poniedziałek, 9 lipca 2012

Muzeum Wsi Radomskiej, 8 lipca 2012

Przy poprzedniej wizycie w Radomiu, z poprzednimi Gośćmi dostrzegłem, że w radomskim skansenie będzie w niedzielę festiwal piwa - oczywiście nie mogło nas tam (razem z nowymi Gośćmi) zabraknąć:

taka stodoła (jak w głębi), a nawet 2/3 tego - w zupełności by wystarczyła na wszystkie nasze potrzeby. Na pierwszym planie: specjalny budyneczek do omłotu zboża, po lewej - obora.
 trzmiele
 w dolnej części skansenu budują się dwa młyny wodne - na razie jeszcze niedostępne dla zwiedzających, podobno mają je otworzyć na Dzień Ziemniaka, we wrześniu,
nasi goście uczą się tkactwa tabliczkowego (ubijaliśmy też masło oraz, oczywiście - wysłuchaliśmy wykładu o produkcji piwa i dokonaliśmy degustacji...).
trochę jak w IKEA, prawda?
poskrom kowalski i kuźnia
 chata biednego wyrobnika. W każdym razie: na pewno był człowiekiem pobożnym!
a sądząc po wymuskanym wnętrzu - także pracowitym. Ewentualnie: miał pracowitą żonę...
 albowiem, jeśli ten chmiel, tak bujnie chmielący się na płocie posesji (nota bene - takuteńkim, jak mój własny wokół ogródka...), jest elementem oryginalnym, a nie fantazją panów rekonstruktorów - to znaczy, że wyrobnik był nie tylko pobożny, ale i wesoły!
To jest, proszę Państwa, suszarnia tytoniu - z 1954 roku, więc właściwie nawet jeszcze nie zabytkowa. Obejrzałem jej konstrukcję z wielkim zainteresowaniem.

w środku wygląda jak powyżej
chata szkólnego. Tutaj nazywanego po prostu nauczycielem. Ale idea i praktyka były dość podobne. Bardzo się namęczyłem, szukając wtedy ilustracji do tekstu i nie znalazłem - a tu proszę: nie trzeba szukać po szerokim świecie tego, co jest bardzo blisko...
W dniu festynu otwarte były do zwiedzania aż dwa z kolekcji wiatraków - obejrzeliśmy je tedy dokładnie z każdej strony - i przy pomocy Zoltana, który jest zawołanym mechanikiem, "rozkminiliśmy" mechnizm. W każdym razie - wiem już, jak włączyć i wyłączyć taki wiatrak. Tu akurat - najpospolitszy "koźlak". Mają jeden "paltrak", ale przebudowany za czasów GS, więc nie tak ciekawy...
Kawiarnia w tamtym wiatraku była jednak zamknięta.
Dworek z 1780 roku

i folwarczna stodoła z II połowy XIX wieku
w środku - wystawa rzeźby ludowej
zdecydowanie - powojennej! Swoją drogą: prostuj człowieku mity i kłamstwa, wyjaśniaj, edukuj - to bez znaczenia: jak gówno się przylepiło, tak już zostanie! Jeśli ktoś nie dostrzegł, to oczywiście mamy na tej ludowej płaskorzeźbie ułanów szarżujących na czołgi...
jeszcze tylko rzut oka na "główny" piwny festyn - i do domu, gdzie czekały spragnione konie, psy (naszych gości) i koty (oblężone na sianie pod wiatą - tym razem obyło się bez chodzenia po drzewach!).

Dzień wcześniej, a właściwie wieczór wcześniej, bo przy sobotnim kolacyjnym grillu i piwku - uje...ała mnie osa w górną wargę. Oczywiście dostałem zastrzyki w oba półdupki na pogotowiu w Białobrzegach i dzięki temu piszę te słowa, bo bez tego bym wykitował - ale wciąż czuję się trochę jak Kaczor Donald: opuchlizna podobno już przeszła, ale i tak mam wrażenie posiadania dzioba...

P.S.
Zmieniam tytuł na poprawny. Nieprzytomny byłem rano, jak to pisałem...

8 komentarzy:

  1. Użarcie przez osę do przyjemności nie należy. Osobiście uczulona nie jestem ale do tej pory pamiętam jak mnie w grdyk ( od zewnątrz ) użarła. Brrr.
    Relacja ze skansenu - rewelacja! Najbardziej spodobał mi się dach ze strzechy z krzyżem. Nie, żebym zamierzała zaraz poszycie wymieniać, ale robi to wrażenie!
    Pozdrowienia
    A.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja tym razem w interesie :D Czy mogę skopiować zdjęcie suszarni do domowego archiwum? Może kiedyś takie ogrzewanie podłogowe zrobię :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie że możesz. Ale na podłogówkę to chyba za gruba rura..?

      Usuń
    2. To jeszcze odległa przyszłość, a że skleroza moją najlepszą przyjaciółka jest, więc sam rozumiesz :D Dzięki :D

      Usuń
  3. Mojego znajomego jak użądliła osa w górną wargę (przy piciu piwa, a jak!) to śmiał się, że na połowę "biotoksu" mu starczyło :-) ... wyglądał jak niedorobiona Angelina Jolie.

    Na szczęście nie był uczulony, więc humor mu dopisywał ....

    Pozdrawiam,
    Ewa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to do mnie, przez podobieństwo do Kaczora Donalda proszę na razie mówić "panie premierze"!

      A swoją drogą: wszyscy znamy Witkacego relacje (bodaj z jego listów do żony), o tym jak go bąk uciął w... pewne inne miejsce..?

      Usuń
  4. Piękne klimaty. Te domiszcza, te sprzęty!
    Degustacji zazdraszczam!
    A z żądlącymi to rzeczywiście trzeba uważać, zwłaszcza jeśli jest się uczulonym. Dobrze, że w porę podano Ci antidotum.
    Swoją drogą...usteczka angelinowe...można by polecić paniom co się ostrzykują :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Dobrze jest mieć blisko taki skansen. Od naszego domku jest rzut beretem do Muzeum Wsi Lubelskiej. Chciałabym trafić na wypas owiec... :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...