niedziela, 15 lipca 2012

Kisimy ogóra

Słońce wyjrzało zza chmur - nieśmiało, ale i tego starczyło, żeby nam prognoza pogody wszystkie zapowiadane na najbliższe dni opady odwołała (to już wygląda na spisek: gdzie indziej burze, gradobicia i trąby powietrzne - a u nas nawet jak duje, chmurzy i przerywa łączność - to i tak ledwo co kropelka spadnie, albo i tego nie...). W każdym razie, porobiliśmy trochę zjdęć:

powojniki Lepszej Połowy - to już drugie ich pokolenie, wyhodowane z zebranych w zeszłym roku ziarenek. Co ciekawe, choć zeszłoroczne były wielokolorowe, w tym roku, przeważają fiolety (jeden się trafił biały, ale już przekwitł). No i - mimo podlewania po kilka razy dziennie - i tak daleko im jeszcze do zeszłorocznego rozmiaru...
próbowałem ogarnąć ogródek w całości - wlazłem w tym celu na drabinę prowadzącą na strych chatki, mało co nie waląc się z jej chybotliwych szczebelków - ale i tak mi się nie udało. Cóż: nie pierwszy raz stwierdzam, że przydałby się tu szerokokątny obiektyw. Może kiedyś..?
w szczególności, nie zmieścił mi się w kadrze klomb kwiatowy Lepszej Połowy, na którym właśnie zakwitły
mieczyki abisyńskie
nasz (ozdobny, ozdobny!) tytoń obu odmian wyraźnie urósł przez tydzień, odkąd go ostatni raz Państwu pokazywałem
nie jest to jego ostatnie słowo - o ile nie skarłowaciał nam, jak reszta roślinności, powinien jeszcze dwa razy taki jak aktualne "prymusy" urosnąć! Niestety, znów go będzie trzeba pielić, mimo wyściółkowania - bo się trawa i chwasty przez ściółkę już przebiły...
na pierwszym planie len "późny" (tj. posiany gdy okazało się, że "eksperymentalny" dobrze wschodzi!), po lewej ogóreczniki, dzika marchewka i chrzan (wszystko samo wyrosło, wcale nie siane - ogórecznik posiała Lepsza Połowa rok temu na spirali ziołowej, gdzie dalej ma się znakomicie - a rozsiał się po całej okolicy! Podobnie jak mięta między grządkami lnu i w głębi po prawej). W przyszłości jego miejsce powinny zająć truskawki i poziomki - a tam, gdzie dzika marchewka i zdziczały ogórecznik, dosadzamy konsekwentnie różnych krzaków (jesienią dojdą też drzewka).
Pod płotem gorczyca, potem kiwi (i, skrajnie po lewej stronie, jedna żurawinka - przyjęła się, więc chyba w przyszłości jeszcze kilka dosadzimy), za kiwi - krzaczory różne (porzeczki, borówki amerykańskie - uratowałem je z piaseczyńskiego Auchan, bo już tam prawie na śmierć uschły i były mocno przecenione - głóg).
Chmiel przesadzony spod stacji kolejowej w Grabowie. Wprawdzie po przesadzeniu usechł - ale zaraz zaczął odrastać z powrotem, od korzenia. Mam nadzieję, że niedługo zacznie się wspinać.
Oraz chmiel "kupny", sprowadzony kurierem z Lubelskiego. Porażka! Kupiłem 10 "sadzonek", przysłali mi bodaj 13 - ale owe "sadzonki" to były tylko korzonki, bez żadnej części zielonej! Nad ziemię wybiły się z tego 4 roślinki (słownie: cztery), z czego 1 prawie do razu padła (sekcja zwłok wykazała, że korzeń zgnił...), 1 pozostaje karłowatym przecinkiem ledwo wystającym nad ziemię - a tylko 2 na zdjęciu pokazane, pną się w górę aż miło. W sumie - chmielu więcej kupować nie zamierzam. Rośnie go tu wszędzie pełno na dziko - więc jeśli będą nam potrzebne szyszki, to ich sobie nazbieramy w lesie. A jak będziemy chcieli ładnie przychmielić płotek - to się z lasu chmiel przesadzi...
Cytryńce chińskie. Dużego mieliśmy wcześniej - rośnie, choć (podobnie jak kiwi - poza jednym, nader gorliwym!) szału nie ma. Wczoraj nasz warecki targ nawiedzili gościnnie producenci sadzonek z Chełmińskiego - kupiliśmy mu więc do towarzystwa małego przyjaciela. Może we dwójkę będzie im raźniej? Wokół gęstwina lucerny - mniam, mniam, koniki ją szybko zjedzą...

Nabyliśmy też 6 pigwowców, od góry: 2 japońskie, 2 wielkoowocowe i 2 chińskie. Tworzą teraz "drugą linię krzaczorów". Między nimi, a krzaczorami "przy kiwi" powinno się zmieścić kilka drzewek owocowych. W przyszłości planuję też upchnąć gdzieś kilka krzaków jagody kamczackiej.
a w prezencie dostaliśmy "przysuszoną" wiśnię stepową. Jest pierwszym krzaczorem objętym ścisłą ochroną gatunkową w naszym nowym ogródku! Dostała też honorową miejscówkę w samym środku samego środku. Co prawda - ma "pod spodem" w efekcie zbity żwir z kamieniami i twardą glinę - ale myślę, że gnojąc obficie i regularnie, jakoś ją wyżywimy. A gleba będzie się w ogródku zmieniać - skoro z natury jest, na ogół, kiepska, to po prostu ogródek będzie z czasem rósł, kolejnymi warstwami nawozu użyźniany...
nasze jagody goji są wprawdzie nadal bardzo malutkie, ale przyjęły się tak dobrze,
że jedna nawet zakwitła.
natomiast nasza "ogrodowa" (bo mamy jeszcze inne jej zagony - w ogródku zeszłorocznym i na "pustyni") kukurydza
już nie tylko kłosi się, ale i zawiązuje kolby
zinwentaryzowaliśmy też jak na razie trzy zawiązki dyni (co ciekawe - wszystkie na egzemplarzach przesadzonych z "grządki dyniowej" - gdzie widać jest dyniom wciąż za ciasno - na sąsiednią...)
i jedną cukinię.

Obfitość ogórków skłoniła zaś Lepszą Połowę do podjęcia wyzwania: pierwszy raz próbuje bowiem zakisić ogóra! Ogóry zostały zakiszone wczoraj. Woń wewnątrz chatki na razie jest delikatna i przyjemna. Co z tego wyniknie w dłuższej perspektywie - zobaczymy!

Tymczasem na padoku nasz Knedliczek nie mógł się zdecydować - czy wstawać, czy nie wstawać?
Kobył nie fotografowałem, bo nawet nie podniosły pysków znad trawy. Bardzo zresztą aktualne, bo czwartkowe zdjęcia i Knedliczka i jego haremu, a i Gości, którzy nas odwiedzili, można zobaczyć na blogu Olgi - w specjalnej z wizyty u naszych leniwych koni relacji.
Proszę bardzo: Knedlik - uwodziciel

Jak chodzi o naszą szklarenkę, to prace są na ukończeniu. Pozostało dokończyć uszczelnianie pianką,  zamontować drzwi, wypełnić luki między oknami folią, nawieźć do środka jeszcze trochę nawozu, zakryć go dobrą ziemią - i w sumie: można być coś sadzić. Co jeszcze w tym roku ma szansę wyrosnąć..?

Natomiast sprzedać mógłbym ten kawał ziemi:
Jest to właśnie nasza "pustynia" - w tej chwili już zdecydowanie była. Od Lasku Centralnego (w głębi po lewej) do widocznej w środku drogi. To są co najmniej 2 hektary.

Pierwotnie miały tu być kwatery pastwiskowe dla ogiera/ogierów - kiedy już wybudujemy stajnię i przejdziemy do normalnego chowu alkierzowego. Ponieważ ziemia tu była początkowo taka jak widać na pierwszym planie, a my ani stajni, ani ogiera nie mieliśmy - nie spieszyłem się z jej zagospodarowywaniem, chcąc ją pierwej doprowadzić do kultury. Można jednak ten proces radykalnie przyspieszyć, wystarczy przejechać agregatem, "rozbronowując" w ten sposób nagromadzony na większości byłej "pustyni" obornik po całym jej terenie - i, ewentualnie, siejąc łubin, który się potem przyorze (jest jeszcze dość czasu, żeby to zrobić nawet w tym roku).

Do tej pory nie zgłaszałem tego terenu do dopłat. Tak więc samo tylko wzięcie go pod uprawę, daje od 1 do 2 tysięcy PLN rocznego przychodu, zależy co się zgłosi. A co można zgłosić? Wydaje mi się, że można tu urządzić sad. Mogę się zobowiązać do ogrodzenia terenu (i tak miałem budować płot z tej strony w tym roku...) - i do jego uprawy. Ponieważ nawozu mi nie brakuje - może to być sad ekologiczny, jak najbardziej!

W przyszłości, kiedy my wybudujemy coś (cokolwiek...), co da się odebrać zgodnie z prawem budowlanym - stanie się ten teren działką budowlaną, oczywiście - tylko dla rolnika (tj. dla posiadacza co najmniej 1 ha gruntów rolnych na terenie gminy). Będzie bowiem przylegał do działki zabudowanej, obługiwanej z tej samej drogi publicznej, więc zgodnie z obowiązującym planem zagospodarowania przestrzennego, uzupełniające przeznaczenie wszystkich działek rolnych na terenie gminy, czyli "mieszkalnictwo rolnicze", będzie mogło być realizowane już przy posiadaniu tylko takiej powierzchni - a nie co najmniej 5 ha, jak przy braku takiego sąsiedztwa.

Jeśli więc ktoś z Państwa ma wolne 60 tysięcy - uważam, że jest to okazja!

8 komentarzy:

  1. Dwa hektary? Kuszące... tylko kto mi da te 60 tysięcy? :( No i taki kawał drogi... bym musiała chyba szałas sobie pobudować, żeby choć w nocy na łeb nie padało :P
    |A tak po prawdzie to Wam okrutnie zazdroszczę tego ogrodu i zawiązków sadu. Też mi się marzy zagroda z warzywnikiem, sadem i zielnikiem. Ech... a czy z lnu coś będziecie robić, czy tylko dla ozdoby u Was rośnie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zasadniczo, to sądzę że da się zarobić na kredyt z samych tylko dopłat i pożytków z tej działki.

      A szałas przecież jest: nasza chatka. Od której można też pociągnąć prąd i wodę - w razie potrzeby...

      Usuń
  2. Rzeczywiście sucho tam u Was ;)Podziwiam zapał do uproduktywnienia gruntów. A te gatunki roślin bardzo ciekawe. Te użytkowe, jak i ozdobne (mieczyki -śliczne).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kolega Wojtek doradzał nam mocno żeńszenia. Niestety - ani zipnął, wsadzony z nasion, a sadzonek nigdzie nie spotkałem. Może w przyszłym roku, jak sobie sami rozsadę w szklarni wyhodujemy..?

      Usuń
    2. Z tego co pamiętam to pisałem o żeńszeniu syberyjskim (krzewie), którego to nie można dostać...

      Tego normalnego, który jest byliną można zdobyć tutaj (i sadzonki i nasiona). http://www.zenszen.com.pl/

      Przy czym normalnego Ci nie polecam, bo on rośnie niezwykle powoli, do tego wymaga cieniowania, ochrony przed gryzoniami itd..

      Niechby w ciągu tych 5-6 lat co jest potrzebne do uzyskania plonów Twoje koniowate uciekły (co na pewno się zdarzy) i akurat zasmakowały w żeńszeniu?

      Usuń
    3. Istotnie, tak było. Znaleźliśmy na Allegro nasiona i jednego i drugiego żeńszenia - i ani jeden, ani drugi - ani zipnął!

      Właśnie dlatego - budujemy szklarenkę...

      Usuń
    4. Z tego co pamiętam, to one dobry rok muszą być poddane procesowi stratyfikacji, więc jeszcze mają czas (chyba, że już temu poddane kupiłeś).

      Usuń
  3. Podziwiam za chmiel......ja go roundapem traktuje ,bo pozbyć się nie mogę :(:(:( a ten "chwaścior i tak gdzieś zawsze wylezie...

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...