piątek, 21 września 2012

Jelita, czyli psy szczekają..?

Legenda herbowa herbu Jelita opowiada o rycerzu, którego Łokietek znalazł na polu bitwy pod Płowcami z krzyżacką kopią w brzuchu i zapytał (nader inteligentnie skądinąd): strasznie musicie cierpieć, dobry człowieku? Na co tamten (politycznie): nie tak to boli, jak zły sąsiad…

Osobiście nic nie mam wspólnego z herbem Jelita, ani w ogóle z żadnym innym herbem – ale przypomniała mi się ta historyjka wczoraj wieczorem, gdy zajrzałem na mój ulubiony, jedyny w polskim internecie profesjonalny wątek poświęcony koniom achałtekińskim.

Tłumaczyć się z Knedlika nie mam najmniejszego zamiaru. Zresztą Państwo, którzy śledzicie tego bloga – doskonale wiecie skąd się Knedlik wziął. Wyjaśniłem także, dlaczego zostaje.



Nie ukrywam natomiast, że i dotknęło mnie i wprawiło w zdumienie oskarżenie, jakobym kundlił moje kobyły jakimś tam czeskim wypierdkiem (zamiast użyć, rzecz jasna, jedynego słusznego i „klasowego“ ogiera czystej krwi, stojącego nad morzem..?) – dla pieniędzy.

No żesz ty kurwa mać!

Rozumiem, że każdy sądzi po sobie. Tu jednak trzeba za grosz wyobraźni nie mieć, a nie tylko sfiksowany na punkcie kasy czerep (typowo nadmorska jest to choroba, swoją drogą…) – żeby wyobrażać sobie, że ja na tym mogę zarobić..? Ja na tym z całą pewnością mogę stracić: którąś z kobył (tfu, tfu, tfu…), nowo narodzone albo i nienarodzone źrebię, własne zdrowie, nerwy i masę pieniędzy – jak na wyźrebieniu, a potem kryciu Melemahmal.

Ale zarobić? Owszem: ogierek lub ogierki, jeśli takie będą – będą na sprzedaż. Nie mam tu warunków do trzymania własnego ogiera, nie jestem w stanie zapewnić mu sportowego treningu i wypromować. Lepiej dla niego, żeby trafił w zasobniejsze ręce. I, jakoś tak nie mam wątpliwości, że jeśli będzie taka możliwość (w sensie – będzie ten ogierek lub ogierki…) i potrzeba – chętny znajdzie się z łatwością. Niekoniecznie w Polsce…

Tylko: kiedy to będzie..? Za rok z okładem. Jaki to może mieć wpływ na moją sytuację finansową? Praktycznie: żaden. Bo najpierw muszę ten rok z okładem przeżyć i nadzieja na to, że kiedyś tam jakiegoś ogierka albo dwa sprzedam (a jak się urodzą same klaczki – czego bym zresztą bardzo chciał – to co..?) – nic a nic mi w tym nie pomoże, bo to jest pisanie palcem na wodzie.

Rozumiem, że rynek w Polsce na konie tej rasy jest bardzo płytki. I każdy koń nie należący do „jedynej słusznej i jedynej klasowej“ hodowli – zaraz wprawia nadmorskie towarzystwo w panikę, bo jeśli ja będę miał w przyszłym roku dwa odsadki na sprzedaż, to oni nie znajdą kupca na swojego jednego. Albo będą musieli spuścić z ceny, co na jedno wychodzi…



To tylko dowodzi ciężkiej paranoi. I, kompletnego, swoją drogą, niezrozumienia sytuacji. Im więcej bowiem będzie w Polsce koni czystej krwi achałtekińskiej – tym większy będzie na nie popyt, a nie odwrotnie! Po prostu: więcej ludzi takie konie zobaczy – a prawie każdy, kto je zobaczy – zaraz się w nich zakochuje… O ile, oczywiście, ma po temu predyspozycję genetyczną…

Ale dobra – psy szczekają, karawana idzie dalej. Nie tak to boli, jak zły sąsiad.

Pozostaje pytanie ważne: po co – skoro nie dla pieniędzy – ryzykuję zdrowie i życie moich kobył, żeby je rozmnożyć?

Jest to pytanie, które zadaję sobie bardzo często. Odpowiedź – na dzień dzisiejszy, bo wcale nie gwarantuję, że jest to odpowiedź w jakikolwiek bądź sposób ostateczna – jest taka, że jest to moim obowiązkiem. Obowiązkiem względem tysięcy pokoleń koni i ludzi, którzy wspólnym, nieprzerwanym wysiłkiem doprowadzili do tego, że ja mogę się dzisiaj cieszyć moimi końmi. Nie ja ten łańcuch zacząłem, nie leży w mojej władzy decydować o jego przerwaniu. A ponieważ rasa jest bardzo nieliczna – trzy kobyły to bardzo dużo i brak od nich potomstwa byłby już zauważalną stratą, zauważalną wyrwą w tym łańcuchu.


Pytanie, czy nie zmienię zdania w kwietniu, po jakimś kolejnym horrorze porodowym..? Jak znam Bubę, wyźrebi się dokładnie w Wielkanoc, a w promieniu 300 km nie będzie ani jednego trzeźwego weterynarza… No dobra: mam ponad pół roku na panikowanie i wyobrażanie sobie najgorszego – nie ma sensu się przed czasem nakręcać, bo mnie to i tak nie minie.


17 komentarzy:

  1. Tak to niestety w PL jest. Nie ma jakiejś wspólnoty, myśli o ogóle, tylko małe, ciasne zaściankowe myślenie i garniecie pod siebie. Jest takie przysłowie " kto pod kim dołki kopie sam w nie wpadnie".
    Nie ma co się przejmować tylko robić swoje. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. z herbem Jelita ja mam za to coś wspólnego, i to chyba więcej niż Janusz Mikke z herbem Korwin, ale to w obecnych czasach jedynie taka niepoważna zabawa :>

    nie ważne

    a co do "sąsiadów", ciesz się człowieku, że jak wychodzisz rano to za najbliższych sąsiadów masz te konie, którym dobrze z oczu patrzy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dlaczego nie poważna zabawa? te rzeczy były poważne przez ostatnie 1000 lat, to dlaczego miałyby stracić poważanie przez jakąś nic nie znaczącą w historii utopijną błazenadę pt demokracja czy socjalizm?

      to co jest wartościowe z czasem wypłynie, a gówno kończy na dnie

      a swoją drogą o ile przyjemniej porozmawiać z człowiekiem herbowym, niż z nuworyszem czy przedstawicielem klasy pracującej miast i wsi...

      Usuń
    2. to niestety herbowi Polskę zmarnowali (przed zaborami) a i po zaborach wielkopaństwo o zbytkach, własnych tłustych tyłkach i farmazonach myślało, zamiast Państwo rozwijać i armię unowocześniać, choćby wedle pomysłów Rozwadowskiego

      zero myślenia narodowego i nowoczesnego, durna buta polaczkowata

      no i historia ich (w sumie nas) spuściła w smutnym sedesie rzeczywistości i skończyliśmy tam gdzie g***o

      dlatego według mnie lepiej się herbowaniem nie afiszować, to żałosne i kompromitujące, a już przylepiać sobie herb, jak się go nie ma, tak jak Januszek Mikke - jest totalną błazenadą

      Usuń
    3. a jeśli ktoś koniecznie już musi - to takim herbem warto się afiszować:

      http://tiny.pl/hnx82

      Usuń
    4. nikt nie mówi o afiszowaniu się, tylko o szacunku do wartości tych trochę starszych niż dzisiejsze wydanie GW

      gdyby nie herbowi, to by takiego czegoś jak Polska w ogóle nie było, chłop był nijaki, zobacz jaki mają problem Ukraińcy z definiowaniem swojej narodowości i kultury, a to tylko dlatego, bo nigdy nie mieli swoich herbowych

      ich było Państwo, to sobie je układali po swojemu, a że inni byli bardziej skuteczni, bezwzględni, szybciej dali się za mordę złapać, widocznie tak być musiało, żeby te kilka pokoleń prawdziwej wolności zaznać mogło

      zaręczam, że chłopu w XVIII wieku było wszystko jedno jak się królestwo nazywać będzie, a że za zaborów w dupkę dostali, to już zupełnie inna historia

      Usuń
  3. Nie przymierzać mi się w żaden sposób, przypomniało się jednak coś automatycznie...
    Moja kobyłka wielkopolska była kiedyś kryta "papierzastym" ogierem z pewnej stadniny. Jeden seson - nic, drugi sezon - nic. Pieniądze, czas, nadzieje... Na trzeci ojciec zaprowadził ją po prostu do sąsiada - do zwykłego "robolka", a właściwie nie zwykłego, bo też "papierzastego". No i wyszedł piękny, zdrowy, silny kundelek o zadziornym, a jednocześnie towarzyskim charakterze...
    Kobyłce nie ubyło, a wręcz było już łatwiej, a i ojcu się zwróciły te krycia z nawiązką...

    OdpowiedzUsuń
  4. ewentualne klaczki nie będą na sprzedaż?

    OdpowiedzUsuń
  5. W hodowli rzadkich ras psów jest podobnie. Nawet jeśli nie mówi się tego wprost, to czujesz to napięcie u hodowców kiedy widzą, że może też zaczniesz hodować.
    Przykre i wstrętne.

    OdpowiedzUsuń
  6. Coś mnie natchnęło i weszłam na tego bloga.
    Nie spodobał mi się ten wpis ale właściwie ta osoba sama wystawiła świadectwo jakim jest człowiekiem.
    Nie ma się o co denerwować, szkoda zdrowia.
    Trzymam kciuki za ciężarówki.
    Jadwiga ze Śląska

    OdpowiedzUsuń
  7. @Tupaja - jakie napięcie? :DDD
    Najzwyczajniejsze obrabianie dupy wszem i wobec. Układy i kumoterstwo na wystawach. Znam to :DDD I lizanie dupsk wzdłuż i w poprzek. :DDD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ludka... nie chcę być q...a dosadna po prostu :D

      Usuń
  8. Widocznie jestem z innej bajki, bo nie pojmuję, co komu do tego, jakie źrebięta urodzi czyjaś kobyła. Niech każdy pilnuje własnego inwentarza. Bogu dzięki, ja zawsze miałam "dobro ogółu" (w tym - kolegów po fachu) gdzieś i nie obchodziło mnie, że np. psuję rynek, żądając niskich cen za swoje korki.)

    OdpowiedzUsuń
  9. Jacku, masz 100% pewności, że osoba która zrobiła ostatnio taki najazd w wątku na forum jest rzeczywiście ściśle związana z owym "nadmorskim" światkiem? Bo ja nie jestem do końca przekonana i mam pewną teorię kto to i skąd tyle jadu. Nie chcę mi się wierzyć, że na publicznym forum, osoba bezpośrednio związana z ową hodowlą uderzyłaby w taki ton. Tym bardziej, że Dziemiany na forum reprezentuje tylko użytkowniczka "Katarina89" i to z nią swego czasu toczyła boje osoba o nicku "Batu Chan".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście że nie jestem pewien. Ale, przepraszam bardzo - czy to moim zadaniem jest robić tu jakieś dochodzenie..? Jestem atakowany: regularnie, systematycznie, bez (z mojej strony) powodu - i w tych samych słowach, których mnie się miesza z błotem - wychwala się jednocześnie pod niebiosa "ośrodek nadmorski". Jeśli jego właściciele nie stoją za tą praktyką, to ich problemem jest to udowodnić, a nie moim! Jeśli nie zgadzają się z tymi prowokacjami - niech się od nich w wiarygodny sposób odetną, wskażą winnego, wyciągną jakieś konsekwencje, itp.

      Mnie to, zasadniczo, wisi i powiewa - ani śledztwa robił nie będę, ani rozróżniał, kto kazał, a kto tylko pozwolił, kto płacił i co wymagał...

      Usuń
  10. Nie musisz robić żadnego dochodzenia, ale w takim przypadku trochę nie fair jest oskarżać kogoś, kto prawdopodobnie nie ma z tym nic wspólnego. Batu Chan pokazał się na forum z najgorszej strony, ale nigdy nie doczytałam na forum, żeby był w jakikolwiek sposób związany z Dziemianami. Chyba że pod względem sympatii do ich koni. Bądź co bądź - dobrych koni.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fair czy nie fair - z mojego punktu widzenia wszystkie te ksywki na forum i "ośrodek nadmorski" to jedno i to samo. I nie mam najmniejszego zamiaru bawić się w jakiekolwiek rozróżnienia między nimi. To nie moja sprawa!

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...