środa, 29 sierpnia 2012

Bardzo bym chciał…

Ortodoksyjnie korwinowska odpowiedź na pytanie o „peak oil“ to wzruszenie ramion: wolny rynek sobie z tym na pewno poradzi!
-    Ale przecież nie ma wolnego rynku w energetyce…
-    Co z tego że nie ma? System się sypie, już tej jesieni wprowadzimy liberalizm!

W tym momencie dyskusja się kończy, bo co tu tłumaczyć, że ani tej jesieni, ani przyszłej wiosny, ani w ogóle nigdy – Korwin NA PEWNO w Polsce liberalizmu nie wprowadzi..?

Nie, wcale nie dlatego, że ma niewyparzony jęzor i mówi rzeczy, które podobno szkodzą na „wynik wyborczy“, ani nie dlatego, że jest „agentem wpływu“, czy jakimkolwiek innym „agentem“, ani też nie dlatego, że „System“ fałszuje wybory!

Prosta, ale nieprzyswajalna dla ortodoksyjnie korwinowskiego umysłu prawda jest taka, że jakieś 93% populacji po prostu NIE CHCE żadnej wolności, a osobliwie – bez najmniejszych wątpliwości, z całą pewnością – NIE CHCE żadnego tam „wolnego rynku“..!

Owe 93% populacji to nieodrodni potomkowie tych, którzy się przed wiekami „powzdali“ (jak widzicie, staropolszczyzna miała nawet specjalny termin techniczny na „poddanie się wolnego człowieka szlachcicowi, by stać się jego poddanym“) – a raczej: tych, którzy ZAWSZE zajmowali w ludzkim stadzie pozycje „beta“, „gamma“ i tak dalej – aż do „omega“ – i dla których zajęcie pozycji „alfa“ po prostu nie wchodzi w grę: człowiek taki, zmuszony do podejmowania wyborów na własną ręką, nie kierując się niczyją radą i przykładem – prędzej popadnie w paranoję, niż zrobi cokolwiek konstruktywnego.

Jak widać, strategia „bycia samcem beta“ musi być nawet reprodukcyjnie skuteczniejsza od strategii „bycia samcem alfa“, bo przecież Rzeplita liczyła podobno aż 10% szlachty w populacji, a ja tu szacuję udział ludzi skłonnych do rozważenia opcji wzięcia własnych spraw w swoje ręce na 7% (i mam ten szacunek raczej za zawyżony: ostatecznie – Korwin nigdy aż tak dobrego „wyniku wyborczego“ nie osiągnął, prawda..? Inna sprawa, że bynajmniej nie musiał: jakaś część, nawet spora, takich ludzi, zajmuje uprzywilejowane pozycje w ramach Systemu – nawet mnie się to, przez krótki co prawda czas, ale udało – po co zatem miałaby cokolwiek zmieniać..? Nie wszyscy też od razu muszą się zgadzać akurat z Korwinem… Ogólnie jednak, to chciałbym zauważyć, że Korwin i tak jest fenomenem na skalę europejską co najmniej! Nie słyszałem, aby w jakimkolwiek innym kraju – przynajmniej spośród tych „postkomunistycznych“, ortodoksyjna, twardogłowa prawica istniała tak długo, tak konsekwentnie – i miała tak duży wpływ na formację ideową młodzieży…)?

No cóż: wojny, powstania, konspiracje, represje… A jak wiadomo: „pokorne ciele dwie matki ssie“…

Dlatego skądinąd – moim zdaniem – statystyczna Polka będzie atawistycznie przedkładać cudzoziemca nad krajanina: osobliwie, gdyby miał to być krajanin „w wersji alfa“ – bo tacy giną najczęściej, Polki które takim ufały, od 200 lat miały znacznie mniejsze szanse na dochowanie swojego potomstwa do wieku rozrodczego!

Reasumując: wolnego rynku (nie tylko w energetyce…) nie ma i nic nie wskazuje na to, aby miał zaistnieć w dającej się przewidywać przyszłości. W ogóle – jak pokazuje doświadczenie historyczne, wolność jakkolwiek rozumianą może wprowadzić – na krótki tylko czas – oświecona i liberalna elita, która walczy o tę wolność z Tyranią dla siebie, a przypadkiem tylko i przy okazji: obdarza nią także szersze warstwy rodaków. Za czym nieodmiennie, bardzo w skali historycznej szybko, bo nigdy nie trwało to dłużej niż 200 – 300 lat, owe „szersze warstwy“ powzdają się jakiemuś nowego Tyranowi, skutecznie pozbawiając wolności i siebie i ową oświeconą i liberalną elitę, która im wolność poprzednio dała… Tak było w Grecji, w Rzymie, i tak też jest w świecie współczesnym: powszechność i powtarzalność zjawiska każe przypuszczać, że jego mechanizm lokuje się głęboko w naturze człowieka. Powinna go zatem śledzić socjobiologia.

Jakkolwiek nie da się zaprzeczyć, że „System“ znajduje się w stanie kryzysu (pytanie tylko, czy nie jest to aby stan permanentny..?) – to nie spodziewam się, aby wynikiem tego kryzysu miało być rozszerzenie wolności. „Trend“ obserwowany nie tylko w me®diach tzw. „głównego nurtu“, ale i wśród kolegów – blogerów, dawniej wcale liberalnych i wolnościowych, jest zgoła przeciwny: masy oczekują opieki, wsparcia, interwencji, pomocy, kierownictwa, rady… Tyle, że akcent przesuwa się – jak to zwykle w czasach kryzysowych bywa – w kierunku form najpierwotniejszych, więc plemiennych: mamy coraz liczniejsze wołania o to, aby globalny wolny handel zastąpić protekcjonizmem, ponadnarodowe korporacje (które, jak wiadomo, z definicji winne są całego zła tego świata…) – kierowaną przez gosudarstwo „re-industrializacją“, zaś obrzydły multikulturalizm – ściśle plemienną solidarnością i rzezaniem „obcych“.

Jeszcze nigdy w dziejach tak nie było, żeby gosudarstwa TAKICH życzeń ludu nie spełniły! Jest to przecież w oczywistym interesie jakkolwiek rozumianych „klas rządzących“ i jakkolwiek rozumianego „Systemu“: zwiększa tylko jego władzę! Nawet „ponadnarodowe korporacje“ mogą taką zmianę spokojnie zaakceptować: Ford robił świetne interesy w Rosji Sowieckiej, a potem w ZSRR, dlaczego miałby się teraz bać protekcjonizmu..?



Maluczko, a ostatnim bastionem wolności na tym świecie pozostanie… Biuro Polityczne KPCh! Nie ulega bowiem wątpliwości, że eksportując wyłącznie „wyroby z laki“, jak chcieliby niektórzy, inteligentni przecież komentatorzy naszej ziemskiej rzeczywistości, półtora miliarda Chińczyków nie przetrwa. Zamknięcie amerykańskiego rynku dla wyrobów przemysłowych z Chin miałoby skutek dość podobny do atomowego zbombardowania chińskich miast. W tej sytuacji, Chińczykom będzie wszystko jedno – idąc na wojnę, już i tak nic nie będą mieli do stracenia…

Problem polega na tym, że agresywna rywalizacja między państwami, sztywny protekcjonizm w stylu lat trzydziestych XX wieku, wojny – to są najlepsze recepty na to, aby niedobór węglowodorów na świecie bardzo szybko powiększyć! Jeśli o każde nowe złoże będzie zaraz wybuchała wojna – tu zagadka dla P.T. Czytelników: zwiększy to jego użyteczność, czy zgoła całkiem przeciwnie: zmniejszy, albo i sprowadzi do zera..?

Czy da się tego uniknąć? Ja, siedząc w Boskiej Woli, nic w tej sprawie zrobić nie mogę. Podobnie i Państwo, moi Czytelnicy – nawet, jeśli choć część z Was zgodzi się z moimi wnioskami. Jest to sytuacja przymusowa, z której tak naprawdę nie ma dobrej strategii wyjścia, rodzaj sprzężenia zwrotnego, potęgującego tylko kryzys, wedle schematu: szmacenie walut i wyczerpanie najłatwiejszych w eksploatacji złóż prowadzi do raptownego wzrostu cen nośników energii – rosnące koszty utrzymania stwarzają presję na wzrost nacjonalizmu i protekcjonizmu – gosudarstwa jeszcze szybciej szmacą swoje waluty i ukrywają dostępne zasoby węglowodorów „na czarną godzinę“ – ceny nośników energii rosną jeszcze szybciej.

Owszem, System może się od tego załamać. Pytanie tylko, czy codzienne życie zwykłych ludzie nie załamie się aby wcześniej..?

A przecież, jeśli ci „zwykli ludzie“ wyjdą na ulice i zaczną rzucać kamieniami, to bynajmnie nie pod sztandarem wolności będą to robić, tylko właśnie: żądając jeszcze większego protekcjonizmu, jeszcze większego nacjonalizmu (tu akurat, rzeczywiście mogą „wziąć sprawy w swoje ręce“ – i zwyczajnie rzezać obcych, a zwłaszcza kolorowych, gdziekolwiek ich dopadną…). Kompletnie nie rozumiem entuzjazmu wobec „alterglobalizmu“ czy innej „antysystemowości“, jaki panuje wśród części, dawniej przecież całkiem rozsądnych i wolnościowych blogerów. Czego dobrego można oczekiwać od ludzi „okupujących Wall Street“..? Abstrahując od totalnej miałkości ich postulatów – ja w tym widzę tylko zaczątek wojny i terroru…

Stoimy nad przepaścią i z całych sił próbujemy dać wieeeelkiego susa naprzód!

Właśnie dlatego jakiś czas temu uruchomiliśmy projekt „Agepo“ – jako próbę wypracowania INDYWIDUALNYCH strategii radzenia sobie w trudnych czasach. Indywidualnych, a więc nie zakładających jakiejkolwiek „zmiany systemowej“: nie obalimy gosudarstwa. Wszystko, co możemy próbować zrobić, to chronić życie i zdrowie własne i swoich bliskich.

Projekt od pewnego czasu tkwi w zawieszeniu. Myślę, że nie tylko dlatego, iż sami zajęliśmy się trochę innymi rzeczami, w tym, między innymi: wdrażaniem strategii, który obmyśliliśmy. Również dlatego, że to Państwo – nasi Czytelnicy – powinniście w większym stopniu w tym projekcie uczestniczyć. Jak patrzę po dotychczasowym dorobku „Agepo“, to w zasadzie wszystkie ważniejsze sprawy ogólne, zostały tam omówione. To, czego brak, to konkretne recepty, konkretne rozwiązania konkretnych problemów. Kto jednak powiedział, że my we trzech i te, dwie jeszcze osoby, które chciały się gościnnie wypowiedzieć, mamy się znać na wszystkim..?

Proszę Państwa: jeśli chcecie reaktywacji „Agepo“ – musicie wziąć sprawy w swoje ręce! No, chyba że Wy też uważacie się za „osobników beta“..? O to bym Was jednak nie podejrzewał…

Tak więc, kto odpowie na przykład na takie proste pytania: jak radzić sobie z przechowywaniem żywności, gdy przerwy w dostawach energii będą tak częste i tak długie jak w latach 80-tych..? W jaki sposób kształcić dzieci? Jak się leczyć, gdy kolejki do szpitali zrobią się długie..? Czym zastąpić internet, jeśli zostanie on poddany cenzurze..? Jak UKRYWAĆ cenne dobra przed okiem gosudarstwa – w dobie kamer termowizyjnych, skanerów czy czujników wykrywających śladowe ilości substancji w powietrzu..? Jak organizować sąsiedzką samoobronę..?

Tak zwany „leming“ widząc taki tekst – jeśli doczytał do tej pory (wstępne narzekania na Korwina mogły go do tego zachęcić, jak sądzę…), parsknie w tym momencie śmiechem, opluwając monitor. No tak – pomyśli, albo nawet powie na głos – wiedziałem od razu (sądząc po tym linku „sprzeciw się zakazowi noszenia noży..!“), że to wariat, do Tworek go!

Po czym, mam nadzieję – opuści tę stronę i nigdy już więcej tu nie wróci. Żegnaj, lemingu!

Proszę Państwa, nasze obecne miejsce „w skali Kardaszewa“ (obrazującej energetyczny poziom rozwoju cywilizacji), nie jest nam dane raz na zawsze! Były już w dziejach takie momenty, gdy ludziom wydawało się, że przyszłość może być tylko lepsza, jaśniejsza, wygodniejsza i potężniejsza. Ostatnim takim momentem była wiosna 1914 roku. Ale już latem tego samego roku, rzeczywistość brutalnie zweryfikowała te optymistyczne oczekiwania…



Owszem: nie dotyczyło to całej ludzkości, a tylko jej europejskiej części (Amerykanie do tej pory niczego porównywalnego nie doświadczyli, wszak ostatnią poważną wojnę na własnym terytorium toczyli w połowie XIX wieku…). Ortoewolucyjny, wykładniczy wzrost naszej przemysłowo – energetyczno – informacyjnej potęgi nie uległ zahamowaniu mimo, że XIX-wieczne złudzenia o dobroci natury ludzkiej i nieuchronności moralnego postępu rozwiały się jak dym.

Kto mi jednak wskaże prawo natury zakazujące cywilizacyjnej zapaści także i pod tym względem?

Takiego prawa natury nie ma, bo niby skąd by się miało wziąć..?

Zagrożenia przed którymi stoi nasza cywilizacja są trojakie. Pierwsze pochodzą od Natury: mimo całej naszej cywilizacyjnej potęgi (i pychy), jesteśmy bezbronni wobec takich zagrożeń jak upadek asteroidu (o stosunkowo niewielkim nawet rozmiarze…), zanik pola magnetycznego Ziemi, bliski (w skali kosmicznej) wybuch Supernowej.

Owszem, takie wydarzenia opisują stosunkowo niewielkie prawdopodobieństwa. Skądinąd jednak, wiemy doskonale, że nie są to opcje „puste“ – ponieważ w przeszłości Ziemia wielokrotnie doświadczała tego rodzaju katastrof. Wiedząc o tym, zdecydowanie inaczej powinniśmy podchodzić do kwestii eksploracji Kosmosu. Raz, że stamtąd część tego rodzaju zagrożeń pochodzi, a dwa, że prawdziwie pewną homeostazę dałoby naszemu gatunkowi (a z nimi całej reszcie biosfery, który jest nam do życia niezbędna) dopiero skolonizowanie kilku takich planet jak Ziemia. Tymczasem dla przeciętnego zjadacza chleba środki zainwestowana w Kosmos, to środki stracone – można by ich przecież użyć – jego zdaniem „lepiej“ – dla „nakarmienia głodnych“, czy choćby – zafundowania mu jakichś kolejnych igrzysk…. Dla gosudarstwa natomiast, Kosmos ma znaczenie li i jedynie militarne i ambicjonalne – i nic dziwnego, że wraz z końcem Zimnej Wojny, cały rozpęd w tej sprawie się skończył… Czy obecne zaostrzenie rywalizacji między państwami może go rozniecić na nowo..? No cóż, jeśli Chińczycy wylądują na Księżycu i polecą na Marsa – inni też coś będą musieli z tym zrobić…

Generalnie jednak – nie ma co oczekiwać, żeby za naszego życia opcja kolonizacyjnej wyprawy w Kosmos była dostępna. Pech! Bo jednak, fajnie byłoby NAPRAWDĘ uciec z tego łez padołu i zasiedlić nowy Eden!

Z całej gamy rzeczywistych zagrożeń politycy, kierując się miłością własnych portfeli i władzy – „zwalczają“ jedynie tzw. „efekt cieplarniany“ (przy czym pisanie o tym w taki sposób, w jaki ja to robię powyżej, u przeciętnego leminga wywołuje kolejny atak śmiechu – no tak – nie tylko że wariat, ale jeszcze denializm klimatyczny uprawia, błeee…). Cóż: nic się na to nie poradzi…

Drugi rodzaj zagrożeń, których ziszczenie się może zepchnąć nas w dół „skali Kardaszewa“, to wspomniany już kryzys energetyczny. Bynajmniej nie wątpię, że węglowodory można zastąpić! Nie wątpię też, że można zastępując je, postąpić jednocześnie w górę tej skali, opanowując źródła energii wydajniejsze i bardziej uniwersalne.

Pytanie tylko: czy zdążymy to zrobić, zanim węglowodorów naprawdę zabraknie..? Albo: zanim gosudarstwa, bijąc się o ich źródła, nie doprowadzą nas przypadkiem do ruiny..?

Pamiętać należy – o czym Mistrz Lem, Niezawodny Przewodnik Po Meandrach Futurologii, już pół wieku temu z okładem pisał – że jak dotąd, opanowanie każdego kolejnego źródła energii wymagało wyższych nakładów od opanowania poprzedniego. Watt zbudował swoją maszynę parową (właściwie: udoskonalił tylko modele wcześniej istniejące), bazując na doświadczeniach kilku tysięcy lat kowalstwa, metalurgii, rzemiosła: samo tylko POWTÓRZENIE jego osiągnięcia może się okazać trudne, gdy zamiast kowalskich miechów i palenisk do dyspozycji będą tylko gołe ręce… Opanowanie energetyki atomowej zaś – jest niemożliwe bez sprawnie działającej eneregetyki cieplnej, zaawansowanej chemii i fizyki: sześciofluorkiem uranu nikt się nie zdoła w garażu czy w innej szopie bawić!

Owszem, takie przewidywanie nie ma mocy prawa natury. Być może owo nowe, potężniejsze i bardziej uniwersalne źródło energii jest jednocześnie tak proste w opanowaniu, że może to zrobić niemal każdy i w każdych warunkach. Bardzo bym chciał, żeby tak było… Jednak, pewności przyszłej pomyślności, szczęścia i dalszego, równie dynamicznego rozwoju – bym na takim „chceniu“ nie opierał!

Trzeci wreszcie i ostatni rodzaj zagrożeń, które mogą zagrozić naszej homeostazie, to zagrożenia natury informacyjnej. W istocie rzeczy, dostęp do informacji jest równie ważny, jak dostęp do energii. Nawet, jeśli ktoś odkryje owe nowe, wspaniałe źródło energii – co nam z tego przyjdzie, jeśli się o tym nie dowiemy..?

Przy czym, możemy się o tym nie dowiedzieć, nie tylko dlatego, że odkrycie to będzie ukrywane z takich czy innych względów. Równie problematyczne może być przyswojenie wiedzy, której nikt bynajmniej nie ukrywa – ale też nikt na nią nie zwróci uwagi, skoro zalewa nas prawdziwy potop informacji bzdurnych, zbędnych, a nawet szkodliwych!

Lem zwykł wskazywać na wykładniczy wzrost liczby wydawanych periodyków naukowych: w tej chwili nie ma już takiego specjalisty, który byłby w stanie choćby pobieżnie śledzić wszystkie przynajmniej z własnej dziedziny, a tym samym – który byłby w stanie na bieżąco utrzymywać kontakt z całym spektrum światowej nauki w tej dziedzinie, którą uprawia.

Nie da się ukryć, że spora część owej „mowy uczonej“, to przy tym zwykły bełkot, tworzony wyłącznie po to, aby postąpić wyżej w skali biurokratycznego awansu i zyskać kolejny stopień naukowy, albo chociaż – kolejną pozycję w bibliografii.

Jako jedyny możliwy sposób wyścia z tego cywilizacyjnego kryzysu, proponował Lem „obezludnienie nauki“, to jest najpierw powierzenie dalszego pomnażania wiedzy stosownym aparatom – a gdy i te się nieuchronnie nadmiarem wiedzy zatkają – skonstruowanie „sztucznego środowiska“, jako pośrednika pomiędzy cywilizacją a Naturą, tak przemyślnego, że samo z siebie o wszelkie materialne potrzeby cywilizacji dba…

Problem w tym, że pół wieku z okładem minęło – a tu „wzmaniaczy inteligencji“ ani widu, ani słychu. Komputery wprawdzie biją już w szachach najtęższych arcymistrzów (w czasach, gdy Lem pisał „Summę Technologiae“ potrafiły sobie poradzić tylko z początkującymi graczami…) – ale robią to wcale nie dzięki jakiejś nowej, genialnej heurystyce, a tylko dlatego, że coraz szybsze procesory są w stanie zwykłą „brute force“ ilości iteracji pokonać przestrzenną wyobraźnię najtęższych ludzkich graczy. Do jakiejkolwiek „komputerowej wynalazczości“ ani na krok nas to nie przybliżyło…

Zwierzę się Państwu w sekrecie, że bardzo bym chciał być lemingiem… Życie byłoby takie proste i przyjemne..?

8 komentarzy:

  1. Tak więc, kto odpowie na przykład na takie proste pytania: jak radzić sobie z przechowywaniem żywności, gdy przerwy w dostawach energii będą tak częste i tak długie jak w latach 80-tych..? ....Jak ? ...Czym .?.."
    Może nie wszystko naraz, ale co nieco się staramy zebrać tutaj : )
    www.boungler.pl/forum
    Pozdr.
    CPa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. przepraszam za podwojenie odpowiedzi.
      "Zwierzę się Państwu w sekrecie, że bardzo bym chciał być lemingiem… Życie byłoby takie proste i przyjemne..? "
      Im więcej o wszystkim myślę, to dochodzę do podobnego wniosku :/
      CPa

      Usuń
  2. Do eksploracji Kosmosu potrzebne są olbrzymie fundusze. Do zasiedlenia jakiejś planety potrzebna jest biurokracja, planowość, etc. Dlatego ja w to nie wierzę. Nie w tym stuleciu przynajmniej. Na razie trzymajmy się starej, dobrej Ziemi.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mamy jeszcze jeden, mało przyjemny element w tej dyskusji. Niedoinformowane i/lub skorumpowane państwo często moze na takie problemy odpowiadac w sposób dokładnie odwrotny niz należy. Swierzy przykład z USA- skutkiem obecnej suszy, w warunkach rozsądnej dykatury lub rynku (oba by zadziałały tak samo) powinno byc relatywnie masowe wybijanie zwierząt i przeznaczenie roslin na pasze dla ludzi a nie zwierząt. Co zrobiono- dokladnie coś odwrotnego- miły murzynek bambo przyznał dotacje dla producentów miesa, aby ci mogli zakupić drożejącą pasze- choć jej po prostu nie ma w wystarczających ilosciach. Więc obecne szacunki wskazują, że soja się skończy w okolicach grudnia, na dwa miesiące przed dostawami z Brazylii.

    OdpowiedzUsuń
  4. Korzystając z okazji, chciałbym podziękować za wytrwałe propagowanie sprzeciwu wobec zakazu noszenia noży. Link można zdjąć, zakaz nie przeszedł. Choć oczywiście nadal zachęcam do noszenia noża jako jednego z elementów przygotowania na sytuacje kryzysowe.

    A słowa "leming" to już pomału zaczyna być wstyd używać, odkąd zaczęły się nim posługiwać media dla lemingów...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma sprawy. Jak będzie Kolega miał jakąś kolejną "wariacką" akcję - to ja bardzo chętnie!

      Usuń
  5. "Obezludnianie nauki"(zdaje sie ze zwane takze przez Lema hodowla informacji-coz za fantastyczny termin swoja droga)powoli jednak sie rozpoczyna.

    http://tiny.pl/h4zlg

    Piotr34

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...