poniedziałek, 24 września 2012

Koniec marzeń?

Niestety, znowu nie zdążyłem na "różową fazę" wschodu Słońca. "Faza złoto - brunatna" wygląda mniej więcej tak:
Ostatnie resztki różowości przetrwały jeszcze na nieboskłonie południowym:
i, naturalnie, na zachodzie - w tak subtelnych jednak odcieniach, że zgodnie z przewidywaniami, matryca cyfrowa niezbyt dobrze daje sobie z nimi radę:
Bynajmniej jednak, nie tylko nie tracę nadziei, że w końcu pokażę Państwu całe to widowisko, jakie przy odpowiedniej pogodzie Siły Kosmosu odgrywają nad Boską Wolą co ranek, ale wręcz - jestem tego pewien. Wschód Słońca, naturalną koleją rzeczy wypada coraz później - a ja, o ile nie zaśpię, staram się ściągać konie z pastwiska na poranną garść owsa i wodę - o stałej porze, czyli o 6.00 rano. Jeszcze tydzień, może dwa, a "faza różowa" wypadnie na moment, gdy będę już w miarę swobodny...

Tak więc: jak o to chodzi - o żadnym "końcu marzeń" mowy być nie może.

Koniowate też mają się dobrze. Po śniadaniu zostawiłem je na chwilkę pod wiatą, żeby się napiły (wyrzucam je z powrotem na pastwisko od razu, jeśli piją od razu i chętnie - dziś tak nie było). Zamiast tego, jednak, baby wyrzuciwszy ogra na zewnątrz:
zajęły się czyszczeniem wiaty z resztek siana, pozostałego tam po tym, jak ostatni raz się nad nimi ulitowałem podczas deszczu (czego kompletnie nie doceniły, swoją drogą...):
W tej sytuacji, wyrzuciłem je na Wielki Padok eskpresikiem.

Trzeba im obstrugać kopyta, co odkładamy jakoś tak z dnia na dzień, bo niekoniecznie najlżejsza jest to praca - ale poza tym, niczego im na razie nie brak i mają się bardzo dobrze.

To o co chodzi, w takim razie, z tym "końcem marzeń"?

No cóż, ci z Państwa, którzy cieszą się najlepszym wzrokiem, albo wpadli na pomysł powiększenia sobie zdjęć pokazanych powyżej, zauważyli pewnie szron na trawie. Mieliśmy dziś znowu przymrozek. Tym razem - bez zamglenia.

Tytoń padł:
W zasadzie można by jeszcze te liście zebrać i wysuszyć - w ogromnej większości były już dojrzałe.  Tylko czy jest po co? Odnoszę bowiem w dalszym ciągu wrażenie, że nasz tytoń nikomu nie jest potrzebny... Do Poznania na pewno nie będę go wysyłał - za daleko, za duże koszty. Ale do Warszawy..? A tu tymczasem, jakoś chętnych nie widać...

Obawiam się natomiast, że możemy zapomnieć o gromadzeniu nasion - na które akurat kilku chętnych było. Do tej pory zebraliśmy ledwo garstkę najbardziej dojrzałych nasionek odmiany Tennessee (Jezus, Maria - nigdy nie wiem, które "e" powinno być podwójne!), bo sypały się wszystkie dość gęsto, ale na ogół - zielone. Jeśli rośliny całkiem padły, co okaże się za kilka godzin - to więcej tych nasion już nie będzie. Sadzonki wprawdzie łatwo było kupić na Allegro i były tanie - ale to było wiosną, nie wiadomo jak rynek zareaguje na szykowane przez "Najlepszego Ministra Finansów w Europie" obostrzenia w tym zakresie.

To ostatnia tak chłodna noc w okresie objętym najbardziej długoterminową prognozą pogody, do jakiej mam dostęp. Już jutro ma być znacznie cieplej, przy dużym zachmurzeniu i mgłach. Może nawet coś tam popada (z soboty na niedzielę tak w ogóle - to mieliśmy normalną, regularną burzę z błyskawicami i grzmotami - długo nie mogłem uwierzyć, że przy tak niskiej temperaturze coś takiego dziać się może i podejrzewałem o te huki już to przelatujące nisko odrzutowce, już to nasz komin - bośmy ostatnie dwa dni przepalali popołudniami...). Szkoda by więc było, żeby takie incydentalne ochłodzenie aż tak wielkie wyrządzało szkody w ogródku...

2 komentarze:

  1. No dziś ja także biorę się za zbiory w ogrodzie bo już drugą noc był przymrozek. tak jak pisałam u mnie na blogu, zima przyjdzie szybko nawet jesienią się nie nacieszymy. Kozy łapią puchową sierść która grubo już wystaje spod właściwej.

    OdpowiedzUsuń
  2. tak to prawda zima idzie moje pelargonie też już podmarznięte a koty dostały apetytu i wszystko z miseczek znika bez wybrzydzania...

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...