czwartek, 20 września 2012

Jak wymłócić len?

Bardzo lubię zrywać czeremchę. Owoce czeremchy może nie imponują rozmiarem - w najlepszym razie bywają wielkości wiśni - ale ich gładka, jędrna skórka i sprężysta zawartość dają niemal erotyczną przyjemność gdy zgarnia się je z gronek:
no i - co nie najmniej istotne - drzewa czeremchowe na ogół są wyższe od człowieka, więc niekoniecznie przez cały czas zbioru, trzeba przed nimi klęczeć.

Bardzo nie lubię natomiast - zbierać lnu. Najbardziej mi się to kojarzy ze zbieraniem stonki ziemniaczanej. Młodsi i miejscy Czytelnicy pewnie nie pojmą tego skojarzenia, ale może chociaż do starszych trafi. I w jednym i w drugim przypadku - zbiera się coś, co najpierw trzeszczy pod palcami twardą skorupką, a w środku jest lepkie i oleiste. Jedyna różnica, że stonki przy tym jeszcze nieprzyjemnie woniały, a owa oleista zawartość torebek nasiennych lnu pachnie nawet całkiem przyjemnie.

Niewielka to jednak pociecha, skoro nasz len - odmiany nasiennej - urósł nikczemnego wzrostu:
Lepsza Połowa, która na lnie się tak ogólnie to nawet trochę zna, a przynajmniej - pochodzi z okolic, gdzie jest to ważna uprawa twierdzi, że wyższy się u nas nie uda, bo len na wysokość rośnie tylko do momentu, póki nie zakwitnie. Tym wyższy zatem się udaje, im bardziej pochmurne i deszczowe lato. Co, tak na marginesie, nasuwa mi od razu dwie refleksje na temat zastosowania lnu.

Po pierwsze - może to być swoiste "zabezpieczenie", jak chcemy mieć pewność uzyskania jakiegoś oleju. Sadzimy len i słoneczniki. Jeśli lato będzie słoneczne i pogodne - udadzą się słoneczniki. Jeśli pochmurne i dżdżyste - len.

Po drugie - a nie dałoby się siać tego w cieniu jakiejś innej rośliny która, izolując go od bezpośredniego nasłonecznienia, pozwoliłaby mu urosnąć wyżej..? Tylko raczej musi to być roślina wieloletnia: tytoń, który w tej chwili jest największą rozmiarem rośliną w naszym świeżo założonym ogródku, przegonił len tempem wzrostu dopiero, gdy ten ostatni zakwitł - wcześniej sam zostawał w tyle, jasnym jest więc, że na osłonę przeciwsłoneczną się nie nadaje...

Wracając zaś do tematu głównego. No więc, wyrósł ten len taki jak widać, to jest - w najlepszym wypadku do kolan, a na ogół nawet i to nie. W dodatku, choć nadal miejscami kwitnie:
to gdzie indziej, zaczął się już osypywać:
(wiem, wiem, zarośnięte to wszystko jak dżungla - ale co zrobić, zdążyłem wypielić akurat drugą połowę ogródkę...).

W tej sytuacji, nie widziałem możliwości zastosowania się do rady, którą dostałem na końskim forum i czekania ze zbiorem nasion aż wszystko dojrzeje. Raz, że zbieranie tej słomy lnianej mało mi się wydaje rozsądne, bo byłaby to raczej sztuka dla sztuki (chyba, że ktoś z Państwa chce się zabawić roszeniem, międleniem i całą resztą..? Chętnie odstąpię...). Dwa, że w ten sposób, łatwo mogłoby niewiele już z tego plonu zostać.

Tak więc, przez ostatnich kilka dni klnąc i przyzywają Pana Boga nadaremno na przemian, bo albo cierpły mi nogi i bolały stopy (mam potworne odciski, swoją drogą, a w tak niewygodnej pozycji odzywały się niemal od razu), albo łupało mnie w krzyżu - pozbierałem, "metodą stonkową", zrywając nasionko po nasionku, to co było dojrzałe. Kilka dni mi to zajęło, bo dłużej niż dwie godziny dałem radę dopiero wczoraj, jak już bliskie załamanie pogody stawało się faktem i po prostu - nie było innego wyjścia, jeśli plon nie miał przepaść (ach, te kociewskie atawizmy...).

Wyszło tego pół wiadra:
Jak się dozbiera resztę, gdy już dojrzeje - będzie prawie pełne wiadro.

No i co ja z tym mam dalej zrobić..? Każdy taki owocnik zawiera kilka małych, oleistych nasionek. Torebka pęka bardzo łatwo, pomiażdżyć to - żaden problem. Tylko: w jaki sposób oddzielić te malutkie nasionka, siemię lniane - od łupin..? A?

Już się o to pytałem - nikt nie miał żadnego pomysłu. A przecież ludzie to robią od tysiącleci! Niemożliwe, żeby nie było jakiegoś sprytnego patentu? Bo oddzielać ręcznie - jednej zimy nie starczy..!

Może da się z tym coś zrobić bez młócenia..? Na przykład - wycisnąć olej?

Tymczasem, zbierając to wczoraj tak zacięcie na wietrze i przy szybko spadającej temperaturze, zdołałem się kompletnie przeziębić - kicham, prycham, smarkam i ledwo mogę mówić. Koćkodan tak się zmęczył całonocnym przytulaniem terapeutycznym, że w tej chwili też zaległ bez sił:
Na jutrzejszy poranek zapowiadają nam tu pierwszy tej jesieni przygruntowy przymrozek. Na szczęście, ma mu towarzyszyć 100% zamglenie, więc mam nadzieję, że roślinkom nic się nie stanie. I tak nie brak nam zmartwień, bo "coś" (osobiście podejrzewam, że po staremu alternaria, ale pewności nie mam) zżera nam chmiel:
a prawie całkiem zeżarło już większego z dwóch cytryńców chińskich:
i sąsiadującą z nim kiwi (piszę w rodzaju żeńskim, bo kiwi są rozdzielnopłciowe i ta akurat ma być kobietą):
Knedlik i jego "ciężarówki" od wczoraj południa, odkąd pogoda zaczęła się pogarszać, chodzą z powrotem po Pierwszym Padoku, ze stałym dostępem do wiaty:
Pewnie je za chwilę z powrotem przerzucę na Wielki Padok, tylko musi choć troszkę obeschnąć, żeby dało się bezpiecznie rozciągnąć przedłużacz. Na przymrozek zostaną tam, o ile uda się nam dzisiaj zakupić w Radomiu niezbędne utensylia i dogrodzić resztę pastwiska, z Dzikim Zachodem włącznie. Tamże, na południowym stoku i pod drzewami jest zawsze odrobinę cieplej niż po naszej stronie wzgórza - nie widzę różnicy, czy mają do dyspozycji wiatę, czy Dziki Zachód jako osłonę przed wiatrem i mrozem...

Próbowałem zainteresować kogoś ścięciem trawy która, jak widać, gęsto chwastami i jeżynami poprzetykana, odrosła na Pierwszym Padoku dość ładnie. Nic chyba jednak z tego nie wyjdzie, "bo się nie opłaca". Przyjdzie, po staremu, kosą co większe niedojady i chwasty ścinać...

A czeremchy to bym jeszcze chętnie pozbierał. Póki jest - a niedługo tego zostało, bo nareszcie dojrzała (na sporej części krzaków dojrzewała w tym roku tak, jak nasz len - partiami, a nie cała naraz!) i ptaki się za nią zabrały na serio... Cóż: kiedy nie ma po co, bo na przetwory starczy Lepszej Połowie tej kobiałki, którą wczoraj w przerwie między jednym a drugim rządkiem lnu zerwałem - a piątego baniaka, do którego można by jeszcze trochę czeremchowego moszczu wlać, nie mamy..?

8 komentarzy:

  1. No proszę jak to się czasy zmieniają, pamiętam początki Twojego bloga kiedy to nic albo prawie nic nie uprawialiście. A teraz ... co cóż, len, tytoń, warzywa, krzewy dosadzacie, przesadzie, przerabiacie, naleweczki i inne ... pozazdrościć zapału.
    Ja w tym sezonie prawie niczym się pochwalić nie mogę.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Może byście się pokulali po tym lnie...? Razem? :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie mam pojęcia o lnie, ale czy po zgnieceniu ich w jakiejś donicy nie można potem przesiać przez sito? Małe ziarenka przelecą, a plewy zostaną...

    Stonkę zbierałam przez kilkanaście lat i nienawidziłam tego okrutnie... Z zemsty i obrzydzenia "zapominałam" je czasem uśmiercić tłuczkiem i zostawiałam w słoiku na słońcu. A potem wysypywałam "suszki".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślałam, że tylko ja miałam takie zapędy :D Oj, jak ja nie cierpiałam stonek! Jedyny minus wakacji u rodziny na wsi! :)

      Usuń
  4. cos tam google podpowiada, szukając w angielskich rekordach warto szukać z czasownikiem dehull - to remove the hulls from (beans, seeds, etc.); hull.... jakieś pierwsze linki, sporo czytania, ale może znajdzie się coś przydatknego...

    http://www.herbcompanion.com/Gardening/Flax-Growing-and-Processing.aspx?page=2
    ogólnie o uprawie, pod koniec 2 strony o pozyskiwaniu nasion cos wspominaja...
    http://www.ageng.ndsu.nodak.edu/grad/research/FlaxOils.pdf -- metody wytwarzania oleju, w tym tez tloczenie wraz z lupinami (nie doczytalem do kona jakie to daje efekty...)
    http://www.flaxcouncil.ca/files/web/FF_dec08_R3.pdf -- i jakas technologiczna nowinka chyba ;) ....

    warto spróbować słonecznik + len razem, tylko nie przesadzać z ilością słonecznika, bo zagłuszy len. a zanim słonecznik się rozrośnie to len zdąży zakwitnąć... testuje gotowa mieszanke wlasnie ze slonecznikiem, lnem + kilka innych dla owadów zapylających, len jakoś sobie w tym radzi..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję! W pierwszym linku są konkrety: pognieść, przesiać, a potem przesypywać na wietrze z jednego cebrzyka do drugiego, aż wiatr odsieje plewy. Spróbujemy - dam znać o rezultacie...

      A mógłby Pan/Pani coś więcej o swoich uprawach napisać - bo to bardzo ciekawe jest i czytelnikom też by się spodobało..?

      Usuń
  5. A gdyby tak zmiażdżone nasionka na tacę lub blachę wysypać i ostrożnie suszarką "skorupki" wywiać?
    Kiedyś ziarno się "wiało" - na odpowiednim wietrze należało podrzucić porcję ziarna żeby plewy porwał wiatr - może z małą modyfikacją (np. suszarkową lub wentylatorową)da się tak ziarenka lnu oddzielić? Powodzenia życzę.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...