sobota, 11 sierpnia 2012

Wypadek na drodze do Morskiego Oka

Onet doniósł, cytuję: Niebezpieczny wypadek miał miejsce dziś koło godziny 13.00 w Zakopanem na drodze do Morskiego Oka. 10-letni chłopiec został stratowany przez wóz konny. Z ciężkimi obrażeniami trafił do zakopiańskiego szpitala.

Jak dowiedział się Onet do wypadku doszło na drodze prowadzącej do Morskiego Oka. Mężczyzna jadący wozem z turystami był trzeźwy, jest też licencjonowanym przewoźnikiem. Twierdzi, że chłopiec wbiegł prosto pod kopyta koni. Matka chłopca mówi jednak, że dziecko spokojnie przechodziło z jednej strony drogi na drugą.

Podinsp. Kazimierz Pietruch z zakopiańskiej policji przyznaje, że miejsce w którym doszło do wypadku znajduje się w strefie zamieszkania, a to oznacza, że pieszy ma tam zawsze pierwszeństwo.

Nie dziwi mnie, że większość komentatorów domaga się, jakżeżby inaczej - zakazania jazdy furmanką do Morskiego Oka.

A Państwa nie powinno dziwić, gdy po raz kolejny napiszę, że w tej sprawie - poza wyjaśnieniem okoliczności TEGO KONKRETNEGO wypadku i ewentualnym wyciągnięciem INDYWIDUALNYCH KONSEKWENCJI względem osób lub osoby odpowiedzialnej (moim zdaniem, najbardziej prawdopodobnym jest, że smarkacz sam jest sobie winien - tego, rzecz jasna, nikt nie przyzna, więc skrupi się pewnie na woźnicy - no, ale to inna sprawa, wymiar sprawiedliwości jaki mamy, to wszyscy wiedzą...) - NIC, ALE TO KOMPLETNIE NIC robić nie należy.

Nie istnieje bowiem żaden "ogólny", "społeczny" "problem furmanek jeżdżący do Morskiego Oka". W ogóle nie ma "problemów społecznych". Nie istnieją takie zwierzęta... Są tylko byty indywidualne, poszczególne - i pojedyncze wypadki, których nic zgoła ze sobą nie łączy...

38 komentarzy:

  1. Wypadek może zdarzyć się zawsze i każdemu i żadną miarą nie można temu zaradzić. Nie można zatem z góry zakładać czyja jest wina.
    Nie można też mnożyć zakazów i nakazów przy każdej okazji bo w końcu zabronią nam wychodzić z domów dla "naszego dobra".
    Szkoda mi, że dziecko cierpi ale też współczuję woźnicy, ogólnie jest to dramat dla obydwu stron.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak dla mnie nie powinno być tych przewoźników wogóel. Nie ze względu na ten wypadek ale na dosłowne znęcanie się nad tymi zwierzętami. Byłam i widziałam w jaki sposób nie raz traktują konie nie mówiąc o tym jaki jest to dla tych zwierząt wysiłek. szkoda dziecka ale myślę że matka nie dopilnowała chłopca.

    OdpowiedzUsuń
  3. 1. Posprzątałem bałagan - ale przy okazji, wygląda na to, że wyparował komentarz koleżanki Kamphory, za co przepraszam. Niestety czasem, gdy transfer jest bardzo słaby, blogger mi nie pokazuje, że opublikował posta, a ja wciskam ten przycisk do skutku - a, że mieliśmy gości, dziś mi sprzątanie zajęło trochę więcej czasu...

    2. Czy WSZYSCY furmani źle traktują swoje zwierzęta? Czy robi tak WIĘKSZOŚĆ z nich? Czy tylko niektórzy? Na jakiej zatem podstawie ma być zastosowana odpowiedzialność zbiorowa..? Pomijając wszystko inne - jest to rażące nadużycie rozumowania indukcyjnego...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak Jacku, wyparowal. Ale moge sie powtorzyc, ze o Morskim Oku juz bardzo glosno bylo, ze wzgledu na konie doslownie padajace z wycienczenia, w zaprzegu, w tym roku, i w zeszlym. Burmistrz zapowiedzial likwidacje, jesli sytuacja bedzie sie powtarzala (obroncy zwierzat wywolali burze).

      Usuń
    2. Interesowałem się tą kwestią. Doniesienia były - jak zwykle - sprzeczne. Góral mówił jedno, turyści (którzy g..o wiedzą, za przeproszeniem...) co innego, a weterynarz RACZEJ brał stronę górala: koń był chory na serce i jego upadku w żaden sposób nie dało się przewidzieć - nie było mowy o żadnym wycieńczeniu, czy złym traktowaniu. Dopiero pod naciskiem tzw. "opinii publicznej", w jakiś czas po wypadku - władza, w tym i weterynaryjna - poczęła górala nękać, lubo zdaje się, bez przekonania... Tzw. "obrońcy zwierząt" skłonni byli to interpretować jako działanie lokalnej sitwy - moim zdaniem, skoro weterynarz stwierdził na początku atak serca, to tak pewnie właśnie było, a dopiero troska o "pijar" skłoniła potem władze, by ulec presji eko-torrorystów...

      Usuń
    3. Dlatego tez ja nie zabieram glosu za zadna ze stron, nie bylam, nie widzialam, a ze mna to tak jak z niewiernym Tomaszem: jak nie dotkne, to nie uwierze. Jakbym byla na miejscu, to moglabym sie wypowiedziec...

      Usuń
  4. Oczywiście nie mówię że wszyscy ale nawet co się czyta na ten temat w necie. Ludzie mówią co widzieli i dlatego albo powinno tego nie być albo przynajmniej ktoś powinien trzymać nad tym kontrolę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ludzie różne rzeczy i dla różnych powodów w necie wypisują. Znakomita większość z tych, którzy czują się powołani do komentowania i wydawania wyroków z odpowiedzialnością zbiorową w konkluzji - nie była, nie widziała, nie zna się - ale przecież: coś może powiedzieć, bo czemu nie..?

      Ponownie pytam: dlaczego Ty właśnie - chcesz tu odpowiedzialności zbiorowej..? Przypominam, że nawet Sodoma mogła była ocalić, gdyby Jahwe znalazł tam bodaj siedmiu sprawiedliwych.. Przeprowadziłaś śledztwo - i nie ma wśród zakopiańskich furmanów nawet siedmiu takich, którym jednak nie byłabyś skłonna zakazać wykonywania ich zawodu..?

      A kontrolę przecież nad tym "trzyma" - władza. Co z samego przytoczonego tekstu wynika, boż woźnica, okazuje się, był "licencjonowanym przewoźnikiem". Jak widać, wiara w to, że jakiś papierek magicznie ochroni przed Zrządzeniem Losu - dość jest powszechną w kręgach zakopiańskiej władzy. No, nie uchroniła (bo to w ogóle niemożliwe...). Cóż za pech!

      Co dalej? Policjant na każdej furmance? Albo przynajmniej: wideorejestrator z tachometrem..?

      Usuń
    2. Co za różnica, w jaki sposób udowodni się winę? A za winę należy się KARA. Nie dla wszystkich zbiorowo, tylko dla winnego - spowodowania wypadku, złego traktowania zwierząt, etc.

      Usuń
    3. To może matkę ukarać, bo dziecka nieupilnowana?

      Usuń
    4. @ Kira

      Nie rozumiem o co Ci chodzi? I strasznie mściwa jesteś - nie wiem, czy ktoś Ci to już mówił... Bo owszem, należy dojść, kto lub co odpowiada za wypadek. Ale nie w każdym przypadku będzie to "ktoś" - i nie w każdym przypadku, w związku z tym, będzie kogo ukarać! Chyba, że jak Kserkses, będziesz chciała batożyć morze, albo jak rzekomo robiły średniowieczne sądy - skazać na poćwiartowanie biednego konia, jeśli to on właśnie zawinił, a nie woźnica (co nie jest całkiem niemożliwe...).

      @ Daimyo

      Można. Bo państwo lepiej wie, co dla dziecka dobre, niż jakaś tam przypadkowa matka...

      Usuń
    5. O, juz byl przypadek niedawno, chyba tu u nas albo w USA, ze opieka spoleczna odebrala matce...noworodka. Panstwo wie lepiej!

      Usuń
  5. Coz. Gdyby to dziecko przechodzilo na zielonym swietle na skrzyzowaniu albo chociaz na pasach, i udezyl w nie rozpedzony samochod albo woz konny - to rozumiem, ze mozna zwalac wine na kierowce czy woznice.
    ale tak? Za gapiostwo sie placi i przechodzac przez ulice trzeba uwazac. Ci, co nie uwazali, zeszli z puli genetycznej tego swiata.
    Rozumiem, ze dziecko ginace w wypadku na ulicy to dramat matki, ale zarazem i jej problem, ze nie nauczyla dziecka nie wybiegac na ruchliwa ulice.

    Wracajac zas do problemow spolecznych: czasami jednak istnieja a reguly sa konieczne np. zasada ruchu prawo badz lewostronnego i pare innych przepisow.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ściślej: dziecko bynajmniej nie zginęło, zostało przewiezione do szpitala, gdzie "jego życiu nie zagraża niebezpieczeństwo".

      Oczywiście masz rację, że coś (prawo - zwyczaj - przypadek...) musi rozsądzać, którą stroną jezdni się jeździ i kto ma pierwszeństwo na skrzyżowaniu. Takie reguły zresztą, w każdej choć trochę zasiedziałej społeczności, wytwarzają się spontanicznie, należą wręcz do "porządku natury" - jak pisałem tu wiele razy, wszystkie zwierzęta społeczne "mają swoje prawa".

      Swoją drogą czekałem, czy aby nie pojawi się w komentarzach żądanie zakazu pracy koni w ogóle - ale widać, Państwo, jak tu zaglądacie, jesteście już na tyle przesiani, że wiecie z góry, co na to odpowiem. Skądinąd: dla kogoś, kto jest szczerze przekonany, że:
      a) koni nie powinno w ogóle być poza rezerwatami,
      lub
      b) jest hańbą dla nowoczesnego człowieka zadawać się z takim śmierdzącym, włochatym zwierzęciem
      żądanie "ograniczenia" tej usługi w Zakopanem jest logiczne. Bo to - może i mały, ale zawsze - "krok w dobrą stronę" (z punktu widzenia takiej osoby: dokładnie dlatego zresztą, takie postulaty zwalczam tak zaciekle...).

      Jeśli ktoś jednak takich przekonań nie żywi, to wysnuwając wnioski natury ogólnej z takiego jak ten wypadku - popełnia błąd w rozumowaniu. Tylko i po prostu...

      Usuń
    2. Ja osobiscie nie wysnuwam. Kon - podobnie jak czlowiek - pracuje. Ze zdarzaja sie osoby naduzywajace swojej wladzy - no tak. Calkowity zakaz nic absolutnie tu nie zmieni. No, chyba ze na gorsze... wiec tutaj akurat sie zgadzamy :)

      Usuń
  6. Za całą ontologię tego "problemu społecznego" wystarczy gęba jakiegoś polityka, który przy tej okazji ukręci jakiś kapitał polityczny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, na takim drobiazgu to pewnie nawet do sejmiku powiatowego trudno byłoby "wjechać" (aż tylu furmanów pewnie w Zakopanem nie ma...).

      Skądinąd jednak - niezwykle korzystną dla polityków jest DYSPOZYCJA UMYSŁOWA ludzi współczesnych do tego, aby w każdym pojedynczym wypadku doszukiwać się właśnie owego mitycznego "problemu społecznego". Bo wtedy łatwo jest, ów rzekomy problem "rozwiązując", istotnie - powiększyć sobie żerowisko...

      Czasem więc, jak w tym przypadku, me(r)dia nagłaśniają sprawę ot tak - dla tresury. Co by lud przypadkiem się nie odzwyczaił...

      Usuń
  7. Temat - u żurnalistów naturaliter, bo u Waszmości niejako wywołany, zatem wtórny - zda mi się potwierdzać, że sezon ogórkowy w rzeczy samej w pełni... A nawiasem to nie iżbym do jakiego znawcy koni aspirował, atoli zda mi się, że iżby jeno koń ów wóz ciągnący jakiejkolwiek miał manewru możności, niechybnie by owo dziecię ominął, luboż i wóz zatrzymać próbował, co skoro mu danem nie było, widomie mi rzecz przytwierdza, że szkrab w rzeczy samej wprost pod kopyta wbiegał...
    Kłaniam nisko:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A Piotr Curie, maz naszej Skoldowskiej, zginal z glowa rozlupana kolem wozu konnego...

      Usuń
  8. 10-letnie dziecko powinno mieć już na tyle rozumu aby się nie zabić przy pierwszej, lepszej okazji. Jeżeli jest kompletnie bezmyślne równie dobrze może zrobić sobie krzywdę w inny sposób, zwłaszcza w Tatrach.

    Niedawno koło mojego domu był wypadek. Na przystanku z wysepką stała grupa nastolatków, wszyscy czekali w miarę normalnie na autobus, z wyjątkiem jednego małego debilka, który biegał jak stuknięty wokół całej grupy, co chwilę wybiegając na wysepkę. Oczywiście oberwał od zjeżdżającego na nią autobusu. Z tego co wiem przeżył. Należy żałować takiego matoła? A może zakazać wjeżdżania na wysepki autobusom?

    OdpowiedzUsuń
  9. Akurat TO nie jest problemem społecznym. Ale to nie znaczy, że takowe nie istnieją, co sugeruje Autor.

    OdpowiedzUsuń
  10. Odpowiedzi
    1. Jak nędza i bezrobocie przekroczy pewien poziom, możliwe są zamieszki, masowe strajki, etc. Dlatego w dzisiejszym ustroju nie można tego lekceważyć.

      Usuń
    2. Nedza bedzie, podejrzewam ze za rok, gora poltora, juz jest masa ludzi ktorzy doslownie nie maja co jesc. A kryzys tylko sie poglebia...

      Usuń
    3. @ Kira: to raczej problem terroryzmu (zorganizowanych grup interesów - jak związki zawodowe na przykład) i głupoty (ewentualnie) - a nie "problem społeczny".

      Już najbliżej pojęcia "problemu społecznego" byłaby kwestia tzw. "efektów zewnętrznych" - tj., takiej sytuacji, w której ktoś robiąc coś, wpływa zarazem na sytuację i majątek innych ludzi, bezpośrednio w jego działalność w żaden sposób nie zaangażowanych.

      Jest to bardzo złożona i trudna do sprawiedliwego rozstrzygnięcia kwestia. Niewątpliwie, jeśli ktoś drastycznie pogarsza warunki życia sąsiadów (śmierdząc im obrzydliwie, trując wodę czy powietrze...) - powinien ponosić za to odpowiedzialność. Tyle, że w praktyce bywa to niemal tak samo skomplikowane jak sprawy o gwałt - co jednemu śmierdzi, drugiemu będzie woniało przyjemnie i weź tu znajdź jakieś rozwiązanie..?

      Co jednak, jeśli ktoś - mimowolnie - POPRAWIA byt swoim sąsiadom? Jak choćby Łucja ze Stadniny pod Skałką, która ma piękny dom i obejście poprawiające estetykę otoczenia - o czym ongiś dyskutowaliśmy? Jak, nie chwaląc się, piszący te słowa: kładąc kilometr bednarki, poprawiłem jakość prądu elektrycznego u wszystkich odbiorców we wsi - już nie mówiąc o tym, że zamieniłem kawał wysypiska śmieci w estetyczne pastwiska (co, akurat nie wszystkim się podoba: wielu sąsiadów WOLAŁOBY jednak - wysypisko śmieci...).

      Nikt ani się zbiera, żeby nam płacić (a mogliby chociaż medal z kartofla dać, no w ostateczności - mały medalik...)!

      Co innego, gdyby gmina wybudowała drogę. Wówczas, mogłaby sobie odbić teoretycznie wyliczony wzrost wartości położonych przy niej nieruchomości "opłatą adiacencką".

      Czy to jest sprawiedliwe..?

      Usuń
    4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    5. Sam widzisz: chcąc nie chcąc - masz wpływ na innych... :)

      Bieda i bezrobocie to problemy zarówno jednostek, jak i mas. Bo jednak odbijają się na gospodarce.

      Usuń
    6. Smęcisz. Żadnej rewolucji nie będzie. Zresztą, nie znam ANI JEDNEGO przypadku, żeby rewolucja wybuchła w czasie kryzysu, gdy ludzie biednieją i żyje im się coraz gorzej.

      Jest dokładnie odwrotnie: rewolucje wybuchają, gdy kryzys ma się ku końcowi i sytuacja się poprawia - tyle, że za wolno w stosunku do już rozbudzonych nadziei. Co jest w stanie wykorzystać zorganizowana i głodna władzy kontr-elita.

      U nas żaden z tych warunków nie jest spełniony: ludzie spodziewają się, że będzie gorzej, więc nie będą zawiedzeni, gdy tak się rzeczywiście stanie. No i - nie mamy żadnej "kontr-elity", o której warto by wspominać. Bo to co jest - to śmiech tylko budzi (czasem przez łzy...).

      Usuń
    7. Jacku, ale ludzie buntuja sie na calym swiecie, demonstracje pod haslem Occupy Wall Street to wlasciwie juz chleb powszedni tylko ze media tego nie pokazuja...

      Usuń
    8. Jak dla mnie, to ci demonstranci za dobrze są ubrani i odżywieni. To wygląda jak taki "kawiorowy bunt" - w dodatku, albo bez żadnej ideologii, albo z ideologią oczywiście socjalistyczną. Nie wierzę w takie "bunty" - i nic z nimi nie chcę mieć wspólnego...

      Usuń
    9. Nowa elita (czy "kontr-elita", jeśli wolisz) może się wykształcić także PO rewolucji. I zwykle tak jest. W każdym razie buntu mas bym nie lekceważyła. Ale, ale! Może to być "cichy" bunt, np. masowe uciekanie w szarą strefę. (Masowe nie znaczy tutaj jednomyślne, jednoczesne, tylko w wykonaniu wielu jednostek.)

      Usuń
    10. "Rząd się wyżywi". Jeśli tylko TVN będzie tego chciał - Tusk będzie w Polsce premierem dożywotnio. I nic się na to nie da poradzić: 93% ludności ZAWSZE zrobi to, co telewizja każe.

      A że gosudarstwo może po drodze ulec atrofii? Może. Z tym, że jednak - trochę takie rozważania odległe są od naszej prozy życia...

      Usuń
  11. Ja juz tylko dodam, ze na cyganskim festynie konskim w Appleby w Szkocji nie takie wypadki widzieli (Cyganie prezentuja swoje klusaki w iscie szatanskim tempie, na publicznej drodze), i krzyku bylo, ale sie rozeszlo. Kazdy sie powinien pilnowac, a tym bardziej matka wlasnych dzieci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, cały problem polega na tym, że ludzie wcale nie uważają, że sami powinni się pilnować. To ktoś inny powinien im, za przeproszeniem, podcierać tyłki i podawać papeczkę do papusi - i tak, przez całe życie...

      Stąd tak wielka niezgoda na szkodliwe działanie Siły Wyższej lub Przypadku. Przecież w Utopiii Doskonałej nie ma szkodliwych przypadków! Jeśli komuś dachówka na łeb spadła - znakiem tego, winien jest dekarz albo nadzór budowlany, a nie wiatr, który dachówkę zwiał...

      Dla mnie to jest kompletne szaleństwo - szaleństwo, z którym nie potrafię się pogodzić...

      Usuń
    2. Nie ma przypadkow w zyciu, a ludzie sami sie pchaja gdzie nie powinni, jak moja matka mawia, pokolenie pampersow i coca-coli. A ludzie nie wiedza, skad sie maslo bierze (autentyczny przyklad z mediow krolowej).
      Z drugiej strony, jak co komus pisane, to i w drewnianym kosciele cegla mu na glowe spadnie... (dobrze ze ja chadzam raczej do cerkwii, he he)

      Usuń
    3. Ale w drugą skrajność też popadać nie można. Jeśli ktoś uważa, że każdy może odwalać fuszerkę (np. dachu) czy nieostrożnie jechać (koniem, samochodem), to na to mojej zgody nie ma.

      Usuń
    4. Nic nie rozumiesz!

      Nie chodzi o fuszerkę czy nie fuszerkę.

      Chodzi o dwa, BARDZO NIEBEZPIECZNE trendy w myśleniu ludzi współczesnych. Dadzą się one streścić w hasłach:

      1. Świat jest prosty. Każde zdarzenie ma jedną, konkretną przyczynę, a związek między przyczyną a skutkiem jest ściśle deterministyczny.

      2. Jeżeli cokolwiek idzie nie tak - znaczy, że nawaliły władze. Władze bowiem są odpowiedzialne za wszystkie złamane nogi, ręce i kości ogonowe na całym terytorium, które im podlega...

      Obie te tezy są JASKRAWO nieprawdziwe. I obie razem - prowadzą prostą drogą do coraz to większego zniewolenia...

      Usuń
    5. Owszem, te dwa trendy są dość niepokojące. Ale cóż, ludzie lubią przeginać...

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...