niedziela, 29 lipca 2012

Tyrania Doskonała a neofeudalizm

Kompletnie nie rozumiem często powtarzanych zarzutów Pana Piotra, jakobym widział w ludziach samo tylko zło. Czy Pańskim zdaniem, panie Piotrze, miłość rodziców do dzieci to jest zło..? Lojalność wobec własnej rodziny to powód do wstydu..? Walka o zapewnienie jej jak najpomyślniejszego bytu i jak najtrwalszych fundamentów także i przyszłego bogactwa – to czyn haniebny..?

Że wynika z tego nepotyzm, zamykanie się społeczeństwa, blokowanie ścieżek awansu, „otorbianie się“ aktualnej elity, która robi co może, żeby również jej dzieci i wnuki były elitą, a nie dzieci i wnuki aktualnych proli? To jest naturalna konsekwencja. Ale nie jest to konsekwencja złej jakości moralnej elity (akurat nasza elita, całkiem przypadkowo, rzeczywiście jest nienajlepszej jakości – nic jednak z tego nie wynika odnośnie szerszego obrazu sytuacji…) – tylko właśnie: tych (nielicznych czasem) dobrych cech, które i członkom elity zdarza się przejawiać!

Wiele razy już się tu rozpisywałem o moralności pogańskiej – której podstawowym kanonem jest właśnie, bezwzględna lojalność wobec „swoich“ (przy czym kwestia tego, kto jest „swój“, a kto „nie-swój“ – zależy od lokalnych uwarunkowań). Moralność tę można krytykować z różnych punktów widzenia – np. z punktu widzenia chrześcijańskiego, czy też, z jakiegoś innego stanowiska uniwersalistycznego. Jednak zaprzeczać, że to jednak JEST pewna moralność – ja bym się nie odważył… Szczególnie, że jest to moralność przytłaczającej większości nie tylko Polaków…

Oczywiście, można się unosić dumą i twierdzić, że wystarczy dzieci dobrze wychować i zapewnić im solidną edukację – a już co do kariery, to same sobie powinny poradzić. Tylko, że to się łatwo mówi – zwłaszcza, gdy dzieci jeszcze małe albo wcale ich nie ma. Potem dorasta takie dziecko – i, niestety, ale zgodnie z prawami statystyki – częściej będzie mniej zaradne od swoich rodziców niż bardziej (im większy sukces materialny odnieśli rodzice, tym większe prawdopodobieństwo, że dzieci będą od nich mniej pracowite – a już wnuki: prawie zawsze są utracjuszami – zamiast ciułać grosz do grosza kupują sobie drogie konie, piękne samochody i szybkie kobiety – i korzystają z życia…). I co teraz? Pozwolić się stoczyć, patrzeć może własnymi, steranymi życiem oczami, jak syn czy córka popada w biedą – i nic nie zrobić? Czy jednak: pogadać z takim czy innym znajomym, załatwić posadę albo – jak się jest przewidującym i ma się odpowiednie dojścia: na ten przykład tak napisać stosowną ustawę, że rodzinny biznes będzie działał czy syn lub córka będzie się o to starać, czy nie – co dotyczy np. prawników, doradców podatkowych i kilku setek innych zawodów (przy czym trend w tym zakresie jest nieubłagany: liczba „zawodów regulowanych“ systematycznie rośnie – i nie sposób tu nie dostrzegać analogii np. z późnym Cesarstwem Rzymskim, gdzie dokładnie to samo się działo, choć może – z innych trochę powodów…).

Tak więc i najlepsza, najmoralniejsza nawet elita – też będzie się „otorbiać“, zamykać i bronić innym awansu. Nie dlatego, że jest zła! Właśnie przeciwnie – jest to skutek jej najlepszych jeszcze, moralnych odruchów.

W ogóle – zło jako takie nie jest twórcze – nie jest możliwe takie życie społeczne i taka organizacja, która się WYŁĄCZNIE złu oddaje – jakkolwiek definiowanem zresztą. Nawet Hitler w końcu jednak te autostrady wybudował, a Herr Porsche, oprócz zgrabnych, designerskich czołgów, wytwarzał też nie mniej zgrabnego volkswagena – a w karierze Herr Hugo Bossa zaprojektowanie mundurów SS było nie mniej udanym osiągnięciem estetycznym, niż inne jego kolekcje…
 


Wymagać od ludzi, aby świadomie i celowo działali wbrew interesom własnym i własnego potomstwa – to już jest domaganie się heroizmu. A tego nawet Kościół od swoich wiernych nie wymaga: i też twórcy tzw. „społecznej nauki Kościoła“, mieli z wolnym rynkiem poważny problem właśnie dlatego – że wolny rynek wcale nie gwarantuje, że ci co z jakichś powodów powinni (bo są słabi, chorzy, niedołężni lub niezaradni) – NA PEWNO będą mieli środki do życia. Co prawda, praktyka i doświadczenie dowodzą, że najprawdopodobniej tak właśnie będzie – za sprawą prywatnej czy kościelnej dobroczynności – ale nawet dla „kościelnych“ myślicieli takie zdanie się na czyjąś prywatną łaskę i niełaskę, brzmiało widać nazbyt obrazoburczo (co innego natomiast – łaska urzędnicza – ta widać: jakoś ani nie upokarza, ani nie wystawia na niepewność bytu – ot, zagadka...). To tak a propos tego, kto tu widzi w ludziach zło, a kto dobro – twórcy „społecznej nauki Kościoła“ na pewno nie byli o ludziach dobrego zdania! Stąd różnego rodzaju pomysły „korporacjonistyczne“, czy też tzw. „społecznej odpowiedzialności biznesu“ – po to, aby jeśli nie awans nowych ludzi do elity, to przynajmniej – deklasację starych – powstrzymać.

Teza, której od dawna tutaj bronię jest prosta: KAŻDA elita, jeśli tylko będzie miała taką możliwość – wcześnej niż później zacznie się zamykać, utrudniając w ten sposób awans „ludziom nowym“, a ułatwiając utrzymanie dotychczasowej pozycji – swoim, nawet nie do końca pełnosprawnym członkom. Jest to oczywiście zjawisko czysto statystyczne – bo nie może służyć do wyjaśniania niczyich konkretnych, indywidualnych życiowych perypetii.

Dotyczy to także społeczeństw skądinąd bardzo egalitarnych i otwartych. Amerykanie lubią się bawić genealogią (to chyba rodzaj fiksacji kompensującej żenującą krótkotrwałość ich własnej historii…) – i pamiętam, że ongiś czytałem takie zestawienia, pokazujące, ilu to prezydentów było ze sobą spokrewnionych – a widoczne było także pokrewieństwo tak zdefiniowanej „elity“ – z arystokracją brytyjską (bodaj klan Bushów wywodzi się z dawnej szkockiej dynastii królewskiej…). W czym nie ma nic dziwnego, gdy pamięta się o obowiązującej w wyspiarskim prawie zasadzie majoratu, która młodszych synów mogła i do kolonii wygonić, gdy dla nich oficerskich i urzędniczych patentów w samej metropolii już brakło…

Kiedy elita może mieć z owym „zamykaniem się“ kłopot? W zasadzie, to chętnie bym na ten temat z Państwem podyskutował, bo bynajmniej pełnej, gotowej odpowiedzi na to pytanie nie mam.

Z całą pewnością ŻADNĄ przeszkodą w zamykaniu się elity nie są jakiekolwiek bądź przepisy prawa pozytywnego – z tymi rangi konstytucyjnej włącznie. Raz, że zamykanie się elity niekoniecznie musi od razu przybierać formy dyskryminacji prawnej (choć, z czasem, niewątpliwie tak się stanie…) – w końcu nieformalna sieć powiązań właśnie dlatego jest nieformalna, że jej przepisy prawa nie przewidują, nieprawdaż..? Dwa, że choć definicji „elity“ jest wiele i tak naprawdę najchętniej, wbrew zasadom przejrzystej dyskusji, wolałbym poprzestać na intuicyjnym pojmowaniu tego terminu, jako że niewątpliwie chodzi mi tu o elitę w najszerszym możliwym sensie – to jednak, z całą pewnością „elitarność“ wiele ma wspólnego z dostępem do władzy, a więc także i wpływem na kształt prawodawstwa. Tak więc, jeśli elitę pozostawi się w spokoju, to ewentualne bariery prawne, utrudniające jej samopowielanie się – zostaną raczej wcześniej niż później obalone.

Idzie mi więc nie o projekt ustroju (takie projekty zresztą – mało mnie w ogóle interesują…), tylko o społeczny mechanizm.

Czy społeczny mechanizm utrudniający elicie samopowielanie się w kolejnych generacjach jest w ogóle do pomyślenia, czy coś takiego jest możliwe?

Dzieje powszechne nie pozostawiają raczej wątpliwości, że całkiem wykluczyć zamykania się elity nie sposób. Bywały jednak momenty i kraje – gdzie owo „zamykanie się“, nie było szczególnie szczelne.

Taka „nieszczelność systemu“, moim zdaniem – ale naprawdę nie jestem przekonany, że to wyczerpuje problem – pojawiała się w dwóch sytuacjach.

Najpierw – i o wiele częściej – w państwach despotycznych. Elita, czy to biurokratyczna, czy to feudalna, samym swoim istnieniem niewątpliwie krępuje wolę Tyrana – i wielu było w dziejach tyranów, którzy mniej lub bardziej skutecznie z ową elitą walczyli. Żadnemu, co prawda, nie udało się jej trwale pozbyć – o ile pominiemy jakieś zapyziałe greckie czy włoskie mieściny, gdzie tyran osobiście był w stanie wydoić każdą kozę i zapłodnić każdą kobietę, tak jednych i drugich było mało.

W starożytnych Chinach powstała nawet teoria „Tyranii Doskonałej“, czyli takiego systemu rządów, w których wola władcy zawsze jest realizowana, a wykonująca ją biurokracja cywilna i wojskowa nie śmie przejawiać żadnej względem Tyrana autonomii, w tym też – realizować własnych interesów kosztem interesów władcy.

Niedoskonałym aproksymacjami tej właśnie teorii w czasach stosunkowo nowych był zarówno stalinizm, jak i maoizm (paradoksalnie – bliższy oryginalnej teorii był chyba stalinizm niż maoizm, choć nic mi nie wiadomo, aby Stalin czytał kiedykolwiek Han Feizi…) – niedoskonałymi, ponieważ prawdziwa „Tyrania Doskonała“ nie służy żadnym ideologiom, jedynym celem jej istnienia jest przetrwanie – tymczasem zarówno stalinizm, jak i maoizm (ten drugi bardziej – więc stąd mnie wydaje się bardziej od modelu doskonałego odległy…), miały swoje „interesy symboliczne“ wykraczające poza czyste przetrwanie – i to było powodem upadku ich obu, ponieważ realizując te „dodatkowe“, „zbędne“ z punktu widzenia samej tylko walki o byt „interesy symboliczne“ – adaptowały się do otoczenia gorzej niż potencjalnie mogły.

W obu przypadkach jednak, rola biurokratycznych elit została skutecznie ograniczona, a ich „krążenie“, a tym samym także – awans społeczny „ludzi nowych“ – uległy drastycznemu przyspieszeniu. To oczywiście nie oznaczało całkowitej eliminacji korupcji i nepotyzmu – ale zarówno Stalin, jak i Mao mogli liczyć na bezwzględne wykonanie swojej woli, niezależnie od tego, czy wola ta była zgodna z interesem podległej im biurokracji czy nie, w stopniu niewyobrażalnym już dla Chruszczowa, czy dla Deng Xiaopinga.

Teoretycznie dałoby się pogodzić „Tyranię Doskonałą“ także i z wolnym rynkiem – istnienie wolnego rynku jest sprzeczne z interesem elity, ale może być zgodne z interesem Tyrana, o ile w efekcie da mu do dyspozycji środki większe niż miałby w innym wypadku. Jest to jednak możliwość dość abstrakcyjna – z całą pewnością bowiem, Tyran Doskonały będzie ograniczał możliwość akumulacji środków w rękach prywatnych – a to już wymaga pewnego ograniczenia wolności gospodarowania. Przy tym, o ile nie zagraża władzy Tyrana gdy ludzie spotykają się na targu i wymieniając jakieś realne dobra plotkują przy okazji (należycie motywowany system donosicieli i szpicli nie pozwoli przekształcić się tym plotkom w opinie i pogłoski zagrażające władzy…) – o tyle trudno mi sobie wyobrazić „gospodarkę internetową“ w tej sytuacji: jak bowiem odróżnić, co jest w sieci „wolnością gospodarczą“, a co już „polityczną“..?

Znaczna część środowisk wolnościowych w Polsce liczy właśnie na to, że pojawi się Tyran, który „weźmie za twarz i zaprowadzi wolny rynek“. To nie jest niemożliwe – ale jednak: mało prawdopodobne. Raz, że nie wiadomo właściwie, skąd takiego „silnego człowieka“ wziąć. A dwa – że interesem Tyrana jest zachowanie i umocnienie jego tyranii. Jeśli służy temu wolny rynek – OK, niech będzie wolny rynek. Ale jeśli LEPIEJ, lub tak samo, służy temu celowi także i brak wolnego rynku – żaden tyran nie będzie po wolnym rynku płakał, a cena w postaci nędzy, głodu i stagnacji – żadnego tyrana w dziejach przed likwidacją wolnego rynku w imię swojej władzy, nie powstrzymała…

Zachodnioeuropejskie tyranie – monarchie absolutne Tudorów, Burbonów i Habsburgów – utorowały drogę nowoczesności i wolnemu rynkowi, gdyż głównym wrogiem ich władzy była dawna elita feudalna, którą zniszczyły. Jak pisze de Tocqueville, a ja mu wierzę – dokonały tego na długo przed rewolucjami, znoszącymi już tylko dekorację feudalną, pozór i pozłotkę – kosztowną czasem, a kłującą w oczy i zbędną w oczach nowej elity, którą te tyranie stworzyły: elity biurokratycznej.

Nim elita biurokratyczna w Europie (i w europejskich koloniach) należycie okrzepła, pojawiło się „okienko wolności“. I zadziałał drugi mechanizm ograniczający w pewnym stopniu tej nowej elicie możliwość statecznego okopania się na swoich pozycjach.

Jaki to mechanizm? Zwykle uważa się, że skutkiem szeroko rozumianej wolności jest innowacyjność. Jest to także artykuł wiary dla naszych „środowisk wolnościowych“ – na którym to artykule opiera się też i przekonanie, że np., nie ma się co bać jakiegoś tam „Peak Oil“, bo wolny rynek i wynikła z niego innowacyjność – na pewno sobie z każdym tego rodzaju problemem poradzą.

Wcale nie jestem pewien, czy ta zależność jest rzeczywiście taka prosta! A co, jeśli innowacyjność nie jest skutkiem – a PRZYCZYNĄ wolności..?

Jak to możliwe? No cóż – jako historyk – amator mam świadomość faktu, że o ile szeroko rozumiana „natura ludzka“ nie zmienia się w dziejach (jest to fundament fundamentów tzw. „wiedzy pozaźródłowej“, potrzebnej dla rekonstrukcji dawnych dziejów…), o tyle już takie osobliwości naszego obecnego sposobu myślenia jak wiara w postęp, przekonanie że przyszłość będzie lepsza/większa/wspanialsza od teraźniejszości, a teraźniejszość jest lepsza/większa/wspanialsza od przeszłości, jak zaufanie do technologii, do bezpieczeństwa i dobrobytu jakie te technologie przynoszą – to są fenomeny które zaistniały w czasie i w przestrzeni (na pewno po roku 1500 i na pewno na obszarze Europy Zachodniej), nie są ani odwieczne, ani przyrodzone – i nie może być gwarancji, że ludzie już ZAWSZE będą tak myśleć, a nie zaczną myśleć inaczej.

Zanim pojawiła się wiara w postęp – innowacyjność nawet licznych, cieszących się stosunkowo sporą wolnością i mających wszelkie materialne motywacje do ulepszania technologii społeczeństw – nie była wielka. Wystarczy uświadomić sobie, jakie koleje losu przechodziły takie wynalazki jak czarny proch, druk, produkcja papieru czy różnego rodzaju ulepszenia technologiczne w rolnictwie – by zdać sobie sprawę, że recepcja genialnych nawet odkryć była wówczas powolna. „Biblia“ Gutenberga rozchodziła się jak ciepłe bułeczki nie dlatego, że była technologiczną nowością – a dlatego, że ludzie byli pobożni i chcieli obcować ze Słowem Bożym.

W ogóle – pierwsze, skuteczne pobudzenie popytu na technologiczną nowinkę DLATEGO, że była to nowinka, a nie z jakiegoś innego powodu – to chyba słynna, niderlandzka tulipanomania? Wtedy po raz pierwszy spodziewano się, że nowe odmany tulipanów będą piękniejsze i cenniejsze od dotychczasowych – i ludzie rzucili się spekulować na tej nadziei…

Stosunkowo szybko też gosudarstwa odkryły, że opłaca im się popierać innowacyjność – że są w stanie dzięki temu szybciej dostarczyć na pole bitwy więcej posłuszniejszego, lepiej wytresowanego i lepiej uzbrojonego mięsa armatniego, niż mniejszą przykładający do innowacyjności wagę przeciwnik.

Ze względu na innowacyjność – ograniczyły też elity biurokratyczne Europy Zachodniej swoją żarłoczność, nie strzygąc swoich poddanych do gołej skóry, a tylko w miarę – aby w nich tego pędu do nowości przypadkiem nie zabić, bo dawał on lepsze nadzieje na pomyślną przyszłość potomstwa, niż samo tylko gromadzenie przywilejów i narzucanie restrykcji.

Skądinąd, samoograniczenie tego rodzaju, nie byłoby wystarczające – w końcu „bliższa ciału koszula“ – gdyby nie to, że biurokratyczne elity nie rodzą się przecież na kamieniu, tylko z łona niewiasty pochodzą – i, motywując poddanych do korzystnej dla siebie innowacyjności i racjonalności – zaraziła się elita biurokratyczna popieraną przez siebie ideologią. Od tej pory, jej racją bytu jest „racjonalność“, „rozumność“ i „postępowość“ – i proszę popatrzyć, w jaki sposób motywuje się obecnie najbzdurniejsze i najbardziej oczywiste restrykcje, które niczemu poza mnożeniem biurokracji, jej dochodów i szans reprodukcyjnych nie służą..? Do czego są nam potrzebne „prawo jazdy“ na ten przykład? Czy z faktu posiadania takiego albo innego papierka wynika umiejętność prowadzenia samochodu..? Ile wypadków powodują kierowcy bez prawa jazdy (jeszcze biorąc pod uwagę fakt, że znakomitej większości z takich właśnie – ów dokument został za jakieś wcześniejsze wykroczenia odebrany, w daremnej nadziei, że ich to przed prowadzeniem samochodu powstrzyma…) – a ile ci, którzy cieszą się urzędowym potwierdzeniem swoich umiejętności..?

Moim zdaniem przy tym – sama innowacyjność jako taka właśnie próby „domknięcia“ systemu utrudnia. Dlaczego? Z dwóch powodów. Po pierwsze – wciąż rodzą się nowe fortuny – o nie-biurokratycznym, lub nie-do-końca-biurokratycznym pochodzeniu. A to zmusza istniejącą elitę do akomodacji jakichś „ludzi nowych“, czy ta elita tego chce, czy nie chce. Po drugie – przy tak szybkim postępie technicznym jak obecnie – biurokracja, która ze swej istoty jest raczej tępawa – zwyczajnie nie nadąża z „regulowaniem“ coraz to nowych dziedzin, w których może się kreatywnie przejawić ludzka wolność.

Elita biurokratyczna dostrzegła ten problem – i od kilku co najmniej dziesięcioleci, od półwiecza mniej – więcej, stara się postęp techniczny i ogólną innowacyjność spowolnić i zawłaszczyć (to ostatnie – najczęście pod pozorem „konieczności wojskowej“). Czego efekty już widać.

Jest to zresztą podstawowy powód, dla którego Peak Oil jednak trzeba się bać: zgadzam się, że gdyby istniał wolny rynek energii, to by ten problem został na pewno rozwiązany. Ale wolny rynek energii nie istnieje – i nic nie wskazuje na to, aby mógł zaistnieć. Zaś zawłaszczająca i ograniczająca ludzką innowacyjność elita biurokratyczna ma wszelkie szanse NIE ZDĄŻYĆ z wdrożeniem ratujących naszą cywilizację technologii. Właściwie: to byłbym niezmiernie zdziwiony – gdyby zdążyła…

Funkcjonowanie współczesnej elity biurokratycznej generuje ogromne koszty – w dużej części wynikłe z jej konstruktywistycznego podejścia do rzeczywistości. Współczesna elita biurokratyczna bowiem, w myśl romantyczno – racjonalistycznej „ideologii czynu“ wierzy w to, że świat i zamieszkujący go ludzie to pewnego rodzaju „zadanie do wykonania“. Że powinna ten świat i zamieszkujących go ludzi aktywnie kształtować, oczywiście – w duchu racjonalnym i postępowym. Całkiem przypadkowo, takie „konstruktywistyczne“ podejście do rzeczywistości, jest też zgodne z „interesem bytowym“ biurokracji, która mając coraz więcej zadań, tym skuteczniej może się reprodukować.

O wiele bardziej boję się idealizmu współczesnej elity, niż jej apetytów! Apetyty rządzącej elity ograniczają się – ceterus paribus – do tego, aby elitarność jej statusu była widoczna – i dziedziczna. Aż tak wiele to nie kosztuje. Natomiast koszty idealizmu tej współczesnej elity, koszty jej pomysłów na ulepszenie świata – żadnej górnej granicy nie mają!

Ów „konstruktywizm“ elit współczesnych zagraża homeostazie gatunku nie tylko z uwagi na ryzyko wyczerpania się paliw kopalnych – ale też i w ten sposób, że raptownie przyspiesza nadejście „bomby megabitowej“, czyli opisanego proroczo przez Stanisława Lema załamania się naszej cywilizacji, a przede wszystkim – nauki – pod ciężarem nadmiaru nagromadzonych danych, których nie uda się już w żaden sposób przyswoić. Jest całkiem możliwe, że w pamięci komputerów, a też i w sejfach uczonych, istnieje wiele genialnych sposobów rozwiązania problemu „Peak Oil“ – kłopot w tym, że nie potrzeba nawet spisku koncernów naftowych, aby nikt się o ich istnieniu nie dowiedział. Gdy bowiem ilość informacji jaką trzeba przefiltrować, aby uzyskać jakiś użyteczny wynik, przekracza pewną barierę – z konieczności będzie się pojawiało coraz to więcej odkryć zapomnianych, pominiętych i zlekceważonych – dla braku możliwości zdobycia o nich wiedzy w natłoku wypełniających wszystkie nasze „systemy informacjozbiorcze“ bzdur. Których niemałą część produkuje właśnie – biurokratyczna elita…

Tym sposobem, dochodzimy do ściany, czyli do prorokowanego przez wielu futurologów, blogerów – a nawet, przez jednego polityka – załamania się obecnego systemu.

Czy załamanie to oznacza automatycznie triumf wolności?

A niby dlaczego tak miałoby być? Bo tak chcemy? Bo tylko powrót do „czystego kapitalizmu“ daje nadzieję na co najmniej utrzymanie obecnego poziomu życia mimo bankructwa systemów emerytalnych, wyczerpania paliw kopalnych i przytłoczenia nauki stosami udającego naukę bełkotu..?

Obawiam się, że to idealistyczne założenie. Niewątpliwa jest tylko konieczność redukcji kosztów utrzymania obecnej elity biurokratycznej. Owa niewątpliwie konieczna redukcja może się dokonać – moim zdaniem – na dwa sposoby.

Albo pojawi się „silny człowiek“ który, korzystając instynktownie lub świadomie, z modelu „Tyranii Doskonałej“ – narzuci biurokracji kaganiec i powściągnie zarówno jej apetyty, jak i jej idealizm w dążeniu do „coraz to lepszego i coraz to bardziej racjonalnego świata“ – albo też, biurokracja uwłaszczy się na państwie, zaprowadzając w miejsce dotychczas istniejących stosunków bezosobowych między elitą a prolami – stosunki osobiste, typowe dla feudalizmu.

Oba te rozwiązania mają swoje wady i zalety. Do tej pory koncentrowałem się na opisie raczej „neo-feudalizmu“, jako systemu mniej może dla Państwa intuicyjnego. Postaram się w przyszłości napisać więcej o Tyranii. Z czego nie wynika jednakowoż ani to, że jestem „zwolennikiem“ neofeudalizmu, ani to, że jestem „zwolennikiem“ Tyranii Doskonałej.

Nie uważam bowiem – w przeciwieństwie do wyznawców „Ideologii Czynu“ – iżby świat nasz był „zadaniem do wykonania“, czymś niegotowym, a może nawet niegodnym Absolutnego Rozumu, co trzeba koniecznie zmieniać i doskonalić. Niezależnie od tego, czy świat jaki znamy jest dziełem Boga czy Ewolucji – jest on oszałamiająco piękny i milionkroć bogatszy niż potrafi to sobie wyobrazić najbardziej nawet rozbuchana ludzka wyobraźnia. I dlatego – należy mu się nabożny podziw i zdumienie, a nie – realny czy symboliczny buldożer, sprowadzający jego piękno i bogactwo do ponumerowanych teczek czy przegródek na akta…

47 komentarzy:

  1. Ja jednak wolę ludzi zmieniających świat wedle swoich założeń moralnych niż naginających prawo dla korzyści swojego "klanu". Jedni i drudzy mogą być niebezpieczni, ale ci pierwsi są jednak godni szacunku...

    "Ile wypadków powodują kierowcy bez prawa jazdy (jeszcze biorąc pod uwagę fakt, że znakomitej większości z takich właśnie – ów dokument został za jakieś wcześniejsze wykroczenia odebrany, w daremnej nadziei, że ich to przed prowadzeniem samochodu powstrzyma…) – a ile ci, którzy cieszą się urzędowym potwierdzeniem swoich umiejętności..?"

    Eee tam. Kierowców bez prawa jazdy nie jest zapewne zbyt wielu. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie widzę niczego godnego szacunku w dążeniu do zmieniania świata. Jest to najbardziej jaskrawy przejaw godnej pożałowania pychy, jakiego można sobie wyobrazić!

      Nie do porównania jest też szkodliwość takiej postawy w porównaniu do zwykłej korupcji czy nepotyzmu. Skorumpowany nepota jest z definicji konserwatystą - pragnie tylko, aby świat trwał dalej taki, jakim jest, a on mógł się cieszyć jego rozrywkami. Tymczasem idealista "z misją" - gotów jest zabijać milionami, byle tylko swoją "misję" wypełnić - na co jest wiele przykładów.

      A kierowców bez prawa jest może być niewielu, to bez znaczenia - pytanie tylko, czy średnio powodują więcej czy mniej wypadków, w relacji do swojej liczebności - niż kierowcy z prawem jazdy..? Jeśli mniej lub tyle samo - to po co w takim razie prawo jazdy istnieje..?

      Usuń
    2. "Nie widzę niczego godnego szacunku w dążeniu do zmieniania świata. Jest to najbardziej jaskrawy przejaw godnej pożałowania pychy, jakiego można sobie wyobrazić!"

      Człowiek jest zwierzęciem. Zwierzę zmienia otoczenie. Tak, jak może, tyle, ile może. To chyba też i TWOJE teorie, prawda? ;)

      "Nie do porównania jest też szkodliwość takiej postawy w porównaniu do zwykłej korupcji czy nepotyzmu. Skorumpowany nepota jest z definicji konserwatystą - pragnie tylko, aby świat trwał dalej taki, jakim jest, a on mógł się cieszyć jego rozrywkami. Tymczasem idealista "z misją" - gotów jest zabijać milionami, byle tylko swoją "misję" wypełnić - na co jest wiele przykładów."

      Co za różnica z OBIEKTYWNEGO punktu widzenia (czyli nie istniejącej Moralności Obiektywnej), z jakiego powodu posyła się ludzi na śmierć? Za to z subiektywnego - spora. Jeśli zabija się złych ludzi, to dobrze. Taki "zmieniacz" ma we mnie sojuszniczkę. Jeśli zmienia świat na dobre według MOJEJ moralności - również.

      Ci, którzy chcą żerować na innych, są może bezpieczniejsi, ale na pewno nie bardziej moralni.

      "Jeśli mniej lub tyle samo - to po co w takim razie prawo jazdy istnieje..?"

      Może są bardziej ostrożni? W końcu jak ich złapią, to byłoby już naprawdę kiepsko...

      Usuń
    3. PS. Dla mnie najbardziej godnym pożałowania przykładem pychy jest sugestia, że nie należy zmieniać świata, bo NAM to nie odpowiada. Jak już ktoś hołduje bierności, to niech przynajmniej nie gani aktywnych...

      Usuń
    4. Niedziałanie jest logiczną konkluzją z oczywistego i obiektywnego faktu, że jakikolwiek model pojęciowy rzeczywistości byśmy nie stworzyli - zawsze będzie on nieskończenie uboższy od oryginału.

      Tak przez Ciebie zachwalana "aktywność" natomiast, to równie oczywisty i obiektywny błąd logiczny. Zasadza się bowiem na niczym nieuzasadnionym przekonaniu, że wiemy nie tylko to, jaki świat naprawdę jest (a żeśmy się nawet do tej wiedzy nie zbliżyli) - ale i jak być powinien (które to przekonanie kompletnie mi się już nie mieści w głowie - po prostu: nie rozumiem, jak można żywić takie złudzenia co do swoich intelektualnych możliwości..?).

      Heroizm, którym zdajesz się być zafascynowana jest pozorny. To jest bohaterstwo pijanego Wikinga, który w szale morduje wszystko co się rusza - ani się zastanawiając, co z tego wyniknie w przyszłości..?

      Usuń
    5. Powtarzam: sam pisałeś, że NIENATURALNYM byłoby NIEZMIENIANIE świata. Nie chrzań teraz, nie wykręcaj się. Skoro udzieliliśmy sobie prawa do ingerencji w przyrodę, to już nie ma odwrotu: oddziałujemy na otoczenie. Zawsze tak było i zawsze tak będzie.

      Twoja pycha w ocenianiu cudzych wysiłków odnośnie zmieniania świata nie zmienia FAKTU, że Twoja ocena nie jest obiektywną.

      Usuń
    6. Wykręcasz się. Sam pisałeś, że oddziaływanie na otoczenie jest naturalne, nieoddziaływanie - nienaturalne. Skoro modelujemy przyrodę, co chyba popierasz, to nie chrzań, że w innych sprawach powinniśmy zachować bierność.

      Ja tam się cieszę, że zmieniamy świat. Nie zawsze są to dobre zmiany, ale często. A jak się komuś marzy staus quo, niech wraca do jaskiń.

      Twoja ocena owych zmian może być inna od mojej. A wówczas - konflikt. No i co - źle? Tak właśnie ma być.

      Usuń
    7. Sorry, myślałam, że straciłam pierwszą wypowiedź, naprędce zatem skleciłam drugą.

      Usuń
    8. Nie sądzisz jednakowoż, że zachodzi pewna różnica między pieleniem ogródka, a "pieleniem" ludzkości..?

      Kompletnie niedziałać nie można, bo nasza zwierzęca natura wymaga chociażby oddychania, jedzenia itp.

      Ale powstrzymać się przed próbami amelioracji ludzkości i zbawiania świata - to chyba nie jest zbyt trudne..?

      Usuń
    9. A dlaczego nie pomagać innym? Nie powstrzymywać zła? Nie szerzyć dobra? Tak też zmieniamy świat. A to, że NIEKTÓRYM się to nie podoba? Jakie to ma znaczenie?

      Usuń
    10. "Pomaganie innym", to najprostsza droga do tego, aby zrobić sobie z nich śmiertelnych wrogów. "Powstrzymywanie zła" i "szerzenie dobra" w 99% przypadków kończy się wyrządzaniem większego zła i niszczeniem większego dobra. A co do tego, co się komu podoba, czy nie podoba, to z przyjemnością informuję, że W DUPIE mam, czy moje stanowisko w tej sprawie kogokolwiek przekonuje czy nie przekonuje.

      Rozumowanie na zasadzie "siły większości" prostą drogą prowadzi do jedynego słusznego wniosku, że większość może w głosowaniu ustalać co jest prawdą a co prawdą nie jest - co jest dobrem, a co dobrem nie jest - a to jest logiczny absurd CAŁKOWICIE NIEZALEŻNIE od faktu, że ustalenie co rzeczywiście jest prawdą i dobrem a co nie - jest obiektywnie bardzo trudne.

      Jeśli jednak jest to trudne nawet dla umysłów wyćwiczonych - zdawanie się na sąd tłumu głupców jest absurdem do kwadratu!

      A tak naprawdę i szczegółowo: Twoja moralność, prawdę pisząc, nic a nic mnie nie obchodzi. Jako historyk stwierdzam, że ludzie rozumujący tak jak Ty - są winni gwałtownej śmierci setek milionów ofiar.

      Natomiast skorumpowani nepoci mają na sumieniu łącznie, przez całe dzieje ludzkości - może dziesiątą część promila tej liczby???

      Usuń
    11. ""Pomaganie innym", to najprostsza droga do tego, aby zrobić sobie z nich śmiertelnych wrogów."

      Najwidoczniej nie umiesz pomagać.

      "Powstrzymywanie zła" i "szerzenie dobra" w 99% przypadków kończy się wyrządzaniem większego zła i niszczeniem większego dobra."

      Chrzanisz. Jakie 99%! Odwrotnie - wypaczenia są znacznie rzadsze.


      "Rozumowanie na zasadzie "siły większości" prostą drogą prowadzi do jedynego słusznego wniosku, że większość może w głosowaniu ustalać co jest prawdą a co prawdą nie jest - co jest dobrem, a co dobrem nie jest - a to jest logiczny absurd CAŁKOWICIE NIEZALEŻNIE od faktu, że ustalenie co rzeczywiście jest prawdą i dobrem a co nie - jest obiektywnie bardzo trudne."

      Ani większość, ani Ty nie możesz ustalić OBIEKTYWNIE, co jest dobrem, a co złem. Tak więc nie udawaj, że Twój osąd ma większą wartość od osądu innych. Ty nie widzisz w działaniu niczego dobrego, ja nie widzę niczego dobrego w bierności. Ty nikomu nie pomagasz, bo się boisz, że narobisz sobie wrogów, a ktoś inny dostrzega, że jednak - jeśli pomoc była mądra - zrobił coś dobrego.

      "Jeśli jednak jest to trudne nawet dla umysłów wyćwiczonych - zdawanie się na sąd tłumu głupców jest absurdem do kwadratu!"

      To właśnie tacy bierni jak Ty zdają się na cudze sądy.

      "A tak naprawdę i szczegółowo: Twoja moralność, prawdę pisząc, nic a nic mnie nie obchodzi. Jako historyk stwierdzam, że ludzie rozumujący tak jak Ty - są winni gwałtownej śmierci setek milionów ofiar."

      Nie, kochany, to tacy jak Ty, bierni do sześcianu, pokornie obserwują, jak inni czynią zło. Czy to sąsiad dręczący zwierzęta czy tyran w dalekiej krainie. Dlatego masz o wiele mniejsze prawo do osądzania niż ci, którzy działają. Ba, nawet od tego sąsiada czy tyrana masz mniejsze prawo - bo on jednak działa w imię jakichś zasad.

      "Natomiast skorumpowani nepoci mają na sumieniu łącznie, przez całe dzieje ludzkości - może dziesiątą część promila tej liczby???"

      I co z tego? To jest zło, i to jest zło. Mnie interesuje dobro. Jeśli Ciebie nie interesuje ani jedno, ani drugie, to przynajmniej nie przeszkadzaj. Rób to, w czym się sprawdzasz: zajmuj się końmi i sadź roślinki. To też ważne. A innych zostaw im samym.

      Usuń
    12. Wybacz, ale masz po prostu za małą wiedzę aby weryfikować moje twierdzenia. Otóż - w dziejach powszechnych właśnie tzw. "wypaczenia" są normą - podczas gdy przykładów rzeczywistej poprawy i faktycznego postępu - ze świecą szukać! Najczęściej przy tym, udaje się tego dokonać wbrew najlepszym intencjom najrozmaitszych "aktywistów", którzy tylko patrzą, żeby coś spieprzyć - bo nie mogą wysiedzieć na tyłku, jakby ich owsiki gryzły, tak im pilno, żeby tylko coś zrobić - wszystko jedno co, wszystko jedno jak i wszystko jedno, z jakim skutkiem.

      To właśnie "aktywiści" są odpowiedzialni za powstanie tyranii. Gdyby siedzieli cicho i nie robili rewolucji - mielibyśmy dalej ancient regime, który jednak tyranii znał o wiele mniej niż czasy późniejsze...

      Bardzo chętnie przeszkadzam działać. To jest z całą pewnością moralny obowiązek uczciwego człowieka: nie dopuszczać, o ile tylko to możliwe, do kolejnych ingerencji gosudarstwa, motywowanego źle rozumianą troską o cudze zdrowie, szczęście i dobro - w normalne, ludzkie życie.

      Przeszkadzam zatem, ile tylko mogę - niezależnie od tego, czy chodzi o pogorszenie losu zwierząt pod źle rozumianym hasłem "poprawy" ich bytu - czy o pogorszenie losu ludzi, których ktoś gwałtem chce "wyzwolić" i zmusić do czegoś, na co nie mają najmniejszej ochoty.

      Z definicji nie wierzę medialnym doniesieniom epatującym krwią i grozą - to prawie zawsze elementy manipulacji, które mają tylko zaciemnić obraz sytuacji. Jak choćby relacja z tegorocznego Skaryszewa, gdzie byłem - i gdzie widziałem na własne oczy zupełnie inną imprezę, niż kłamiący w żywe oczy "reporter" Wybiórczej.

      Aktywiści natomiast - rzucają się na takie przynęty jak ryby na tłuste larwy - i dadzą sobie wmówić najbardziej piramidalne bzdury, żeby tylko móc pod tym pretekstem - coś zdziałać, czyli: coś spieprzyć, kogoś zabić, komuś zruinować życie...

      O tym, do czego prowadzi "pomaganie", pisałem zaś dość obszernie dwa posty wcześniej.

      Usuń
    13. "Wybacz, ale masz po prostu za małą wiedzę aby weryfikować moje twierdzenia. Otóż - w dziejach powszechnych właśnie tzw. "wypaczenia" są normą - podczas gdy przykładów rzeczywistej poprawy i faktycznego postępu - ze świecą szukać!"

      Wypaczeniem jest chęć wyrżnięcia ludzi z określonej klasy, określonego koloru skóry, etc. Wypaczeniem jest też coś, co Ty wydajesz się bronić: kierowanie się własnym interesem, chęć zdobycia władzy. Do tego - paranoja tyrana. Nie sama ideologia. Zauważ, że większość z nich (filozofii, ideologii, religii) jest DOBRA. Tylko ludzie spieprzą każdą z nich... Ale nie robią tego idealiści. O nie, ci są tylko narzędziami, bo często są zbyt BIERNI, by przeciwstawić się całkowicie NIE-idealistycznym przywódcom, kierującym się JUŻ własnym interesem.


      "Najczęściej przy tym, udaje się tego dokonać wbrew najlepszym intencjom najrozmaitszych "aktywistów", którzy tylko patrzą, żeby coś spieprzyć - bo nie mogą wysiedzieć na tyłku, jakby ich owsiki gryzły, tak im pilno, żeby tylko coś zrobić - wszystko jedno co, wszystko jedno jak i wszystko jedno, z jakim skutkiem."

      Nie rozumiesz, na czym polega "zmienianie świata". Ja nie piszę o potrzebie tworzenia Utopii. Ja piszę o powstrzymywaniu zła, jak dręczenie, katowanie, etc. Gdyby nie biali, których mierziło niewolnictwo, trwałoby ono (oficjalnie) znacznie dłużej. Może do teraz.



      "To właśnie "aktywiści" są odpowiedzialni za powstanie tyranii. Gdyby siedzieli cicho i nie robili rewolucji - mielibyśmy dalej ancient regime, który jednak tyranii znał o wiele mniej niż czasy późniejsze..."

      A kto Ci powiedział, że inni chcieliby tak żyć? Dorabiasz niezłą filozofię do swojej bierności.

      Moim zdaniem jeśli nie obchodzi Cię, że ktoś czyni zło, to nie ośmielaj się osądzać tych, którzy to zło powstrzymują. Byłeś bierny - bądź bierny nadal.


      "Bardzo chętnie przeszkadzam działać."

      Wobec także działasz. Toż to hipokryzja!

      Usuń
    14. "To jest z całą pewnością moralny obowiązek uczciwego człowieka"

      Czyli nie jesteś bierny, tylko uważasz, że każdy powinien działać wtedy oraz w taki sposób, w jaki TY uznasz za stosowne, tak? :)))) A może po prostu zastosuj się do własnych rad i NIE buntuj się? ;)


      "nie dopuszczać, o ile tylko to możliwe, do kolejnych ingerencji gosudarstwa, motywowanego źle rozumianą troską o cudze zdrowie, szczęście i dobro - w normalne, ludzkie życie."

      To "gosudarstwo" to LUDZIE. I ci ludzie wiedzą tyle samo o tym, co moralne, co Ty: NiC. Czyli: działaj, ale nie wmawiaj innym, że wiesz lepiej, co jest lepsze...


      "Przeszkadzam zatem, ile tylko mogę - niezależnie od tego, czy chodzi o pogorszenie losu zwierząt pod źle rozumianym hasłem "poprawy" ich bytu - czy o pogorszenie losu ludzi, których ktoś gwałtem chce "wyzwolić" i zmusić do czegoś, na co nie mają najmniejszej ochoty."

      Przypominam sobie, w jak absurdalny sposób argumentowałeś, że nie należy wprowadzać zakazu uboju koni. Nie, żebym sam ubój uważała za zły. Ale Twoje "argumenty" były powalające... (Równie dobrze ktoś mógłby tłumaczyć, że jak się zezwoli na aborcję, to będzie mniej dzieciobójstw. I w sumie byłaby to prawda, ale tak naprawdę sama aborcja jest też - dla wielu osób - dzieciobójstwem.)

      Na szczęście wbrew takim "uczciwym" ludziom ci, którzy dręczą zwierzęta (to już tak ogólnie, nie o koniach), dostają za swoje. Jak nie od prawa, to ktoś im gębę obije - ale coraz częściej od prawa właśnie.


      "Z definicji nie wierzę medialnym doniesieniom epatującym krwią i grozą - to prawie zawsze elementy manipulacji, które mają tylko zaciemnić obraz sytuacji. Jak choćby relacja z tegorocznego Skaryszewa, gdzie byłem - i gdzie widziałem na własne oczy zupełnie inną imprezę, niż kłamiący w żywe oczy "reporter" Wybiórczej."

      Oczywiście, że media często kłamią. Ale Ty podważasz całą zasadę!


      "Aktywiści natomiast - rzucają się na takie przynęty jak ryby na tłuste larwy - i dadzą sobie wmówić najbardziej piramidalne bzdury, żeby tylko móc pod tym pretekstem - coś zdziałać, czyli: coś spieprzyć, kogoś zabić, komuś zruinować życie..."

      W takim razie trzeba dążyć do poznania faktów. Ale jak kto te fakty oceni - inna sprawa.


      "O tym, do czego prowadzi "pomaganie", pisałem zaś dość obszernie dwa posty wcześniej."

      Zazwyczaj pomoc się opłaca. Złe jest cierpiętnictwo i poświęcanie się. Wiem coś o tym.

      Usuń
    15. PS. Jestem przeciwna uszczęśliwianiu ludzi na siłę. Ale jeśli ktoś czyni zło drugiemu człowiekowi, jeśli dręczy zwierzę - dlaczego nie interweniować? Bo TY uważasz, że jest to złe? A może raczysz robić to, co do tej pory, czyli - siedzieć cichutko i nie przeszkadzać, kiedy ktoś obija mordę draniowi? Bo co Cię obchodzi, kto kogo bije? Ty jesteś BIERNY.

      Usuń
    16. Sorry, ale to jest filozofia "dobrego szeryfa" z trzeciorzędnego westernu.

      Piszesz o rzeczach, o których nie masz bladego pojęcia. W ogóle, cała sprawa postawiona jest na głowie. To Ty jesteś relatywistką - a skoro tak, to powinnaś do wszelkiego działania podchodzić z najwyższą ostrożność, bo skoro nie ma - Twoim zdaniem - żadnej "prawdy obiektywnej" - to skąd niby masz wiedzieć, że działasz słusznie? I dlaczego akurat Twoje mniemanie ma kogokolwiek obchodzić, poza Tobą?

      Mnie na przykład - Twoje moralne intuicje nic a nic nie przekonują - mam je za trywialne, puste i naiwne.

      W rzeczywistości przypadków, gdzie bez poważniejszych wątpliwości daje się ustalić kto ma rację, kto jest "dobry", a kto "zły" i kto komu pierwszy dokopał - w realnym życiu prawie się nie spotyka.

      Ilekroć rzucasz się na oślep "ratować biedne zwierzątka", albo "protestować przeciw tyranii" - ulegasz jakiejś propagandzie, za którą stoją interesy. Takie lub inne.

      Zakaz uboju koni w Polsce będzie bardzo dobrym interesem dla hodowców mięsnych koni w Niemczech, w Czechach czy na Węgrzech - po prostu: przejmą ten rynek, a drobni polscy rolnicy, którzy do tej pory tym się zajmowali, pójdą z torbami. Oczywiście - możesz napisać, że masz to gdzieś. Ja nie mam - bo choć nie uważam, iżby "życie ludzkie było wartością najwyższą", to jakoś zupełnie nie mam ochoty kogokolwiek tego życia czy środków do niego pozbawiać, nawet dla jego własnego "dobra".

      Ingerencja prawa w sfery, które przez tysiąclecia były regulowane obyczajem i moralnością to nie jest żaden "postęp", tylko oczywisty dowód zdziczenia i upadku obyczajów. Prawo jest jak siekiera - w dodatku najczęściej tępa i waląca obuchem - łatwiej oberwie niewinny niż ten, komu może by się i należało, ale wie o tym, więc zdąży się przygotować i nie ma skrupułów.

      Nie spodziewam się NICZEGO DOBREGO po państwie, po prawie, po przemocy i po zorganizowanym działaniu ludzkich społeczeństw. Ludziom zdarza się bywać dobrymi i nawet mądrymi - w pojedynkę. Tłum zawsze jest głupi, zły i pazerny...

      Usuń
    17. Odeszliśmy zresztą bardzo daleko od tematu wpisu.

      Załóżmy zatem, Droga Kiro, że jednak masz potomka. I zrobiłaś karierę - jesteś kimś ważnym. Potomek okazuje się sympatycznym niezgułą - muchy nie skrzywdzi, ale i do trzech nie zliczy.

      Masz wybór: zamkniesz oczy zostawiając go własnemu losowi - albo zadbasz wcześniej, wykorzystując kontakty, których w naturalny sposób dorobiłaś się w czasie swojej błyskotliwej kariery, żeby do końca jego życia - nie zabrakło mu chleba z masłem i szynką. Przy czym - jest to dla Ciebie, dzięki wysokiemu stanowisku jakie piastujesz łatwe. I przecież - nikogo personalnie nie krzywdzisz, prawda..?

      I co wybierzesz? Za jednym i za drugim wyborem stoją pewne racje moralne. Nie jest tak, że praktykując nepotyzm - działasz od początku do końca niemoralnie. Nie stajesz się Złem Absolutnym, tylko dlatego, że jesteś czułą i kochającą matką!

      Tak właśnie wygląda prawdziwe życie. Wybiera się między różnymi racjami - i różnymi dobrami, z których każde wiąże się też nierozerwalnie, z jakimś złem. Dobro i zło nie są od siebie rozdzielne - co zresztą dawno już pisałem: to są tylko różnie ujmowane aspekty TYCH SAMYCH CZYNÓW. Różne sposoby ich interpretacji.

      Co gorsza - w realnym życiu bardzo, ale to bardzo trudno jest ocenić, które dobro jest większe, a które zło - mniejsze...

      Usuń
  2. "To Ty jesteś relatywistką - a skoro tak, to powinnaś do wszelkiego działania podchodzić z najwyższą ostrożność, bo skoro nie ma - Twoim zdaniem - żadnej "prawdy obiektywnej" - to skąd niby masz wiedzieć, że działasz słusznie? I dlaczego akurat Twoje mniemanie ma kogokolwiek obchodzić, poza Tobą?"

    Jeśli Twoja wiedza o świecie jest równa Twojej logice, to nie dziwię się, że piszesz takie bzdury jak ta o nie-działaniu w imię wartości, tylko wyłącznie w imię własnego pełnego brzucha. Przecież właśnie dlatego, że jestem relatywistką, nie muszę szukać obiektywnego dobra czy zła. No chyba że zejdzie na mnie objawienie, będę miała wizję, etc. Ale wtedy stanę się fundamentalistką. ;) Na razie kieruję się jedyną moralnością, która jest pewna: MOJĄ. Jakieś zasady mieć trzeba.

    A to, kogo to obchodzi, nie ma znaczenia. Twoje zdanie, papieża, Breivika - co za różnica? Wy macie swoją moralność. Albo i nie macie... Lub macie prekonwencjonalną.


    "Mnie na przykład - Twoje moralne intuicje nic a nic nie przekonują - mam je za trywialne, puste i naiwne."

    Ależ ja Cię wcale nie chcę przekonywać! Dyskusję o konieczności podjęcia działania w jakimś celu (lub nie-działania) czy o innych abstrakcjach należy prowadzić z osobą o zbliżonej mentalności i moralności. :) Zauważam jednak, że Twoja zasada nie-działania też ma ograniczenia - i jeszcze dorabiasz do nich filozofię. Coś w stylu: "Nie obchodzi mnie dobro ani zło, olewam wszystkich i wszystko, ale to tylko dobrze o mnie świadczy, bo nie jestem fanatykiem, tylko zwykłym obojętnym na wszystko człowiekiem."


    "W rzeczywistości przypadków, gdzie bez poważniejszych wątpliwości daje się ustalić kto ma rację, kto jest "dobry", a kto "zły" i kto komu pierwszy dokopał - w realnym życiu prawie się nie spotyka."

    To da się ustalić WYŁĄCZNIE wtedy, kiedy strony się zgadzają odnośnie założeń: co jest dobrem, a co złem. Dlatego wracamy do punktu wyjścia: każdy SAM decyduje, jak postępować. Tak było od zarania dziejów. A o czym myśmy tak często pisali? Nie o relatywizmie właśnie? :)


    "Ilekroć rzucasz się na oślep "ratować biedne zwierzątka", albo "protestować przeciw tyranii" - ulegasz jakiejś propagandzie, za którą stoją interesy. Takie lub inne."

    Akurat w to, że ludzie w takiej Korei Płn są pod butem tyrana, jak najbardziej wierzę. :)


    "Zakaz uboju koni w Polsce będzie bardzo dobrym interesem dla hodowców mięsnych koni w Niemczech, w Czechach czy na Węgrzech - po prostu: przejmą ten rynek, a drobni polscy rolnicy, którzy do tej pory tym się zajmowali, pójdą z torbami. Oczywiście - możesz napisać, że masz to gdzieś. Ja nie mam - bo choć nie uważam, iżby "życie ludzkie było wartością najwyższą", to jakoś zupełnie nie mam ochoty kogokolwiek tego życia czy środków do niego pozbawiać, nawet dla jego własnego "dobra"."

    Czyli jednak masz jakąś tam moralność. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Ingerencja prawa w sfery, które przez tysiąclecia były regulowane obyczajem i moralnością to nie jest żaden "postęp", tylko oczywisty dowód zdziczenia i upadku obyczajów."

      Ależ jak najbardziej!


      "Nie spodziewam się NICZEGO DOBREGO po państwie, po prawie, po przemocy i po zorganizowanym działaniu ludzkich społeczeństw. Ludziom zdarza się bywać dobrymi i nawet mądrymi - w pojedynkę. Tłum zawsze jest głupi, zły i pazerny..."

      Dobrze, dobrze. Ja też tak myślę. Ale co to zmienia? Tłum raz za tym, raz za tamtym pójdzie. Ale mnie akurat NIE jest wszystko jedno, za kim. (Tak czy siak, ten ktoś przewodzący tłumem nie ma dylematów: działać czy nie działać. DZIAŁA.)


      "Masz wybór: zamkniesz oczy zostawiając go własnemu losowi - albo zadbasz wcześniej, wykorzystując kontakty, których w naturalny sposób dorobiłaś się w czasie swojej błyskotliwej kariery, żeby do końca jego życia - nie zabrakło mu chleba z masłem i szynką. Przy czym - jest to dla Ciebie, dzięki wysokiemu stanowisku jakie piastujesz łatwe. I przecież - nikogo personalnie nie krzywdzisz, prawda..?"

      Jeśli dzięki mojej protekcji mojemu potomkowi płacą podatnicy, to lepiej, żeby okazał się właściwą osobą na swoim stanowisku. Jeśli jest kiepski w tym co robi, to już gorzej. Starałabym się go wkręcić do prywatnej firmy. Albo sama go utrzymywała. Tak byłoby moralnie.


      "Nie stajesz się Złem Absolutnym, tylko dlatego, że jesteś czułą i kochającą matką!"

      Złem Absolutnym? Jezu, piszesz jak fundamentalista. :)))


      "Tak właśnie wygląda prawdziwe życie. Wybiera się między różnymi racjami - i różnymi dobrami, z których każde wiąże się też nierozerwalnie, z jakimś złem. Dobro i zło nie są od siebie rozdzielne - co zresztą dawno już pisałem: to są tylko różnie ujmowane aspekty TYCH SAMYCH CZYNÓW. Różne sposoby ich interpretacji."

      Oczywiście. Dlatego śmieszy mnie Twoje skrajne podejście do mojej moralności. Jeśli piszesz, że tacy jak ja są winni śmierci milionów, to pamiętaj, że mają też jako zasługę obronę słabszych, dyskryminowanych (oczywiście nie mam na myśli jazgotu obecnych działaczy!), głodnych, etc. I chociaż często ta obrona na niewiele się zdawała, to jednak bez niej, bez tych, których obchodzi coś więcej niż własna d...a, świat wyglądałby gorzej. Bo nie każdy, kto chce pomagać, to fanatyk gotowy mordować miliony. (A jak zamorduje jakiegoś obwiesia... czy stu... to już chyba nie powinieneś mieć pretensji, prawda?)


      "Co gorsza - w realnym życiu bardzo, ale to bardzo trudno jest ocenić, które dobro jest większe, a które zło - mniejsze..."

      Każdy SAM osądza. A jak popełni błąd - SAM osądza, jak go naprawić. Jeśli chcesz, by Twoje zdanie coś się liczyło - działaj. Pisząc: "Nic nie róbcie, tolerujcie zło, pozwalajcie na gnębienie innych, bo tylko fanatycy się wtrącają" NICZEGO nie zdziałasz.

      Usuń
    2. Nie ma zgody!

      Żyjemy w kraju o tak długiej tradycji bezmyślnego rzucania się na "hurrra" w najbardziej absurdalnych okolicznościach - że nawet, jeśli (skądinąd: celowo) przesadzam - to moja przesada jest jedną tysięczną tego, co by tu było potrzebne, żeby jakąś równowagę między działaniem a myśleniem przywrócić.

      Na razie - daleko do tego...

      Usuń
    3. Z całym szacunkiem, ale co z tego, że nie ma zgody? Nie chcesz działać? W porządku. Ale bądź konsekwentny. Przeszkadzając - też działasz. W imię SWOICH zasad. Tak więc to już się brzydko nazywa: hipokryzja.

      Usuń
    4. Nie ma zgody na Twój punkt widzenia, który uważam za błędny i niebezpieczny.

      Usuń
    5. Podobnie jak ja uważam za błędną i niebezpieczną bierność i obojętność.

      Moje poglądy są przynajmniej spójne. Ja nie twierdzę, że wiem lepiej od innych, co jest OK/be. Uczciwie przyznaję: działam po swojemu. W imię swoich wartości.

      Ty usilnie starasz się nadać swoim opiniom jakiś rys obiektywizmu.

      Usuń
    6. Z jednej strony twierdzisz, że "nie wiesz lepiej od innych, co jest OK/be". Z drugiej strony "działasz po swojemu", ani się wahając narzucać w ten sposób racji, której wcale nie jesteś przecież pewna - innym.

      Tak Twoim zdaniem wygląda "spójność poglądów"..?

      Ja przynajmniej jestem PEWIEN tego, że działanie w znakomitej większość wypadków znanych spisanym dziejom - przyniosło więcej zła niż dobra...

      Usuń
    7. Niedziałanie jest stanem niemal niemożliwym. Jakąż byśmy stworzyli cywilizację, gdyby nie działanie? I nie tylko w celu zapełnienia własnego brzucha.

      Sam jesteś niespójny, skoro używasz słów "dobro" i "zło", a przyznajesz, że nie da się określić, czym one są. Ja przynajmniej mam SWOJĄ moralność. I wedle mojej moralności mogę narzucać innym swoją wolę. Nie zawsze, ale czasami. Ty najpierw piszesz, że nic nie wiemy o tym, co jest dobre, a co złe, a potem moralizujesz. Ot, niespójne to, panie Boska Wola, niespójne...

      Usuń
    8. "Dobro" i "zło" trudno od siebie oddzielić. I to jest fakt - próby ekstrakcji "esencji dobra" nieodmiennie kończą się zanieczyszczeniem gotowego produktu a to pychą, a to krótkowzrocznością, a to inną przywarą...

      Jak rozumiem, zasadniczą zaletą Twojej moralności jest to, że jest Twoja, tak? I w związku z tym nie szanujesz nikogo, kto nie ma własnej, tylko podczepia się pod jakąś tradycyjną?

      No cóż...

      A niedziałanie rzeczywiście jest niemożliwe. Skądinąd - nie da się też żyć i nie defekować. Czy z tego wynika, że powinniśmy się chwalić rozmiarami swoich ekskrementów, jak Maorysi..?

      Usuń
    9. Boska Wola, nie ma czegoś takiego jak "tradycyjna moralność". To zwrot, którego używają jak wytrych ultrakorwinowcy, postulujący wszechwładzę rodzicielską, obojętność na cierpienie zwierząt, etc.

      A tak poza tym - od kiedy to ktoś, kto (słusznie) zauważa, że większość jest głupia, lubi opowiadać się za tradycją, i to w tak delikatnej sferze?


      Ale to mnie nie interesuje. Czekam na argumenty - nie opinie! - że Ty wiesz lepiej, co jest dobre, a co jest złe. Jak dla mnie fundamentalizm pachnie to Stalinem czy Hitlerem, ale co tam. Wyjaw mi, dlaczego niby JA miałabym być bierna, kiedy widzę zło? Proszę bardzo, czekam.

      Usuń
    10. PS. Napisałeś:

      ""Pomaganie innym", to najprostsza droga do tego, aby zrobić sobie z nich śmiertelnych wrogów. "Powstrzymywanie zła" i "szerzenie dobra" w 99% przypadków kończy się wyrządzaniem większego zła i niszczeniem większego dobra. A co do tego, co się komu podoba, czy nie podoba, to z przyjemnością informuję, że W DUPIE mam, czy moje stanowisko w tej sprawie kogokolwiek przekonuje czy nie przekonuje."

      Jeśli masz w d...e, czy kogoś obchodzi Twoje stanowisko, to dlaczego się właściwie chcesz wykłócać? Ja też mam w d...e cudzy egoizm, połączony w dodatku z moralizatorstwem.

      Usuń
  3. buahahahahaha chłop swoje a pop swoje. A może gadał dziad do obrazu.

    Najnieśmieszniejsze i zupełnie załosne, co swiadczy o zupełnym upadku i zdziczeniu jest to co dzieje się dokoła. Jeśli kiedyś można to było wytłumaczyć brakiem wiedzy o tyle dzisiaj pozwalanie sobie na totalne "robienie kole pióra" zakrawa na mnasochizm, utratę zmysłów bądź instynktu samozachowawczego.

    Kira Twoje argumenty (nie)powalają.

    P. Jacku świetny post. A i odpowiedziom nic nie brak. A jak kto nie rozumie, to co zrobisz Panie? Nic nie zrobisz. Cza wiedzy i doświadczenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. LUDKA, czekam na to, aż ktoś udowodni, że lepiej tolerować zło niż jednak aktywnie z nim walczyć. Do tej pory nikt tego nie zrobił. Zauważam za to, że samym sobie ZAWSZE przyzwalamy na działanie, prawda? Bo my wiemy lepiej... Cóż, ja przynajmniej trzymam się swojego relatywizmu, zamiast przeskakiwać od relatywizmu do fundamentalizmu. Jak ktoś jest za obojętnością wobec zła, niech nie moralizuje.

      Usuń
    2. PS. Gdyby nie ludzie, których oprócz własnej d...y interesuje coś jeszcze, do tej pory kobiety podlegały by męskiej władzy. Podobnie jak dzieci władzy ojca. Władzy absolutnej. Mielibyśmy nadal niewolnictwo, może nawet wszechwładzę Kościoła... Pęd do zmian może spowodować wiele szkód, ale przyniósł nam również wiele dobrego.

      A jak ktoś jest zbyt tępy, żeby to zrozumieć - jego/jej problem. Niech wraca do jaskiń. Byłeś/byłaś bierna, obojętny/a? Spoko. Ale nie dorabiaj do tego filozofii.

      Usuń
    3. Po pierwsze - nie pojmuję, dlaczego miałbym władzę nad kobietami uważać za zło, a jej utratę - za jakieś niewyobrażalne dobro?

      :-)

      Po drugie - pisałem już tutaj o niewolnictwie. Przed rokiem 1500 (no - 1492, żeby być bardziej precyzyjnym) w całej Europie chrześcijańskiej prawie nie było już niewolników (w zasadzie jedyne wyjątki to świeżo odbite Maurom fragmenty Półwyspu Iberyjskiego - i, w pewnym sensie: Moskwa), a i poddaństwo chłopów było coraz to mniej dotkliwe. Dopiero "postęp" i mentalna rewolucja której produktem jest także Kira i jej relatywizm - odwróciły ten trend. Dopiero w XIX wieku niewolnictwo i poddaństwo zaczęły ponownie zanikać - już jednak, pod wpływem całkowicie innych impulsów, niż działo się to wcześniej.

      Niektórzy twierdzą, że niewolnictwo nie zanikło, zmieniło tylko formę - nie zgadzam się z tą opinią, ale faktem jest, że naczelnym powodem, dla którego gosudarstwa z czasem, w ciągu XIX wieku zniosły i niewolnictwo i poddaństwo, nie były żadne odruchy moralne - tylko kalkulacja: niewolnik nie umrze z głodu, choćby się lenił, bo jego śmierć byłaby stratą dla pana - najemnik musi dać z siebie wszystko i jeszcze więcej, bo nikt się o jego przetrwanie troszczył nie będzie - najemnik jest wydajniejszy. Ergo: gosudarstwo ma więcej z jego pracy i posiadająca je biurokracja może żyć dostaniej i mnożyć się szybciej...

      Przekonanie, że ludzie są w jakimkolwiek sensie tego słowa "wolni" to dziwny przejaw ślepoty - ludzie, o czym też wiele razy pisałem, przede wszystkim NIE CHCĄ być wolni, ponieważ wygodniej im, gdy ktoś mówi co mają myśleć i robić. Tak też jest i obecnie, tyle że zamiast pana lub właściciela, do którego można mieć stosunek osobisty, ludzie słuchają tego, co im powie gadająca głowa w telewizorze albo co przeczytają na Onecie.

      Potrzeba wolności, którą rozumiem, doceniam i szanuję, a która jest tak silna u Kiry - to niezmiernie rzadka cecha. Moim zdaniem, obecnie potrzebę tę realizować TRUDNIEJ niż 500 lat temu. Mniejszą bowiem przeszkodą dla indywidualnej wolności nielicznych zawsze i w każdym czasie wolnomyślicieli był "wszechwładny" Kościół - niż wszechwładna głupota...

      Jak chodzi o tego rodzaju "zło" - jak właśnie "wszechwładza Kościoła" - to rzeczywiście, jestem za całkowitą wobec niego obojętnością. Choć też nie do końca: bo zawsze byli w Kościele tacy, którzy go w czasach upadku i zepsucia reformowali od wewnątrz...

      I cały problem właśnie na tym polega, że większość "zeł", które Kira chce zwalczać - żadnymi "złami" nie są!

      I to jest podstawowy problem: jakże łatwo pobłądzić, rzucając się tak na oślep do działania...

      Usuń
    4. Masz wybitną zdolność skakania z tematu na temat. Wolność? Przepraszam, każdy ma jej tylko tyle, ile zdoła wywalczyć. Nie o niej zresztą mowa. Bzdury, jakoby to bierność była najlepszą opcją z moralnego punktu widzenia, aż trudno komentować. Ani w tzw. tradycyjnej moralności (której nie było nigdy, bo każda epoka i każdy region świata miały własną, a wspólny mianownik - nie kradnij, nie zabijaj bez powodu - był raczej niewielki), ani w mojej, ani w moralności największego nawet relatywisty bierność nie może być zasadą. Może być co najwyżej w y j ą t k i e m . Gdyby nie działanie, daleko byśmy nie zaszli. A w imię jakich pobudek - to już inna sprawa.

      Nie mam nic przeciwko ludziom biernym. No, prawie nic. Niech sobie będą pożytecznymi mrówkami, które poprzez troską wyłącznie o swój dobrobyt i swoją chatę z kraja budują państwo. A jak nie chcą niczego budować - ich sprawa. Z tego ich osądzać nie będę, bo sama mam to państwo w d…e. Warto jednak pamiętać o fakcie (!), że z moralnego punktu widzenia takie właśnie bezmyślne mróweczki odpowiadają za zło, które czynią ci, którzy działają - czy to w imię jakiejś idei czy pełnego brzucha. Bo idei nie da się zwalczyć obojętnością ani bezideowością, tylko inną ideą. Równowaga sił to podstawa!

      Moralizowanie, pouczanie i dorabianie filozofii do swojej bierności to kiepski pomysł, bo jesteś NIESPÓJNY. Nie mam nic absolutnie przeciwko temu, żebyś pozostawał bierny, jak nie chcesz nikomu pomagać, to nie pomagaj. Ja staram się CZASAMI działać w innym interesie niż mój spasiony tyłek, nieraz komuś pomogłam. I akurat ja mogę moralizować - bo cechuje mnie moralność postkonwencjonalna. ;)

      Czekam na kolejną porcję pięknych opisów własnego ogródka.

      Usuń
    5. PS. Nic nie pisałam o działaniu na oślep. Skrajności (działaj zawsze, nie działaj nigdy) są dla idiotów.


      PS.2 Olałeś parę moich pytań, ale trudno...

      Usuń
    6. Nie napisałaś niczego nowego, na co bym wcześniej nie odpowiedział - powtarzasz w kółko to samo, to i odpowiadać nie ma na co.

      Co do tego, że niedziałanie jest filozofią aporetyczną - zgoda. Jednak od czasów Gaussa wiadomo, że systemu nie zawierającego aporii nie da się w tym Wszechświecie skonstruować. Nie jest to zatem zarzut sensowny - bo Twoje stanowisko jest co najmniej tak samo niekonsekwentne, na co już wskazałem.

      Podstawowa różnica między nami polega na tym, że ja, choć nie zyskałem Łaski Wiary (czego nieodmiennie żałuję...), trzymam się perspektywy ewolucyjnej i historycznej - a więc, wiedzy obiektywnie sprawdzalnej. Ty zaś, wzorem wielu innych liberatarian (miałem już o to starcia w "NCz!" z p. Wozińskim...), abstrahujesz od układu odniesienia, traktując człowieka jak filozoficzną kukłę. Co jest już tematem na odrębny wpis...

      Usuń
    7. Tu nie chodzi o system, tylko o Ciebie. Przypominam, że to Ty z jednej strony piszesz, że nie da się ustalić dobra i zła, a z drugiej osądzasz cudze działanie. Z jednej strony bierność zalecasz, z drugiej - działasz, kiedy to Ci się podoba.

      Człowiek jest moralnym zwierzęciem. To, czego dotyczą jego działania, zależy od tego, w jakim stopniu jest rozbudowana jego "piramida potrzeb".

      Usuń
    8. Źle mnie zrozumiałaś. Napisałem wyraźnie, że "oddzielenie dobra od zła jest trudne". A to dlatego, że konsekwencje naszych czynów są zawsze ZARÓWNO dobre, jak i złe.

      Co do możliwości "ustalenia", co jest dobre, a co złe - nie wypowiadałem się w ogóle, poza stwierdzeniem, że podawane przez Ciebie konkretne przykłady "zeł" - dla mnie bynajmniej "złami" nie są. A to przez wiedzę o tym, iż skutki praktyczne tych konkretnych "zeł" (jak "wszechwładza Kościoła" na przykład...) - ani się umywały skalą swojej upiorności, do skutków praktycznych tego samego "postępu", który dla Ciebie wydaje się być cenny i "wyzwalający" (owo "wyzwolenie" przy tym, mam za pozorne, retoryczne jeno i skrywające nowy rodzaj niewoli - niewoli głupstwa...).

      Usuń
    9. Postęp to nie tylko rozrastanie się gosudarstwa. To KAŻDA zmiana. Dobra i zła. Czasami w sensie m o r a l n y m jest złem.

      Kiedy napisałam ogólnie, że należy promować dobro, powstrzymywać zło i pomagać, Ty od razu uznałeś mnie za kogoś niebezpiecznego. Nie wycofuj się z tego, pisząc o konkretach.

      Tym bardziej, że JA mam gdzieś, co TY uważasz za dobro/zło. Nie dyskutuję o moralności (o czym nawet u siebie napisałam). Wykazuję niespójności w obrębie TWOJEGO światopoglądu. A mojego własnego nie muszę bronić - bo przed kim? Przed kimś, kto otwarcie pisze, żeby tolerować zło?

      Usuń
  4. Boska Wola, zamiast "bić Niemca po hełmie", jak to moi przyjaciele z Poznania mawiają, może być napisał coś na konkurs racjonalnego oszczędzania?

    http://tiny.pl/h4nhx

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. offtopic odnośnie Niemca: http://www.youtube.com/watch?v=wuEP0ABCN0c

      Usuń
  5. @ Jacek i Kira
    Nie myślcie, że Wasza dyskusja nie ma znaczenia... ot choćby sprawdziłem znaczenie słowa "aporia".

    @Kira
    Nie wiesz co Jacek ma na myśli?

    Dobrym przykładem takiej działającej w "dobrym duchu" osoby jest mitologiczny Che Guevara, z jego słynnym "oni urodzili się winni".

    Wydaje mi się, że (zwłaszcza z racji jego zainteresowań historycznych) widzi na przestrzeni dziejów, że ludzie chcący "robić dobrze" wywołali sporo cierpienia i terroru niż pozytywnych rzeczy (co oczywiście ni jak można obiektywnie zmierzyć).

    Samemu kilka razy doświadczyłem tego, że samo "robienie dobrze" to za mało, że liczą się konsekwencje. Dobrym i coraz częściej doświadczanym przeze mnie przykładem są konsekwencje mojego upodobania do spotykania pięknych kobiet (i to kilku ) w tym samym przedziale czasowym. Sypianie ze mną uważam za dobro (a nawet Dobro) - jest to korzystne zarówno dla mnie (dlatego to robię) a i jestem przekonany, że im orgazmy są nieobojętne. Ja je uczciwie uprzedzam o moich intencjach i warunkach. Jednak kilka razy skończyło się to zerwaniem relacji, płaczem i zgrzytaniem zębów (czyli dla tych konkretnych pań, nie-dobrem), mimo moich jak najlepszych intencji i uczciwości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dodaj do tego fakt, że wielu "dobrodziejów" dobrze robi bez wiedzy osób, których to "dobro" dotknie i mamy przepis na (z reguły) tragedię.

      Swojego zachowania nie motywuję oczywiście żadnym "wyższym dobrem", tylko zwykłym egoizmem i chęcią zaspokojenia swoich potrzeb. Celowo unikam kobiet potencjalnie kłopotliwych (co prawdopodobnie minimalizuje ilość cierpienia, które sprawiam), również w samolubnym celu - nie byłbym pierwszym facetem, którego zazdrosna kobieta pozbawiła jaj czy wbiła nóż między żebra...

      Dlaczego o tym piszę? A bo chciałem dobrze...

      Usuń
    2. Drogi Daimyo.

      Tak, wiem, co Autor miał na myśli. Tylko że skupianie się na zbrodniach fanatyków i utożsamianie ich z "czynieniem dobra" i "pomaganiem" jest błędem. Historia to dzieje królów, tyranów, wielkich sk...ów, a dobre czyny zwykłych ludzi nikną w czeluściach niepamięci.

      Chciałabym też zauważyć, że Stalina, Hitlera czy Che Guevarę nie pokonano dzięki zalecanej przez Autora obojętności i okopaniu się we własnej zagrodzie. Pokonano ich CZYNEM. Czyli walką.

      Tak więc jeśli ktoś zaleca obojętność i bierność, bo przestraszył się, że każdy dobry człowiek może wyrosnąć na fanatyka mordującego miliony, to ja tego kogoś uważam za człowieka niezdolnego do logicznego myślenia.

      I powtórzę raz jeszcze: ja budować Utopii nie chcę. Ale obojętność i totalny egoizm uważam za zło. I jeśli ktoś się nie zgadza, to niech siedzi cicho jak mysz pod miotłą i praktykuje swoją bierność bez moralizowania. Bo albo dążymy do jakiegoś dobra (jakiegoś! - podkreślam), albo absolutnie zwisa nam ono i powiewa - i tym samym nasze moralizatorstwo jest dość śmieszne.

      Oczywiście Twoje przykłady "czynienia dobra" pod postacią bzykania paru kobiet na raz uważam za dowcip.

      Usuń
    3. PS. Oto słowa Autora:

      "Bardzo chętnie przeszkadzam działać. To jest z całą pewnością moralny obowiązek uczciwego człowieka: nie dopuszczać, o ile tylko to możliwe, do kolejnych ingerencji gosudarstwa, motywowanego źle rozumianą troską o cudze zdrowie, szczęście i dobro - w normalne, ludzkie życie."

      O ile całkowicie się zgadzam z tym, że państwo nie powinno za bardzo ingerować w życie obywateli, o tyle pouczanie o JAKICHKOLWIEK "moralnych obowiązkach" w wykonaniu osoby, która ochoczo przyznaje się do moralności prekonwencjonalnej, bardzo mnie bawi...



      Przepraszam Autora za te słowa. Mam nadzieję, że się na mnie za tę krytykę nie pogniewa (za bardzo) i pozwoli mi dalej się tu produkować. Ostatecznie, on robi swoje i ja robię swoje. :)

      Usuń
    4. Wiesz, nie mogę się na Ciebie gniewać za używanie terminów, które nic nie znaczą...

      Usuń
    5. Dla kogo znaczą, dla tego znaczą. Ty oceniasz wedle swojej miary, ja - wedle swojej.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...