piątek, 28 września 2012

Z pamiętnika bimbrownika, cz. 3 - wino jeżynowe

Wyszło mocne, aromatyczne i słodkie. Jest to przy tym słodycz niebanalna, nieszablonowa i nienatarczywa: miodowo - korzenna, rozlewa się równomiernie, pewnie i łagodnie od czubka języka aż po gardło, ani na chwilę nie tracąc swojego, z niczym nieporównywalnego charakteru. Nie ma w tym nic z landrynkowej tandety popularnych "fabrycznych" win owocowych.

Prawdę pisząc: nie mam zbyt wiele doświadczenia jak chodzi o wina gronowe. W ilościach większych niż aptekarskie szkodzą mojej plebejskiej wątrobie. Ze wszystkich zaś win gronowych najmniejsze doświadczenie mam z winami słodkimi, których ani ja, ani Lepsza Połowa (bynajmniej nie cierpiąca na taką samą jak moja przypadłość...) nie lubimy. Ale dawnymi czasy, gdy byłem pełnym ambicji studentem stosunków międzynarodowych (he, he, he...), prowadziłem wcale systematyczne studia nad smakami różnych gatunków win, z samozaparciem godnym lepszej sprawy znosząc wynikające z tego dolegliwości. Enologiem bym się nie nazwał, ale coś tam pamiętam.

No i problem w tym, że moja pamięć nie podpowiada mi niczego porównywalnego. Malaga jest od naszej "jeżynki" zdecydowanie "krótsza" - atakuje przednią część języka, podniebienie i boczne ściany jamy ustnej, po czym gaśnie jak zdmuchnięta świeca. Sherry? No, może trochę - ale i to jest tylko bardzo zgrubne porównanie. Wina mołdawskie albo słodki tokaj - nie mają tej łagodnej pewności siebie, są w porównaniu do "jeżynki" nerwowe i brutalne. Nie! Tego się nie da z niczym porównać: jest to po prostu wino jeżynowe. Klasa sama w sobie i dla siebie.

Wyszły nam po rozlaniu baniaczka trzy takie litrowe butelki i kubeczek. I tym kubeczkiem obojeśmy się uraczyli wczoraj, Lepszej Połowy, która tak w ogóle to jest chora, twierdzi że nie czuje żadnych smaków i rzyga nawet od szklanki wody - nie wyłączając (i jakoś jej ani zapach drożdżowy, typowy dla młodego wina nie przeszkadzał, ani wcale niedobrze po tym łyczku czy dwóch nie było...). Wypiwszy większą część kubeczka tak się rozluźniłem, że... no, mniejsza z tym!

Co tu jeszcze mogę dodać? Odnalazłem swoje życiowe powołanie, Drodzy Państwo! Nareszcie!

Ponieważ mamy wolny baniaczek w konsekwencji - kombinujemy, co by tu następnego nastawić. Jest jeszcze czeremcha - ale może wygrzebię jakiś inny przepis na jesienne owoce? W lodówce czeka zamrożona jarzębina - ale na to zawsze jeszcze będzie czas...
-----------------------------------------------------------------------------------------

Zbierając czeremchę dwa dni temu - napotkałem jednego z naszych starszych sąsiadów. Okazuje się, że owo pożyteczne drzewo pojawiło się w naszej okolicy zaledwie około 10 lat temu - i ludność miejscowa do tej pory nie wie jeszcze, że jego owoce są dobre. Uświadomiłem tedy Sąsiada - dałem mu spróbować i przyznał, że smaczne.

Zastanawia mnie tylko - o czym właściwie świadczy taka ekspansja czeremchy? Nawet nie wiem, czy to jest czeremcha europejska czy amerykańska - zresztą, who cares, skoro jest dobra? Europejska czeremcha z dawien dawna występowała na północny wschód od nas - jeśliby to jej ekspansja miała miejsce, trzeba by to chyba uważać za oznakę... oziębienia..?
----------------------------------------------------------------------------------------

Wiem, wiem: powtarzam się. Ale może u kogoś z Państwa stoi gdzieś w kącie albo na strychu nikomu niepotrzebny, kurzący się tylko baniaczek? Niekoniecznie od razu taki wielki, pękaty - używamy głównie baniaczków 5-litrowych i, biorąc pod uwagę wydajność naszego sokownika z Pierdonki, jest to objętość bliska optymalnej... więc: kurzy się może coś takiego..? A u mnie by się nie kurzyło...

A jeśli jeszcze ktoś z Państwa ma może przypadkiem po Szanownym Przodku, bohatersko walczącym z komuną czynem i ciężką pracą, a nie bezpłodnym gadaniem aparaturę destylacyjną której nie używa i używać nie ma potrzeby - to znalazłby we mnie dożywotniego dłużnika i dostawcę różnych smacznych i rozweselających rzeczy (nie tylko w płynie zresztą...).

8 komentarzy:

  1. Najłatwiej poznać czeremchę naszą od wrażej po zapachu. Jeśli rozetrzemy liść czeremchy pospolitej to będzie on wydawał charakterystyczny, gorzki, lekko drażniący zapach, dla większości ludzi odbierany jako smród (ja go bardzo lubię). Czeremcha amerykańska ten zapach ma ledwo wyczuwalny w liściu. Podobnie czeremcha amerykańska zwie się nieraz późną, bo kwitnie miesiąc później, jakoś w końcu czerwca, a nie w końcu maja.

    Jest jeszcze w obiegu czeremcha Maacka, która pochodzi z Chin i ma charakterystyczną, popękaną korę, trochę jak platan, tylko bardzo ciemną.

    Zazdroszczę owoców, bo u mnie w tym roku ptaki wszystko bardzo szybko sprzątnęły, a też mam dużo tego "towaru".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znakiem tego, nasza czeremcha jest hamerykańska... Ale nie mam o to do niej pretensji!

      Usuń
    2. Raczej tak, amerykańska jest też bardziej inwazyjna i mniej wymagająca w stosunku do siedliska. Rodzima czeremcha rośnie wyłącznie na podmokłych terenach, a amerykańska będzie się i w piachu rozsiewać.

      Usuń
  2. Stały...dwa 25 litrowe albo coś koło tego... w słomianych kubraczkach i drucianych butach. Dostały nóg i poszły w niewiadomym kierunku.

    W mojej rodzinnej wsi zwykle śnieg utrzymywał się miesiąc dłużej niż w reszcie regionu, a czeremcha rośnie tylko w jednym miejscu- nie wygląda więc na szczególnie zimnolubną... :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Winko jeżynowe mniam, mniam. Piłam kiedyś takie. Koleżanka kupiła na Ukrainie od ulicznego sprzedawcy. Jedyny trunek który mi smakował bez zastrzeżeń.Mnie samej produkcja wina wydaje się bardzo skomplikowana. Robię tyko likier z płatków róży konfiturowej.

    OdpowiedzUsuń
  4. Cie choroba !!- jak mawiał pewien sołtys - nie wiecie nawet, jak Wam zazdraszczam tego winka czeremchowego!! Ja mam z winem akurat tak samo, jak Ty, Jacku , ale takie własnej roboty.... mmmmmmm :-))
    A baniaczek, owszę, owszę , stoi i kurzy się - co z tego, jak to jakieś cirka-ebałt 400 kilometrów do Was ....
    Sam nie pójdzie :-((

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jeśli podeślę Ci kasę na kuriera..?

      Usuń
    2. Przeżyje transport ??? Mogę spróbowac... Od razu uprzedzam - myc nie będę !!! Leniwa jezdem... Zakurzony zapakuję w karton - i czym nadac ? Znaczy - jakim kurierem - wprawy w tym nie mam ? A tak w ogóle mój mail abora2@wp.pl

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...