS. A tak w ogóle - to wydawało mi się, że temat zakończony? To nie ja kontynuowałam tamtą pyskówkę. I nie zamierzam jej kontynuować tutaj. Na przyszłość radzę napisać, że nie wolno wyrażać innej opinii niż Twoja. Byłoby uczciwie - i bez problemów.

    A jak krytykujesz ignorancję - to OD RAZU wyjaśniaj, w czym rzecz. Na razie nie napisałeś niczego, co by zmieniło moją ocenę. Chcesz to dalej ciągnąć?

    OdpowiedzUsuń
  3. Wyjaśniałem, zaraz po tym, jak Waćpanna raczyłaś rzucić bluzgami po raz pierwszy, że tego rodzaju obrażenia mogą powstać i przy najlepszej woli jeźdźca, na skutek okoliczności całkowicie od niego niezależnych. Na skutek "zaniedbania" oczywiście też - ale to dopiero należałoby udowodnić, a nie przeć naprzód z oskarżeniami jak ślepy koń na przeszkodę!

    Panowie huzarzy postąpili głupio, ale z fantazją, gdyż:
    a) skoro już raz coś takiego się wydarzyło, tj. skoro raz grzbiety ich koni się poobcierały, a kopyta starły - to potencjalnie może się to powtórzyć: dalej co prawda nie wiemy, DLACZEGO KONKRETNIE tak się stało, jak się stało - ale, obok bardzo wielu innych przyczyn, hipotezą która się nasuwa w pierwszej kolejności jest złe dopasowanie rzędów i problemy z prawidłowym okuciem - obie te rzeczy niekoniecznie łatwo jest poprawić będąc 2000 km (w linii prostej) od domu...
    b) narazili się na to, co się faktycznie dzieje - że Amerykanie, na wniosek Szwedów, ścigają w Polsce dwóch węgierskich huzarów, a blogerka Kira bije brawo...

    Upubliczniłem sprawę na forum Re-Volta. Mam nadzieję, że ktoś z okolic Lublina, albo z trasy Białystok - Lublin widział/nocował/oglądał panów huzarów - i będzie w stanie rozproszyć nasze obawy co do AKTUALNEGO stanu ich koni. Nie ma sensu oceniać, a tym bardziej - potępiać - dopóki nie dowiemy się, jak to wygląda w tej chwili.

    Panowie huzarzy budzą moją sympatię i nie zamierzam tego faktu ukrywać. Doskonale natomiast rozumiem DLACZEGO mogą też wzbudzać agresję. Jeśli popatrzeć na mapy ich poprzednich wypraw (podawałem link do strony poprzednio), to jedna z nich, na przykład - pokrywa się z historycznymi granicami Węgier... Byli też w Santiago de Compostela. No i sama koncepcja takiej podróży w strojach narodowych - niektórym wyznawcom zasady "ein Volk, ein Reich, ein Euro" - ma prawo się nie podobać.

    Swoją drogą ktoś, kto mieszka w Lublinie albo pod Lublinem, zamiast strzępić klawiaturę po próżnicy może sprawę bardzo łatwo wyjaśnić: starczy rozpytać wśród znajomych koniarzy, na pewno ktoś coś słyszał.

    No, ale - to by było działanie konkretne i wymagałoby ruszenia tyłka z fotela...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie krytykuję wypadków, które przecież mogą się przydarzyć wszędzie. Od kilkunastu lat pałętają się po naszym domu psy i koty, które nieraz wpadały w tarapaty. Nie powtarzaj więc tego, coś napisał w poprzednim wpisie, bo ja krytykuję nie to, że coś niemiłego się zwierzęciu przydarzyło, tylko właśnie doprowadzenie z własnej woli do sytuacji, kiedy nie można się nim dobrze zająć. I jeśli w Twoim środowisku koniarzy (którego - notabene - nie znam, więc odsyłanie mnie do niego jest śmieszne) takie połączone z wyczerpaniem i zaniedbaniem zwierzęcia wyprawy są na porządku dziennym, to spoko. Ale przestań się ciskać, że nie każdy bije brawo. Możesz od razu napisać, że kto pisze coś nie-teges w Twoim blogu, zostanie wywalony.

      Usuń
    2. Tacy ludzie mnie rozbrajają.

      "Nie krytykuję wypadków, które przecież mogą się przydarzyć wszędzie. Od kilkunastu lat pałętają się po naszym domu psy i koty, które nieraz wpadały w tarapaty."

      Paradygmat jest taki - ja jestem zajebista, wszystko co ja robię jest moralnie wzniosłe. Jeśli ktoś robi jak ja to jest OK, jak inaczej to jest ZUY.

      A może dopuszczanie do wypadków wśród braci mniejszych w twoim domu świadczy o przejawach znęcania się nad zwięrzętami i zaniedbaniach?? TOZ już zawiadomiony, zrobi z tym porządek :))

      Usuń
    3. Albo celowo przekręcasz, albo nie rozumiesz banalnie prostego komunikatu. Napisałam przecież: NIE KRYTYKUJĘ. Cytowanie zdania, a potem pomijanie jego pierwszej części - bezcenne! :))))

      Widzisz, Boska Wola, jakich masz obrońców? Mnie by było wstyd.

      Usuń
    4. PS. A w ogóle to POWTARZAM: jak Boską Wolę boli krytyka, niech to napisze od razu. I banuje za nieprawomyślne wypowiedzi.

      Usuń
  4. Nie rozumiesz o czym ja piszę.

    Nie krytykujesz, bo sama tak robisz (tzn. dopuszczasz, o zgrozo(!), do wypadków), a że masz siebie za absolut moralny, to nie krytykujesz innych za to samo. A ja Ci mówię, że gdyby wszyscy tak postępowali, to jakiekolwiek współżycie społeczne jest niemożliwe, bo każdy jest inny. Dlatego odpuść i daj ludziom żyć według ich własnego mniemania.

    W przeciwnym razie prędzej czy później możesz zainkasować komisyjnego klapsa w d...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A, przepraszam, więc to ja źle zrozumiałam. Ale, niestety, MYLISZ SIĘ. Współżycie byłoby niemożliwe właśnie wtedy, gdyby każdy robił to, co on/ona uważa za słuszne. Można natomiast dyskutować o tym, CZEGO konkretnie zabraniać.

      Oczywiście zgodzę się, że społeczeństwu dobro tych dwóch koni jest idealnie obojętne. Ale tak samo można powiedzieć, że obojętne będzie dobro katowanego dziecka. Czy abortowanego. Co ja piszę - to drugie po prostu ginie. No i co - mamy to akceptować? Otóż - nie! Jeśli JA uważam coś za złe, to JA to krytykuję. Osądzam. I jeśli mogę - działam.

      A jeśli TY bezczelnie i głupio zabraniasz mi tego, to jedyną moją odpowiedzią może być postukanie się w głowę. NIGDY nie uwolnisz się od ludzkich osądów.

      Boska Wola i tak to wykasuje, więc daruj sobie dalszą pyskówkę.

      Pa.

      Usuń
    2. PS. Przepraszam, jeszcze tylko jedna uwaga: o ile się nie mylę, to prawo zakazuje JUŻ pewnych zachowań wobec zwierzęcia, prawda? (abstrahuję od przypadku tych koni) Jak myślisz, dlaczego? Co się zmieniło? Czy przypadkiem nie nastawienie CZĘŚCI społeczeństwa do zwierząt? Która to część miała gdzieś "sumienie" osób, które nadal widziały w zwierzętach tylko ożywione przedmioty?

      Usuń
    3. Wiem, wiem, bardzo mnie to denerwuje. Wynika to właśnie z głupiego wychowania dzieci, które w wieku 12 lat odkrywają, że mięso nie jest od Pani tylko od kofanej świnki i potem, przez tą traumę popierają różne głupoty całe życie, przechodzą na wegetarianizm, etc. Jedyną nadzieją powrotu na ziemię jest macierzyństwo, czego Ci życzę.

      Według nowelizacji ustawy o obronie zwierząt całą tą hodowlę achałtekińską powinno się zamknąć - bo wg pań i panów posłów trzymanie koni bez stajni stanowi akt znęcania się nad nimi.

      Usuń
    4. Może to i złe, ale lepsze od litowania się nad uszkodzonymi płodami. Durniom z sejmu przeszkadza, że kobiety nie chcą rodzić upośledzonych dzieci.

      OK, przepraszam za ciągnięcie tego. Panie Autorze, kasuj Pan...

      Usuń
    5. Oczywiście pisząc "to" mam na myśli wyłącznie trzymanie koni bez stajni. Ich stan zdrowia ma monitorować weterynarz, a o tego Autor chyba sam zadba.

      Usuń
    6. A upośledzone konie można obcierać po grzbiecie?

      Usuń
  5. Jacku, podsyłam link, na początku października Węgrzy przejeżdżali przez wiosce obok nas i zostali sfilmowani przez sąsiada zza lasa. Można popatrzeć. http://www.youtube.com/watch?v=K6nGi_ENuxE&feature=share
    Pozdrawiam, Ewa S.
    PS. Dyskusji nie doczytałam do końca, tak jest jałowym gadaniem po próżnicy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ewo - wielkie dzięki!

      A dyskusji też nie mam zamiaru czytać. I nie tylko dlatego, żem zmęczony...

      Usuń
  6. Ta część konia, która zmieściła się w kadrze, wyglądała nie najgorzej.

    OdpowiedzUsuń
  7. Jest jeszcze krótkie ujęcie tam: http://www.youtube.com/watch?v=BvK86IS_JEE&feature=endscreen&NR=1
    Ewa S.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...