poniedziałek, 17 września 2012

Życie fantomowe

Jak Państwo wiecie, nie mam profilu na fejsbuku – i, jak na razie przynajmniej – nie chcę mieć. Co prawda, spędzam przed ekranem komputera dość dużo czasu – ale też moje „życie wirtualne“, które zresztą przez wrodzoną przekorę, konserwatyzm i uwielbienie dla pierwoodkrywcy, Mistrza Lema, wolałbym nazywać „życiem fantomowym“, ogranicza się do moich dwóch blogów i blogów zaprzyjaźnionych, które linkuję w blogrollu – oraz do dwóch forów internetowych: końskiego i historycznego – no i do Onetu, rzecz jasna. Ostatnio zaglądam jeszcze na kocie forum, które znalazłem dzięki temu, że ktoś na nim zalinkował jeden z odcinków mojej „historii sekretnej“.

Próby akomodacji na forach politycznych zakończyły się niepowodzeniem: u Korwina zbanowali mnie w 30 sekund po pierwszym udanym logowaniu – nim zdążyłem cokolwiek napisać (zaiste, ciekawa polityka…), u Michalkiewicza wieje tak ponurym, spiskowym pesymizmem, że nawet ja nie jestem w stanie tego czytać (nie stać mnie na taką ilość łyskacza, żeby to było możliwe – może więc zimą, o ile uda mi się uruchomić własną produkcję tego boskiego płynu..?), a wszystkie te „rebelye“, „libertarianizmy“, „frondy“ i temu podobne (gdzie, jak wiem, Państwo bywacie, bo wstawiacie tam czasem linki do mnie, stąd pojawiają się te fora w Analytics…) – wydały mi się, ogólnie rzecz biorąc, potwornie nudne.

Przygodę z „Nowym Ekranem“ zakończyłem definitywnie po tym, jak nie udało mi się jakieś pół roku temu opublikować tam tekstu – to znaczy, nawet opublikować to mi się udało, ale tamtejszy skrypt przy kopiowaniu z Worda kasuje wszystkie ustawienia, więc wyszła z tego kompletnie niestrawna kasza – a poprawienie tego już mi się w żaden sposób nie udało, bo tenże sam skrypt, tak prymitywny jak chodzi o Worda, zarazem jest niezmiernie wymagający jak chodzi o szybkość transferu, co przy moim kulawym łączu (powtarzam zawsze wszystkim znajomym, żeby byli cierpliwi dzwoniąc do mnie czy mailując – nie mieszkam ani w Bieszczadach, ani w Białowieży, tylko praktycznie na przedmieściach Warszawy – tu firmy telekomunikacyjne nie czują się zobowiązane inwestować, więc internet jest taki, jaki jest, a co do komórek, to na ogół nie mają zasięgu, albo „sieć jest chwilowo zajęta“…) sprawia, że muszę się w kółko logować na nowo i gówno z tego wychodzi.

Nie da się też ukryć, że ten blog, to typowy bigos, albo inaczej – groch z kapustą. Spragnionych wieści z życia gospodarstwa i historyjek o koniach mogą odstraszać i irytować długie rozważania o polityce i filozofii – a spragnionych takowych rozważań, nudzić fotki koni czy Niezwykle Ważne Doniesienia O Urodzaju Na Dynie. Sądzę zatem, że miałbym o wiele większy ruch, gdybym wydzielił „część publicystyczną“ do oddzielnego bloga. Na przeszkodzie stoi tu tylko jeden czynnik: NIE CHCE MI SIĘ!

No i na koniec – o wiele więcej miałbym czytelników, gdybym Państwu schlebiał. Gdybym pisał, że jesteście wspaniali, dzielni, wybrani przez Boga lub Los – a tylko ci wredni ONI, najpewniej przysłani przez samego Szatana albo innych „Proxów“ (kto nie wie, kto to są „Proxi“ ten ciapa!), stoją na przeszkodzie temu, aby między Odrą a Bugiem (a może, kto wie..? Między Łabą a Uralem..? A co! Jak szaleć to szaleć..!) zapanowała szczęśliwość powszechna, miłość i bojaźń Boża i co kto tam chce… Ale i tym – przejmować się w żadnym razie nie należy, bo przecież już tej jesieni, najdalej przyszej wiosny – System weźmie i pierdolnie, Matka Boska w Wygwizdowie (jest taka miejscowość naprawdę, za Radomiem – przejeżdżałem tam tydzień temu, jadąc z przyczepą po knura dla sąsiada…) objawiła to organiścinie pod lipą zeszłej Wielkanocy, ino wielki to jest sekret, ciiii… co by ONI nie zwiedzieli się i nie ścieli lipy..! Jak, nie przymierzając, u Gajowego Maruchy czy innej Astromarii, gdzie też dawno, dawno temu, ktoś z Państwa mnie linkował i stąd wiem, że takie światy i takie sposoby myślenia – istnieją.

Tymczasem, o ile Państwo zauważyliście, ja raczej piszę że jest nieźle, a momentami nawet dobrze, tu i ówdzie zaś – za dobrze wręcz – i pesymistą jestem tylko jak chodzi o przyszłość: wydaje mi się bowiem niepodobnym, aby jakakolwiek zmiana, jaka może nas czekać, NIE BYŁA zmianą na gorsze… Przy czym akurat to, czy będziemy stać, czy leżeć, walczyć z Systemem czy próbować się doń akomodować – wydaje mi się stosunkowo mało istotne, ponieważ nie dlatego spodziewam się zmian wyłącznie na gorsze, że jakowyś System („chciwych korporacji“..?) nas biednych, niewinnych i świetlanych uciska – a dlatego, że natura ludzka jest taka jaka jest i że doświadczenie tysiącleci jednoznacznie wskazuje, że po dłuższym okresie pokoju i dobrobytu – przychodzi czas mordu i grabieży. Jest to co prawda teoria czysto fenomenologiczna, oparta wyłącznie na obserwacji – ale czy aby na pewno ktokolwiek ma lepszą..?



No i na sam koniec – ten mój brak zdecydowania… Bo wprawdzie twierdzę konsekwentnie, że człowiek jest tylko jednym z wielu zwierząt i jeśli zdobywa się na altruizm, miłość, poświęcenie – to wcale PRZEZ TO TYLKO się od reszty swej zwierzęcej rodziny nie odróżnia, bo wszystkie zwierzęta społeczne też tak robią – ale mimo to, wcale nie wysnuwam stąd wniosku, że nie powinniśmy zabijać i zjadać naszych „Braci Mniejszych“… Czy też: trzymać ich na łańcuchach, doić, tuczyć i używać do pracy… Mnie się co prawda akurat wydaje to właśnie konsekwencją – boż i owi „Bracia Mniejsi“ bynajmniej nie wszyscy są jaroszami, tylko każde z nich żywi się tym, co mu Stwórca – albo Natura – jako pokarm właściwy przypisał, więc: gazela trawą – a gazelą gepard… no, ale widać, moje pojęcie na temat logiki i konsekwencji nie jest niekwestionowane. Jakoś się z tym odkryciem pogodzę chyba..?

Reasumując, dwie z powyższego wynikają prawdy. Pierwsza taka, że „fantomowego życia“ dotykam ledwo czubkami palców – i za stary chyba jestem po prostu, żeby skąpać się w nim po szyję. Nie chodzi tu zresztą wcale o czysto techniczną sprawność (tę chyba jednak posiadam…) – tylko o prosty fakt, że z wiekiem coraz mniej mam tolerancji dla odmiennych poglądów, płaskich konceptów i pospolitej głupoty. A też i o pewne jeszcze rzeczy, o których niżej…

Druga prawda natomiast jest taka, Moi Drodzy Czytelnicy, że to na Was spoczywa ciężar promocji tego bloga. Tak po prostu wynika z historii – przecież to nie ja, tylko Wy linkowaliście mnie na Rebelyi, Libertarianizmie, u Gajowego Maruchy czy Astromarii… Cóż ja na to? Ja na to tyle: ależ bardzo dziękuję, każdy taki link nader pozytywnie wpływa na moją miłość własną i poczucie własnej wartości, proszę – linkujcie mnie gdzie się da! Podoba Ci się jakiś tekst? Propaguj go dalej! Gdzie tylko możesz: im większy będzie ruch, tym mnie bardziej będzie się chciało… Może nawet wydzielę do osobnego bloga wątek publicystyczny..? Ale to tylko pod warunkiem, że przebijemy wspólnie barierę 3 tysięcy „oryginal users“ miesięcznie! Inaczej – dalej mi się nie będzie chciało…

Natomiast w toku dyskusji pod poprzednim wpisem, wynikła kwestia „protestów społecznych w sprawie ACTA“. Tak, jak napisałem w komentarzu: mnie ta sprawa śmierdzi!

Rzekomo setki tysięcy ludzi, głównie młodych, stanęło do protestu. Zmobilizowali się, protestowali, różne Palikoty i inne Kalisze próbowały się pod to podczepić z mniejszym lub większym powodzeniem (Palikotowi, mimo pewnych przepychanek, chyba się to jednak – na chwilę – udało…) – Tusk ustąpił, ACTA nie weszła w życie, sukces, triumf, „demokracja w działaniu“ – i nic po tym nie zostało. Dwa dni po załatwieniu sprawy można było spokojnie zapomnieć, że kiedykolwiek były jakieś protesty.

Czy to jest normalne, czy nie? Koleżance Kirze wydaje się to normalne i właściwe. Mnie nie. Należymy do różnych pokoleń. Należymy do różnych gatunków hominidów – jak pisałem w komentarzu!

Dla mnie modelowym przykładem „kampanii politycznej“ jest walka brytyjskich liberałów o zniesienie „ceł zbożowych“. Kampania ta trwała niemal 20 lat i też zakończyła się zwycięstwem – jak ruch przeciw ACTA – tyle, że miała długofalowe konsekwencje dla całego świata: dzięki niej właśnie, możliwa była Belle Epoque – idylliczne półwiecze między wojną francusko – pruską a wybuchem I wojny światowej, gdy postęp wydawał się niepowstrzymany, dobrobyt stawał się rzeczą naturalną, niemal „prawem człowieka“, a o moralnym doskonaleniu się ludzkości, kulminującym w Europie Zachodniej i Ameryce Północnej wątpić mógł tylko jakiś chory na umyśle Rosjanin, w rodzaju Tołstaja…

Z perspektywy tego, co nastąpiło później, Belle Epoque okazała się złudzeniem, bańką mydlaną, mirażem – a są tacy, szczególnie zaciekli w tropieniu przeszłych grzechów, którzy wręcz twierdzą, że od początku do końca była zwykłą zasłoną dymną, bo cóż z tego, że w Paryżu triumfował impresjonizm, a w Wiedniu secesja, jeśli w tym samym czasie prześladowano Drzymałę, Murzymów w Kongo i w Georgii, oraz Chińczyków na całym świecie..?



Może to i racja. Ale wiecie co? Jakbym mógł się urodzić 100 lat wcześniej, właśnie u progu Belle Epoque – to jakoś bym za fejsbukiem (którego nie mam…) nie tęsknił… Dlaczego? A, proponuję na początek poczytać trochę o tym Iście Błogosławionym Czasie… Prawdziwej Złotej Jesieni ludzkości – jeszcze niewinnej (bo nieświadomej, co tak naprawdę wynika z obalenia, w 1789 roku, Zasady Autorytetu…), a już zasobnej i technicznie uzbrojonej dzięki rewolucji przemysłowej…

Tak więc, 20-letnia walka o obalenie ceł zbożowych wpoiła w umysły brytyjskich wyborców (także należących do klasy robotniczej, która właśnie w tym czasie powoli uzyskiwała prawo głosu…) zasady wolnego rynku i uczciwej konkurencji – dzięki którym możliwa była Belle Epoque. Nie twierdzę wcale, że ówcześni wyborcy koniecznie byli mądrzejsi czy bardziej świadomi od dzisiejszych użytkowników fejsbuka. Ale… może po prostu mieli – więcej czasu na myślenie..?

Albowiem schemat „zdarzenie – mobilizacja – odprężenie“, który zdaje się wynikać z historii ACTA, jeśli przyjąć założenie, że to wszystko było na serio i autentycznie – wydaje się już na żadną refleksję czasu nie zostawiać. Jeśli ta historia naprawdę jest prawdziwa, jeśli to nie humbug, nie fałszywka, nie prowokacja, nie kłamstwo – to ludzkość, w protestach przeciw ACTA uczestnicząca – okazała się z tej okazji durniejsza od moich koni!!!

Tydzień temu ganiałem przez pół dnia Knedlika, żeby mu wymienić kantar. Knedlik zapamiętał tę lekcję – boczył się na mnie przez kilka dnia, ale koniec końców uznał, że powinien, dla własnego dobra, zaprzyjaźnić się ze mną. I przedwczoraj, kiedy poszedłem na padok zobaczyć, jak się czterokopytne mają – podszedł do mnie, położył mi głowę na ramieniu i serdecznie się przytulił… No – długi ma przewód myślowy nasz ogr, ale nie powiem: wzruszył mnie efekt jego kilkudniowych przemyśleń…

Tymczasem owi „protestujący przeciw ACTA“, poprotestowali, swoje osiągnęli – i nie ma ich już, zniknęli, nie istnieją, śladu po nich próżno szukać. Zaraz, zaraz – a bo to ACTA było izolowanym wyskokiem Niemiłościwie Nam Rządzących..? Mało to innych praw, które równie bezczelnie, bezlitośnie i bez sensu tłamszą, niszczą, ograniczają, wywołują gniew i oburzenie..?

To gdzie są ci „protestujący przeciw ACTA“..? Gdzie oni – pytam się?

Powtórzcie proszę, moje pytanie na fejsbuku i w innych miejscach, w których nie bywam, bom za stary na to.

Ograniczenie internetu Wam przeszkadzało – a ograniczenie praw własności do drzew, które na czyjejś działce wyrosły – już Wam nic a nic nie przeszkadza..?

Ograniczenie internetu Wam przeszkadzało – a terror podatkowy wymierzony w małe i średnie przedsiębiorstwa, kierowców i palaczy tytoniu – już Wam nic a nic nie przeszkadza..?

Ograniczenie internetu Wam przeszkadzało – a faktyczny terror informacyjny oligopolu ITI – Polsat i zdominowanej przez rząd telewizji tzw. „publicznej“ – już Wam nic a nic nie przeszkadza..?

Jedno z dwojga zatem. Albo cały ten „protest przeciw ACTA“ to był zwykły pic na wodę, fotomontaż i fatamorgana – albo te dziwne hominidy, wcale ze mną nie spokrewnione, które w nim uczestniczyły – cofnęły się w rozwoju umysłowym niżej Knedlika…

Którego poziom intlektualny oceniam na podobny jak 3 – 4 letniego dziecka gatunku homo sapiens sapiens (nie mylić z homo sapiens Zukerbergis…).

18 komentarzy:

  1. Tyle pisałeś o zasadzie niedziałania (która osobiście wydaje mi się tysiąc razy gorsza od fanatyzmu, bo fanatyk o coś walczy, a kompletnie niedziałający mógłby już nawet zdechnąć...), a teraz dziwujesz się, że ludzie nie protestują przeciwko każdej głupocie rządu. ACTA było wymierzone we wszystkich. I nie chodziło tylko o Internet.

    http://istota-rzeczy-wg-kiry.blog.onet.pl/Cui-bono,2,ID450332203,DA2012-01-29,n

    A pozostałe chore zasady są wymierzoną - każda z osobna - w niewielką część społeczeństwa. I jak tu się zbuntować?

    Są podobno jakieś manify (aborcja), jakieś pochody (prawa gejów), ale to i tak puchy w porównaniu z tym, co się przydarzyło w sprawie ACTA.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No widzisz. Należymy do różnych gatunków. Nigdy bym nie uznał, że ACTA może być "wymierzone we wszystkich" - ani, że jest to sprawa ważniejsza od podatków, własności i zasad...

      Obawiam się, że nie tylko o płodnym potomstwie, ale i jakimkolwiek bądź porozumieniu - nie może być mowy.

      Usuń
    2. ACTA dotyczyła także własności.

      Faktycznie, dzieci z tego nie będzie... :)

      Usuń
  2. "(kto nie wie, kto to są „Proxi“ ten ciapa!)"
    :/ no to jedna ciapa na ten blog zagląda :D
    Pozdr. CPa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też nie wiem... I będę musiała z tym życ !!!
      Pozdrawiam mimo wszystko.

      Usuń
    2. Proksi (ach ta skleroza...) występują w kapsach, pulwach i toranach. A na pewno jakiś siedzi w ambie!

      Usuń
  3. Szanownego autora resentment zjada potworny jakis. Tymczasem:

    "Ograniczenie internetu Wam przeszkadzało – a ograniczenie praw własności do drzew, które na czyjejś działce wyrosły – już Wam nic a nic nie przeszkadza..?

    Ograniczenie internetu Wam przeszkadzało – a terror podatkowy wymierzony w małe i średnie przedsiębiorstwa, kierowców i palaczy tytoniu – już Wam nic a nic nie przeszkadza..?"

    Owoz ma to dosc proste wytlumaczenie. Ludziom mlodym ograniczenie praw wlasnosci do drzew rosnacych na jakiejs dzialce nie przeszkadza, bo nawet o tym nie wiedza. Kto z nich ma wlasna dzialke z drzewem, ktore chce sciac??? Komputer za to, nawet bylejaki ale podlaczony do Inetu ma prawie kazdy.

    Podobnie z terrorem podatkowym - ktory z tych ludzi ma male czy srednie przedsiebiorstwo??? Ciesza sie, jak pracuja na umowe smieciowa albo na czarno - bo o legalnych umowach wiekszosc pomarzyc sobie moze. Co ma im przeszkadzac jakis tam terror, skoro i tak sa w czarnej strefie?

    Jedyny dostep do kultury jaki maja - przy chronicznym braku kasy na cokolwiek - sa wlasnie te pirackie filmy sciagane z torrentow, muzyka przegrana z plyty kumpla, gry zdobyte podobna droga. Nagle pojawil sie problem, ze im to zabiora - jedyną mozliwosc (poza alkoholem rzecz jasna) oderwania sie od gownianej i bez perspektyw przyszlosci. No t sie zbuntowali. Tym bardziej, ze cala masa ludzi juz od dluzszego czasu jest rozczarowana rzadami PO.

    A ze sie "rozpierzchli" - coz, moze jakbys bardziej nosa wysadzal z tej swojej wioski to bys wiedzial, ze wystepuje takie interesujace zjawisko jak flash mob. Mozliwe toto jest dzieki wlasnie komunikacji za pomoca mediow typu facebook/twitter/mobile devices. Pare tysiecy ludzi potrafi sie "ni stad ni zowad" zebrac w jednym miejscu, zrobic okreslona rzecz, poczem znikaja....

    Oczywiscie, skoro flash mob nie wystepuje na ulicy w Boskiej Woli to ani chybi jet to pic na wode, fotomontaz i fatamorgana :))))) cofnietych w rozwoju malp.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Flash mob tak się ma do polityki, jak dogging do erotyzmu. Raz, że kto kontroluje nośniki informacji (a rząd je przecież kontroluje, no co wy - dzieci jesteście..?), bardzo łatwo może tym zjawiskiem manipulować. Dwa, że takie zachowanie jest niewątpliwie cechą umysłu odczłowieczonego - to już jest inny gatunek...

      Usuń
    2. Futrzak, mogłabyś nie propagować obraźliwej lewackiej nowomowy? W życiu nie zamieniłbym moich dochodów z praw autorskich na jakiś śmieciowy etat.

      Zaś co do głównego tematu:
      http://derepublica.blox.pl/2012/09/Vidi-credite.html

      Usuń
    3. @Boska Wola

      Szedł ten, kto CHCIAŁ i WIERZYŁ, że jest to słuszne. Tak było zawsze. Inteligencja tłumu się nie zwiększyła. Zmieniły się jedynie sposoby jego zwoływania.

      Usuń
    4. @ Iulius

      Przeczytałem. I szczerze pisząc, wygląda na to, że rzeczywiście dzieli nas różnica pokoleń - ćwierć wieku WCALE nie korzystałem z internetu, więc - czniam na "wolność w Sieci", bo z całą pewnością doskonale sobie bez niej poradzę (a radziłbym sobie i teraz, gdyby tylko więcej gazet niż dwie chciało mnie drukować...).

      @ Kira, Iulius i Futrzak

      Pozwolicie, że jednak się z Wami nie zgodzę. Z faktu, że Wy nie widzicie różnicy i wszystko jest Waszym zdaniem OK - wcale nie wynika, że tak jest naprawdę. Po prostu - Wy już nie umiecie sobie wyobrazić świata bez internetu - jesteście nowym gatunkiem hominida - i dla Was to mój sposób myślenia jest dziwny i może archaiczny. Tym niemniej: różnica z całą pewnością istnieje. Napiszę o tym osobno obszerniej...

      Usuń
  4. rzeczywistość w Polsce nie jest gówniana i bez perspektyw.... o nie....

    po prostu różnym młodym frajerom i leserom nic się nie chce (no może poza klepaniem w klawisze od kompa) i każdy chce być od razu prezesem i wielkim panem

    w to wielkie G (g jak guano)

    okazuje się, że jednak trzeba popracować... rączki pobrudzić

    ja czekam z wielkim wytęsknieniem na ten kryzys, co w kraju nad Wisłą ma przyjść - on by może coś w kierunku pozytywnym ruszył - i się nadal doczekać nie mogę

    ot ten kryzys to jak Potwór z Loch Ness, każdy o nim gada, nikt go jeszcze nie zobaczył (na trzeźwo)

    oj niech w końcu dupnie! może to stado bydła rogatego w końcu się ruszy w jakimś kierunku jak hałas posłyszy :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polacy przed I wojną światową modlili się "o wojnę powszechną". No i niby wymodlili... Ale czy to naprawdę było warto..?

      Tak więc proponowałbym raczej cieszyć się tym, co jest i nie wyglądać z nadzieją tego, co będzie jak pierdolnie - bo nie wydaje mi się, aby ludzie się czegokolwiek byli w stanie nauczyć w życiu (jako masa), a jakoś innych potencjalnych korzyści z tego dupnięcia chyba nie widać..?

      Usuń
    2. siedzisz sobie na swoim fajnym rancho, oglądasz piękne konie, koty, zachody słońca

      ja siedzę w mieście i oglądam ludzi o różnym przekroju społecznym, polską rzeczywistość na co dzień

      wiem co mówię

      olewactwo, rozbestwienie, rozleniwienie, leserstwo, nieróbstwo powszechnie zasłaniane magicznym słowem "kryzys"

      oczywiście im się wszystko należy, ot tak... z urzędu, dlaczego? bo są ważni! dlaczego? bo zrobili maturę/licencjata/magistra... niepotrzebne skreślić i są elitą!

      oczywiście ta elitarność nie przeszkadza by czasem coś ukraść, ot... skoro można to trzeba

      taki to nasz elitarny naród, zad mu tłuszczem w dobrobycie obrósł i w głowach się poprzestawiało

      Usuń
    3. "każdy chce być od razu prezesem i wielkim panem"

      "oczywiście im się wszystko należy, ot tak... z urzędu, dlaczego? bo są ważni! dlaczego? bo zrobili maturę/licencjata/magistra... niepotrzebne skreślić i są elitą! "

      Wokół siebie widzę coś wręcz przeciwnego - ludzie są przekonani, że aby zdobyć jakąkolwiek posadę lepszą niż w sklepie na kasie trzeba być doktorem habilitowanym z pięćdziesięcioma latami doświadczenia zawodowego, uprawnieniami SEP i prawem jazdy na czołg pływający PT-76. Nie starają się o pracę odpowiadającą kwalifikacjom, bo są z góry przekonani o porażce.

      Usuń
    4. odnośnie nowych mozliwości w Polsce, a przynajmniej w mojej okolicy to mam nowy post:

      http://tiny.pl/hnqvj

      ot banał, a można się ustawić niż nie jeden doktorek czy profesorek

      Usuń
  5. Ile brakuje jeszcze do 3 tys unikatowych użytkowników miesięcznie?

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...