wtorek, 10 lipca 2012

Wiara i wiedza

Kolejna burza, która nawet nie dotarła nad Boską Wolę, tylko wisi ogromnym sierpem sinoburych chmur nad całym północnym i wschodnim widnokręgiem, skutecznie odcięła nam łączność telefoniczną. Zamiast zatem dzwonić po klientach, co miałem byłem dziś robić przez cały dzień – uszczęśliwię Państwa egzegezą notki, na którą trafiłem przypadkiem, przeglądając Onet: otóż jacyś italiańscy „obrońcy konsumentów“ domagają się od mediolańskich władz konfiskaty wszystkich pojazdów z silnikiem diesla jako że, wedle jakiegoś tam raportu WHO (ktoś jeszcze pamięta w ogóle o istnieniu tej skompromitowanej całym szeregiem skandali korupcyjnych przybudówki ONZ?), spaliny silników diesla wywołują raka.


Oczywiście, niewątpliwie rację mają cytowani w przywołanym tekście przedstawiciele władz miejskich, którzy dostrzegają w tym żądaniu nic innego, jak tylko „parcie na szkło“ i sposób na zdobycie rozgłosu, potrzebnego w polityce. Tyle w temacie samej „konfiskaty diesli“!

Jest to jednak przykład o tyle symptomatyczny, że w bardzo łatwy sposób pokazać na nim – jaki jest tak naprawdę mechanizm uprawiania „polityki ochrony środowiska“.

Przede wszystkim – nic ta polityka nie ma w ogóle wspólnego z jakąkolwiek wiedzą przyrodniczą. Ekolodzy, czyli adepci szacownej wiedzy o powiązaniach organizmu z jego środowiskiem – nie zajmują się przecież polityką, nieprawdaż? Polityką zajmują się politycy, a także – dziennikarze, prawnicy, specjaliści od public relations.

W świecie w którym żyjemy, jest to zjawisko naturalne. Tak naturalne, że co poniektórzy nawet poczęli je dostrzegać – i nazwali: „demokraturą“. Jako że obecnie nie może już być tak, aby szewc, rzeźnik, czy zgoła leninowska kucharka, po godzinach zwykłej pracy, zajmowała się także sprawami państwa. Nie dlatego nawet, że sprawy te są tak skomplikowane i prostym umysłom nieposiężne – a dlatego głównie, że przez ostatnie 100 lat poważny postęp zanotowały nauki zajmujące się manipulowaniem ludzkimi umysłami. O ile taki Perykles, Kimon czy inny Cezar, manipulując ludźmi, polegał głównie na wrodzonym instynkcie i tych praktycznych poradach poprzedników, które jako pierwszy zebrał w swoich „Topikach“ Arystoteles – o tyle obecnie każdy grymas, gest i każde słowo (przecież, że przeczytane z telepromptera…) przemawiającego polityka to efekt ciężkiej pracy całych zespołów dobrze opłacanych zawodowców, którzy niczym innym się nie zajmują, jak tylko optymalizowaniem efektu pod kątem budowy wizerunku zgodnego z oczekiwaniami starannie przebadanej opinii publicznej. Amator, choćby najgenialniejszy, nie ma najmniejszych szans!

Skądinąd – wobec tak daleko posuniętej specjalizacji, polityk jest przede wszystkim aktorem – i jakakolwiek wiedza merytoryczna z tej lub innej dziedziny, może mu tylko PRZESZKADZAĆ w skutecznym zdobywaniu władzy! Bo będzie go kusiło zrobić coś czy powiedzieć inaczej, niż mu „spin doktorzy“ od pijaru tłumaczą – i co by nie zrobił: na pewno na tym przegra.

Dlatego politykami stają się w miarę rozwoju „nowoczesnej demokracji“, coraz to żałośniejsze kreatury o coraz to mierniejszych zdolnościach intelektualnych i coraz to mniejszej wartości moralnej. Powyższa korelacja ma, moim zdaniem, charakter „spiżowego prawa rozwoju demokracji“ – i uciec od niej nie sposób. Tak po prostu musi być. Człowiek choć odrobinę inteligentniejszy zwykle wyrabia sobie jakieś poglądy – a tu chodzi właśnie o to, aby polityk, broń Panie Boże, żadnych poglądów nie miał. Ponieważ brak poglądów trudno jest udawać, w naturalny sposób powstaje mechanizm selekcji negatywnej – im głupszy polityk, tym sprawniej zdobywa władzę.

Nie ma w tym w ogóle niczego dziwnego: jak już kiedyś pisałem, znaczenie mózgu w opinii potocznej jest ogólnie przeceniane. Nie tylko w polityce i w seksie można się bez rozumu doskonale obejść i zrobić karierę – co chyba każdy czytelnik „Przygód dobrego wojaka Szwejka“ mi przyzna, bo czy było gdzieś więcej idiotów niż wśród generałów na ten przykład..?

Wcale też nie musi za tym stać jakiś „wszechświatowy spisek iluminatów“ czy innych masonów – dajcie ludzie spokój, jeśli już nawet głupota potrzebuje usprawiedliwienia – to jak tu w ogóle żyć..? Dobrobyt, nadmiar, obfitość wszelakich dóbr w których się obecnie tarzamy – nie taki jeszcze idiotyzm Niemiłościwie Nam Rządzących zniosą!

Wracając tedy do naszych, czyli mediolańskich baranów – kwestia merytorycznej słuszności lub niesłuszności ich postulatu jest w ogóle bez znaczenia. ZWŁASZCZA dla nich samych!

Poniekąd zresztą, nie trzeba być specjalistą z (samego!) WHO, żeby doskonale wiedzieć, iż tego rodzaju korelacji (jak na przykład pomiędzy występowaniem spalin silników dieslowskich a zapadalnością na raka) w dowolnym miejscu na świecie można znaleźć ochnaście tysięcy, wcale się przy tym specjalnie nie wysilając. Tak się bowiem składa, że życie generalnie jest szkodliwe – i nieodwołanie (jak na razie…) kończy się śmiercią! Biorąc pod uwagę rozpowszechnienie się w populacji alergii na pyłek traw, pewnie także występowanie pylących łąk ma wcale spory związek ze śmiertelnością – czy z tego wynika, że należy wytępić całą trawę na planecie..?

JEDYNY element racjonalny, a nawet naukowy, w całym tym zgiełku – to METODA użyta do zdobycia rozgłosu. Otóż: ludzie boją się raka. Wprawdzie bowiem każdy niby musi umrzeć – ale jakoś mało kto wydaje się być z tym stwierdzeniem pogodzony, a już najmniej – gdy w grę wchodzi choroba tak podstępna i nieestetyczna.

Skoro zatem ludzie boją się raka – to czemu się dziwić, że „spin doktorzy“ znajdą lub wymyślą dowolny lajtmotiw, pozwalający im na tym strachu zbić tzw. „kapitał polityczny“, czyli mówiąc wprost – zdobyć dla swojego mocodawcy upragnioną władzę..?

Ludzie, oprócz tego, że boją się raka, boją się także powodzi, trąb powietrznych, suszy, głodu i morowego powietrza – i wielu innych rzeczy, którymi straszy ich Al Gore w ramach swojego „apostolstwa globalnego ocieplenia“. Niestety – a może: na szczęście – Al, który wydaje się być wyjątkowo tępy NAWET jak na polityka – trochę przegiął, bo straszy zbyt wielką liczbą katastrof naraz. W efekcie mało kto chyba, poza egzaltowanymi nastolatkami, które zawsze odczuwają najsilniejszą potrzebę wiary (czego „krucjata dziecięca“ najlepszym dowodem!), w ten jego „global warming“ wierzy – inna sprawa, że przy dostatecznie rozwiniętym pijarze, poglądy elektoratu przestają mieć znaczenie, bo czy ktoś wierzy w globalne ocieplenie czy nie – i tak zagłosuje na polityka, który będzie to „ocieplenie“ zwalczał i nawet tego nie zauważy (a tak zagłosuje, bo polityk „walczący z globalnym ociepleniem“, siłą rzeczy generują wyższe wydatki z budżetu, a więc – ma też więcej do wydanie na kampanię – te dwie rzeczy są ze sobą skorelowane o niebo ściślej niż rak i diesel! – więc zatrudni lepszych spin doktorów i wygra: na tej zasadzie opiera się moje twierdzenie o NIEMOŻLIWOŚCI zachowania wolności w warunkach demokratycznych w czasie pokoju i dobrobytu…). Pokażcie mi kraj Jewrosojuza, w którym większość populacji jest przeciwna karze śmierci? Nie ma takiego kraju! A mimo to – kary śmierci w Jewrosojuzie nie ma i być nie może, bo „coś“ tego zabrania pod groźbą wyrzucenia…

Mamy już zatem dwa BARDZO DOBRE powody, dla których polityk, który wcale ale to wcale nie jest przyrodnikiem – będzie popierał „ochronę środowiska“.

Powód pierwszy – bo to pozwala żerować na mniej lub bardziej uzasadnionych lękach elektoratu, a nic tak nie mobilizuje elektoratu do poparcia jak zdrowy, atawistyczny lęk!

Powód drugi – uprawianie polityki „ochrony środowiska“ równoznaczne jest z rozrostem państwa, budżetu i wpływów jakie polityk może mieć – co pozostaje w bezpośrednim i oczywistym związku z jego własnym „rozporządzalnym dochodem“.

Potrzebujecie Państwo więcej tego rodzaju powodów? Mnie te dwa całkowicie wystarczają.

W systemie demokratycznym NIE JEST MOŻLIWE SPRAWOWANIE WŁADZY BEZ „OCHRONY PRZYRODY“. Po prostu: politycy, którzy takie hasła wpisują na swoje sztandary i (w jakiejś tam formie) realizują – mają na tyle dużą „przewagę komparatywną“ nad resztą, że raczej wcześniej niż później – MUSZĄ zdobyć władzę.

Oczywiście, to samo „spiżowe prawo“ można też triumfalnie głosić jako jeden z dowodów wyższości „demokracji“ nad „całą resztą świata“ (bo tylko te „wredne Chincyki“ się wyłamują i różne inne, prawdziwej demokracji nie znające bambusy…). Kto ma uszy, niechaj słucha, kto ma oczy, niech patrzy – co do mnie, jak napisałem na początku, merytoryczna wartość lub brak wartości konkretnych polityk realizowanych w ramach szeroko rozumianej „ochrony przyrody“ – po prostu: NIE MA NAJMNIEJSZEGO ZNACZENIA.

Albowiem powód trzeci i najważniejszy, dla którego będąc demokratycznym politykiem warto postawić na „ochronę środowiska“ jest i ten – że w bardzo wielu przypadkach: NIE DA SIĘ SPRAWDZIĆ SKUTECZNOŚCI IMPELEMENTOWANEGO PROGRAMU.

No bo co się stanie, jeśli – hipotetycznie – władze Mediolanu skonfiskują wszystkie diesle? Czy spadnie od tego zapadalność na raka?

Zapadalność na raka zależy od dziesiątków tysięcy różnych czynników. Wyeliminowanie jednego z nich – może mieć jakiś wpływ, ale może nie mieć zgoła żadnego. Może się nawet okazać, że po wyeliminowaniu diesli, owa zapadalność na raka wręcz wzrośnie – bo jakiś inny czynnik (bo ja wiem? Na ten przykład: mniej będzie wypadków drogowych, więc więcej ludzi DOŻYJE momentu, gdy zapadną na raka – co „rakowe“ statystyki kopnie w górę!) z naddatkiem skompensuje brak tego jednego.

Co się stanie, jeśli Al Gore dostanie swoje biliony dolarów na „powstrzymanie global warming“? A Dyabli wiedzą! Może będą powodzie i huragany – a może ich nie będzie? To przecież zależy od tylu czynników…

Oczywiście, nie zawsze tak jest. Czasami efekty da się ocenić gołym okiem: ot, była brudna rzeka, śmierdząca fenolem, a teraz w krystalicznej wodzie pływają pstrągi.

Niestety: takich pięknych, prostych i podnoszących na duchu historii z morałem patrząc po najrozmaitszych programach „ochrony przyrody“ – jest nikła mniejszość. W ogóle bowiem – państwo wiedzy jest nikłe w porównaniu z ogromnym imperium wiary

P. S.

Burza w międzyczasie przesunęła się dalej na wschód - starannie nas omijając, ani kropla nie spadła - i teraz, obok komunikatu "Sieć jest chwilowo zajęta" w telefonie, co chwila pojawia się komunikat "Połączenie zostało przerwane, gdy odległy serwer nie odpowiada" w końputerze. Ciekawym, ile mi zajmie opublikowanie tego?

14 komentarzy:

  1. Dlatego ja jestem za wprowadzaniem takich praw, które przekładają się na konkretne dobro lub powstrzymanie konkretnego zła. Gdybym wierzyła, że diesel = rak, to może bym nawet poparła ten zakaz; choć to jednak nieliberalne - bo po co zmuszać jednostkę do dbałości o swoje zdrowie? Aaa, no tak: wydatki NFZ... Cóż...

    Ale tak poza tym: o ile ogółu nie da się uratować, o tyle jednostka właśnie może "zrobić sobie dobrze", eliminując jakiś kancerogenny czynnik. To tak abstrahując od diesela, o którym NIC nie wiem.

    To, co napisałeś o demoralizacji i "deintelektualizacji" polityków, to banał - oczywista oczywistość, gołym okiem dostrzegalna. Ale co na to można poradzić? Optować za monarchią? To już było...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Politycy również są za takimi prawami, które "przekładają się na konkretne dobro ", zwłaszcza jak to dobro przepływa przez ich ręce.

      Wybacz, nie mogłem się powstrzymać by nie pojechać Korwinem...

      Usuń
  2. "Dlatego ja jestem za wprowadzaniem takich praw, które przekładają się na konkretne dobro..."

    Wczoraj czy w niedalekiej przeszłosci ogladałam program o haraczu pt. Janosikowe, który płaci Warszawka. I jakoś mnie nie zdziwiło że nie są to pieniądze celowe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano, ktoś je otrzyma. Kto - lepiej nie dociekać. :)

      Usuń
  3. Co chwila czytam o tym, że kawa szkodzi, działa oczywiście kancerogennie między innymi.
    Za moment pojawiają się badania, że nie, jednak kawa jest bardzo zdrowa!
    Potem te same badania przeprowadza się na frytkach, coli i innych produktach - z podobnym efektem. Dlatego od wielu lat nie przyjmuję wyników takich badań na wiarę, raczej obserwuję otoczenie.
    Faktem jest, że jest w ostatnich latach więcej krańcowych wahań temperatur w naszym klimacie, więcej śniegów albo powodzi, albo z kolei wysokie temperatury i susze.
    Czy ma to związek z globalnym ociepleniem - być może tak.
    Ale udowodnienie tego twierdzenia wydaje mi się niemalże niemożliwe.
    Czasem czytam więc o tych różnych badaniach, ale zawsze przepuszczam je przez swoje doświadczenie i wiedzę, także tę praktyczną.
    Dopiero wtedy wyciągam wnioski.
    pozdrowienia
    iw

    p.s. a chmurzyska wyglądały u mnie podobnie przedwczoraj, w każdym razie zdjęcie Twoich robi wrażenie! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Iw
      Jakkolwiek metoda przepuszczania danych przez własny rozum i obserwację generalnie w życiu się sprawdza (zwłaszcza jeśli jest się rozumnym!), to nie stanowi to prawidłowej metody naukowej.

      Albowiem w tej dąży się do tego, by tylko jeden czynnik różnił się między masą innych. A jak Jacek napisał, tych zmiennych może być i i zwykle jest mnóstwo. Stąd z wielu badań nie można wyciągnąć prawidłowych wniosków. Dla kawy może to wyglądać przecież tak: Jest korzystna gdy jesteś zmęczony i masz prowadzić samochód, niekoniecznie gdy ma się nadciśnienie. Trudno jednak z tego jakieś "ogólne", proste i ostateczne (takie są uwielbiane przez polityków!) wyciągnąć. Masy przecież potrzebują prostych przekazów...

      Przykładowo nawet jeśli by zakazano używania Diesla w Mediolanie i nawet by spadła zachorowalność na raka spadła, nie oznaczałoby to, że Diesel powoduje raka. Mogłoby to przecież być spowodowane wyższą zawartością spalin pojazdów benzynowych (które na potrzeby naszego przykładu tylko mogą mieć właściwości antynowotworowe).

      Inny dobry przykład to moim ulubieni wegetarianie, którzy w niektórych krajach żyją dłużej niż przeciętni zjadacze kiełbasy. Po przeprowadzeniu wielu badań wyszło, że ci wegetarianie żyją dłużej, ale nie wiadomo czy za sprawą niejedzenia mięsa a innego, "zdrowszego" stylu życia (większej aktywności fizycznej, częstszego uprawiania medytacji i znajomości technik relaksacyjnych, większego średniego dochodu, lepszej edukacji itp.).

      Usuń
  4. Ocieplenie klimatu jest faktem. Natomiast artykułem wiary jest przekonanie - że można i należy mu przeciwdziałać!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niom..:D Wiara pono góry przenosi :DDDD

      Pewnie i klimat schłodzi :DDD

      Złuda, ułuda, maruda.... upał mi dokucza :DDD

      Usuń
  5. a ja nieco bardziej przyziemnie - co do silnika diesla

    już mi się diesel znudził i chcę wrócić do benzyny - mało mnie obchodzi czy komuś śmierdzi - bardziej praktyczna benzyna

    choć drożej

    OdpowiedzUsuń
  6. Wyniki badań są takie, jakich spodziewają się sponsorzy. Czy diesel szkodzi? Owszem, tak samo jak benzyna, ale i głupi ludzie.
    Co do ochrony środowiska i jej miejsca w sloganach polityków- a jakże, zwiększa ich popularność, podobnie jak hasła o dodatkach, ulgach, podwyżkach płac.Szkoda, ze jak zwykle w ważnych sprawach, poza paplaniną nie idą za tym czyny. Koryta przysłaniają widoki...
    A propos kawy i jej rakotwórczości...:)Na studiach miałam za wykładowcę "uroczą" doktorantkę, która prowadziła z nami zajęcia z toksykologii żywności. Osóbka ta wymagała w odpowiedziach dokładnie tych samych słów, jakich używała prowadząc wykład. Tak więc i na kolokwiach trzeba by było napisać dokładnie tak :"kawa ma właściwości rakotwórcze, kancerogenne i onkogenne"...:D

    OdpowiedzUsuń
  7. Jak komuś diesel śmierdzi, może tankować biodiesel. Będzie ładnie pachnieć frytkami (ale do nowych silników się nie nadaje).

    Mimo bycia zwolennikiem wolnego rynku, nie widzę możliwości pozostawienia ochrony środowiska samopas. Ona musi być jakoś regulowana. Ale nie ma potrzeby zabierać ludziom diesli. Wystarczy policzyć, o ile RZECZYWIŚCIE pogarszają jakość powietrza i uzależnić opłaty za korzystanie ze środowiska od tego, ile samochód emituje NOxów, pyłów, sadzy, itd. Stare pojazdy same znikną z rynku dzięki temu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Krzysiek, jeśli bawimy się w już zamordyzm to po prostu można wprowadzić obowiązek jazdy tych starych rzęchów na czystszym biodieslu, przynajmniej w miesiącach letnich.

      własciciel i tak poniósłby drobne bo drobne, ale jednak koszty przystosowania ukladu paliwowego do biodiesla, ale oszczędziłby na tańszym paliwie

      natomiast co do wiekszego fiskalizmu i wyciagania przez rząd łap po moje pieniądze to jestem przeciwnikiem

      nie ważne czy w imie ochrony sarenek, czy w imię budowy stadionów

      Usuń
    2. @ Krzysztof Lis

      Nie sądzę, aby ktokolwiek tu na poważnie dopuszczał możliwość "zabierania ludziom diesli". Włącznie z samymi pomysłodawcami tej akcji!

      Jej oczywista absurdalność - jeśli ktoś potrzebuje takiego kawa na ławę tłumaczenia, choć wydawało mi się, że napisałem to jasno i przejrzyście (ale mi się tak zawsze prawie wydaje, a potem i tak nikt nie rozumie...) - służy li i jedynie jako przykład "modus operandi" polityków i "środowisk chroniących przyrodę" - i niczemu więcej...

      Usuń
    3. Dodajmy jeszcze jeden smaczek.
      Dlaczego piszecie, że stare samochody bardziej trują?
      Macie na to jakieś konkretne dowody?
      Że co? Że auta produkowane po roku xxxx spełniają normę np: EURO 5, a wcześniejsze nie?
      Prosty przykład.
      Mam starego trupa, z 1992 roku, więc bezsprzecznie spełnia on normę EURO 1.
      Ale jest jeden mały kłopot. Badając skład spalin - okazuje się, że obecnie mógłby się załapać na EURO 5 i jeszcze ma rezerwę na EURO 6.

      I co?

      Wniosek - każde auto musiałoby przechodzić badania pod kątem emisji substancji szkodliwych. Bo inaczej, to będzie tylko wspieranie koncernów motoryzacyjnych, które poza dodawaniem do spalin mocznika, nie wymyśliły nic, aby diesel mógł spełnić EURO 5.

      A pokażcie mi osobówkę tankującą AD Blue ...

      Jak ktoś nie wie, AD blue, to po prostu wodny roztwór mocznika, dodawany do spalin, w celu ich dalszego "dopalenia" i usunięcia nadmiaru CO ze spalin. Jak ktoś kojarzy wzór chemiczny mocznika - to proszę, ile NOx powstaje dodatkowo w tym procesie, i jak ma się toksyczność takich spalin, do spalin bez Ad Blue?

      Akurat siedzę w branży ... transport międzynarodowy ... i nie jest to jedyny absurd ... co do norm szkodliwości spalin.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...