czwartek, 5 lipca 2012

Recykling: witajcie, lube czasy!


To pierwszy tekst jaki opublikowałem w "NCz!" - w styczniu 2009 roku (jeśli nie liczyć jakichś drobiazgów w czasach studenckich). Jak widać - miałem wtedy nierealistycznie optymistyczne oczekiwania co do mojej zdolności inwestycyjnej i kredytowej. No cóż: miło chociaż powspominać...



Tu miał być filmik z YouTube z "hydraulikiem z Wiłkomierza ". Raczej abstrakcyjnie związany z tematem. Ale nie ma. Bo nasz net w taki upał nie pracuje...


Dziad mój, człowiek pobożny i pracowity… Nie! Bardziej pracowity niż pobożny: mawiał, że jeśli prawdą jest, iż kto śpiewa, modli się dwa razy, to kto pracuje, modli się razy trzy. Ów że, szewc z małego pomorskiego miasteczka, ukończył w 1932 roku budowę parterowego domku z warsztatem na działce, którą poprzednio zakupił – tylko dzięki Wielkiemu Kryzysowi: ziemia, cegły i praca były tak tanie, że choć niczego nie odziedziczył, a sam miał na utrzymaniu kilka niezamężnych sióstr, było go na to stać. Bo buty, niezależnie od kryzysu, dalej się ludziom psuły i trzeba je było naprawiać…

W trzy lata później dobudował piętro pod wynajem: były z tym różne perypetie, osobliwie podczas wojny, jak to ze spekulacyjną inwestycją na kredyt – koniec końców, wszystko się dobrze skończyło i rodzina trzyma się tej dziadkowej posesji już 70 lat. Co zresztą, mimo komuny i temu podobnych, nie najlepiej może o naszej przedsiębiorczości świadczy: dziadek budował oszczędnie, więc nisko, osobliwie parter, czego nie raz sam boleśnie doświadczyłem. Jakoś jednak radykalne projekty budowy nowego domu nigdy nie doczekały się realizacji. Aż do teraz, bo wszystko wskazuje na to, że wkrótce zacznę budowę o wiele większych obiektów niż dziadkowy parterowiec z warsztatem (w dodatku 300 km od tego pomorskiego miasteczka, w innym zaborze nawet; rzecz dla uradowanej swą świeżą bardzo zasiedziałością rodziny, nie do pojęcia!). Nic zatem tak mnie nie cieszy jak spadające ceny ropy, gazobetonu, stali, itp. Wygląda na to, że będę tę uciechę miał jeszcze czas jakiś: witajcie zatem, o lube czasy!

Na temat psychologicznych aspektów gry rynkowej wylano już morze atramentu. Nie wydaje mi się jednak, aby wynikało z tej całej pisaniny coś więcej niż ze starego, ludowego powiedzonka: „obyś siał, gdy inni zbierają i zbierał, gdy inni sieją“. Instynkt stadny jest zgubny. Każe sadzić porzeczki, bo robią tak wszyscy sąsiedzi: potem wszyscy zgodnie zostawiają owoce na krzakach, bo nie opłacało się ich zbierać, tak były tanie. Każe brać kredyty i kupować drugie, trzecie czy nawet czwarte mieszkanie pod wynajem – i potem trafiają się ciekawe licytacje komornicze. Każe wreszcie, w jakimś chocholim tańcu, celebrować inaugurację podejrzanej proweniencji mieszańca (jako hippolog in spe stanowczo odmawiam uznania Obamy za Murzyna: nawet w antropologii muszą panować jakieś zasady mimo braku księgi stadnej i paszportu hodowlanego z obowiązkowym badaniem DNA…) – czego skutki okażą się pewnie niedługo. To akurat przykład może od naszych spraw odległy, ale za to świeży i też na swój sposób dotkliwy: moja hamerykańska poczta mailowa raczyła wczoraj (20 stycznia) odmówić posłuszeństwa, tak była przeciążona; najpewniej przez przesyłających sobie stadami zdjęcia z komórek uczestników tego chocholego tańca, jednego z największych w naszych czasach, jeśli chochole tańce liczbą chochołów mierzyć…

Kryzys to czas nonkonformistów. Oczywiście, bywają różni nonkonformiści. Dziadek, jako człowiek pobożny i pracowity, tj., przepraszam: pracowity i pobożny, był nonkonformistą na swój sposób, tzn. po prostu robił swoje, nie oglądając się na kryzysy i koniunktury, o których zresztą mógł mieć w swojej pomorskiej mieścinie nikłe pojęcie. Trudno by go uznać za motor postępu: był na to zbyt pracowity. Tacy jak on stanowią za to ostoję zdrowego rozsądku i umiarkowania, prawdziwą kotwicę społeczeństwa i ekonomii, dzięki której żadne spekulacyjne szaleństwa, mody i gorączki, nie są w stanie rozerwać delikatnej tkanki cywilizacji. Prawdziwie szkoda, że po ponad 100 latach obowiązkowej nauki szkolnej, terroru podatkowego i obowiązkowych „ubezpieczeń“ emerytalnych, coraz mniej ludzi uważa, że bycie pracowitym i pobożnym przystaje do ich „przyrodzonej godności“ urodzonego nieroba. Jeśli szukać jakiejś miary upadku „cywilizacji białego człowieka“, to jest nią właśnie ten fakt: pogłębiający się brak ludzi pracowitych i pobożnych.

Podczas kryzysu ujawniają się także nonkonformiści innego rodzaju: marzyciele i wizjonerzy, którzy potrafią dostrzec zysk tam, gdzie inni widzą tylko ryzyko. Często po prostu ludzie ogarnięci głęboką pasją, którzy próbują niezależnie od kryzysów i koniunktur, bo ich spoza swej pasji nie dostrzegają – całkiem podobnie jak dziad mój, z którym zresztą nie łączą mnie więzy krwi, miał prawo kryzysów i koniunktur nie dostrzegać znad swego szewskiego kopyta dzięki oddaleniu od centrów cywilizacji i braku telewizji w jego czasach. Z prawa wielkiej liczby wynika, że jeśli setki i tysiące takich pasjonatów nie zwracających uwagi na aktualny stan koniunktury, niezależnie od siebie i w całkiem przeciwnych kierunkach próbuje „ruszyć z posad bryłę świata“ ☺, to w pewnym momencie uda się to wystarczającej ich liczbie, by „bryła“ ta nabrała energii do kolejnego wzlotu spekulacyjnej prosperity. I jeśli ktoś szukałby jeszcze jakiegoś powodu, dla którego rządy nie powinny się mieszać do spraw koniunktury, tu go właśnie znajduje: interweniujący na rynku rządu, zakupując tzw. „środki produkcji“, podcina skrzydła takim właśnie pasjonatom, którzy mogliby szybciej, skuteczniej i w całkowicie zaskakujący sposób te same środki spożytkować na realizację swych pasji. O czym wie każdy, kto np. próbował kupić żwir w pobliżu miejsca, gdzie rząd buduje drogę.

Naturalnie znakomita większość ujawnionych podczas kryzysu pasjonatów i tak splajtuje. Część od tego zginie lub stoczy się w przeciętność. Większość będzie próbowała jeszcze raz i jeszcze – z tą samą lub być może z inną pasją, ale zawsze z takim samym zaangażowaniem. Przy okazji kolejnego kryzysu…

8 komentarzy:

  1. "Z prawa wielkiej liczby wynika, że jeśli setki i tysiące takich pasjonatów nie zwracających uwagi na aktualny stan koniunktury, niezależnie od siebie i w całkiem przeciwnych kierunkach próbuje „ruszyć z posad bryłę świata“ ☺, to w pewnym momencie uda się to wystarczającej ich liczbie"

    To o ekonomii ale ja wlasnie podobnie mysle o polityce i trendach historiozoficznych(przynajmniej do pewnego stopnia).

    "Jeśli szukać jakiejś miary upadku „cywilizacji białego człowieka“, to jest nią właśnie ten fakt: pogłębiający się brak ludzi pracowitych i pobożnych."

    Po przeczytaniu ilus tam ksiazek na temat upadkow roznych cywilizacji powiem iz jest to BYC MOZE nawet jedyny sensowny wskaznik.Widac to w dziejach roznych cywlizacji-to rozmnozenie roznych nierobow,drobnych cwaniaczkow,obrazoburcow,kobiet "wyzwolonych" itp itd nastepujace tuz przed ostatecznym upadkiem.

    Piotr34

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzecz w tym, że kamieniami milowymi nie byli "pracowici i pobożni", tylko właśnie obrazoburcy, "kobiety wyzwolone", etc. Reszta stanowiła mięso historii...

      Usuń
    2. Panie Piotrze,

      Oj, muszę wymyślić coś, z czym się Pan nie zgodzi!

      Tu chciałbym tylko podkreślić, że moim zdaniem, cały ekonomiczny sens takiego "antycyklicznego non-konformizmu" istnieje tylko tak długo, póki się gosudarstwo do tego nie miesza - w jakikolwiek bądź sposób!

      Dlaczego? Dlatego, że tylko dzięki działaniom spontanicznym, indywidualnym, różno-, a nawet przeciw-stawnym - wypróbowuje się jednocześnie maksymalną możliwą liczbę strategii, tym samym zwiększając homeostazę całego systemu.

      Kiro,

      W pewnym sensie masz rację: prochu to by mój dziadek nie wymyślił (ja zresztą też nie aspiruję...).

      Skądinąd jednak: trudno mi sobie wyobrazić bardziej nonkonformistyczną obecnie postawę, niż życie ciche, pokorne, pobożne i pracowite - tak już spowszedniała "kultura buntu", że NICZEGO doprawdy oryginalnego u współczesnych "obrazoburców" nie dostrzegam...

      A już na czym miałaby polegać "milowość" "kobiet wyzwolonych" - Dalibóg, nawet i nie chcę się domyślać!

      Usuń
    3. Ktoś, kto na siłę chce być oryginalny, jest megakonformistą.

      Usuń
  2. Życzę tobie, aby te konstrukcje budowlane, o których była mowa rzeczywiście zostały zrealizowane i wszystko co tam trzeba obrodziło: konie, tytoń, koty...

    Co do obrodzenia - ja nawet chwilowo uprawiałem szczypior na balkonie, ale upały wygrały z moją uprawą.

    :)

    OdpowiedzUsuń
  3. @Kira

    Do pewnego stopnia masz oczywiscie racje-spoleczenstwo pozbawione tzw.nonkonformistow zwyczajnie nie rozwia sie i po zuzyciu latwo dostepnych zasobow naturalnych upada.Nonkonformisci sa potrzebni jako "konie pociagowe" postepu naukowego.Dlatego zreszta dosc istotne jest aby panujaca ideologia(religia)nie dusila WSZELKIEGO nonkonformizmu-tu przykladowo chrzescijanstwo jest lepsze niz islam gdyz NA OGOL rozgranicza wladze panstwowa od duchowej a nauke od religii(choc oczywiscie bywaly z tym problemy),w islamie bunt przeciw wladzy kalifa to bunt przeciw Allachowi zas uprawianie nauki to herezja(malo kto wie ale wiekszosc slawnych uczonych islamskich zostala przez swoich ziomkow zabita lub w najlepszym razie wygnana-w tym i slawny Awicenna czy Awerroess).Problem w tym iz w pewnym momencie historii-na ogol wtedy kiedy mamy powszechny dobrobyt i tolerancje i kiedy byc nonkonformista jest LATWO nastepuje owych nonkonformistow potezne rozmnozenie.Bardzo duzo pisze o tym Toynbbe-najogolniej mozna by powiedziec ze co za duzo to niezdrowo-zbyt wielka ilosc nonkonformistow w spoleczenstwie powoduje rozpad wspolnoty kulturowej oraz solidarnosci spolecznej-dane spoleczenstwo zaczyna rozpadac sie-nastepuje zanik wiezi spoelcznych oraz zanikaja wspolne kody kulturowe az nastepuje zalamanie.Wydaje sie iz istnieje cos takiego jak "optymalna" ilosc nonkonformistow w spoleczenstwie-jesli ich jest za malo to rozwoj jest zbyt wolny(prochu zaden na wpol szalony alchemik nie wymysli bo takowych alchemikow wowczas brak)ale jesli jest ich zbyt wielu to spoleczenstow fragmentuje az do rozpadu.Jaka jest ta "optymalna" ilosc nonkonformistow w spoleczenstwie tego nie wiem ale patrzac na to co sie dzieje TERAZ z cywilizacja europejska nie mam watpliwosci iz obecnie jest takich jednostek ZBYT wiele.

    P.S.Zreszta jest jeszcze jedne aspekt tej sprawy-Kopernik czy Kolumb-o to byli nonkonformisci-mieli jakas IDEE ktora byla potencjaleni produktywna-jednak obecnie wiekszosc nonkoformistow NIE ma zadnej kontr/idei a ich nonkonformizm w 99% przypadkow sprowadza sie do tego iz nie zycza sobie "aby im sie czarny/katabas" do zycia wtracal-jednak jakiejs PRODUKTYWNEJ idei brak a jak cos im sie w zyciu zlego przytrafi to i tak 99% z nich poleci do tych znienawidzonych katabasow,bedzie wode z Lourdes kupowac i na kolanach beda do Czestochowy pielgrzymowac.Smutna prawda jest taka iz poniewaz w czasach dostatku bycie nonkonformista jest latwe wiec my nawet buntownikow mamy bylejakich-to nie zadni ideowcy i wizjonerzy przesladowani przez spoleczesntow-to na ogol zwykle rozpuszczone dzieciuchy ktore chca zyc wedle zasady "robta co chceta"(ale jakby im co nie poszlo to jest to oczywiscie wina "okrutnego boga" zas koszty ich szalenstw-chocby leczenia-musi pokryc konformistycnzy podatnik).
    Naprawde polecam Toynbego-on upadki roznych cywilizacji analizuje bardzo doglebnie i mozna tam sporo analogii do naszych czasow zobaczyc.

    Piotr34

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie sposób się z Twoim wywodem nie zgodzić. Nonkonformiści - czyli co, się nie zgadzają bezmyślnie (konformizm to BEZMYŚLNE zgadzanie się) - są jak oficerowie w wojsku: ich istnienie jest czymś oczywistym, jeśli wojsko ma w ogóle zacząć walczyć, lecz żołnierzy (konformistów) powinno być o wiele, wiele więcej.

      Nie sądzę, by dzisiejsi ludzie byli jakimiś szczególnymi nonkonformistami. To, że nie muszą dopasować się do reszty społeczności w tak dużym stopniu, jak nasi przodkowie, nie znaczy, że są oryginalni, samodzielnie myślący, podążający własną ścieżką. Nie, nadal są barankami idącymi za pasterzem. Tylko że pasterz się zmienił. :)

      Oczywiście nonkonformizm POWINIEN być bezpieczny. Nie musi się łączyć z odwagą. Sama zawsze twierdzę, że nie warto demonstrować swojej odmienności. :)

      Usuń
    2. PS. Tak jak nie musi łączyć się z odwagą, tak też i z jakąkolwiek - konstruktywną czy destruktywną - ideą nonkonformizm w parze iść nie musi. ;)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...