sobota, 8 września 2012

Zgredek, czyli: czy naprawdę jestem skurczybykiem..?

Wszystko zaczęło się wczoraj rano. Za drzwiami rozległ się pisk. A zaraz potem: drapanie pazurami. Ki Dyabeł..? Czarnobiały koćkodan w domu, czarny rzadko tak się zachowuje - no i dlaczego miałby piszczeć..?

No i nie był to koćkodan. Był to mały, chudy, brzydki jak nieszczęście - szczeniak! Który całą dobę, od wczoraj rana do dziś rana, próbował się nam wmeldować do chatki. A myśmy z miernym powodzeniem - próbowali go przegonić...

Trudno i darmo, ale:
1) Ja psów w ogóle nie lubię (żadnych! - lubię koty, psa mogę ewentualnie tolerować... z daleka i jak mi w oczy nie wchodzi...). Nawet z cebulką..! Lepsza Połowa to i owszem, o charciku marzy... ałabaja z Aszchabadu NIE przywiozła, choć sam się do niej łasił (ale myślała że to kundel... no i nie miała jak go przemycić!). Mały, chudy, brzydki jak nieszczęście kundel - absolutnie nie mieści się w kategorii pożądanych mieszkańców naszej farmy!
2) Jeśli raz jeden się zlitujemy i przygarniemy takie nieszczęście - ani się obejrzymy, a będziemy ich karmić całe stado. Takie jest prawo natury! W każdym gospodarstwie pęta się takich kundli ochnaście - gospodarze regulują ich pogłowie w zasadzie w jeden tylko sposób: zakopując żywcem część miotów. Jak się rozejdzie fama, że my akurat mamy miękkie serce i przygarniamy - przestaną zakopywać, a zaczną podrzucać... Poza tym, CO ROKU po wakacjach wzdłuż linii kolejowej i okolicznych dróg, zawsze pęta się pełno porzuconych psów: pamiątek po wracających do Radomia lub do Warszawy letnikach...
3) Żyjemy bardzo oszczędnie - i w zasadzie nie mamy żadnych resztek żywności (poza skorupkami po jajkach i czasem obierkami po kartoflach - a już i z tego powodu Lepsza Połowa męczy mnie o kompostownik - odkąd mamy ogródek, nie ma już "podręcznego" dołu, do którego - przewidując z góry jego ogrodowe zasypanie - można było takie resztki wyrzucać). Stąd karmę dla kotów musimy kupować - i jest to jedna z istotniejszych pozycji w naszym budżecie. Czym i za co mielibyśmy jeszcze karmić kompletnie nam niepotrzebnego (Sylwestra przynajmniej wygrzewa moje nerki - a Krystyna morduje gryzonie...) kundla..?
4) Lepsza Połowa tak w ogóle to ma alergię na psy (na koty zresztą też - ale Sylwestra była już z nami, ZANIM Lepsza Połowa dowiedziała się o swojej alergii, a Krystyna mieszka poza chatką - no i zapracowała na swoje utrzymanie ratując nas przed plagą gryzoni).

Tak sobie powtarzając te argumenty - pilnowaliśmy nawzajem jedno drugiego, żeby szczeniaka nie karmić i nie poić, w - daremnej jak się okazało - nadziei, że w końcu sobie pójdzie szukając zasobniejszego domu i przestanie nam wiercić dziury w sumieniach...

Nie było łatwo! Jak już nakarmiliśmy konie i koty i zalegliśmy w (nie)małżeńskim łożu made by Ikea - szczeniak rozpłakał się rozdzierająco pod drzwiami! No: Zgredek. Wypisz - wymaluj...


Ocho - niedobrze... Jak już imię dostał, doba nie minie, a wmontuje się pod pościel...

Sąsiad się zaoferował, że szczeniaka przygarnie. W pierwszej chwili odrzuciliśmy tę szlachetną propozycję - bo jakże to tak, komuś na głowę własny wyrzut sumienia zrzucać i Zgredka, który jest AŻ TAK brzydki, paskudny, namolny i pewnie jeszcze - chory..?

Ale jak zaczął dziś przed południem wykopywać poziomki i ogórki w ogródku - to w zasadzie pozostały tylko dwie sensowne opcje do wyboru (bo jasnym było, że dobrowolnie sobie nie pójdzie): złapać i skrócić jego cierpienia siekierą - albo złapać i odwieźć do sąsiada...

I co wybraliśmy, koniec końców..?

Tak jest, słusznie Państwo zgadujecie: Zgredek trafił do sąsiada za torami..!

Koćkodany tak czy inaczej świętują (nie to, żeby się takiego pryszcza bały - ale jednak trochę: ograniczył im komfort samowładztwa na włościach swoją piszczącą obecnością...). A ja, niestety, po raz kolejny się przekonałem, że nie jestem aż takim skurczybykiem, jakim chciałbym być... To się, niestety, na pewno zemści: jak każdy dobry uczynek - i jak każde rozwiązanie połowiczne i kompromisowe..!

21 komentarzy:

  1. " Tak jest, słusznie Państwo zgadujecie: Zgredek trafił do sąsiada za torami..!"

    Myślę, że tylko Ci się wydaje, że miałeś wybór i mogłeś postąpić inaczej.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciebie męczył szczeniak. Nas - karmiąca suka (bez szczeniaków). No i - jest.

    Ludzi, którzy wyrzucają zwierzęta lub zakopują je żywcem uważam za coś gorszych od morlocków.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. E tam. To dobrzy ludzie. Roztkliwianie się nad każdym szczeniakiem to właśnie przejaw zepsucia wynikającego z nadmiernego dobrobytu...

      Usuń
    2. Czyli wyjście poza podstawowe pragnienia (nażreć się i wysrać) to zepsucie? Ciekawe... Chyba jednak nie powinieneś używać tego słowa. :)

      Usuń
    3. Waćpanna hiperbolizuje! Roztkliwianie się nad szczeniaczkami (a może i nad gąsieniczkami czy motylkami..?) jest wcale wysoko na piramidzie Masłowa. Od zaspokojenia potrzeb głodu i defekacji dziele je wiele bardzo ważnych istotniejszych rzeczy - w zasadzie wszystkie, jakie są potrzebne dla stworzenia wcale dobrze funkcjonującej cywilizacji!

      Usuń
    4. Kira, suma cierpienia w przyrodzie jest niezmienna. Jesli by Jacek postapil "humanitarnie" i przygarnal psa, to przeciez te psy by musialy cos jesc. Zakladajac, ze jakies mieso (a uwzgledniajac ginace w czasie uprawy zboz czy soi gryzonie, gasieniczki i motylki to tyczy sie to dowolnej, nawet roslinnej paszy) by od czasu do czasu widzial, to i tak jakies stwory by musialy byc dla niego zabijane.

      Oczywiscie sa przyjemniejsze sposoby smierci niz byc zakopanym zywcem...

      Ten przyklad pokazuje, ze na Ziemi nie wszyskie problemy moZna rozwiazac.

      Usuń
    5. Daimyo, nie rzucaj takimi tekstami przy kobietach, bo żadna z Tobą do łożnicy się nie uda. Ktoś tu pisał o roztkliwianiu się nad wszystkimi żyjątkami na świecie? A zresztą nawet gdyby - to ktoś chce poświęcić swoje życie dla ich ratowania? Ja mam swoją część do zrobienia, Dian Fossey miała swoją... Ważne, żeby nie być KOMPLETNIE nieczułym ch...em.

      Usuń
    6. Droga Kiro,

      nie martw się, od dawna wiem, że podryw to nie czas na rozwiewanie kobiecych marzeń i mitów.

      No, ale przecież nie zamierzam Cię "na warsztat" zaciągnąć, więc to chyba nie problem?

      Usuń
  3. Zakopują żywcem szczenięce mioty ?? I podajesz im rękę ?? A jakby zakopywali żywcem nowo narodzone źrebięta ?? Tylko nie pisz, że tego nie robią - bo to jedno i to samo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ to jest właśnie przejaw daleko idącej delikatności uczuć i wrażliwości! Jak się zakopie, to nie widać, nie ma krwi, wrzasku, pisku - nie ma sprawy...

      Moim zdaniem, co prawda, właśnie siekierą byłoby humanitarniej - ale do tego trzeba siły ducha, której mi najwidoczniej brak, skoro tego nie zrobiłem...

      Usuń
  4. Oj, jakbyś tą siekierką..
    To chyba bym tam do Ciebie się wybrała z intencją złowrogą ;)
    Co do relacji- człwoiekowatych-zwierz, zdecydowanie wolę psowate :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tiaa... a potem takie Zgredki zbierają się w bandy i gonią sarny po lesie: co nieraz widziałem. Dobrze, że nasze konie na czeczeńskich wilkach wyćwiczone, byle pieska się nie przestraszą...

      Usuń
  5. szkoda szczeniaka, gdybyś miał jakąś małą hordę podwórkową, może nie byłoby wykopywania słupków z ogrodzenia w nocy

    kot nie oszczeka złodzieja, nie pogryzie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pies marnie nadaje się do ochrony. Chyba że będzie jej uzupełnieniem, np. w patrolach razem z wartownikami.
      To że pies ochroni dom, to taki polski wiejski mit.
      Pies będący za ogrodzeniem nie ma szans się obronić przed napastnikiem.
      Widziałem psa zatłuczonego bejsbolem przez złodzieja, który pewnie usiadł na ogrodzeniu. Oprócz strat materialnych, powstała strata o wiele gorsza dla okradzionych ludzi.
      Zawsze też pies może dostać nożem lub nawet zostać kopnięty w nos gdy go wystawi.

      Usuń
    2. Nawet nie mam ogrodzonego podwórka...

      A Zgredka (bo to suczka jest) to typowo miejski pies - pcha się do domu i ani myśli mieszkać w budzie czy pilnować obejścia! Najwyraźniej jest skutkiem zakończenia wakacji - znudziła się radomskim czy warszawskim dzieciom, to ją wyrzucili gdzieś przy stacji kolejowej - i tak się do nas przypętała.

      Usuń
    3. @artur xxxxxx
      Ten mit chyba działa chyba w dwie strony?

      Właścicielowi się wydaje, że on ochroni dom, więc i złodziejowi (amatorowi) się również wydaje, że pies może być problemem. Zapewne przed profesjonalistami, to marna ochrona, ale przecież nie oszukujmy się - profesjonaliści nie będą się przecież zasadzać na metalowe słupki.

      Usuń
  6. Ale głupoty tu wypisujesz :-) Na szczęście wiem, że to konwencja i prowokacja, więc ja się w emocje wkręcić nie dam :-)
    W jednym masz rację. Należy ustalić sobie pewne granice.
    Kiedy sprowadziliśmy się do wsi i rozniosła się fama, że jesteśmy hodowcami psów, zaczęli ściągać do nas różni osobnicy z kundelkami na sznurkach. A to, że się przybłąkał i żeby wziąć, albo żeby kupić (!!!) Gdybym uległa i dała się ponieść litości, skończyłabym jak Violetta Villas.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ze dwa lata temu już nam jeden szczeniak ze wsi kundla do płotu przywiązywał - rozmontowawszy zresztą w tym celu ogrodzenie, bo nawet własnego sznurka nie miał (a konie chodziły na tym pastwisku i zaraz by nawiały...). Sprałem durnia na kwaśne jabłko - kundel pobiegł za nim i tyle ich widzieliśmy...

      Naprawdę NIE ŻYCZYMY SOBIE lokalnego kundla w obejściu. Nie jest nam do niczego potrzebny!

      Usuń
    2. @Riannon
      Może w tym tkwi sekret gęstych włosów? Może Violetta Villas posiada jakąś mroczną tajemnicę..?

      Usuń
  7. a ja mam pytanie

    czy w ramach literackiej prowokacji i rozruszania publiki na blogu doczekamy się postu o spożywaniu psiny?

    Admin R-O

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przecież napisałem - nawet z cebulką nie lubię :-)

      A co tam inni do garnka wkładają - nie moja sprawa!

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...