wtorek, 5 czerwca 2012

Wishful – thinking, czyli lekko na rozgrzewkę

Wypiłem dwie kawy rano, ale mój rozleniwiony ciut dłuższym niż zwykle snem (padłem wczoraj nie wiedzieć czemu jak kawka, zaraz po publikacji poprzedniego wpisu) umysł nie chce się obudzić. Korzystając z przerwy w pieleniu (na wysłanie do Redakcji zdjęć koników wynalezionych w sieci przez Lepszą Połowę), opublikuję wreszcie tekst, którego Blogger czemuś nie chciał mi przepuścić kilka godzin temu. Proponuję Państwu zabawę!

Szczególnie, że drętwo tu jakoś ostatnio. Nie wiem..? Straciłem wenę i wyczucie proporcji? Czujecie się Państwo obrażeni? Ubyło mi przez noc jednego obserwatora (Riannon? Czy też niesłusznie kojarzę – bo naprawdę nie pamiętam, byłaś w tym panelu, czy nie..?). Nie rozumiem tego – i pewnie ze śpiącym umysłem nie zrozumiem: mam wrażenie, że staram się jak mogę, dawno nie uprawiałem ani „historycznej anegdotyki“, jak w „Pigmalionie…“, ani satyry – jak ostatnio. Tymczasem ani po komentarzach, ani po ruchu raportowanym przez Bloggera – ani widać, żeby to Państwa cokolwiek zainteresowało. Nawet wszystkie te piękne maszyny prezentowane kilka postów niżej, bardzo umiarkowane i nieliczne wzbudziły zachwyty.

Najczęściej czytanym tekstem maja było tłumaczenie referatu o indyjskich przesądach. Którego dwie redakcje nie chciały opublikować, bo był ich zdaniem – słaby i mało interesujący! Kryzys znakiem tego, kryzys…

Żeby się jakoś od tych niewesołych rozmyślań oderwać (wczoraj było i tak gorzej… ale przecież dawno pisałem, że w poniedziałki zwykle mam deprechę, a d…a tęskni do bata…), proponuję abyście Państwo – czy to w komentarzach, czy też na własnych blogach, jak kto woli – pobawili się w odwrotność ostatnio tak przez kolegę Oszczędzającego analizowanego minimalizmu – i zapodali, czego byście chcieli od św. Mikołaja (gdyby istniał…)?

Piszemy tylko o marzeniach materialnych i konkretnych. „Pokój na świecie“ i temu podobne – może zostawmy na inną okazję. Także „gdybologię“ w sensie alternatywnego przebiegu takich czy innych zdarzeń ogólnych lub z własnego życiorysu (a nie powiem, nie powiem – tak sobie pieląc i myśląc i takim czasem oddaję się rozważaniom – nieodmiennie jednak dochodzę do wniosku, że łatwo bym mógł być o wiele bogatszy, gdybym w przeszłości uniknął kilku błędów – ale na pewno – kosztem życiowego doświadczenia… i pewnie byśmy się nie znali: bo z biedy zacząłem blogować na serio – kiedy mi Apple konto na Mac.com wraz z dawną stroną, za niepłacenie rachunków wyłączył…). Chodzi o marzenia, a raczej „marzonka“, takie malutkie, przyziemne, materialistyczne, trywialne, drobnomieszczańskie i konsumpcjonistyczne…

Dla przykładu:
1.    Najbardziej bym chciał spłacić długi. Co jednakowoż chwilowo jest absolutnie nierealne. Koncentruję się tedy na tym, żeby przynajmniej – móc zapłacić za prąd (jak raz wczoraj dostrzegłem, pieląc, pana spisującego licznik  - znakiem czego, zaraz przyjdzie faktura…) oraz spłacić inne bieżące rachunki (KRUS, telefony…). A jeśli na skutek obecnych deszczów urośnie nam choć trochę trawy – przyjdzie zapłacić za sianakosy… Stąd gorączkowa ostatnio pisanina – bo się jakoś inne działania zarobkowe przyblokowały i stoją w miejscu (Państwu się te teksty trafiają niejako „przy okazji“ – raz, że „Ncz!“, jak do tej pory przynajmniej, zdawał się nic nie mieć przeciwko takim równoległym publikacjom – trudno to wyczuć, bo kontaktu z tą akurat redakcją, jak się już nie raz skarżyłem, nie mam właściwie żadnego – a dwa: czasem się coś urodzi przy okazji lub wyniknie z blogowej dyskusji – szkoda więc z tego źródła inspiracji rezygnować…).

2.    Oprócz tego, mamy całą hierarchię czysto użytkowych braków do zapełnienia, wynikających z doświadczenia (w tym na przykład – ostatniego doświadczenia przerabiania w pośpiechu raptem kilku kilogramów mięsa… co okazało się dość skomplikowane w naszych warunkach!) w kolejności:
-    piekarnik elektryczny,
-    nowa, większa lodówka (stara – ze szwedzkiego wysypiska, na Ursynowie była ongiś firma takowy sprzęt w bardzo przystępnych cenach oferująca – nie dość że za mała jak na wieś – to regularnie sama się rozmraża…),
-    nowa szafa (stara szafa z Ikei, która już drugą przeprowadzkę przeżyła, lada godzina się rozsypie…),
-    nowe składane łóżko (rumuński wyrób łóżkopodobny, też z Ikei, wymaga spawania średnio raz na trzy miesiące – konstrukcja ramy źle pomyślana i z kiepskiego materiału…),
-    nowy używany komputer (jakoś sobie poradziłem z buntami naszej starej maszyny – po prostu jej nie wyłączam jeśli absolutnie nie muszę! – ale to też długo nie potrwa…).

3.    No i wreszcie, bobrując ostatnio po Allegro i okolicach, znalazłem mnóstwo rzeczy które na dzień dzisiejszy nie są nam absolutnie niezbędne do przeżycia, ale zapewne mogłyby się przydać na przyszłość. Jak mianowicie:
-    całą masę roślinek nadających się do wsadzenia w naszym ogródku,
-    maszynkę do mięsa z przystawką do nabijania kiełbas (stary mikser wyzionął ducha przy przerabianiu ostatniej wieprzowiny na pasztet…),
-    mały destylator,
-    ręczną prasę do tłoczenia oleju,
-    egzemplarz broni czarnoprochowej długiej (nie będę tłumaczył dlaczego długiej, zamiast o wiele popularniejszego rewolweru – po prostu: taka bardziej mi się podoba i już…).



Oczywiście – nie od rzeczy byłby też większy metraż jak nie dla nas, to dla naszych koni – ale o tym, przed spłaceniem długów (co chwilowo jest absolutnie nierealne), nawet i myśleć nie chcę.

Tak się zmotywowawszy (he, he…) – idę pielić dalej drugą połowę nie obsianej połowy „ogródka na miarę naszych możliwości“. Może, pieląc, wymyślę jakiś tekst, który da się sprzedać..?

27 komentarzy:

  1. Ech... ale ś Szan Pan wymyślił.
    No dobrze. Mnie się marzy chata na wsi. Nic rozpustnego. 2 pokoje+łazienka+kuchnia+coś tam w rodzaju spiżarni. Ze 3 hektary żebym miała po czym ganiać. Jakieś zabudowania do tego. Trońkę zapasu na koncie. I normalnych sąsiadów w okolicy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz... 3 ha po sąsiedzku to się akurat znajdą...

      Usuń
    2. Jassssne i pewnie za free :/
      Jak się dorobię to nie omieszkam się zgłosić. Towarzystwo zacne. Będę robić za banana? :D

      Usuń
  2. Nie, no ja się troszkę- mimo zaangażowania laktacyjno- domowego udzielam....;)
    Spłodziłam dziś dwa teksty u siebie, ale temat mikołajowy jak najbardziej mnie porwał wiec obiecuję solennie- jutro go popełnię na swoim blogu. Pewnie parę tematów okaże się zbieżnych...choćby długi i sprzęty różnorakie....

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak, a propos broni czarnoprochowej, zapewne w celu straszenia złodziei i leśnych i ludzkich, Jacku, sprawcie sobie dobrego psa. Stwierdzam po kilku latach wsio-wania, że to najlepszy obrońca włości wobec zakusów i zwierząt i tutejszych. Wystarczy, że jest i że nie mieszka w buidzie, a wdomu i pojawia się na dworze w nieprzewidywalnych porach dnia i nocy... Nam sprawdza się wilczur, i do pasienia trzody i do obrony kur przed ptaszyskami drapieżnymi i przed ciekawskimi złodziejskimi tutejszymi też. To rasa, która budzi respekt, a jednocześnie nie jest tak straszna i nie-wiejska, jak amstaf czy dog-morderca. Przemyślcie to. Wydatek naprawdę się zwróci w bliskim czasie. I słupków nikt wam nie wykopie bez pytania. i za koniem pobiegnie i go zagoni, gdzie trzeba.
    Co do posiania na polu po-kartoflowym to może dynia, cukinia - jeśli chce się wam przetworów na zimę porobić, bo nie wiem czy konie to jedzą, u mnie kozy sobie chwalą i drób również, no, też kukurydza jadalna, dla własnych zapasów. Fasola, groch itp.
    Pozdrawiam, ES

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co poradzić, jak ja po prostu wolę koty..? Zresztą, już Sylwestra w naszym łóżku sprawia, że ciasno - a jak sobie wyobrażę wilczura (przecież nie będzie spał gdzie indziej! Podobnoż właściciele psów dzielą się na takich, którzy śpią ze swoimi pupilami - i takich, którzy się do tego nie przyznają...) - to wygląda na to, że przynajmniej jedno z nas śpi na podłodze...

      Dynia, cukinia, fasola i groch dobrze rosną w ogródku. Jak na razie w rankingu kandydatów na miejscówkę na pustyni przewodzi szpinak, łubin, saradela, gorczyca, może słoneczniki..?

      Tyle, że targowisko w Warce zlikwidowali! Bo "Euro 2012" i Chorwaci - i jest tam teraz parking...

      Usuń
    2. @ Kresowa zagroda. :DDD Dawno się tak nie uśmiałam czytając o dogach-mordercach. Proponuję poczytać charakterystykę rasy. Poza tym dogi to kanapowce i naprawdę nasz Bossski :D w łóżku już by się nie zmieścił.
      Wystarczy pojechać na najblizszą giełdę lub do schronu. Kupka nieszczęscia na pewno odwdzięczy się :)

      Usuń
    3. Ludko, wiem co mówię. Taki kanapowiec u mnie na wsi o mało mi czempiona kozła nie zagryzł, sprawnie i fachowo go zaganiając ku temu i szykując do skoku na szyjkę, żeby przegryźć.
      Jeśli jesteś przekonana o łagodności tych psów, to gratuluję życia poza przyrodą inną niż kwiatki doniczkowe. Pozdrawiam, ES

      Usuń
    4. Masz rację. Miałam do czynienia z championami. Wystawowymi. Z właściwa psychiką.

      Usuń
    5. Właściwie wytrzebioną psychiką chyba... ;-) Trzeba było patrzeć, jak się w kanapowym dogu lew odzywa, starym i wykastrowanym! A jego pani tylko popiskiwała bezradnie. Szczęściem mój wkurw był większy od wszystkiego innego i pies właściwie zbaraniał w ostatniej dosłownie chwili.
      Z kolei znajomy wielbiciel amstafów ma na wsi z nimi same problemy. Te rozkoszne ladys, z miasta rodem, z którymi śpi i rozpieszcza na każdym kroku wybiły mu część stada kur oraz nieco kur sąsiadów, za co wybulił sporo kasy w ramach odszkodowania. Notorycznie jednak nie używa smyczy, gdy chodzi z nimi po wsi i do lasu. Bo one tak się cieszą przecież...
      Jacku, spanie z psem bardzo niehigieniczne jest, zwłaszcza, gdy ów pies na wsi mieszka.
      Pozdrawiam, ES

      Usuń
  4. Mi się marzy 1000ha ziemi i adekwatna ilość maszyn i chłopów by to obrabiać (drzewka sadzić i krowy wypasać). Do tego z 2-3 piękne, oddane i kochające żony (jedna Azjatka, jedna Murzynka i jedna naturalnie ruda). Samo gospodarstwo musiało by być stosunkowo niedaleko dużego miasta, by było dam dojo aikido...

    Obserwatora rzeczywiście ubyło - znam ten ból, to jak policzek w twarz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To mało drobnomieszczańskie jest...

      Usuń
    2. Jakby nie było w 1/16 wielkim hrabią jestem! Więc i drobnomieszczańskie marzenia są mi obce...

      Usuń
  5. A tak w ogóle, to pamiętam, że mam Twoje pozwolenie na umieszczanie Twoich artykułów na eioba. Kilka zamieszczę (z linkami i info, że to Twoje) więc Ci powinno trochę nowej krwi napłynąć... Prawdopodobnie się trochę zbyt sielsko tu zrobiło, bo wszyscy tu się tak kulturalnie w dzióbek cmokamy...

    OdpowiedzUsuń
  6. ha, nie tak dawno pisalam o marzeniu wlasnym. Znalec normalnego inwestora albo wygrac w loterie tak z poltora miliona dolarow, poczem kupic za te (no, za nizsze ale to sie da) jedno pietro albo malutka stara kamienice w Buenos. I zabrac sie za jej remont. Zrobic ja porzadnie jak na tutejsze standardy (tj. rury ktore nie ciekna i cala reszta trzymajaca pion, nie gibajaca sie, nie cieknaca etc.), sprzedac, zabrac sie za nastepne. Po jakims czasie z zysku kupic wlasna ruinke, odremontowac, odnajac pare mieszkan i z tego zyc :)
    A moze z zyskow kupic kampera i sobie popodrozowac po calej Ameryce...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie to wcale nie brzmi tak nierealistycznie! Nie musisz przecież zaczynać od wielkiej kamienicy przy głównej alei - a, z czasem..?

      Usuń
    2. no, brzmi realistycznie jak znajde kogo z kasa. Bo kilkadziesiat tysiecy dolarow is not enough. Kamienice sie zaczynaja od kilkuset. A tu kredytu niet. Zreszta nawet jakby byl to nie.

      Usuń
  7. Znaczy nawet glupi apt z 2 bed to jest po stowke. Chyba ze sie CFK wylozy i peso zdewaluuje, ale to palcem na wodzie pisane.

    OdpowiedzUsuń
  8. moje marzenie materialne, hmmm, wypić sobie trochę dobrej gorzały - ale niestety nie idzie, bo mi to w treningu przeszkadza

    nie da się zjeść ciastka i mieć ciastko

    OdpowiedzUsuń
  9. aha, a czy zamiast czarnoprochówki nie lepiej kupić w miarę dobrej wiatrówki z gwintowaną lufą i wymienić jej sprężynę na "nielegala"?

    niedawno sprzedałem swoją kolesiowi na wieś, który właśnie to zrobił

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najlepiej to nabyc porzadnego kałacha (sa lepsze od, i nawet uzywalam ale kalach nie do zarzniecia i amo nie jest az tak drogie) - tylko trzeba uwazac kogo sie z tego zastrzeli. A jak juz sie zastrzeli, to usunac slady :)

      wiatrowka z gwintowana lufa ma celnosc jak pijany majtek podczas sztormu. Wszystko co ma lepsze parametry w Polszy nielegalne. Nawet normalnego karabinka snajperskiego do polowania na zwierzyne miec nie mozna bez 10 lat starania sie o pozwolenia :(
      To juz chyba szybciej sie czlek nauczy strzelac z profesjonalnej kuszy...

      Usuń
    2. Kusza też nielegalna!

      Usuń
    3. Jezus, Maria, ludzie - skąd w Was tyle krwiożerczości? Kałach? Przerobiona na "nielegała" wiatrówka? Kusza? Raz - że to prosta droga do kryminału (a już się nieraz przekonałem, że tego bloga różni tacy służbowo czytają...). Dwa - po co mi to?

      Do samoobrony najzupełniej wystarczy mi siekiera. Całkowicie legalna. Gdybym zauważył złodziei słupków, to przy pomocy siekiery całkiem spokojnie bym sobie z nimi poradził. Kałach nic tu mi nie dodaje, bo nie w tym problem, żeby złodziei sterroryzować czy zastrzelić - tylko, żeby ich uprzedzić lub znaleźć!

      A o czarnoprochowcu i raczej długim to pomyślałem jak kilka dni temu bezczelny do granic możliwości koziołek podszedł sobie pod chatkę - i w najlepsze skubał listki z drzewek, wcale się nami nie przejmując. Chodzi o to, żeby było duuużo huku i dymu... Bo w to, że zrobię takiemu krzywdę, to - prawdę pisząc - sam nie wierzę: musiałby to być nieprawdopodobny zupełnie przypadek...

      Usuń
  10. Wygląda na to, zwłaszcza jak patrzę po blogu koleżanki Tupai (w zestawieniu z tym, co powyżej Daimyo i Futrzak napisali) - że skapcniałem. Bo moje marzenia są zdecydowanie najskromniejsze! Wszystko by się w głupich 100 tysiącach złotych zmieściło - i jeszcze by fura kasy została...

    Panie Eugeniuszu - gdzie Pan jest, że nie sposób się do Pana dodzwonić? Dalej w Rosji? Bo chyba dobrze idzie, niech Pan zajrzy na maila...

    To, przepraszam, prywata, nie było okazji się chwalić, ale blog mi się przysłużył jakiś czas temu - obecnego Właściciela w ten sposób poznałem.

    OdpowiedzUsuń
  11. Ło_matko. Idę wymyślać, czego to ja kcem od Mikołaja. Świętego Mikołaja.
    A Ty deprechę pogoń. Dobrze się Ciebie czyta i zawsze można dowiedzieć się czegoś nowego. Nie muszę się zawsze z Tobą zgadzać, ale czytać lubię :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Mały domek z ogródkiem (nie na kredyt, oczywiście) i taki dochód, żeby się pracą nie przemęczać i móc spokojnie zajmować się dziećmi i rozwijać różne przyjemne hobby. Chcę nauczyć się patchworku, malowania na jedwabiu, frywolitek, itp. a czasu nie mam nawet na hobby już opanowane.

    Justyna

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...