poniedziałek, 4 czerwca 2012

Pyrków nie będzie

No i po problemie. Bałem się, że nie przerobimy urodzaju kartofli - urodzaju nie będzie. Wczoraj zauważyłem, że jeden krzaczek oklapł. Dziś leży już połowa, a cała reszta jest zarażona:




Rok temu posadziliśmy na naszej byłej "pustyni", aktualnie pokrytej warstwą końskiego nawozu około tuzina pyrków, z czego wzeszły bodaj trzy, zdrowe i dorodne - dając dość obfity plon, a co najważniejsze - rozkładając nawóz w miejscu, które zajmowały do pięknego czarnoziemu.

Dlatego tym razem posadziliśmy cały worek. Do niedawna tylko niewielka ich część była widoczna nad powierzchnią guana (to jest jednak trochę "cięższy" grunt od normalnej gleby...). W ciągu ostatnich trzech dni, w czasie deszczu, wzeszły prawie wszystkie - i wszystkie od razu padły na zarazę!

Znakiem tego: sadzeniaki, któreśmy kupili na targu najtańsze możliwe - były felerne.

No i co teraz? Odnoszę wrażenie, że o sadzeniu ziemniaków w tym miejscu możemy zapomnieć przynajmniej na kilka lat. Powstaje zatem pytanie - co tam można posadzić zamiast ziemniaków w tym roku lub w przyszłym, co by spełniało łącznie następujące warunki:
- szybko i ekspansywnie rosło, zużywając dużo nawozu,
- nie zostawiało trudnych do usunięcia korzeni,
- rozkładało guano do czarnej ziemi,
- nie kosztowało majątku i nie wymagało nie wiadomo jak skomplikowanych zabiegów,
- przynosiło jakiś pożytek..?

Z pieczarkami próbowałem przez dwa lata - z bardzo mizernym skutkiem: miejsce jest zbyt chyba odkryte, żeby nie wysychały (choć, swoją drogą, roboczy tor na Służewcu też w miejsca zacienione jakoś specjalnie nie obfituje - a o pieczarki można się tam zabić w sezonie, tyle ich!). Tak więc potencjalnej roślince "rozkładającej nawóz" nie powinien także przeszkadzać widok naszej dziennej gwiazdy...

Nie wiem też, co zrobić z tą naszą nieszczęsną plantacją: wyrwać i wyrzucić (i tak wszystkiego się nie usunie, przecież część w ogóle - jeszcze - nie wzeszła, a część jest tak mała, że jak padnie, to i znaleźć będzie trudno...) - czy zostawić i zapomnieć? Grzyb tam i tak przetrwa, czy ja te kartofle wyrwę, czy ich nie wyrwę - trudno o lepsze warunki dla grzyba niż na końskim gównie! - a może, jeśli zostawię i zapomnę, to jakieś jednak przetrwają i wydadzą bulwy - i te będą już na zarazę odporne, więc da się ich użyć w następnym roku..?

Z tego żalu - wziąłem się za pielenie nie obsadzonej części naszego nowego ogródka. I połowę już wypieliłem. Tak że znowu robi się problem, bo jak wypieliłem - to wypadałoby przecież coś tam wsadzić... Ech!

7 komentarzy:

  1. Bo z kartoflami od chłopa jest tak na prawdę jak z końmi: w końcu mniej więcej podobny okres są przez polskich chłopów hodowane, nieprawdaż? Otóż nie dość że najtańsze, to na dodatek na lokalnym targu, to zapewne odmiany "irys" lub "irga": czyli odmiany stare: zapewne chłop od którego były kupione sadził tą samą odmianę o co najmniej paru lat: drobnicę wybraną jesienią sadził wiosną i tak dookoła. Na przyszły raz, w razie zakupu kartofli do sadzenia dobrze jest rozglądać się za "holenderskimi" (przy czym ten termin określa zwykle tak na prawdę kartofle sprowadzane z Europy zachodniej), odmianą "lord" (w tamtym roku u mnie w rodzinie "obrodziły"), lub nawet po prostu żółtymi, które u nas na Mazowszu w szerszej skali sadzi się i jje w domach dopiero od kilku-kilkunastu lat, wcześniej niepodzielnie królowały kartofle białe. No i pytać się o odmianę: im bardziej "zachodnio", a im mniej "peerelowsko" brzmi nazwa, tym większa szansa że zostały wprowadzone względnie niedawno i miejscowe choroby jeszcze jej nie biorą. Oprócz targu, można się wybrać jeszcze na giełdę w Broniszach, pewnie da się wyrwać worek przy hurtowych cenach, a i może inne rzeczy do ogródka wpadną w oko.
    ~Jeremak

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja bym tam jeszcze raz posadziła ziemniaki...
    Późno, bo późno, ale by były :-))
    Pozdrawia walcząca ze stonką na swoich ziemniaczanych zagonkach - Ania B.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jak wsadzimy w to samo miejsce, to nowe pyrki nie zarażą się natychmiast tym samym grzybem?

      Coś muszę zdecydować do jutra rana.

      Usuń
    2. A pojęcia nie mam :-)) Ja bym spróbowała - ziemniaki-sadzeniaki nie są potwornym wydatkiem. A gdzie indziej się nie da ?
      Ewentualnie jakieś opryski biologiczne :
      http://podsosnami.wordpress.com/
      Napisz, co zrobiliście - ciekawa jestem :-))
      Pozdr. dla kotowatych i Lepszej Połowy
      Ania B.

      Usuń
  3. To może jakąś gorczycę i przyorać, czy cokolwiek innego co oczyszcza pole?
    Też mamy problem z grzybem, ale na zbożu. Mamy taki zagrzybiony kawałek, z który,m w tym roku nie mieliśmy siły walczyć. Wcześniej rósł tam owies, ale marny pożytek z ziarna na którym widać, że jest porażone. ODRowcy twierdzą, że bez zaprawiania ziarna do siewu nie da się nic zrobić...

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...