wtorek, 19 czerwca 2012

W oparach paranoi

Wystarczyło, że wskazałem na oczywiste niedbalstwo naszego ulubionego „seryjnego samobójcy“, który w dwóch ostatnich przypadkach wbrew psychologicznemu prawdopodobieństwu nie zadbał chociażby o pozostawienie pośmiertnych oświadczeń (nie mógł tego zrobić..?) – a już zostałem przez (i tak mnie zawsze wkurzających swoim naiwnym optymizmem i dosłownym pojmowaniem merdialnej rzeczywistości…) zapalonych demokratów, zwanych także popularnie „lemingami“ zaliczony do grona paranoików.

No bo czy ktoś inny poza paranoikiem może podawać w wątpliwość tak oczywiste w serwisach TVN, TVP i Polsatu prawdy jak to, że władzę w Polsce sprawuje ten, kto dzierży pokazywane w merdiach urzędy, czyli na ten przykład – Pierwszy Piłkarzyk III RP (nota bene: trenera przegranej reprezentacji odwołują – a co z padrone całego tego bajzlu?), że kiedy politycy poruszają ustami w rytm migotań promptera, to mówią prawdę, całą prawdę i tylko prawdę, a tak w ogóle – to mamy solidne, demokratyczne państwo prawa realizujące zasady sprawiedliwości społecznej – jak ci się coś chłopie nie podoba, to weź załóż własną partię i przekonuj wyborców albo idź do niezawisłego sądu – przecież nikt ci nie zabrania…

No i co powinienem na to odpowiedzieć..? Na posta na forum – za dużo, na książkę – za mało…

Zacznę od początku. Tzw. „liberalna demokracja“, czyli to, co się mówi w szkole, pisze w uczonych książkach albo opowiada w telewizji i co nawet mamy zapisane w konstytucji (długiej, skomplikowanej i pełnej sprzeczności zresztą…) – to czysta utopia, całkowicie niemożliwa do realizacji w praktyce!

Ale przecież – oburzą się lemingi – pełno w całym świecie (a przynajmniej – w świecie najwyżej rozwiniętym) liberalnych demokracji! Jakże to – utopia? To wasze pomysły, wy paranoicy – są utopijne – bo pokażcie nam państwo nie- liberalne i nie-demokratyczne, które by było bogate i sprawiedliwe?

Otóż – liberalna demokracja jest utopią – i nigdzie na świecie taki ustrój, w formie w jakiej występuje w podręcznikach szkolnych, w uczonych książkach i w telewizji – nie istnieje i istnieć nie może.

Liberalna demokracja opiera się na założeniu „rozdziału ról społecznych“. To znaczy, że ten, kto „w pracy“ jest premierem (na ten przykład – Pierwszy Piłkarzyk III RP…), „po godzinach“ będzie zwykłym poddanym (w nowomowie: „obywatelem“…). To oczywiście niemożliwe. Co prawda – niektórzy emigranci zza Wielkiej Wody i nie tylko twierdzą, że u nich tak właśnie jest, że władza nie nadużywa, nie nagina i nie wykorzystuje (publicznej pozycji dla prywatnych celów). Jeśli tak im się wydaje – to albo są mało spostrzegawczy, albo ichniejsza władza jeszcze lepiej od TVN-owskiej opanowała sztukę kamuflażu… Inna sprawa, że im bogatsza oligarchia, tym mniej potrzebuje rabować ordynarnie i bezczelnie (nie dotyczy Francji i Włoch…).

„Rozdział ról społecznych“ to zjawisko patologiczne i niemożliwe do przeprowadzenia w praktyce. Nawet w starożytnych republikach, które się różnymi Cyncynatami chwaliły (Cyncynatów zabrakło szybko – zrobiła się normalna, „pełnoetatowa“ oligarchia, a potem wróciła – jak dębczaki po wykarczowaniu sztucznie posadzonych sosen w naszej okolicy – naturalna i oczywista, przez nikogo nie projektowana ani nie planowana – monarchia…), przemienność roli dyktatora i roli oracza uzyskano dzięki zmasowanemu terrorowi publicznego rytuału: świętokradcą byłby, kto by zbrojne ramię przeciw Republice podniósł (i jeszcze Cezarowi podobno drżały ręce i nogi, gdy Rubikon przekraczał…).

Jak ktoś chce taki sam mores osiągnąć w środowisku ateistycznym, promiskuistycznym i opartym na zasadzie róbta co chceta – pozostaje dla mnie zagadką, której rozwikłać się nie podejmuję!

Ów „rozdział ról społecznych“ koniecznie potrzebny jest dla poskładania tej utopii w mającą pozór sensowności całość. Gdyby nie wmawiano ludziom (a większość wmawiających – jak sądzę – sama w to święcie wierzy!), że przecież „po pracy“ (no dobra: „po złożeniu urzędu…“) Wielce Szanowny Premier Tusk jest/będzie takim samym poddanym (pardon: „obywatelem“) jak każdy inny Kowalski – to by ci ludzie szybko zauważyli, że niby głosują, niby oglądają co 4 lata „wieczór wyborczy“ w TVN trzymając kciuki za swoich faworytów – a i tak, od 20 lat wciąż te same twarze, te same nazwiska – jeśli jest tam jakaś zmiana, to z przyczyn, by tak rzec – biologicznych. I wszystko w obrębie tych samych klanów, rodzin, dynastii…

Oczywiście – wmawia się też ludziom (i większość wmawiających sama w to – jak sądzę – święcie wierzy…), że właśnie fakt, iż od 20 lat wciąż ci sami – to dowód na „dojrzałość“ naszej demokracji, która jest „stabilna“ i „przewidywalna“. Wszystko można w ten sposób słowami zaczarować. Naprawdę – wszystko…

Podstawową przyczyną patologii naszego obecnego ustroju jest hipokryzja. Pisałem o tym wiele razy. Skoro naturalnym, zwierzęcym wręcz odruchem każdego człowieka postawionego „na czele stada“ jest dążenie do wyzyskania tej pozycji do maksimum – i jeszcze zapewnienie podobnej pozycji na przyszłość swojemu potomstwu – to siłą rzeczy WSZYSCY rządzący, zmuszeni do udawania że tak nie robią (chociaż przecież robią, robią…) – popadają w dwójmyślenie (od którego bardzo już blisko do zbrodni…). Albo wariują.

Powyższą diagnozę uważam za najprostsze, a więc – póki nie ma dowodów na inny stan rzeczy – najlepsze wytłumaczenie tego, co się u nas i gdzie indziej dzieje. Systemowa hipokryzja, w którą popadły oligarchie rządzące tzw. „demokratycznymi“ państwami po krwawych doświadczeniach 1789, 1848 i obu XX-wiecznych wojen światowych (bo taka hipokryzja wydała się w pewnym momencie bezpieczniejsza od mówienia ludowi prawdy… a potem to się już samo toczyło! System przecież „sam się legitymizuje“ – wmawiając poprzez szkołę i media ludziom, że tak właśnie, jak są rządzeni – rządzeni być powinni…) jest wystarczającym uzasadnieniem dla tego, że od czasu do czasu ktoś wpadnie pod samochód, zemrze na zawał lub popełni samobójstwo nie do końca z własnej woli. Nie ma potrzeby zakładania jakiegoś wielkiego, wszechogarniającego spisku – nie ma też potrzeby zakładania, że w ogóle istnieją jakieś potworne tajemnice, których strzegąc tajemniczy „ONI“ mordują tak perfekcyjnie, że zawsze udaje im się zdradę tych tajemnic uprzedzić!

Ten system nie ma żadnego ukrytego „kamienia węgielnego“, którego ujawnienie doprowadziłoby do jego upadku. Nie ma zatem czego strzec tak pilnie – i nie ma czego spragnionej Prawdy publiczności wyjawiać… (no dobra – tu przeszarżowałem – nader wątpliwym jest, aby publiczność rzeczywiście Prawdy pragnęła… publiczność pragnie rozrywki i sensacji – a nie jakiejś tam Prawdy…).

Oligarchowie mordują się między sobą dlatego, że z powodu systemowej hipokryzji, którą zmuszeni są uprawiać – bardzo wiele ich naturalnych i ludzkich zachowań podpada pod paragraf, a jak nie pod paragraf – to pod „pijarowską katastrofę“. Tak więc nie mroczne sekrety i tajemnice z katakumb – tylko zwykłe świństewka, drobne codzienne słabostki czy upodobania, które źle by wyglądały w świetle jupiterów – to zupełnie wystarczy obecnie na takie „kompromaty“ (wyrażenie przypisywane Ziukowi, który sam wiele miał za uszami i w obronie swojego „merdialnego wizerunku“ – paru ludzi zamordował…), za które warto zabić.
 


Swoją drogą – jak bym był bardziej złośliwy niż jestem, to bym powiedział, że nachalne propagowanie zboczeń, którego na sobie ostatnio doświadczamy, jest naturalne: „klasa polityczna“ chce po prostu pozbyć się możliwie jak największej liczby potencjalnych źródeł szantażu – obecnie już np. pederastia nie przeszkadza w karierze, a nawet wprost przeciwnie – pomaga (stąd pewnie pojawili się już i tacy „heterycy“, którzy pederastów udają dla kariery…). Jak by tak jeszcze podobnie potraktować kleptomanię..?

Recepta którą ja bym na ten problem zaordynował różni mnie od zdecydowanej większości z Państwa – moich Wiernych Czytelników. Państwo w większości, mam wrażenie, jesteście za tym, aby „ustrój faktyczny“ przybliżyć do „ustroju teoretycznego“ – to jest, aby uzyskać ów „rozdział ról społecznych“ naprawdę, a nie tylko – na ekranie telewizora. Stąd albo dążenie do perfekcyjnej kontroli nad „klasą polityczną“ – albo do takiego naruszenia fundamentów jej stabilności, żeby choć na pewien czas dawny mores przywrócić.

Moim zdaniem doskonalenie kontroli (w stylu PiS-owskim) będzie miało już w krótkim czasie efekt dokładnie odwrotny do zamierzonego – natury się nie oszuka, ciągnie wilka do lasu, a lisa do kurnika, a im bardziej nasi oligarchowie muszą się strzec i pilnować – im bardziej będą się konspirować ze swoją, ludzką przecież i naturalną potrzebą przekazania dziedzictwa – tym mroczniejszymi sekretami staną się ich, w gruncie rzeczy dość niewinne wykroczenia…

Natomiast „obalenie systemu“ i zastąpienie go demokracją (bardziej) bezpośrednią – może i miałoby jakiś ozdrowieńczy skutek na krótką metę. W dłuższej perspektywie jednak (dziesięciolecia? Dwóch?) – oligarchia się odrodzi. Bo to też jest część ludzkiej natury. I co na to poradzić? W genach grzebać..?

Dlatego rozsądniej wydaje mi się – skończyć z hipokryzją. To jest – po prostu przyznać jawnie, w świetle jupiterów – że mamy oligarchię. Skończyć z fikcją „powszechnych wyborów“, „niezawisłych sądów“, „państwa prawa“. To oczywiście otwiera drogę do rewolucji w stylu wieku XIX i początków wieku XX – i dlatego m.in. nie sądzę, aby ktokolwiek się na to zdecydował (poza tym, taki krok wymagałby odwagi…). Chyba – że w stanie najwyższej konieczności. Tj.: gdy skończy się forsa..?

8 komentarzy:

  1. Jacku, w tym jak i ostatnio (bodajże w poprzednim poście w którym dałeś linka do forum historyków) Twoje linki odnoszą (domyślam się niezalogowanych?) użytkowników do strony, która zawiera tego typu wiadomość:

    "Przepraszamy, wystąpił błąd. Jeśli nie jesteś pewny jak używać tej opcji lub nie wiesz dlaczego wystąpił błąd, spróbuj poszukać w plikach pomocy.

    Napotkane błędy:

    Nie masz uprawnień pozwalających na używanie tej opcji. Jeśli nie jesteś zalogowany, zrób to korzystając z formularza poniżej."

    A co do Twojego wpisu. Dzisiejszy sposób legitymizacji władzy jest dla obecnych elit chyba dość wygodny. Nie muszą się wysilać znajomością taktyki czy udowadniać swego męstwa w boju ryzykując (swoje przecież) bardzo cenne życie... Powrotu do starego nie będzie, choć może w obliczu Peak Oil i ciągle ciążącego nad nami załamania gospodarczego..? Życie pokaże!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No fakt: zapomniałem, że to "zabezpieczone forum"...

      Usuń
  2. Lemingi jak to lemingi maja wklepane na dysku konkretne hasła i do nich podczepiają rzeczywistość. Jakoś działanie w drugą stronę im nie wychodzi.
    Dlaczego? To temat rzeka..

    OdpowiedzUsuń
  3. "„kompromaty“ (wyrażenie przypisywane Ziukowi, który sam wiele miał za uszami i w obronie swojego „merdialnego wizerunku“ – paru ludzi zamordował…)"

    Doprawdy Jemu? Bardzo ciekawe; a jaką drogą wyraz ten przyjął się w języku rosyjskim?

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie jedyny to rusycyzm w mowie tow. Ziuka...

    OdpowiedzUsuń
  5. Moje codzienne doświadczenia choćby z systemem administracyjnym naszego pięknego kraju dowodzą coraz wyraźniej, że system jest absolutnie absurdalny i niedorzeczny, nie opiera się na logice, tylko na licznych często nieskorelowanych przepisach.
    W każdym razie nie wspiera obywatela, tylko go gnębi.
    I pod tym względem niestety niewiele się zmieniło, mimo że sporo zmian i ułatwień się pojawiło (działa jedno okienko, ale to tylko początek drogi, za to potem się zaczynają schody!).
    Nie wiem czy do końca na temat, ale tak mi się skojarzyło!
    pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń
  6. "Dlatego rozsądniej wydaje mi się – skończyć z hipokryzją. To jest – po prostu przyznać jawnie, w świetle jupiterów – że mamy oligarchię. Skończyć z fikcją „powszechnych wyborów“, „niezawisłych sądów“, „państwa prawa“. To oczywiście otwiera drogę do rewolucji w stylu wieku XIX i początków wieku XX – i dlatego m.in. nie sądzę, "

    No ale co nam to da?Jaka z tego korzysc,jakie dobro albo chociaz mniejsze zlo w porownaniu z obecnym systemem z tego wyniknie?Czy urzedy stana sie przez to mniej skorumpowane i przyjazniejsze dla obywatela/poddanego?Czy sady stana sie sprawniejsze,podatki zmaleja a policja w koncu zajmie sie lapaniem zlodzieji a nie moherow?Czy sluzba zdrowia w koncu zacznie leczyc a drogowcy budowac drogi?Czy zmaleje ilosc afer i zmniejszy sie lapowkarstwo?itp.itd.
    Przeciez zadna z tych rzeczy nie nastapi-wrecz PRZECIWNIE-obecne "elity" choc to banda zlodziei i zamordystow to w ramach OBECNEGO systemu musza sie powstrzymywac od najgorszych wybrykow i wyskokow ze wzgledu na opozyje(ktora reprezentuje nieco inna CZESC elit)czy wzgledu na tzw.opinie publiczna(sterowana ale miewajaca swoje narowy),ze wzgledu na szukajace sensacji media i wreszcie aby chocby zachowac POZOR rownosci i nie prowokowac mas za bardzo.Tymczasem Pan proponuje aby tym wszystkim zlodzjom i cwaniakom dac KOMPLETNIE wolna reke-nawet juz tymi pozorami nie beda musieli sie przejmowac-beda mogli krasc i rozrabiac juz zupelnie BEZKARNIE.A i stabilnosc takiego systemu nie wyglada dobrze-zanim owe elity nabiora troche oglady i podejscia gospodarskiego(na co jak rozumiem Pan liczy-moim zdaniem zreszta bezpodstawnie bo to DLUGOTRWALY,niepewny i nielatwy proces)to sie przez kraj zdazy przetoczyc kilka mniejszych i wiekszych rewolucji i buntow spolecznych ktore nas kompletnie zrujnuja i utopia narod we krwi a predzej czy pozniej doprowadza do jakiegos totalitaryzmu.Ja nie mowie ze obecny system jest dobry bo ma on mase wad ale Pan chce go zamienic na jeszcze gorszy i mniej stabilny.Zapomina Pan ze w Sredniowieczu elity mialy IDEOLOGIE(chrzescijanstwo)ktora koila ubogich i jakos tam przyhamowywala zbrodnicze zapedy elit-a i tak bylo krwawo-obecnie takiej ideologi BRAK wiec wladza owych elit musialby sie opierac na golej,BRUTALNEJ sile-to bylby koszmar i morze krwi by sie polalo.Nie bardzo rozmumiem w czym takie rozwiazanie ma byc lepsze chocby od demokracji(republiki)bezposredniej-ktorej moim zdaniem notabene Pan nie docenia piszac iz moglaby przetrwac dekade czy dwie-w Szwajcarii trwa juz znacznie dluzej wiec czemu u nas mialaby pasc po tak krotkim czasie?Moim zdaniem to co Pan proponuje prowadzi prosto do powtorki z XX wieku z tymi jego wszystkimi faszyzmami,komunizmami,obozami dla przeciwnikow politycznych i rozwalania calych klas spolecznych-to ma byc rozwiazanie?-to juz nawet nieudaczny PIS jest lepszy.

    Piotr34

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Panie Piotrze,

      Po pierwsze - nie widzę związku między stanem służby zdrowia i budownictwem dróg a państwem, bo nie widzę konieczności, aby zdrowiem obywateli i drogami (innymi niż potrzebne dla przerzutu wojska) miało zajmować się państwo.

      Po drugie - mój pomysł jest trywialnie prosty. "Właścicielem" PRL (z sowieckiego nadania) była kolektywnie tzw. "nomenklatura". W latach 1989/90 bystrzejsza część nomenklatury, dobierając sobie dla niepoznaki paru figurantów z tzw. "koncesjonowanej opozycji" - uwłaszczyła się na produkcyjnym majątku PRL, przejmując fabryki, place, kamienice i inne frukta. Większość z tego, jakeśmy to już zresztą poprzednio ustalili - przepierdzieliła, bo "kradzione nie tuczy".

      Państwo jako takie dalej jest "własnością" tej samej grupy - ale tylko nieformalnie, tylko - pod stołem (okrągłym czy kanciastym - a co to za różnica?).

      Stan taki powoduje cały szereg patologii o których Pan pisze.

      Tymczasem czas biegnie i majątki powoli przejmuje kolejne pokolenie owej nomenklatury - wykształcone po Harvardach i Oxfordach, świetnie mówiące po angielskiemu, biegłe we wszystkich "cywilizowanych" perwersjach i doskonale noszące modne garnitury. Dalej jednak - okrywając swoje dziedzictwo mgłą tajemnicy. O barwie krwistej czerwieni.

      Co by było gdyby z owej mgły zrezygnować? Czy aby, stając nagle "w jasnym świetle dnia" prawdziwi właściciele RP numer 3 - nie zostaliby zmuszeni siłą faktu do większej właśnie oględności? I większej dbałości o swoje? Samego siebie przecież - nie sposób obrabować. Co się ma, to się ma - i tym trzeba gospodarować z dobrej woli - albo się pójdzie z torbami...

      Oczywiście - to tylko takie sobie dywagacje.

      Jasne przecież, że nikt tego nie zrobi!

      I niech Pan wreszcie da spokój z tą Szwajcarią. W Polsce Szwajcarii się nie zrobi. Nie - bo nie. Bo to po prostu niemożliwe i już.

      Można co najwyżej postraszyć trochę obecnych oligarchów. Ale sądzę, że dając Pańskim pomysłom aż dekadę trwania - przesadziłem. We Francji przecież, między rokiem 1789, kiedy to obalono "rządy łagodnych nepotów" - a rokiem 1795, kiedy to ukonstytuowały się "rządy jeszcze gorszych nepotów, w dodatku wcale nie łagodnych" - minęło ledwo pół dekady. A w kolejnych rewolucjach - szło to jeszcze szybciej. Więc u nas "festiwal demokracji" pewnie by potrwał parę tygodni - a potem wszystko by wróciło do normy, czyli do systemowej hipokryzji, konstytucyjnego kłamstwa i lepkiej podstołowości.

      Estetycznie mnie to brzydzi. I dlatego właśnie - wolałbym jawne rządy "nowej szlachty" - czy ona wierzy w Boga, czy nie wierzy, wszystko jedno! Sama jawność jawi się jako pewna jednak gwarancja dobrego zachowania - w przeciwieństwie do owej hipokryzji, kłamstwa i podstołowości, bez których - nie jest możliwa "liberalna demokracja".

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...