sobota, 2 czerwca 2012

Ogrodnictwo i kanibalizm, czyli o czym każdy hodowca świń pamiętać powinien...

Nasz przyjaciel M. podarował nam dzisiaj spory zapas świeżutkiej i młodziutkiej wieprzowiny. Lepsza Połowa właśnie urabia ręce po łokcie, próbując całe to mięso przerobić na pokarmy zdatne do przechowywania, nim nasze koćkodany przegryzą drzwi. Mało im już brakuje, trzymajcie więc kciuki!

Mięso to jest skutkiem kanibalizmu. Wśród prosiąt hodowanych przez M.! M. bowiem, przez pewien czas dodawał swoim "noniom" do śruty koncentrat wysokobiałkowy. W momencie gdy koncentrat się skończył - świnie wpadły w amok i wczoraj wieczorem (M. akurat wyjeżdżał do pracy, zostawiając na gospodarce ciężarną żonę i nie nawykłego do sprawiania świń brata...) zagryzły swojego najtłustszego i najdorodniejszego brata - z ewidentnym zamiarem konsumpcji jego tuszy. Świniaka już się uratować nie udało, ale mięso - i owszem, tak.

Tyle, że ponieważ M. dopiero co jednego prosiaka zabił - nie ma już gdzie niespodziewanego nadmiaru wieprzowiny przechowywać i stąd prezent dla nas.

Prosięta dalej są wobec siebie agresywne. Poradziłem M., żeby im podał młodej pokrzywy. Zresztą - przy drodze akurat dzisiaj znaleźliśmy, że wyrosło mnóstwo lucerny, której też od razu narwaliśmy. Tak sobie bowiem myślę: skoro objaw wystąpił po odstawieniu wysokobiałkowego koncentratu (jak nic na mączce kostnej czy innych odpadach opartego, bo przecież - na czym innym..?), to najwyraźniej właśnie nagły brak białka musiał być tego amoku powodem.

Tak więc: hodowco świń - pamiętaj! Jak już szprycujesz świnie zwierzęcym białkiem - to go nie odstawiaj, bo może ci się hodowla powyżerać nawzajem. A najlepiej jednak, takich syfów - jeśli tylko jest to możliwe - unikać.

Mięsko jednakowoż, paluszki lizać...

Tymczasem w Warce dziś i jutro III Międzynarodowa Wystawa Maszyn i Technologii Sadowniczych. Którą odwiedziliśmy razem z M. i częścią (akurat nie śpiącą) jego dzieciarni.

Największy entuzjazm wzbudził oczywiście pokaz działania archaicznych ciągników oraz same te wspaniałe maszyny:

 


Była też i armata:
Rano, kiedyśmy wystawę oglądali po raz pierwszy i dokładniej, bo nie było jeszcze wielu ludzi stwierdziłem - że armata, choć żelazna (co nie jest typowe...) - to w każdym razie wszystko, co mieć powinna ma i właściwie - gotowa jest do użytku...

Były też motocykle i "Vespa", po polsku "Osą" zwana - to tak a propos Audrey (Lepsza Połowa twierdzie, że aktorka umiała takowy pojazd prowadzić...):

Oraz wóz strażacki:

Ale, oczywiście, najważniejsze były traktory:

"Zbrojovka Brno"!

"Dzik - 21"













Lepszej Połowy ulubione Porsche:



I pojazd, który sprawił, że pożałowałem mojej obuleworęczności jak chodzi o technikę: pług samobieżny z 1919 roku:


Na chodzie! A spokojnie zamiast "postępowego" diesla, zmieściłaby się tam maszyna parowa. Takie ustrojstwo pewnie jeszcze by się gdzieś dało wygrzebać. Przy tak mikrym areale jaki ja mam, czy jaki M. ma, kwestia tego, czy orzemy albo kosimy dobę, czy dwie doby - jest bez znaczenia. A robić to nie tylko "za darmo" - ale i - ani grosza Pierwszemu Piłkarzykowi III RP nie płacąc..? Toż to by był orgazm w biały dzień - niezależnie od pogody..!

To jeszcze raz ten cud techniki:

Pojęcia nie mam - i M. też nie wie - do czego w tych starych Ursusach służył ten dziwny "kociołek" z przodu (często też zaopatrzony w taką jakby podstawkę pod spodem):
I dlaczego mają po dwie rury wydechowe (tj. po dwa kominy)?

Odbyła się próba sił między "nowym" a "starym" - ale bez rozstrzygnięcia, bo sztywny hol, którym miały się te dwa potwory siłować nie wytrzymał:

Z nowoczesnego sprzętu uwagę Lepszej Połowy przyciągnęły głębosze:

Oraz wyje...sta deszczownia:

A mnie się podobała "Objazdowa tłocznia soków". Przydałaby się "objazdowa gorzelnia", tudzież "objazdowa wytłocznia oleju" - biorąc pod uwagę, że oczekujemy pewnych plonów po naszym ogródku, a miejsca do produkcji jednego czy drugiego towaru - nie mamy. Jak ktoś z Państwa ma zdolności techniczne i kapitał, to ja chętnie się na wspólnika podam - pomysłów mi nie brak, gorzej z realizacją!

Wśród nowych ciągników też były piękności, nie można powiedzieć. Na ten przykład - takie Lamborgini:

Z rzeczy praktycznych zaś: urządzenie, które zastępuje mnie i mój szpadel przy kopaniu dołków pod słupki (albo pod drzewka):

Ludzi nie było za wiele, głównie z powodu zmiennej, wietrznej i momentami nawet lekko deszczowej pogody:

Za to miasto Warka oszalało na punkcie Euro 2012 i Chorwatów, którzy na "Farmie Sielance" będą kwaterować:


Szczyt wszystkiego to droga do "Sielanki". W tym znakomitym przecież ośrodku jeździeckim DWA RAZY BYŁY MISTRZOSTWA ŚWIATA - a droga jak była dziurawa, tak dziurawą pozostała. Tymczasem TYLKO DLATEGO, że przez kilka dni będzie tam kwaterować reprezentacja Chorwacji w piłce kopanej - drogę radykalnie poprawiono.

Nie powiem - cieszę się. Tydzień temu o wiele przyjemniej wiozło mi się konie z "Sielanki" do Łazienek na zawody i z powrotem po takiej odremontowanej, gładkiej drodze. Ale powód dla którego to zrobiono - jest, jednakowoż, jak dla mnie - dziwaczny. Podobnie jak cała ta mania...

Tymczasem w naszym własnym ogródku w związku z deszczem wypieliłem cebulę i czosnek oraz większość uprawy pewnej innej rośliny. Niestety: mamy plagę mszyc (głównie na bobie - ale oblazły też prawie wszystko inne, trochę pomaga oprysk z przestałej pokrzywy...), pod uprawą owej "innej rośliny" grasuje jakiś zwierz który kopie tam tunele mimo, że staram się go do tej aktywności zniechęcić na różne sposoby, a całość choć ładnie wzeszła na ogół (tylko wszystkie - jak jeden - "egzoty" w rodzaju żeńszenia takiego lub owego, czy cytryńca chińskiego - nie raczyły się pokazać nad powierzchnią ziemi, chmiel też słabo dopisuje...) - to rośnie blada i powoli: widać, że ziemi brak jeszcze substancji odżywczych. W piątek wieczór zatem, przed deszczem, rozsypałem kilka garści superfosfatu. A od jutra zaczniemy podlewać wodą z przestałych pokrzyw (azot!) i, w miarę pozyskiwania surowca - roztworem z końskiego nawozu.

Zrobiłem nawet kilka zdjęć dzisiaj, bo widok ogródka po wypieleniu (mimo, że część "uprawiona" to dalej mniej niż połowa całkowitej jego powierzchni - brak nam środków na obsadzenie czy obsianie reszty na razie...) napełnia mnie atawistycznym, estetycznym zadowoleniem - ale marne wyszły, bo akurat słońca nie było. Lepsza Połowa obiecała jutro zrobić lepsze.

7 komentarzy:

  1. Zapewne mamy do czynienia z syndromem "szalonych swin" . Odradzam jedzenie tej wieprzowiny bo mozecie przejsc na kanibalizm. Z prionami zartow nie ma.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie słyszałem o takim syndromie :-) Natomiast agresja wewnątrzgatunkowa wśród trzody to nic nowego - świnie takie po prostu są!

      Zresztą, zdaje się, że po aferach z bydłem, używania móżdżków do takich preparatów - zakazano?

      Nie wiem nawet, czy to naprawdę była mączka kostna - a nie rybna raczej?

      Usuń
  2. Świetny sprzęt. Ten stary, bo na nowym to nawet nie ma co oka zawieszać. Co z tego, że wygląda? Traktor nie ma wyglądać, tylko być użyteczny. Ostatnio kolega miał nieprzyjemności, ponieważ poprosił, aby sąsiad wyciągnął takim Lamborgini jego wklejoną w pole terenówkę. Piękny Lamborgini stracił plastikowy (!) błotnik na krzaku :-) To zabawka, nie sprzęt. Poza tym, he he... cały Lamborgini jest niewiele większy od tylnego koła mojego Fortschritta :-DDD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ zgadzam się. Do dziś boleję nad śmiercią mojej starej "Białorusi". Zresztą, ta prawidłowość dotyczy nie tylko ciągników: mój stary Patrol czy - jeszcze bardziej - Wasz Syf, to są samochody terenowe. Dziś się takich w ogóle nie robi - pod tą nazwą sprzedaje się zabawki do szpanowania na mieście...

      Usuń
  3. Ja bym raczej stawiała na problemy behawioralne związane z warunkami chowu, zagęszczeniem etc.
    A sprzęcior- niezwykły! Zawsze ciągniki i sprzęt rolniczy budziły moje zainteresowanie. Nic tak nie rozpala wyobraźni jak wielki John Deer na przykład...:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A, to też możliwe. Prosiaki bardzo urosły, a komórka im się nie powiększyła...

      Usuń
    2. W jednej z pokazowych zagród, w których hodowano dziki właściciel poskąpił na dobre jedzienie. W efekcie nie został ani jeden młody, bo stare pożarły przychówek.
      Problemy behawioralne bardzo często wiążą się z żywieniem. Rada z pokrzywą jest bardzo dobra, bo zawiera wolne aminokwasy, które trochę nadrabiają białko, jednak mimo to mogą mieć nadal niedobory. Prawdopodobnie będzie brakowało lizyny, której nie ma w zbożach. Można to uzupełnić soją (ale ta jest gmo), albo wydać trochę pieniędzy na lepsze białko czyli drożdże paszowe.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...