wtorek, 21 sierpnia 2012

Z poradnika młodego grzybiarza

1. Grzyb dostrzeżony, to grzyb podniesiony. Argument, że teraz nie mam jak zabrać, wrócę za chwilę to żadna wymówka!  Za chwilę, to grzyba już nie będzie. Schowa się. A że wymaga niekiedy złożonych ewolucji jednoczesne prowadzenie konia za kantar i dźwiganie grzybów, albo zbieranie nowych grzybów i niesienie kota, który poszedł z państwem na poranny obchód włości, zgubił się i teraz trzeba go przynieść do domu..? Trudno! Trzeba ćwiczyć. Nigdy nie wiadomo, co się w życiu przyda. A nuż - będzie wolny etat w cyrku..?

2. Grzyby są koleżeńskie. Jeśli dostrzegłeś jednego, to najpierw spójrz pod nogi: czy aby nie stoisz na jego koledze..? A potem bardzo dokładnie przeszukaj okolicę: prawie na pewno znajdziesz jeszcze kilka... albo i dużo więcej...

3. Pamiętaj, że koło ma 360 stopni. Jeśli patrząc na wprost nie widzisz grzyba, obróć się w kółko, albo obejdź podejrzane miejsce dookoła. Jeśli idziesz przez las, wcale nie jest od rzeczy - wracać tą samą drogą. Bardzo często zobaczysz grzyba dopiero w drodze powrotnej...

4. No risk, no fun. Nie tylko na grzybobraniu. Skądinąd - jeśli stale korzystasz z tego samego grzybowiska: to z góry wiesz gdzie co rośnie i raczej nie natkniesz się na nieznany gatunek grzyba, który tylko WYDA CI SIĘ jadalny. A jak gdzieś jesteś po raz pierwszy - pytaj miejscowych.

5. Grzyby mają swoje zwyczaje. Oraz stałych przyjaciół: w sosnowym młodniku pewniej znajdziesz wiadro maślaków niż wiadro prawdziwków. Jeszcze jeden argument za tym, że warto przestrzegać w życiu pewnych rytuałów!

6. Grzyby albo są - albo ich nie ma. Jeśli są, to wyłącznie spostrzegawczość zbieracza decyduje o tym, kto wróci z grzybowiska z pełnym koszem, a kto nie.

7. Grzybobranie można uznać za udane, jeśli uda ci się rozdeptać prawdziwka o średnicy kapelusza co najmniej 15 cm. W przeciwnym wypadku - albo nie ma grzybów, albo masz wyjątkowego pecha. (Uwaga dla zaawansowanych wieśniaków: można też spuścić na takiego świeżo zerżniętą brzózkę...).

8. Grzybobranie to taki sam nałóg jak każdy inny. Idąc na grzyby, powtarzaj sobie: mam na imię ....... i jestem nałogowym grzybiarzem. W ten sposób nie dasz się żonie wpędzić w poczucie winy, gdy znowu na widok dwóch wiader leśnych skarbów do przerobienia, przywita cię w progu krótkim: o kurwa..! To przecież silniejsze od ciebie, więc o co chodzi..?

Te z wczoraj jeszcze się nie ususzyły - a już mamy kolejną porcję...

9.  Prawdziwego grzybiarza można poznać po tym, że jeśli grzyby są - to zawsze ma pełen koszyk (i jeszcze trochę niesie w ręku albo w koszuli).

10. Nigdy nie wiadomo, co jeszcze się znajdzie, szukając grzybów. Może to być na przykład dzika jabłonka - z całkiem dużymi, soczystymi i wcale nie aż tak kwaśnymi jabłkami (ewenement prawdziwy...). Albo gniazdo jakiegoś ptaka. Albo kolejne krzaki dojrzewającej czeremchy...

-------------------------------------------------------------------------

Trochę popaduje, choć żadna wielka ulewa to nie jest. Wygląda zatem na to, że ten wyrzut grzybów jeszcze nam obrodzi: jutro powinno ich być więcej niż dzisiaj.  Tymczasem my już nie nadążamy z przerabianiem... Nie wiem, co prawda, czy potrwa to aż do łykendu - ale może ktoś z Państwa właśnie ma urlop, wakacje, albo takie zajęcie, które nie wymaga ślęczenia w biurze od 8.00 rana?

Oferuję grzybobranie z przewodnikiem w Boskiej Woli - za 100 złotych od osoby.

Zbiór jest (dopóki wyrzut grzybów trwa) gwarantowany: odkąd ogrodziliśmy Wielki Padok pastuchem elektrycznym, nikt obcy tam nie wchodzi.

Możemy też rozważyć wysyłkę suszonych borowików: ale zebrać samemu nie tylko frajda większa, ale i - taniej wyjdzie...

Telefon: 782 589 388. Lub mail - w profilu.

22 komentarze:

  1. ciekawa propozycja biznesowa, bo co to stówa dla mieszczucha z Warszawy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapomniałem sprawdzić, ale o ile dobrze pamiętam, to mniej niż równowartość 400 gram suszonych borowików.

      U nas w tej cenie spokojnie można uzbierać wiadro świeżych...

      Usuń
  2. Moja siostra ma męża - grzybowego nałogowca, kiedy on wyrusza na grzybobranie, ta modli się cichutko: Boże, żeby tylko nie nazbierał! pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze powtarzam Lepszej Połowie, że i tak ma ze mną lepiej niż moja matka z Ojcem: jeszcze jej nigdy bagażnika grzybów nie przywiozłem...

      Ani siedmiu saren...

      Usuń
  3. Wstyd się przyznać, ale pomimo wiejskiego pochodzenia i rodziny maniaków grzybowych (otwierają słoiczek z grzybami i wiedzą gdzie który znaleźli...) ani za grzybami nie przepadam, ani ich nie zbieram. Jem je dopiero od niedawna i w małych ilościach, a od kiedy dzieckiem będąc zgubiłam się w lesie na grzybach, poprzysięgłam sobie że już nigdy więcej! Do lasu idę na maliny, poziomki, albo nad jezioro. ;)

    Pozdrawiam z wysuszonej Umbrii, nie pada od maja, znalezienie tu grzyba graniczy z cudem.

    Justyna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeżyny, maliny, poziomki, czeremcha: wszystko tu jest. W ilościach raczej hurtowych...

      Usuń
    2. gospodarstwo obrodziło

      pogratulować tylko

      Usuń
  4. Ech, w mojej rodzinie jest kilku nałogowych grzybiarzy. A chociaż wieś Trzciniec położona w dosyć suchej okolicy, to zdarzają się jesienią prawdziwe "powodzie" tych skarbów. Ze 2 czy 3 lata temu to mama, brat i bratowa kilka razy jechali "na połów", a potem, po każdym takim wypadzie, trzeba było je oskrobać, umyć, usunąć igliwie i inne zanieczyszczenia. Dwie suszarki chodziły jednocześnie całą dobę czy nawet dwie, "obrabiając" zebrane grzyby. I tak wyszło ze 4 kg - oczywiście już ususzonych. (Kto suszy grzyby, ten wie, jak bardzo zmniejszają swoją masę, gdy są pozbawione wody. Zebranych było ze trzydzieści kilo.)

    OdpowiedzUsuń
  5. ale w sumie czy grzyby poza wspaniałymi walorami smakowymi mają rzeczywistą wartość odżywczą?

    przecież to białko się trawi ciężko, a czasem w ogóle (jak w kurkach)

    ot taki zapychacz żołądka w sumie, odrobina próżności

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie lubię takich "racjonalnych" tekstów o jedzeniu. Czy zresztą o czymkolwiek innym. Z Hitlerem mi się kojarzą. Zwalczał uprawę szparagów - właśnie dlatego, że jego zdaniem, były mało odżywcze (a wegetarianinem był, więc pewnie było to dlań osobiście ważne...).

      Usuń
    2. Korwin-Mikke zwalcza natomiast uprawę i spożycie selera, a jakoś nie widzę, abyś go do Hitlera porównywał, publikować w NCzasie też Ci to nie przeszkadzało.

      Sorki, nie da się wszystkiego lubić, co nas otacza i co ludzie mówią.

      Usuń
    3. Powaga? No widzisz, nawet nie wiedziałem, że JKM ma jakiekolwiek poglądy na temat selera...

      To jednak znakomicie tłumaczy, dlaczego NCz! PRZESTAŁ mnie drukować!

      Usuń
    4. O w mordę.... seler... szparagi... coś tu zdecydowanie jest na rzeczy!

      ;-)

      Usuń
    5. Slyszalem, ze w dawnych wiekach zabroniona byla uprawa szparagow w zakonach zenskich z racji nieprzyzwoitego ksztaltu mlodych pedow tej rosliny...

      Usuń
    6. Hitler uważał papierosy za truciznę i podobno zamierzał wprowadzić obowiązkowe ostrzeżenia na pudełkach. Jak to dobrze, że tylu ludzi jest podobnych do Hitlera... :)))

      Usuń
    7. I tym się właśnie różnimy: sam nie palę, ale co mnie obchodzi co ze swoimi płucami robią inni (w dodatku, jak wiele innych drobnych przyjemności życia, jest to problem ewidentnie rozdmuchany - nomen omen - i przesadzony...)? Oczywiście, o ile nie trzeba ich potem za moje pieniądze leczyć... Tak więc błędem nie jest sam zakaz palenia - to tylko skutek! Błędem było upaństwowienie kas chorych przez Bismarcka w ramach Kathedralsocializmus...

      Gdyby zabieg aborcji kosztował tyle, co leczenie raka płuc - już dawno na każdym łóżku wisiałby stosowny obrazek z ostrzeżeniem: "seks szkodzi zdrowiu!"

      Usuń
  6. Moja mama jest nałogowym grzybiarzem :)
    Pewnie chętnie przeczyta Twój poradnik. Już jej wysyłam linka!
    pozdrowienia i gratulacje - udanych grzybobrań!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a moja mama za żadne skarby nie da się przekonać do używania komputera :)

      ale grzyby uwielbia :)

      Usuń
  7. Ja siebie wołami z grzybów wyciągam. Zawsze mi mało. A jak co za łatwo przychodzi - znaczy się urodzaj - to juz nie ma takiego smaka :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Po niedzieli bede w lesie :DDD Nareszcie, pierwszy raz od 15 lat chyba.
    Ale jako grzybiarz to ja slepa jestem!!! Chowaja sie przede mna, zlosliwce ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. A ja znów bez grzybów...
    Ale... może to i lepiej? Piekielnie lubię zbierać, ale to czyszczenie...W tych "dzieciatych" warunkach na razie spasuję...;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to już nie masz na kogo tej roboty zwalić?

      Może teściowie..? Ot tak, na przykład...

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...