poniedziałek, 18 czerwca 2012

Tajemnica tajemnic

Niestety, zdjęć Romeo nie udało się odzyskać: oba programy które w tym celu ściągnąłem nawet, gdy już opanowałem umiejętność takiego podłączania karty pamięci, żeby końputer ją widział niezależnie od "EOS Utility" - wieszały się na tym zadaniu. Tylko się namęczyłem, bo restart naszego końputra nie jest prostą sprawą...

Za to, w przerwie w pracy (ucho mnie rozbolało od dzwonienia - inna sprawa, że z niezwykle wprost miernym wynikiem, bo czegoś - nie chciało mnie łączyć - czasem tak u nas, niestety bywa, jak to na wsi...), wybraliśmy się z Lepszą Połową na spacer po włościach. Z aparatem. Przy tej okazji zdradzę Państwu kilka tajemnic.

Na początek tajemnica, która pozostaje tajemniczą także dla nas: czeremcha. Wyrosła pięknie tuż przed oknem naszej chatki, obok skrzynki z powojnikami:

(taczka za przyczepą to znak, że wziąłem się za porządkowanie terenu pod szklarnię...)

i wygląda na to, że będzie w tym roku urodzaj:
albowiem podobnych krzaków, a nawet całych drzew - odkąd, rok temu, zaczęliśmy na nie zwracać uwagę, gdy odkryłem, że owoce są smaczne - znaleźliśmy mnóstwo. Nie możemy się tylko zgodzić co do skali tego urodzaju - starczy nam na butelkę soku (trzeba będzie zainwestować w parowy sokownik - bo drylowanie owoców z tych dużych, niejadalnych pestek ręcznie - wydaje się dość skomplikowane...) - czy może na balon "czeremchówki"..? A jeśli na balon - to gdzie go postawić, bo miejsca u nas mało? Cóż: zobaczymy...

Tajemnica druga: spirala ziołowa. Gdzież ona się podziała?

Tam gdzie było ją widać jeszcze miesiąc temu, krzewi się "zielone piekło":



złożone m.in. z większej ilości mięty:
i nasturcji:


i, oczywiście ogórecznika:

oraz, sami już nie wiemy czego:

Tajemnica trzecia: dlaczego pomidory...
i ogórki...
już kwitną - skoro prawie nie urosły?

Kukurydza niczego tajemniczego w sobie nie ma, ale - w przeciwieństwie do wielu innych upraw, których w związku z tym nie pokazuję, bo się wstydzę - dobrze wygląda po przepieleniu w piątek (jeszcze!) i rozrzuceniu świeżych pamiątek po Romeo i Apaczu:
Niestety, ostatni (drugi już...) raz wypieliłem całość przed ostatnimi deszczami, więc ponad tydzień temu - i w tej chwili trzeba by pielić od początku. Nie bardzo mam czas... Może ktoś z Państwa reflektuje na chwilę relaksu..?

Potrzebę pielenia widać już na chmielu (zagadką jest, dlaczego wykiełkowały tylko trzy z jedenastu (!!!) tzw. "sadzonek", a tak naprawdę  - korzonków, które przysłał nam plantator z Lubelszczyzny - spróbowaliśmy zresztą przesadzić ostatnio chmiel dziko rosnący przy stacji kolejowej - padł, choć jeszcze nie do końca):

Oraz na niedawno wsadzonym cytryńcu chińskim (z nasion ani jeden nam nie wyrósł...) - otoczonym, po prawdzie, nie tylko przez chwasty, ale i przez lucernę, którą posiałem tam celowo):

Gorczyca za to skutecznie wszystkie chwasty zagłusza. Powodzenie tego eksperymentu (posialiśmy gorczycę z... torebki z przyprawą!), skłoniło nas do obsiania w ten sposób całej tylnej ściany ogródka, od strony zarośli (w pierwszym szeregu - kiwi):

Oczywiście po całym ogródku i nawet poza nim, panoszy się ogórecznik:

Oraz mięta:

A teraz - uwaga, uwaga! Rozwiązanie zagadki sprzed kilku odcinków, czyli nasza Tajemnicza Roślinka. Nie będę się bawił w zgadywania i konkursy i od razu powiem, że chodzi o tytoń. Rzecz jasna, ozdobny, ozdobny - jasne chyba, że ozdobny..? Po prawej odmiana Virginia, a po lewej odmiana nazywająca się jak ten stan na "T", który się strasznie skomplikowanie pisze. Na międzystanowej chciałem posadzić swojską machorkę, czyli tytoń Bakun - ale sadzonek nigdzie nie było, a z braku szklarni, w możliwość dochowania się czegoś z nasion - nie uwierzyłem.

Tytoń rośnie sobie od jakichś 6 tygodni. Nasz prymus w tej chwili wygląda tak:
Aż się Lepszej Połowie w kadrze nie zmieścił! Zaiste, żałuję, że nie kupiłem dwa razy tyle sadzonek, póki były - bardzo to jest dekoracyjna roślina, nieprawdaż..?

Zeszłoroczny ogródek "na miarę naszego lenistwa", chcieliśmy obsiać czymś w rodzaju bobu czy innej fasoli - ale za długo się zastanawialiśmy, aż odpowiednie nasiona stały się niedostępne na targu. Rośnie tam więc jeszcze trochę kukurydzy (bo kukurydza okazała się tania - i wzeszła prawie wszystka, którą posialiśmy...) i lucerny (na zielonkę dla koni - latem).
oraz łubinu i (znowu) kukurydzy - po drugiej stronie:

Tajemniczym miejscem jest oczywiście nasza pustynia. Która z tej strony, którą zwykle widzimy, wygląda teraz tak:

podczas gdy z przeciwnej strony, której zwykle nie oglądamy - wciąż tak:

wszystko to jest koński nawóz, od trzech lat w tym miejscu gromadzony - i proszę jaka się udaje na nim kukurydza:

A teraz zapowiadana Tajemnica Tajemnic. Skarżyłem się, że nam pyrki padły. Bo padły. Wszystkie - co do jednego.

I wiecie Państwo co się stało..? Długo dość myśleliśmy, co w miejsce pyrków posiać. W końcu stanęło na gorczycy i lnie (i jedno i drugie przyjęło się i kiełkuje, powiększając radosny pieprznik na naszej byłej Pustyni) - ale zwiędłych pyrów wyrywać mi się nie chciało i jakoś tak zostały. I co dalej?

I dalej - wzięły, wstały, zazieleniły się i już kwitną!!!

Bardzo proszę, widok ogólny na pyrkolandię i większą część pustyni:
Jak to się mogło stać i co to była za choroba, skoro z tego, co wyczytałem wynika, że jak się raz zaraza albo inny grzyb wda, to z pyrka nic nie zostaje - Dalibóg, nie mam poęcia!

Żadną zagadką nie jest los trzech słusznych kawałków świńskiego schabu, które rozmrażały się na kuchni w czasie naszego spaceru. Pożarł je ten oto słodki kotek, mały kawałek pod krzaczkiem zostawiając jako corpus delicti:
Ale przecież - o co chodzi..? Państwo mają ogródek jeden, drugi, Pustynię - przecież jakoś wyżyją, prawda..?

Które to stwierdzenie prowadzi nas prostą drogą do - bezowocnego, wiem wiem, ale jednak - od czasu do czasu będę to jednak powtarzał - stwierdzenia, że długi długami, kłopoty kłopotami, susza suszą - ale piękniejszej wiosny i lata żadno z nas nie pamięta i w związku z tym - trzymamy się życia zębami i pazurami i nie mamy najmniejszego zamiaru umierać!

Wbrew powszechnej ostatnio chorobie...

7 komentarzy:

  1. A przed kwitnącym pomidorem " chwast " - lebioda się nazywa. Rośnie zwykle nie proszona. A można ją z doskonałym rezultatem skonsumować jak szpinak. Baardzo zdrowy " chwast ".

    OdpowiedzUsuń
  2. Wow! Z torebki z przyprawą! Gratuluję. :)

    Tak poza tym - piękne tereny. Uwielbiam lasy. Jakie tam są w większości: liściaste, iglaste, mieszane? Wokół działki moich rodziców (wieś Trzciniec, Lubelszczyzna) "panoszą" się głównie iglaste, pewnie ze względu na suchą glebę.

    Wieś to i moje marzenie, ale w zimie pewnie bywa ciężko. I nieco nudno, nieprawdaż? Choć przepraszam, Ty akurat masz co robić - KONIE! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Proste pytanie o lasy niestety, w naszym wypadku wymaga skomplikowanej odpowiedzi:
      - naturalnie wszędzie tu powinna rosnąć dąbrowa, tam gdzie wilgotniej - grąd - i to widać, bo wszędzie, gdzie tylko pług ani kosiarka rotacyjna nie wchodzą co roku, młode dębczaki odbijają (jest dla nas zagadką - skąd? W sensie: jak to się rozsiewa/przechowuje w ziemi, skoro w promieniu wielu kilometrów nie ma ANI JEDNEGO dużego dębu, który by miał żołędzie?),
      - sadzona była oczywiście sosna, bo najszybciej rośnie - akurat u nas, poza zupełnie wyjątkowymi miejscami - rośnie marnie i często karłowacieje,
      - a formalnie - to choć już nawet na zdjęciach widać zarośla - do najbliższego - sadzonego - lasu mamy parę kilometrów i w pobliżu w ogóle nie ma żadnych drzew!

      Z formalnego punktu widzenia. Czyli z punktu widzenia gminy. Bo to wszystko albo samosiejki wyrosłe na gruntach opuszczonych, które w ewidencji ciągle figurują jako "grunty orne bez prawa zalesienia", albo samowolki, bo dwóch sąsiadów mimo takiego zapisu w planie - zalesiło się (i pewnie nawet dostali na to dotacje :-) )

      Usuń
    2. W jednym z oglądanych przeze mnie programów dokumentalnych były przypadki, że po zalesieniu terenów tropikalnych, które przez ponad 100 lat były użytkami ornymi i pastwiskami pojawiły się na tych terenach drzewa (których nie sadzono, a naturalnie występowały na danym terenie). Sporo nasion zostało w glebie (cały wiek!), część przyniosły ze sobą nowo wprowadzające się tam zwierzęta.

      U Ciebie może być ten sam mechanizm. Prawdopodobnie jest też tak, że odpowiedzialne są dziki, które nie bójmy się użyć tego określenia... Jedzą żołędzie jak zwykłe, ordynarne świnie, często nie gryząc ich wszystkich odpowiednio. Taki żołądź, któremu uda się przejść przez przewód pokarmowy dzika kiełkuje dużo lepiej (bo poddany jest skaryfikacji oraz na starcie otoczony jest dziczym gnojem)... Źródłem żołędzi mimo oddalenia od dąbrów czy jakichkolwiek dojrzałych dębów mogą być myśliwskie karmniki, które to nierzadko zaopatrywane są w te nasiona.

      Fakt, że u Ciebie żyzność jest większa (dzięki importowi słomy i nawozów sztucznych) sprawia, że przyciąga on inne zwierzęta, to zaś sprawia, że nawet poza Twoją ziemią użyźnia się (poprzez wydalanie odchodów zwierząt poza Twoim obszarem)... Sam powiedziałeś, że z czasem coraz więcej różnorodnych ptaszków się u Ciebie pojawiło?

      Usuń
    3. Hmm, prawo do zalesiania, prawo do wycinki... Jezu, ileż tej biurokracji w naszym życiu!

      Oczywiście dziękuję za odpowiedź.

      Usuń
    4. No ba! Ze 2 lata temu dowiedziałem się, że jest też coś takiego jak "pozwolenie na zmianę ukształtowania terenu" - o czym, oczywiście nie wiedziałem, kiedy równałem obszerne doły pozostałe na naszej ziemi po wybieraniu przez ludność piasku. Niewątpliwie - zmieniło to kierunek spływu deszczówki. Więc - gdybym miał sąsiada (ale - na szczęście: nie mam...) i gdyby poczuł się z tego powodu pokrzywdzony - mógł się na mnie poskarżyć...

      Usuń
    5. Ci, którzy wybierali piasek na pewno nie mieli żadnych pozwoleń. Mojemu tacie geodeci wyrysowali staw na mapie PRZED jego wykopaniem, bez pozwoleń ;)

      Justyna

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...