czwartek, 19 lipca 2012

Bronię Andrzeja Śmietanko!

Co zasadniczo Państwa nie dziwi, prawda? No, ale sami powiedzcie - o co się tego biednego człowieka czepiają..? Że dużo zarabia? A co to jest "dużo"? Dla jednych te kilkadziesiąt tysięcy miesięcznie to dużo, dla innych - mało. W ogóle zaś, to bardzo niegrzecznie zaglądać do cudzego portfela i źle o zaglądających świadczy, gdy zaglądają, zazdroszczą i obmawiają!

Że zatrudnia braci, synów, córki i innych pociotków partyjnych kolegów? A kogo ma, na miłość boską, zatrudniać..? Zresztą wszędzie tak jest! Kiedy w 1998 kończyłem te moje badziewne, do niczego niepotrzebne stosunki międzynarodowe na UW, nikt wprawdzie żadnej oficjalnej listy lokat na koniec  studiów nie robił (co swoją drogą jest dość symptomatyczne...), ale bez fałszywej skromności powiem, że uważałem i nadal uważam, że mieściłem się w pierwszej trójce. I co? I pstro! Propozycję robienia doktoratu i asystentury w rodzimym Instytucie dostał kolega, który w ewentualnym rankingu, gdyby taki był, byłby kilka dziesiątków miejsc za mną - ale za to: miał baaaardzo szerokie plecy... Jest to zrozumiałe, naturalne i oczywiste: ja jestem człowiekiem znikąd, inteligentem w pierwszym pokoleniu - kto zagwarantuje, że się nie rozpiję, nie będę molestował studentek (jak nie przymierzając, nasz ówczesny dyrektor, któremu zdarzało się trzymać tablicy podczas wykładu...), a chociaż - że będę umiał trzymać nóż i widelec prawidłowo podczas oficjalnego przyjęcia..? Jasne, że nikt. Tak samo w Elwarrze - jak dyrektor przyjmuje do pracy Kłopotka, Kalinowskiego czy Żelichowskiego, to przynajmniej na pewno wie, czego się po nich spodziewać, a jakby robili kłopoty - poskarży się bratu/ojcu/wujowi, czy komu tam trzeba. Tak więc, robienie z tej normalnej, oczywistej i pożytecznej praktyki zarzutu wobec pana Śmietanko - to kompletne nieporozumienie! I dowód hipokryzji, bo żaden z dziennikarzy, którzy teraz wycierają sobie panem Śmietanko gębę - też roboty za talent i kompetencje (jak właściwie ocenić talent i kompetencje, gdy nic się o człowieku nie wie..? Testy dawać do rozwiązania..? Dajcie spokój, toż to kpina, a nie sposób, rozwiązywałem takie testy nie raz - i co z tego?) nie dostał, tylko po znajomości się w swoich redakcjach pozaczepiali!

Wiem o tym doskonale, bo CV na pojawiające się od czasu do czasu ogłoszenia o naborach do tej czy innej redakcji, już nawet nie wysyłam - NIGDY nie dostałem odpowiedzi, a wysłałem ich setki. W końcu w żadnym z licznych zawodów które uprawiałem, nie mam tak długiego doświadczenia, jak w dziennikarstwie - zacząłem długo przed maturą...

Że Andrzej Śmietanko ma 3% udział w zysku Elwarru? No ale to przecież doskonale o nim świadczy jako o dyrektorze! Skoro sam o ten udział zabiegał - to zakładał, że spółka, którą zarządza, będzie miała zysk - nieprawdaż? Niewiele wiem o branży obrotu zbożowego i przechowywania zbóż, ale coś mi się wydaje - że wcale nie jest to takie oczywiste! Przecież cały współczesny system dystrybucji żywności na tym się zasadza, żeby zapasów nie robić, czyż nie tak? A tu proszę - Elwarr potrafi wypracować zysk na czymś, czego wszyscy unikają - super!

Że wreszcie, jeździł "w delegacje" zabierając żonę? To już naprawdę nie wiem, czego się ludzie czepiacie! Nie dość, że świetny menadżer, ma zysk, dba o jakość podległych kadr - to jeszcze w dodatku: przyzwoity człowiek. Jeździ na delegacje z żoną - a nie z kochanką, jak inni dyrektorzy tego szczebla!


Tymczasem w naszym gospodarstwie cisza przed burzą. I dosłownie, bo właśnie zbierają się, tym razem zapowiadane w prognozie burzowe chmury, muchy gryzą jak szalone i duszno tak, że oddychać nie można - znakiem tego: pewnie znowu nie spadnie ani kropla i zaraz trzeba się będzie brać za podlewanie ogródka... I w przenośni, bo jak co miesiąc, dotarliśmy do takiego momentu, kiedy kończy się kasa i trzeba poczekać, aż przyjdzie nowa, żeby cokolwiek, co nakładu pieniężnego wymaga, móc robić. Na szczęście, skończyłem w niedzielę projekt dla Muzeum Pałacu Wilanowskiego - stąd pojawił się nowy baner po prawej stronie od tego wpisu. Zapisałem się też do frywolnego candy Riannon, do którego też i Państwa zapraszam.

Rozmontowałem ogrodzenie leśnego padoczku, odzyskując w ten sposób kilkaset metrów taśmy do pastucha elektrycznego. Jak tylko kasa przyjdzie - kupujemy dodatkowe izolatorki, jeszcze trochę taśmy, elektryzator i resztę potrzebnych rzeczy - i grodzimy Wielki Padok prądem, co by konie mogły tam jak najszybciej przejść. A także udało mi się pokończyć parę innych projektów, z których część dość długo czekała na swoją kolej...

No i na koniec pytanie: co można zrobić z jeżyn, oprócz galaretki, soku czy ciasta? Wino się uda..?

35 komentarzy:

  1. Jak ktoś zatrudnia znajomych w prywatnej firmie, to nic mi do tego. Ale jak w państwowej - no, to już gorzej. W państwowych firmach powinni być zatrudniani ludzie kompetentni - a czy z "plecami" czy z "łapanki", to już nieważne. Jasne, że trzeba poświęcić czas i może nawet fundusze, żeby tych "z ulicy" ocenić właściwie; niemniej jeśli komuś zależy na tym, by jego przedsiębiorstwo funkcjonowało jak należy, to będzie chciał u siebie najlepszych, niekoniecznie zaś - znajomych. A jak komuś nie zależy, bo chce się tylko nachapać i spadać potem na "złotych spadochronie" na emeryturkę, to i olewa, kto pracuje. Na to się nie godzę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naiwnie zakładasz, że możliwa jest obiektywna ocena kompetencji. Próba dokonania takiej oceny z całą pewnością zajmuje czas i kosztuje pieniądze - ale czy naprawdę przynosi jakiś rezultat? To by dopiero trzeba było udowodnić...

      Tymczasem zatrudniając krewnych/osoby z polecenia - przynajmniej podejmuje się decyzję szybko i bezkosztowo!

      Moim zdaniem, optymalnym rozwiązaniem tego kryzysu jest oddać cały ten Elwarr panu Śmietanko - choćby i za darmo! Wiemy już bowiem, że pod jego kierownictwem, firma ma zysk. Teraz pewnie straci pracę. Czy firma dalej będzie zyskowna, czy też trzeba będzie do niej dokładać? A, to się dopiero zobaczy...

      Usuń
    2. Widać, że nie prowadziłeś własnej firmy. Jak będziesz miał własną, to daj znać, czy naprawdę znajomi wydadzą Ci się sensowniejszymi pracownikami. :)

      Usuń
    3. Kira, a Ty zatrudniasz ludzi z ulicy?

      Usuń
    4. Arturze, gdyby mi zależało na tym, żeby przetrwać, to zatrudniłabym może znajomych, ale tylko takich, co chcieliby i umieli pracować na danym stanowisku. Żeby było jasne - nie chodzi mi o to, żeby zatrudniać pierwszego lepszego, tylko żeby ta osoba nie przynosiła firmie strat (no chyba że jest to prywatna firma i że właścicielowi wisi, czy ma zysk czy straty).

      Usuń
  2. Aaaa... Alternaria atakuje nasz tytoń! Brzydki grzybek, niedobry... Jakieś pomysły na tanie i skuteczne zwalczanie..?

    Lepsza Połowa, jak się wypogodzi, bo właśnie teraz zaczęło padać (jak już podlałem ogródek...) - zrobi wywar ze skrzypu z mydłem potasowym. Podobno można też kupić "ekologiczny" preparat na bazie siarki. Ale może ktoś już te brunatne kropki skutecznie zwalczył czym innym?

    OdpowiedzUsuń
  3. Ocena w miare _sensowna_ kompetencji jest jak najbardziej mozliwa.
    Oczywiscie najwyrazniej nie w Polsce, ale sorry, widzialam to wiele razy - widzialam rowniez, jak spieprzyc proces zatrudniania, interview - wszystko.

    To nie jest jakies hokus-pokus niewyobrazalne, niemozliwe, obietywne absolutne nie do osiagniecia cholera wie co.

    To, ze cos funkcjonuje jak funkcjonuje (a w Polsce w istocie tak jak opisales) nie znaczy, ze tak powinno byc i ze ludzie powinni sie na to godzic. Zatrudnianie po znajomosci a nie po kompetencjach prowadzi predzej czy pozniej do ruiny firmy i biednienia podatnikow - jesli odbywa sie to na wieksza skale.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, chiński cesarz przez dobre półtora tysiąca lat próbował zatrudniać swoich urzędników nie "po znajomości", tylko "po kompetencji". I nawet mu się to czasem udawało. Czy jednak w czymkolwiek pomogło to Chinom, gdy pojawili się "długonosi barbarzyńcy"..?

      Usuń
    2. Poltora tysiaca lat to dosc dlugo podczas gdy IIIRP wali sie juz po dwoch dekadach.

      Piotr34

      Usuń
    3. Naprawdę się wali? Moim zdaniem obecna "afera" to nic innego, jak "podgotowka" do zastąpienia PSL-u Palikotem - i rozpoczęcia Kulturkampfu pod hasłami "tolerancji", "nowoczesności" i "europejskości", przeciw wszelkim "przeżytkom ciemnogrodu, zacofania i dulszczyzny". Który to Kulturkampf słodko zamaskuje zastąpienie (i tak fasadowej...) demokracji czymś "nieco odporniejszym"...

      Oczywiście - mogę się mylić. Nawet chciałbym się mylić. Jednakowoż - jak patrzę w oczy Donalda Tuska na ekranie telewizora - to jakoś: mam wrażenie, że się nie mylę...

      Usuń
    4. Bedzie dokladnie tak jak Pan prognozuje-w ciagu najblizszych kilku lat nastapi w PL POZORNY reset systemu po ktorym zostanie wprowadzona nowa organizacja spoleczna-i NIE bedzie to zmiana na lepsze.Systen sie wali wiec oni "uciekaja do przodu"(czytaj przykrecaja szarakom srube).Tylko dlaczego Pan sadzi iz ow nowy system przetrwa dluzej i/lub bedzie wydajniejszy gospodarczo i politycznie od obecnego?-czyzby dlatego ze bedzie mozna w nim krasc i klamac tudziez uprawiac nepotyzm i korupcje oraz uwlaszczac sie juz w zywe oczy bez potrzeby mydlenia oczu masom?-i to niby ma stanowic o jego wyzszosci?-hmm,jakos historia pokazuje ze systemy oparte na nepotyzmie i korupcji nigdy nie wytrzymuja zbyt dlugo,SZCZEGOLNIE jesli maja konkurencje w postaci systemow w ktorych nepotyzmu i korupcji jest MNIEJ(a taka konkurencja i istnieje i istniec bedzie-chocby w Skandynawii,Szwajcarii,Kanadzie i paru innych krajach).Ujme to tak-przewidywana przez Pana zmiana w kierunku neofeudalnym NASTAPI ale ja w przeciwienstwie do Pana jakos nie moge znalezc tu powodow do radosci-moze oprocz tego iz juz obecnie widzac tylko owego neofeudalnego Molocha POCZATKI mozna powiedziec iz bedzie to twor poroniony:nieinnowacyjny,zbiurokratyzowany do granic absurdu,przezarty przez korupcje i bunty spoleczne i na szczescie szybko zdechnie.Nie my pierwsi zauwazylismy iz z konfrontacji socjalizm-kapitalizm zwyciesko wyszedl (neo)feudalizm ale zeby zaraz sadzic iz ow powstaly w INNYCH warunkach technologicznych i spolecznych twor jest lekiem na cale nasze obecne zlo to chyba jednak "drobna" PRZESADA-feudalizm mial swoje 5(a nawet i 15)minut w historii ludzkosci ale obecnie to PRZEZYTEK a panstwa ktore przyjma ow system szybko zostana w tyle i zostana POZARTE w gepolitycznej grze-nie warto wiec ow system wspierac ani tez popadac w FATALIZM jakoby jego nieuchronnego zwyciestwa(juz komunisci tez byli pewni zwyciestwa socjalizmu i widze ze obecnie wielu popelnia ten sam blad w odniesieniu do (neo)feudalizmu).Zreszta ja juz kiedys u Boboli napisalem-taki los czeka glownie peryferie obecnej UE(czyli poludnie i wschod-wliczajac Polske)-zachodnioeuropejski "rdzen" nigdy(w przewidywalnej perspektywie)nie podzieli tego losu(takie zamordyzmy to sa "dobre" dla wschodnioeuropejskich "podludzi" czy "nierobow" z poludnia ale nie dla germanskich czy anglosaskich "nadludzi"-tak to widza miedzynarodowe centra decyzyjne i tak to wlasnie sie rozwinie).

      Piotr34

      Usuń
    5. P.S.Pracowalem pare lat w HR i wedlug mnie dobranie wzglednie kompetentnej zalogi jest trudne ale mozliwe-tylko wlasnie szefostwo NIE moze sie wtracac w proces rekrutacji oraz SZCZEGOLNIE oceniania okresowego pracownikow.Pracujac w UK widze ze choc i tu zdarza sie OCZYWISCIE kolesiostwo i nepotyzm to tzw.plecaki stanowia moze z 5% zalogi(i ze wzgledu na dosc scisly rodzial kompetencji za duzo nie moga zaszkodzic)podczas gdy w PL plecaki stanowia 50% zalogi i robia co chca.Nie wynika to jednak z niemoznosci zebrania odpowiedniej zalogi tylko z faktu iz wiekoszosc polskich szefow ZDECYDOWANIE przedklada uklady rodzinne i przyjacielskie nad kompetencje a dzial HR robi za "wewnetrzna tajna policje" zamiast zajmowac sie ORGANIZACJA pracy-potem sie dziwia iz mimo ze placa 4 razy mniej niz na Zachodzie to z owym Zachodem konkurowac nie moga nawet i cenowo(a co dopiero mowic o jakosci).Wlasnie nepotyzm i kolesiostwo to przyczyna niskiej efektywnosci polskich firm-nie przestarzale maszyny(bo wcale nie jest tak zle)tylko wlasnie ZLA organizacja pracy najczesciej wynikajaca z braku kompetencji kluczowych pracownikow zatrudnianych i ocenianych po znajomosci.

      Ja w ogole sie dziwie iz Pan rozwazajac recepty na organizacje spoleczenstwa skupia sie TYLKO na ciemnych stronach ludzkiej natury-mamy w naszej naturze agresje i nepotyzm ale mamy takze altruizm i kooperacje-co zdobedzie przewage to wyniknie w duzmym stopniu z pewnych warunkow brzegowych oraz "atraktorow" jakie wbudujemy w dana kulture,jej prawo czy religie(w koncu ZSSR a taka wezmy Kanada to jednak KOMPLETNIE rozne swiaty ktore "stworzyly" kompletnie rozny typ mentalnosci mieszkajacych tam ludzi).

      Piotr34

      Usuń
    6. Panie Piotrze,

      Po pierwsze - jeśli piszę o spodziewanym Kulturkampfie - to nie w perspektywie lat, a miesięcy - i z neofeudalizmem ma to niewiele wspólnego. Kulturkampf jako rozprawa z Kościołem, rodziną i tradycją raczej dokładnie odwrotnie - ma służyć raz że zaciemnieniu sytuacji, co by ludzie nie zauważyli, co się dzieje, a dwa - przerobieniu ich na śledzie (bo nawet nie na bydło: bydło swój rozum ma, też żyje w stadach więc wytwarza i respektuje hierarchie naturalne...).

      Po drugie - jak wiele razy pisałem, takie zjawiska jak nepotyzm - są właśnie naturalne i występują w każdym ustroju i pod każdą szerokością geograficzną. Można albo z tym heroicznie walczyć (nie wiem tylko, po co?) - albo pogodzić się z faktem, że ojcowie kochają swoje dzieci - i wbudować ten naturalny odruch w system tak, żeby mu służył. Protestancka oschłość w tej sprawie absolutnie mnie nie przekonuje - i też NIC to nie ma wspólnego z żadnym "neofeudalizmem".

      Po trzecie - jak już mówimy o neofeudalizmie, to moim zdaniem, neofeudalizm byłby potencjalnie LEPSZĄ alternatywą wobec tego, co nas naprawdę może czekać. A może nas czekać RACZEJ Tyrania Doskonała (której w miarę przybliżonym obrazem jest obecna Korea Północna, acz nie bez zastrzeżeń, o których kiedyś osobno opowiem...).

      Po czwarte - sam Pan nie wierzy w to co Pan pisze o konkurencji. Że niby co? Szwajcaria nas podbije?

      Realną konkurencją to mogłyby być Chiny i Indie - ale z tego punktu widzenia taki pryszcz jak Polska nie ma najmniejszego znaczenia, więc nasze losy nie od nas będą zależały, tylko od sukcesu lub porażki (której zresztą, z całego serca im życzę...) naszych padrone z Berlina.

      Ewentalnie Trzeci Świat...

      Skądinąd - obawiam się jednak, że Tyrania Doskonała jest rozwiązaniem minimaksowym dla okresu "walki o ogień" i niedoboru energii. Będzie zatem ustrojem, do którego będą dążyły (w różnym tempie i w różnych formach, to prawda...) WSZYSTKIE reżimy panujące na całym globie. Wola ludności poddanej nic tu nie ma do rzeczy - bo po prostu nie da się pogodzić drastycznego spadku poziomu życia (do którego musi dojść w miarę jak coraz mniej zasobów pozostanie dla konsumpcji cywilnej) z jakimkolwiek "dopieszczaniem" poddanych. Kto zaś nie pójdzie na to - zginie, pożarty przez lepiej uzbrojonych i bardziej agresywnych (jakkolwiek nieinnowacyjnych...) sąsiadów...

      Usuń
    7. @Piotr34 i futrzak

      Oczywiście z Waszymi wnioskami trudno się nie zgodzić - lepiej mieć na danym stanowisku lepszych i bardziej spełniających kryteria niż gorszych. Jednak... W ludzkiej naturze jest maksymalizować korzyść swoją, swojej rodziny, grupy. Ojciec zatrudniający syna w posiadanej przez niego firmie daje mu szanse na przyzwoitą pensję (będąc sobą dodam, że zwiększając syna a więc i ojca szanse na sukces reprodukcyjny). Gdzie on (zwłaszcza jeśli nie jest wybitny) w Polsce znajdzie porównywalną pracę?

      Do tego warto uwzględnić taki czynnik, że osoba nie zatrudniająca kolegów/rodziny znajomych (zwłaszcza w państwowych firmach) może podpadać swoim zwierzchnikom, przez co w najlepszym razie nie zysk nowych kontraktów (skoro większość PKB przepływa przez budżet państwa, a nie święci fundusze rozdzielają, to jest to niezbyt rozsądna z punktu widzenia firmy polityka), w najgorszym wyleci się ze stanowiska a kto miał być zatrudniony i tak będzie... Chciałbym zauważyć, że osoby gospodarujące w Polsce nie żyją w towarzysko-politycznej próżni..

      Usuń
    8. Wojtku, a skoro już się objawiłeś - kojarzysz jakiś sposób na Alternarię..?

      Usuń
    9. Niestety nie słyszałem o żadnym "naturalnym" sposobie na tą roślinę...
      Takie coś tylko znalazłem w necie:

      Brown spot management should fit into the overall disease management program. The goal is to delay disease build-up. Rotation with another crop will allow time for the tobacco debris to decay therefore, leaving little or no food for the brown spot fungus. Stalk and root destruction helps prevent early infection by reducing availability of inoculum. Early infection means faster build-up and greater disease severity by the end of the season. High nematode levels also lead to increased brown spot damage. Therefore, nematodes should be controlled. Proper levels of potassium also should be available to the plant to insure vigorous growth. Infected leaves should be primed as soon as possible to reduce the number of spores available for pathogen spread. Proper plant spacing will decrease humidities around the plant, thus decreasing the incidence of brown spot. Efficient sucker control also aids in reducing losses. Excessive fertilization, especially with nitrogen, may lead to greater losses to brown spot and should be avoided. In areas with a history of severe brown spot, brown spot sensitive varieties should be avoided.

      Potem przeczytaj to:
      http://www.apsnet.org/publications/phytopathology/backissues/Documents/1977Abstracts/Phyto67_930.htm

      MOŻE opryskanie aktywnie napowietrzoną herbatką kompostową coś da... Prawdopodobnie jednak nie. jeśli to możliwe zainfekowane liście zebrać i spalić (nie w fajce), ograniczając dalszy rozwój...

      Usuń
    10. Tą herbatkę najlepiej w tym przypadku zrobić z kompostu bogatego w bakterie niż grzyby czyli takiego, którego wyjściowe składniki były bardziej bogate w azot np. koński czy krowi gnój.

      Usuń
    11. Czyli czeka nas auto da fe... Dobrze, że chociaż bezwietrznie się zrobiło!

      Ale poradzę się jeszcze w sklepie ogrodniczym. Jak szukałem w necie, to bynajmniej alternaria nie zaliczana jest do głównych szkodników tytoniu w Polsce - jakiś lokalny fenomen się nam wytworzył...

      Usuń
  4. się przypadkiem nie poobrażaj, ale jedno mam pytanie

    czy na tych CV dodałeś adres zwrotny, kontaktowy, mail czy nr tel.?

    bo ja widywałem CV inteligentów bez zwrotnych danych kontaktowych, albo z głupimi błędami, których znajomi i życzliwi nie zauważyli

    trzeba także dobierać wpisy w CV według ważności miejsca - np. do prowincjonalnej gazety trzeba nieźle obciąć doświadczenie, wykształcenie i CV - aby nikt lokalny nie bał sie, że będziesz chciał go wygryźć

    no i CV się lepiej wysyła, czy podaje raczej już po rozmowie osobistej z red.naczem czy inna szychą, a przynajmniej miłej pogawędce z panią Danka z sekretariatu

    to najlepiej

    a że studia w PL to dziwność - pisałem już nie raz

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aż sprawdziłem! Ale nie - w każdym CV są wszystkie możliwe dane kontaktowe, które z zasady powtarzam także w mailu, stanowiącym tzw. "list motywacyjny".

      Do prowincjonalnych gazet CV nie składam, bo takowych (które by prowadziły jakiś nabór publiczny) w okolicy nie ma.

      A z redaktorem czy inną szychą na ogół porozmawiać się nie da - wszystko co jest podane to mail...

      Skądinąd: mam nieodparte wrażenie, że tych moich CV, listów motywacyjnych, a też i tego bloga do którego podaję linki, gdy trzeba jakieś przykłady tekstów własnych podać - NIKT NAWET NIE PRÓBUJE CZYTAĆ. Skąd to wiem? Ano choćby stąd, że mi Analytics po wysłaniu 20 takich CV nie pokazuje żadnego wzrostu wejść o 20 (co najmniej...).

      Jest to zatem sztuka dla sztuki. I zdecydowanie coraz rzadziej chce mi się ją uprawiać...

      Usuń
    2. generalnie to jest wielki problem, dla Pani Sekretarki wydrukować CV przesłane mailem i podać dalej - no bo np. akurat pazury schną po lakierowaniu, albo Sylwia z produkcji przyszła akurat z katalogiem Avon

      jeśli dana gazeta rzeczywiście ogłasza nabór - i wysłać mailem trzeba, a potem szybko także pocztą polską - co by Pani Sekretarce żywot ułatwić

      od Pani Sekretarki w firmie duuuużo zależy, więc nawet osobiście złożyć papiery i zakomplementować ją nie zaszkodzi

      skąd wiem? ha, z pierwszej ręki :)

      Usuń
    3. E tam, na takie ogłoszenia przychodzą tysiące cv. Mogę sobie wyobrazić, że ich czytanie to zbędny trud - bo przecież 99,99% kompletnie się nie nadaje! Dlatego najrozsądniej jest od razu wyrzucić je do kosza - a do roboty przyjąć syna kolegi. Wychodzi znacznie oszczędniej. I absolutnie nie mam o to do nikogo pretensji...

      Usuń
    4. nie myśl przypadkiem, że namawiam cię do wysyłania CV pocztą, czy chodzenia osobiście - stracisz może czas i pieniądze i może się nikt nie odezwie - i będzie do mnie żal

      każdy przypadek jest inny - nie da się go załatwić bez bardzo dokładnego przemyślenia, a i tak nie ma gwarancji czy się delikwentowi pomoże znaleźć pracę takim gadaniem

      swoją drogą - ja sam swojego czasu autentycznie miałem okazję zostać na uczelni i wkręcić się w sitwę - ale wybrałem inaczej - to zbyt stabilna zabawa jak dla mnie - nie znalazłbym się na uczelni - wolałem iść w świat

      tak czy inaczej - znajomości to dobra rzecz

      Usuń
    5. No popatrz, a niektórzy twierdzą że nie...

      Usuń
    6. ...bo nie żyją w Polsce, a w jakiejś Nibylandii

      Usuń
    7. Bwahaaaa no jakbym przez 2 lata nie pracowala w redakcji wydawnictwa (produkujacego 4 miesieczniki) to bym sobie pomyslala jeszcze, ze faktycznie ktos ot-tak z ulicy, przesle se CV i zostanie zaproszony na rozmowe. Bwahaaaaa.

      Te wszystkie CV od razu ląduja w koszu i nikt ich nie sprawdza. Na rozmowe sie czlowiek dostaje z rekomendacji i tyle (tez sie tak dostalam). Znacznie lepsza metoda zamiast rozsylania glupiego CV jest pojsc na wódkę z kolesiem, ktory w takiej redakcji pracuje, zakumplowac sie z nim a potem czekac, kiedy przy zwolnionym miejscu szepnie red naczowi slowko ze "znam takiego jednego ktory...".

      A najlepiej to w ogole samemu znac red nacza. Ewentualnie wlasciciela.

      Usuń
    8. Szczera prawda. Nawet tekstów do publikacji w zasadzie nie przyjmują od byle kogo. Raz jeden mi się zdarzyło, że po prostu wysłałem tekst mailem - i poszedł, rozpoczynając zresztą długoletnią współpracę (do "Końskiego Targu"). Potem, po prawdzie już przez znajomości załatwiłem sobie raz publikację w "Świecie Koni", ale wygląda na to, że dalej jestem dla tzw. "mainstreamu" końskiej prasy trędowaty - inna sprawa, że i "Świat Koni" i "Koń Polski" mają trudnych charakterem naczelnych, a ja też gołąbkiem pokoju nie jestem - przez co rozstałem się z "Mówią Wieki" i wygląda na to, że pan redaktor dr Kowalczyk dalej mi nie przebaczył, choć to już ładnych parę lat temu było...

      Natomiast generalnie to w sektorze prasy papierowej bryndza panuje - poza takimi właśnie, specjalistycznymi tytułami, czytelnictwo regularnie spada, to i spadają zarobki i liczba etatów i jasne, że nie ma tam czego szukać. Dlatego ostatnio, jeśli w ogóle, to interesowałem się raczej portalami internetowymi,w końcu tam też, wbrew pozorom muszą pracować także ludzie, nie tylko automaty (choć, jak patrzę na Onet...). Zawsze byłem dobry w selekcji informacji. Tylko co z tego..?

      Usuń
  5. @Daimyo:
    "Oczywiście z Waszymi wnioskami trudno się nie zgodzić - lepiej mieć na danym stanowisku lepszych i bardziej spełniających kryteria niż gorszych. Jednak... W ludzkiej naturze jest maksymalizować korzyść swoją, swojej rodziny, grupy. Ojciec zatrudniający syna w posiadanej przez niego firmie daje mu szanse na przyzwoitą pensję (będąc sobą dodam, że zwiększając syna a więc i ojca szanse na sukces reprodukcyjny). Gdzie on (zwłaszcza jeśli nie jest wybitny) w Polsce znajdzie porównywalną pracę?"

    Ale trzeba odrozniac dwie rzeczy. Czym innym jest rodzinny biznes, gdzie syn czy corka od najmlodszych lat przygladaja sie, na czym to polega, pracuja, ucza sie, stopniowo wchodza do firmy. Tacy ludzie maja lepsze kompetencje od wzietych z ulicy wlasnie ze wzgledu na praktyke i na polaczenia rodzinne - jak zawala i firma sie wylozy, to cala rodzina nie bedzie miala co do gara wlozyc.

    NATOMIAST. Zupelnie czym innym jest firma panstwowa albo wielka korpo, w ktorej sie zatrudnia na podstawie TYLKO znajomosci, bez weryfikowania kwalifikacji. Tutaj board members maja centralnie w dupie, co sie z firma stanie za np. rok, bo jak padnie, to oni i tak dostana "zloty parasol" i przeniosa sie do innej. Zaplaca podatnicy (tak jak placili za bailouty nwet "prywatnych" tak zwanych firm typu GM czy Chrysler albo wieksze banki).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zauważ, że pomiędzy "w pełni obiektywnym i profesjonalnym wyborem kadr", a "brakiem zainteresowania kwalifikacjami podwładnych" mieści się naprawdę wiele odcieni szarości!

      W rzeczywistości, kandydaci do pracy dzielą się na takich:
      - których szefostwo MUSI przyjąć, bo od tego zależy utrzymanie własnego stołka/zawarcie kontraktu/wygranie wyborów, itd., itp. - takim daje się jakieś synekury, których nigdy nie brak w wielkiej firmie,
      - których szefostwo MOŻE przyjąć (bo polecał ktoś godny zaufania) - z takimi się rozmawia i jeśli się nadają: przyjmuje.

      Usuń
    2. @Jacek:
      ale ja to wiem. Tj. jak to funkcjonuje w Polsce nie mam zludzen.
      Zacznijmy od tego, ze nie ma "w pelni obiektywnego" wyboru kadr, a kazdy, kto przeprowadza interview, jest tylko czlowiekiem. I to akurat wystepuje wszedzie. Nawet teoretycznie rzecz biorac obiektywna metodologia naukowa taka nie jest, bo wykonuja ja ludzie :)

      Jednakze, jesli przeprowadzajacy interview zna sie mniej wiecej na wlasnej pracy oraz ma troche oleju w glowie, bedzie w stanie wybrac tych, ktorzy z jakims tam prawdopodobienstwem prace wykonaja.
      Pracujac jako technical recruiter (na zlecenie) w Dolinie Krzemowej nigdy bym nie zarobila na chleb, gdybym nie znalazla ludzi wykwalifikowanych - bo moja pensja to byl procent od ich stawki godzinowej placonej przez pracodawce...(tez pracowali na zlecenie).
      Tu nie bylo sciem bo byc nie moglo.

      Sposob zatrudniania zalezy od maaasy rzeczy. Generalnie jednak najwazniejsza determinanta jest to, czy mamy do czynienia z rynkiem pracy czy pracodawcy.
      Jesli pracy malo a aplikujacych na jedna pozycje idzie w setki, wtedy wiadomo, ze wysylanie CV zadnego sensu nie ma i trzeba miec naprawde dobre koneksje.

      Jesli pracownikow kwalifikowanych brak, to wtedy (byl taki dowcip w Silly Valley w zlotych latach) "zatrudnia i psa z ulicy, byle szczekał w C" ( C to taki kompilowalny jezyk programowania niskiego poziomu, w nim sie pisze np. systemy operacyjne). I tak bylo - ja mialam szczescie i zatrudniono mnie w zawodzie, ktorego nigdy nie wykonywalam i na dodatek wtedy jeszcze kiepsko bardzo mowilam po angielsku. Ale lapali wtedy wszystkich z ulicy, byle mieli cos wspolnego z dzialka w ktorej zatrudniaja...

      W Polsce niestety teraz jest rynek pracodawcy. Pracy malo, ludzi duzo, stawki gowniane i tyle.
      Chociaz nie... jest jeszcze jedna rzecz: koneksje chyba biora gore nad kwalifikacjami. W USA owszem (przynajmniej w mojej branzy) musisz miec koneksje zeby dostac sie na interview, ale umowa jest zawsze jasna: ja ci zalatwie interview, ale DALEJ musisz sobie radzic sam/a. Czyli, to nic jeszcze nie gwarantuje, bo sprawdzaja kwalifikacje. Padniesz na interview, nie spodobasz sie - pracy niet. A w Polsce nepotyzm pelna geba, ktory poza przykladem podanym przeze mnie powyzej przynosi niestety same szkody. Pozatrudniaja takich pociotkow-matolkow a pozniej rzeczywistosc firmowa przypomina Paragraf-22...
      Jezeli to jest duza firma, to zawsze bedzie niklu procent ludzi, ktorzy swoja robote robia, dorzucaja im wiecej i wiecej, w koncu nie wyrabiaja i sie zwalniaja. Albo zatrudnia sie za ciezkie pieniadze konsultantow, ktorzy robote zrobia, a potem kontrakt im sie konczy i ida gdzie indziej.

      cudow nie ma...

      Usuń
    3. Aaaa i jeszcze jedno o czym zapomnialam: w USA jak pracowalam przez te kilkanascie lat pytanie do szefa "co mam zrobic i na kiedy, za co jestem odpowiedzialna, jakie mam goals" - to bylo jak najbardziej normalne pytanie. PROFESJONALNE.
      W Polsce (z tego co sama doswiadczylam oraz na podstawie relacji znajomych) - jest to pytanie wprawiajace w poploch szefow i nie odbierane jako postawa roszczeniowa i bedace powodem do zwolnienia.
      TEGO musze przyznac nie rozumiem zupelnie. Jak mam zrobic swoja robote za ktora mi placa jesli NIE WIEM CO mam zrobic i NA KIEDY???
      Ja tak nie potrafie pracowac...

      Usuń
    4. Wiesz, o konsultantach, osobliwie Ernst&Young to ja może osobno napiszę kiedyś..? W każdym razie mniemanie, iż konsultanci "wykonują jakąś robotę" - cóż - postawię pod duuuużym znakiem zapytania...

      Usuń
    5. Jacek:
      zalezy w jakiej branzy. W wypadku tego co powyzej nie wiem, moge sie domyslac. W realiach duzej corpo gdzie trzeba np. dorobic interfejs do istniejacej aplikacji, przeprojektowac schemat bazy danych albo napisac algorytmy do czegos konkretnego - otoz w takim wypadku konsultanci ROBIA. Z prostego powodu - program albo jest, albo go nie ma. Albo dziala i sie instaluje i ma relatywnie niewielka liczbe bugow, albo nie.
      Taka robote jest latwo (relatywnie w porownaniu z reszta) zweryfikowac i sprawdzic.

      W kazdym razie chodzilo mi o to, ze nie raz widzialam akcje pod tytulem trzech na etacie zatrudnionych nie potrafi sie wywizac ze swoich obowiazkow a szefostwo zamiast ich wywalic to zatrudnia na kontrakt zewnetrzna firme (takiego konsultanta), ktory w miesiac robi co tamci mieli w trzy, bierze kase i znika.

      Usuń
  6. Dlatego mam pewne, a nawet wielkie obawy, że jak już się wezmę do szukania nowej pracy to popadnę w depresję totalną. Pleców brak, wiek chrystusowy, od studiów parę lat minęło, wiedza "ulata"...Pomijając ten fakt to chyba wolałabym kozy doić i sery warzyć....Mgr inż...hahaha....Po co mi to było..?
    Co do jeżyn- na świeżo dobry jest też koktail z mlekiem, kefirem. Chociaż pewnie też się szybko przeje...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mleko jest u nas ostatnio towarem deficytowym - ja trochę do kawy używam, resztę wychłeptują koćkodany.

      Już im zapowiedzieliśmy, że jeśli chcą dalej zwiększać konsumpcję - to muszą we własnym zakresie zorganizować krowę...

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...