środa, 20 czerwca 2012

Neo-feudalizm w praktyce, czyli jak skończyć z hipokryzją?

Starzeję się, proszę Państwa! Starzeję się – a poznaję to po tym, że mnie ludzie coraz bardziej irytują. Na ten przykład – powinienem się w sumie cieszyć, że co ja wymyśliłem jako dowcip, inni podchwycili, a taki Szeremietiew wręcz, z typowym dla siebie brakiem inteligencji – najwidoczniej bierze na serio. A tymczasem – właśnie mnie to irytuje – nie ulega bowiem najmniejszej wątpliwości, że nikt nawet się nie zająknie o moim autorstwie „wicu“ z „deklaracjami niepopełniania samobójstwa“.

Dlatego się przypominam i dopominam o słusznie mi należne jako autorowi uznanie – jak sam tego nie zrobię, nie mam co liczyć, że mnie ktoś w tym zbożnym i sprawiedliwym dziele wyręczy…

Wszystko wskazuje na to jednak, że to właśnie jest reguła ogólna. Sposób na rozwiązanie za jednym zamachem kryzysu demograficznego i ekonomicznego też ja wymyśliłem (oczywiście – inspirując się literaturą fachową, tj. Zajdlem, Wnukiem – Lipińskim, Platonem…) – a przekonany jestem, że gdy wreszcie dojdzie do jego realizacji (a dojdzie – jeszcze zobaczycie!) i pies z kulawą nogą nie będzie o mnie pamiętał, a całą chwałę zgarnie jakiś buc, którego jedyną umiejętnością jest szczerze wyglądający wyszczerz uzębienia i płynne czytanie  z promptera, czyli – tzw. „polityk“.

Ech, niesprawiedliwy jest ten świat! Ale piękny, piękny – od razu dodaję, żeby nie powodować aby jakich wątpliwości. Nasze kobyły też tak uważają – toteż, wypuszczone na boczny, mały padoczek, otworzyły sobie przejście na okrąg i stamtąd, korzystając z kiepskiego stanu ogrodzenia tego nie używanego od dawna urządzenia – nawiały. Nawet byśmy o tym nie wiedzieli, ale nasz Król, poufale zwany też „Knedliczkiem“, boi się przekraczać nawet leżące drągi, więc nam dobitnie i donośnie o ucieczce swoich małżowin doniósł. Szybko je więc sprowadziłem na drogę cnoty wśród pięknych okoliczności przyrody na sąsiednim polu owsu, należącym zresztą do naszego sołtysa (tu od razu przepraszam za szkody – na szczęście: niewielkie…).

Inspiracją dzisiejszego wpisu są oczywiście wątpliwości Pana Piotra do wpisu poprzedniego – a także: męczące i irytujące (znowu…) dyskusje z „lemingami“ na forum historycy.org, których Państwu nie zalinkuję, bo trzeba się zalogować, żeby je przeczytać.

Ogólny tembr wypowiedzi „lemingów“ mogę jednak streścić – nie jest to skomplikowane. Otóż, zdaniem tych państwa, wszystko jest w jak najlepszym porządku, żyjemy w najlepszym z możliwych światów, nasza demokracja jest dojrzała, stateczna i doskonale funkcjonuje, sądy są niezawisłe, wybory uczciwe, afery wyjaśniane, gangi zwalczane, podejrzewanie obecnego rządu i jego premiera o udział w jakichś zbrodniach to czystej wody paranoja – a że niektórzy „prawicowi blogerzy“ dopatrują się dziury w całym, spekulują nie mając dostępu do żadnej realnej wiedzy i snują spiskowe teorie – to jest tylko resentyment, który zresztą wynika z ich własnej nieudolności. No bo przecież, gdyby prawica była „udolna“ tak jak nie jest – to by wygrywała owe uczciwe wybory, czyż nie? Że nie wygrywa – znakiem tego jest nieudolna, a próbując przypiąć zwycięzcom piętno morderców, złodziei i oligarchów – kompensuje tylko własną, w pełni zasłużoną klęskę.

Zasadniczo – zgadzam się z tym poglądem. To znaczy: zgadzam się z tym, że prawica jest nieudolna – i że z całą pewnością spora część (większość nawet?) oskarżeń które rzuca pod adresem obecnego establishmentu – to tylko desperacka próba ratowania własnej samooceny w obliczu kolejnej, w pełni zasłużonej klęski.

Czy – jakkolwiek rozumiana – „prawica“ może kiedykolwiek wygrać wybory, zakładając, że będą one rzeczywiście uczciwe?

Nie może. Na pewno nie w Polsce. To absolutnie niemożliwe!

I nawet nie chodzi o paranoję Kaczyńskiego (do czego to doszło, żeby ideowy spadkobierca PPS robił za „prawicę“..!), dwulicowość Ziobry (jeszcze lepiej…) czy niewyparzony język Korwina.

Po prostu „prawicowa propozycja“, czy też „prawicowa wizja świata“ – obiektywnie NIE ODPOWIADA oczekiwaniom elektoratu.

Czego chce elektorat? Elektorat chce się nażreć, wychędożyć (chętniej zresztą – platonicznie, za pośrednictwem ekranu telewizora lub komputera – bo tak na żywo, obłapiając chętne czy niechętne panienki lub chłopców, ewentualnie: kozę – to jednak i niehigieniczne i męczące i poty się leją i wstyd, jak nie stanie…), zaspokoić atawistyczną potrzebę oglądania toczących się głów lepszych od siebie, wyspać, nachlać, ewentualnie – naćpać – zajarać peta i leżeć brzuchem do góry. To są dokładnie wszystkie marzenia, dążenia, aspiracje i zapatrywania znakomitej większości tzw. „elektoratu“.

No i ktoś ludziom taki pogląd na świat stosującym w codziennym życiu proponuje „krew, pot i łzy“. I liczy – że z takimi idąc hasłami – wygra wybory..??? O święta naiwności..!

Oczywiście, można jak Pan Piotr, mieć heroiczną i „obywatelską“ wizję państwa, wedle której spragniona wolności mniejszość „weźmie za twarz i wprowadzi liberalizm“. Doprawdy nie wiem tylko – jak to pogodzić z jednoczesnym uwielbieniem dla demokracji, jeszcze na domiar złego – bezpośredniej..?

Przecież w pierwszym referendum, przytłaczająca większość elektoratu z punktu i bez zastanowienia poprze KAŻDĄ propozycję, która tylko będzie pachniała michą bez wysiłku i chędożeniem bez konsekwencji – czego się Pan spodziewa, panie Piotrze, cudu?

Że tak się nie dzieje w Szwajcarii? A ile wieków Szwajcarzy w tych swoich pół roku słońca nie oglądających alpejskich dolinach ćwiczyli się w powściągliwości, zapobiegliwości i ciężkiej pracy? Czym Pan te ćwiczenia zastąpi w Polsce, gdzie „jedz, pij i popuszczaj pasa“..?

Za dobrze nam, zbyt dostatnio, zbyt tłusto – żeby zabawę w „republikę“ zaczynać. W to się mogą bawić biedni, którzy bez ciężkiej pracy nie doczekają jutra – i sama natura zmusza ich do wyrzeczeń. Zresztą, gdy już się dorobią – jak zawsze powtarza MarkOwy – zaraz zaczynają sobie folgować i wpadają w te same grzechy – tylko trochę później. I w Szwajcarii lewicowe propozycje przepadają coraz to mniejszą większością głosów…

Zresztą – ja tam niczego atrakcyjnego w „republikańskiej cnocie“ nie widzę. Cnota w życiu publicznym to zawsze efekt terroru. Jeśli nie terroru fizycznego – to terroru moralnego, robiącego z obywateli posłuszne prawom automaty bez fantazji i polotu. „Republikańska cnota“ domaga się równości. Równość to dość obrzydliwe pojęcie. Już pomijając wszystko inne – jeśli Polacy staną się nagle powściągliwi, oszczędni, zapobiegliwi, cnotliwi i posłuszni prawom – to komu ja sprzedam moje tylko i wyłącznie zbytek, nadmiar, fantazję i szpan przedstawiające konie – jeśli mi się jakieś źrebaki w przyszłym roku urodzą..? W „Republice równych“ – na takie brewerie jak do niczego innego poza realizacją fantazji i pokazem bogactwa nie służące konie, obrazy czy samochody – nie ma miejsca! Przynajmniej: historycznie tak było. Cnotliwy Rzym republikański, póki cnotą żył – był tylko zbiorowiskiem byle jak postawionych chałup, zamieszkałych przez pozbawionych krzty wyrafinowania ponuraków. Nawet Ateny zaczęły się pięknymi budowlami i posągami zapełniać, gdy im się już – za Peryklesa – z lekka demokracja nadpsuła, a demagogia i korupcja brały górę nad cnotą! To, co widzimy zresztą, czyli olśniewający nawet jako ruiny Akropol – to skończył budować dopiero za Antoninów niejaki Herodes Atticus: eponim wręcz obrzydliwego bogactwa i nierówności (miał chłop w życiu farta! Najpierw znalazł skarb – a potem się korzystnie wydał za żonę – no i stał się najbogatszym poddanym w całym Imperium, prawie tak bogatym jak sam Imperator…) – a jednocześnie: dobrego smaku, mecenatu i umiłowania Piękna…


Oczywiście, również cały mój powyższy wywód można zinterpretować dokładnie tak samo, jak miłośnicy demokracji i Tuska, czyli tzw. „lemingi“ interpretują paranoje „prawicowych blogerów“ – nie potrafi, patałach jeden, „założyć partii i przekonać wyborców“ – to rzuca na owych wyborców kalumnie, odsądzając ich od czci i wiary, żeby siebie wybielić.

I tu jest błąd! Bo ja wcale nie zamierzam naszego elektoratu zmieniać, poprawiać, umoralniać, nauczać czy uszlachetniać. Chętnie też przyznaję, że nie jestem – moralnie – ani o jotę lepszy od każdego innego nieroba leżącego owłosionym, spoconym odwłokiem do góry przed ekranem telewizora. Prawdę pisząc: strasznie mi trudno ostatnimi czasy zmobilizować się do pracy – i to też chyba oznaka starzenia się…

Obecny system sprawowania władzy polega na tym, że realnie rządząca elita (jej liczebność oceniam w Polsce na około miliona głów – łącznie z rodzinami – to mniej – więcej 3% ogółu populacji – a doświadczenie historyczne uczy, że tyle potrzeba jako minimum, aby stabilnie sprawować władzę…) udaje, że jej w ogóle nie ma – a jednocześnie schlebia i systematycznie korumpuje – oczywiście: na miarę możliwości – chutliwy i żarłoczny elektorat.

Paradoksalność obecnej sytuacji polega na tym, że najprawdopodobniej znakomita większość „nowej szlachty“ – sama nie wie, że zalicza się już do tego stanu! Jakakolwiek świadomość elitarności nie jest naszej elicie do niczego potrzebna. Całkowicie wystarczy, jeśli jej członkowie robią odruchowo i instynktownie to, co im wychodzi najlepiej – czyli: popierają się nawzajem i swoje potomstwo, ustawiają przetargi, rozkradają publiczną kasę, wycinają nie należącą do „sitwy“ konkurencję. To idzie samo, nie wymaga żadnej ideologii – ani żadnego „wielkiego spisku“. Bo też i spisek łączący milion ludzi – to kpina! Prawdę pisząc, gdy spiskowców jest więcej niż dwóch – to już prawie że gwarantuje dekonspirację… A milion? Niewykonalne…

Naszej elicie nie jest też do niczego potrzebna żadna „jedność moralno – polityczna“. Nie jest potrzebna – bo jej zachowanie i integracja przebiega na poziomie odruchów („my nie ruszamy waszych – wy nie ruszacie naszych“…) – a nie myślenia. Nie jest też możliwa – bo niby jakim cudem milion ludzi miałoby nagle zgadzać się we wszystkim?

Stąd – otwarte oddanie władzy „nowej szlachcie“ wcale nie musi oznaczać od razu dyktatury. Przecież nawet wśród członków PZPR (których, nota bene było w szczytowym momencie 3 miliony – a więc: prawie 10% populacji – co z kolei, jak pokazuje doświadczenie I Rzeczypospolitej, jest górną granicą liczebności „klasy uprzywilejowanej“, jeszcze możliwą do wyżywienia…) były frakcje i były prawdziwe różnice poglądów i rozbieżności interesów – a wtedy owa „jedność moralno – polityczna“ była otwarcie deklarowanym ideałem!

Cała przecież „walka polityczna“, z takim przejęciem relacjonowana przez TVN – toczy się wewnątrz „nowej szlachty“, a nie pomiędzy „szlachtą“ a „plebsem“!

Pozbawienie „plebsu“ praw politycznych – tak, jak pozbawienie praw politycznych „szlachty – gołoty“ w wieku XVIII – wcale nie oznaczałoby końca „walki politycznej“ – a tylko jej urealnienie. Bo potrzeba schlebiania niskim instynktom, żarłoczności i chutliwości plebsu – acz nie ustałaby zupełnie – byłaby na pewno mniejsza.

Nie widzę szans na rozmontowanie „państwa opiekuńczego“ i przynajmniej – zmniejszenie tempa przyrastania naszych długów – bez pozbawienia praw politycznych od 90 do 97% obecnego elektoratu.

Jak mógłby wyglądać „neofeudalizm“ w teorii – to już 2 lata temu pisałem (znowu się dopominam o uznanie zasługi, bo zaraz ktoś to powtórzy, o mnie nie wspomni – no i jak ja potem będę wyglądał, gdy nowy ustrój już powstanie, a ja się będę o jakieś beneficjum jako jego prorok i ideolog starał..? Psami poszczują, z dworu wygonią – a beneficjum tak i nie dadzą…).

W praktyce oczywiście tak się nie da. To znaczy – pomysł, żeby przywrócić poddaństwo osobiste i w ten sposób sprywatyzować „system opieki społecznej“, to nawet może się spontanicznie zrodzić, jak nasze państewko zawali się pod ciężarem długów. I sycylijska mafia stąd się przecież wywodzi, że po likwidacji monarchii neapolitańskich Burbonów, powstała luka społeczna na południu Włoch, gdzie bez Burbonów i bez ich szlachty nikt się nie troszczył o biednych – i tę lukę zapełniły stowarzyszenia tajne, zwane właśnie „mafią“. Mowy jednak nie ma o tym, żeby to się stało szybko i bezboleśnie.

Prędzej już – doświadczymy długiej i bolesnej agonii „liberalnej demokracji“, w ramach której z kryzysu na kryzys – przepaść między „nową szlachtą“ a „prolami“ będzie się rozwierać stopniowo i z dużo większą krzywdą tych drugich, niż by to było możliwe w innym wypadku. Jeśli nauka nie ulegnie wcześniej porażeniu wskutek wybuchu „bomby megabitowej“ – to przepaść między uprzywilejowanymi a pozbawionymi przywilejów, może przybrać kształt całkiem fizyczny i dostrzegalny. Nie ulega bowiem wątpliwości, że jeśli nauki szlag nie trafi wcześniej – skala manipulacji ludzkimi genami będzie tylko rosła.

Już w tej chwili możliwe jest zamówienie sobie potomstwa – takiego, żeby przynajmniej nie miało oczywistych wad, dających się obecnie wykryć na etapie embrionalnym. Z czasem, bogaci i wpływowi będą sobie potomstwo projektować – oczywiście: jak najpiękniejsze, jak najmądrzejsze, jak najzdrowsze… I tym sposobem, ludzkość rozpadnie się na kilka gatunków, co perspektywy jakiejkolwiek „Republiki równych“, tudzież utopie „liberalnej demokracji“ – pogrzebie raz na zawsze. No, ale wtedy to już na jakiekolwiek „kontrolowane bankructwa“ i „neo-feudalizm z ludzką twarzą“ – będzie za późno…

19 komentarzy:

  1. Cyniczne, ale prawdziwe. Kapitalizm, podejmowanie ryzyka, odpowiedzialność - to się ludziom bardzo źle kojarzy. Ale prędzej czy później ten nasz "opiekuńczy" (cudzysłów, bo Polski to raczej nie dotyczy) system padnie na pysk. Dlatego odkładam urodzenie dzieci na czas, kiedy będę zamożna - czyli na święty nigdy. Bo sprowadzić je na świat w momencie, kiedy miałyby stać się pokoleniem "proli", byłoby niegodziwością.

    Tekst o seksie - jakże prawdziwy! Po cóż się męczyć z brzydką i realną osobą, skoro można zapewnić sobie spazmy rozkoszy w sposób prostszy, mając do pomocy lepsze podniety? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiro czy czytałaś może nasza radosną twórczość na portalu Agepo?

      http://agepo.info/2010/11/zalozenia-projektu-agepo/
      http://agepo.info/2010/11/jan-bloch-albo-dylematy-kasandry/

      Usuń
    2. No właśnie teraz spróbowałam przeczytać... Cóż, ja wierzę raczej w powolną agonię przeplataną próbami (może nawet udanymi) ułożenia sobie jakoś w nowym świecie życia.

      Usuń
  2. "Prol" to nie stan konta, tylko stan ducha. Jeśli więc Ty nie czujesz się "prolem" (a wierzę, że się nie czujesz...), to Twoje hipotetyczne dzieci też raczej "prolami" nie będą.

    Tak więc - nie wykręcaj się, chodzi o lenistwo, a nie o ideologię...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba, że o brak kandydata chodzi ;) Z tym mogę pomóc... oczywiście o udzielenie rady chodzi!

      Usuń
    2. Nie, prolem się JEST - co nie znaczy, że każdemu musi to przeszkadzać.

      Oczywiście, że jest w tym trochę swoistej ideologii, a raczej - wzgardy dla kraju, któremu nie chcę dawać nowych podatników. Szalenie (i złośliwie) raduje mnie, kiedy czytam te wyrzekania na bezdzietnych z wyboru. Od razu czuję, że rodzicielstwo w jakiś sposób upośledza ludzi. Bo skoro tak wyją, że bezdzietni są egoistami, to kim są oni sami - altruistami czy... poświęcającymi się frajerami?

      Lenistwo? Też. I brak motywacji. I zdrowy rozsądek.

      Usuń
    3. Mimo wszystko - sądzę, że stawiasz sprawę na głowie, podczas gdy powinna ona stać, czy też leżeć... tam, gdzie powinna!

      Mój sąsiad i przyjaciel właśnie spodziewa się czwartego dziecka - mieszkają wszyscy w jednej izbie, on pracuje na dwa etaty w Warszawie, oprócz tego hoduje świnie (a ostatnio też króliki), ona zajmuje się tą zgrają. Czy są "prolami"? Nie - bo się nimi nie czują. A "w godzinie próby" której wygląda Pan Piotr - też sobie poradzą, bo jeść będą mieli co...

      Generalnie - żeby nie produkować systemowi nowych podatników, trzeba unikać płacenia podatków. A żeby zakpić z próżnych żalów dzieciorobów - nie płacić ZUS.

      A dzieci? No niestety fakt, że jest to w tej chwili sprawa wyboru a nie przypadku - znakomicie komplikuje sytuację. Bo logicznych argumentów za posiadaniem potomstwa brak. Skądinąd: nie uważam jednak, aby argumenty PRZECIW tegoż potomstwa posiadaniu były jakoś szczególnie "mocne".

      Może sprawi Ci to frajdę..?

      Nam jakoś nie wyszło - a teraz to już za późno, zbyt lubię spokój i śpiew ptaków, żeby fundować sobie takie małe wrzeszczące...

      Usuń
    4. Zrobiła się z tego dziwna debata. A przecież rzuciłam tylko parę słów, ot tak, nie, żeby polemizować. Czy ktoś żyje w komórce czy w pałacach, czy ma jedno dziecko czy ośmioro - jego/jej sprawa, dopóki tych dzieci nie krzywdzi, dopóki się nimi opiekuje. Jak ze zwierzętami.

      Nie płacić ZUSu się nie da w pewnych przypadkach. Ale na starość, JEŚLI dzieciaci coś dostaną, to ja dostanę także - w zależności od tego, ile wpłaciłam, a nie od tego, ile dzieci sobie narobiłam. Tak więc dzieciaci przegrywają. Oczywiście finansowo, bo mogą wygrać na innym polu. (Notabene jestem od ponad roku w KRUSie, więc otrzymam ochłapy.)

      Sam się wykręcasz od potomstwa. ;) Spokój, śpiew ptaków - ot, kwestia wyboru. Ale za późno nie jest. Przypuszczam, że dużo starszy ode mnie nie jesteś. ;)

      Czy w "1984" nie było napisane: "Prole i zwierzęta są wolni"? Można czuć się wolnym, nawet spełnionym i - być prolem. Tak jak można być szczęśliwym - jak to oni się zwali - Elojem czy Morlockiem. ;) Nie sądzę, byś sam nazywał "prolami" ludzi nieszczęśliwych. Raczej ustawiłeś ich na odpowiedniej pozycji w hierarchii społecznej. Mylę się?

      Usuń
    5. "Prol" to generalnie ktoś taki, kto oczekuje, że papu zostanie mu podane do dzióbka, a tyłeczek wytarty - przez państwo. Stan majątkowy ani nawet - do pewnego stopnia oczywiście - miejsce w hierarchii społecznej nic tu nie ma do rzeczy.

      Tak bym to przynajmniej widział - najprościej.

      Też jestem w KRUS-ie: od 5 lat. Ale wcześniej przez 10 lat płaciłem taaakie "składki", że jak sobie policzyłem w wolnej chwili - gdybym ich NIE płacił, to bym teraz nie miał ani złotówki długu w banku...

      Usuń
    6. A może byś miał, bo wydałbyś forsę na coś innego? :)

      Usuń
    7. A poza tym - przepraszam. Nie miałem zamiaru na Ciebie "wsiadać" (jakkolwiek by to nie zabrzmiało...).

      Skądinąd: chcesz czy nie chcesz - odpowiedzialność mężczyzn za powołanie do istnienia następnego pokolenia jest praktycznie żadna. Wystarczy jeden płodny mężczyzna na tysiące kobiet, aby populacja rozwijała się żywiołowo, czego Paragwaj z lat 70. XIX wieku żywym przykładem. Tym samym - mnie to wcale nie stresuje, że nie mam dzieci - mój sąsiad spokojnie wyrobił normę, jego dzieci będą na mnie pracować...

      Usuń
    8. He he, cóż za praktyczne podejście. :)

      Nie, nie wsiadłeś. :)

      Usuń
  3. A wie Pan ze my az tak wcale sie nie roznimy?Nie roznimy sie bo prosze nie zapominac ze ja mowie o REPUBLICE bezposredniej gdzie co prawda KAZDY ma prawo glosu i AWNASU spolecznego ale juz sila tych glosow jest ROZNA.Chodzi "tylko" o to aby nie bylo zadnej rozpoznanej prawnie elity i plebsu a wlasnie aby istniala gradacja-od tych z jednym glosem(lenie i nieuki)poprzez tych z powiedzmy kilkoma(powiedzmy nieco lepiej wyedukowani i bardziej zaangazowani w zycie spolecznosci)az po tych z wieloma glosami(chodzace "cnoty obywatelskie" i uznani eksperci itp itd).Formalny podzial to gotowy przepis na rewolucje spoleczna oraz zanik doplywu swiezej krwi do elit co szybko doprowadzi do ich skretynienia.
    Jak do tego dojsc?-alez to proste-trzeba tylko rozmontowac panstwo i obecna korporacyjna ekonomie-to akurat obecnie "samo" sie DZIEJE.Jesli oddamy wladze obecnym zlodziejom-pardon-elita to coz ich powstrzyma przed wykorzystaniem nieco juz zerodowanej ale ciagle jeszcze w miare skutecznej machiny panstwowego przymusu dla prywatnych korzysci i zniszczenia resztek wolnosci?Coz powstrzyma ich od chocby owego wspomnianego przez Pana genetycznego wspomagania wlasnego potomstwa za panstwowe pieniadze?Oddanie im wladzy to zly pomysl-trzeba wlasnie aby ten system GNIL-aby owa elita(najczesciej wlasnie zwiazana z panstwem-policjanci,urzednicy,prokuratorzy itp itd)POWOLI tracila kontakt z terenem i realnym zyciem gospodarczym-niech rozkwitaja lokalne waluty i szara strefa oraz male biznesy podczas gdy tym glupocm z "elit" co siedza w urzedach(chocby Skarbowym)niech sie wydaje ze poniewaz zaostarzaja przepisy i kontrole to cos tam kontroluja.W ten sposob "elity" beda tracily kontakt z rzeczywistoscia podczas gdy przecietni obywatele beda sie UCZYC wlasnie gospodarnosci,odpwoiedzialnosci i zaradnosci oraz kreowac wlasna hierarchie autorytetow.A ze obecna ekonomia oraz organizacja panstwa sa absolutnie niewydajne i wziete z ksiezyca to pewnego dnia okaze sie ze "elity" juz NICZEGO nie kontroluja,ich pieniadze sa warte tyle co papier toaletowy a gminy ktore juz od dawna zyja swoim zyciem maja swoje wlasne "podziemne panstwo" i i "podziemna ekonomie" a wszelkie proby wtracania sie panstwa spotkaja sie ze zbrojnym oraz finansowym OPOREM.

    Piotr34

    OdpowiedzUsuń
  4. Dlatego juz TERAZ kazdy powinien miec zachomikowane troche kruszcow,bron oraz byc jak najbardziej niezaleznym od panstwa oraz PROPAGOWAC idee wolnosciowe-kiedy przyjdzie czas proby to im WIECEJ ludzi owe zloto,bron,niezalnosc od systemu oraz SWIADOMOSC o co toczy sie walka(a toczy sie literalnie o wolnosc i czlowieczenstwo)tym wieksza szansa ze zbudujemy druga Szwjacarie a nie druga Somalie czy drugi ZSSR.Jak Pan widzi przewaga tego rozwiaznia nad panskim tkwi takze w tym iz tu elity wykluja sie niejako automatycznie-najzaradniejsi,najbardziej zaangazowani,najbardziej przewidujacy zostana elita-tymczasem Pan chce ODDAC wladze ludziom przykutym do urzedniczych stolkow,oderwanym od rzeczwistosci pierdzistolkom,roznym nieudacznikom ktorych jedyna zasluga bylo ze akurat mamusia pracowala w urzedzie i prace zalatwila-to ma byc eilita?Pan sie spodziewa ze oni beda umieli rzadzic juz nie tylko w interesie panstwa ale w ogole rzadzic?-niech Pan popatrzy jak oni autostrady "buduja" oraz "reformuja" sluzbe zdrowa i a zobaczy Pan jak ci nieudacznicy potrafia "rzadzic".Elita jesli ma cokolowiek znaczyc i miec powazanie musi WYKUC sie w przeciwnosciach losu a nie zostac elita z NADANIA i po znajmosci co Pan chce zrobic.Ja chce aby POWSTALA PRAWDZIWA ELITA a Pan chce "uszlachcic" rodzinne klany roznych drobych cwaniaczkow-to blad-oni nigdy zadnych przeciwnosci zwalczac nie musieli a ich znajmosc realnych mechanizmow gospodarczych jest ZEROWA-z takich ludzi elity NIE BEDZIE.W dniach proby" istnieje jeszcze jedno niebezpieczenstwo-ze wladze sprobuja roznego rodzaju lokalni "silnorecy" obiecujacy spokoj i dobrobyt w zamian za PELNIE wladzy-tu wlasnie potrzeben jest PROPAGOWANIE idei demokracji bezposredniej aby ludzie ROZUMIELI co sie dzieje i kiedy przyjdzie poprzec to poparli wlasnie prawo glosu dla kazdego i demokracje bezposrednia a nie lokalnych "silnorekich"-to WTEDY przyjdzie czas PROBY-w wielu miejscach rozni lokalni watazkowie(czy to mafiosi czy lokalni politycy,bogacze lub komendanci wojskowi)beda probowali wprowadzic SWOJA wladze-wowczas te spolecznosci ktore sie nie obronia zostana nowymi chlopami panszczyznianymi podczas gdy te spolecznosci w ktorych spory procent sie POSTAWI zarowno slowem,pieniadzem jak i i czynem(moze nawet dojsc do drobnych jak sadze starc zbrojnych)bedzie wolnymi ludzmi.Kilkanascie gmin zas to juz mala protoSzwajcaria i zaczatek nowego ustroju ktory powstanie NATURALNIE a nie z nadania.


    Piotr34

    OdpowiedzUsuń
  5. Panie Piotrze,

    Czyli miałem rację: heroiczną ma Pan wizję przyszłości.

    Cóż - życzę powodzenia.

    Obawiam się tylko, że sukces "silnorękich" to w dziejach powszechnych norma - podczas gdy "spontaniczna demokracja bezpośrednia"... Hmm?

    Nawet "demokracja plemienna" to była demokracja dla "silnorękich" właśnie - nie dla plebsu!

    Natomiast niewątpliwie - wszystkie te przygotowania o których Pan pisze - mogą się przydać do tego, aby samemu zostać "silnorękim"!

    A - to bardzo rozsądny pomysł!

    Naturalnie dla kogoś, kto lubi wyzwania, ryzyko, ciekawe życie, przygody - i nie ceni śmierci w zatęchłym łóżku w otoczeniu stroskanej rodziny...

    Chyba pora napisać coś na Agepo..?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiscie nie chodzi o to aby czekac do samego konca a potem nagle krzyczec o demokracji bezposredniej,szastac zlotemi strzelac na prawo i lewo-nic z tych rzeczy.O

      Ogolnie rzecz biorac mamy cztery sektory zycia spolecznego-1.panstwowy,2.prywatny(szeroko rozumiany biznes),3tzw.pozarzadowy(rozne fundacje,oragnizacje doboroczynne,spoldzielenie,stowarzyszenia itp)oraz 4.przestepczy.Obecnie zarowno ze wzgledu na kryzys jak i zmiane filozofii rzadzenia panstwo sie zwija(te masowe likowidacje przedszkoli,szpitali,zwiajnie systemu emerytalnego itp)a jego role przejmuje najczesciej sektor 2(prywatne szoly,prywatnme szpitale,agencje ochorny itp.a czasem i sektor 4(rozne lokalne mafie pobierajce haracz za ochorne,czesto zreszta powiazne z sektorem 1 jak chocby nieslawny senator Stoklosa-“pan na wlosciahc” w okolicach Pily.W calej tej koncepcji chodzio to aby wspierac ow sektor trzeci lub ewentulanie drobnice z sektora drugiego i nigdynie pozwolic na rozprzestrzenieni sie sektora czwartego a i drugiemu nie pozowlic za bardzo wzrosnac w sile.Realizacja tego w praktyce jest dosc prosta-kiedy zamykaja panstwoea szkole czy szpital optujmy za szkola prowadzona prze fundacje czy szpitalem prowadzonym przez spoldzielnie a nie przez korporacj medyczna.Kiedy likwiduja posterunek policji zaorganizujamy ochotnicza sasiedzka straz obywatelska a nie wynajmujmy agencji ochorny,kiedy lokalni drobni kupcy walcza z siecia marketow wesprzyjmy ich(o ile nie zachodzi podejrznieprzekretow z ich strony)-wesprzyjmy bo oni zarabiaja i wydaja lokalnie a do tego nie moga naciskac na lokana spoelcznos ze uciekana z kapitalem gdzie indziej.Kiedy lokalni drobni producenci wlacza z zalewem tandentnej chinszczyzny wesprzyjmy ich z tego samego powou.Kiedy prywatyzuja loklany zaklad pracy popierajmy idee akcjonariatu pracowniczego lub wykup przez lokalna grupe producencka.Wspierajmy pomysl decentralizacjii policji i stworzenia policji municypalnej-bo to sa ludzie oplacani z lokalnych podatkow ktorzy maja korzenie pomiedzy nami a nie na drugim koncu Polski.Optujmy za spodzielniami pracowniczymi zamiast za wielkimi korporacjami.Prostestujmy wobec tworzenia armii zawodowej ktora jest lojalna tylko wobec placacej centrali a zamiast tego wspierajmy pomysl stworznia terytorialnych odzialow obrony z POBORU oraz uzbrjenia obywateli.Wspierajmy pomysly takie jak lokalne waluty,platformy barterowe czy banki czasu albo kasy pozyczkowe.Wspierajmy lokalne organizacje i fundacje dobroczynne zamiast ladowac kase do ZUS.Inwestyujmy w platformy pozyczek spolecznosciowych oraz crowdfundingu zamiast wielkich bankow i funduszy inwestycyjnych.Wspierajmy projekty takie jak rozproszony internet oraz wyszukiwarki dzialajace na zasadzei P2P(jak chocby Yacy)serwisy hostingowe czy otwarte systemy operacyjne(jak chocby Linux).lobbujmy za wyborami wojtow,wojewodow,sedziow,prokuratorow,komendantow policji itp aby ci ludzie odpowiadali przed nami(mieszkancami danej okolicy)a nie przed centrala w Warszawie.

      Piotr34

      Usuń
    2. Popierajmy przesuwanie opodatkowowania na szczebel lokalny.Wspierajmy lokalne media takie jak blogi,fora rozne wiki i ideagory(jak na przyklad projekt arduino) itp iitd.Wspierajmy rozproszone wytwarzanie energii oraz produkcje na wlasny uzytek(chocby drukarki 3D ale takze uprawe na wlasny uzytek itp).Wspierajmy organizacjee konsumenckie i fora klientow9ajk chocby strony oceniajace pracodawcow czy jakosc uslug lekarskich) zamiast skupiac sie na rozbudowywaniu niesprawnych instytucji typu sanepid,nik,pip itp.Lokalnosc,rozproszenie,sieciowosc,federacyjnosc.To w gruncie rzeczy PROSTA strategia-panstwo zanika-wchodzmy na jego miejsce a nie pozwalajmy na to poki co SLABYM silnorekim czy wcale jeszcze nie tak silnym a ostatnio nawet slabnacym globalnym korporacjom.
      Niemozliwe do zrealizowania?-hmm w UK(ktore tez przeciez nie jest kraina wiecznej szczesliwosci) 25% szkol prowadzone jest przez spolecznosci rodzicow,znacznaczesc sluzby zdrowia to spoldzielnie,znaczna czesc handlu oraz innych uslug(pocztowych,transportowych,finansowych itp)to takze spoldzielnie w tym szczegolnie najwieksza Co-operative.Znaczna czesc zadan policyjnych wykonywana jest przez polzawodowcyh wolontariuszy(tzw.support workers),znaczna czesc systemu zabezpieczen socjalnych to w rzeczywistosci rozne fundacje i stowarzyszenia zyjace z prowadzonego przez wolontariszy drobnego handlu(sieci malych sklepikow)a nastepenie transferujac srodki do potrzebujacych.Mimo potegi sieci hipermarketow rowniez niezle trzymaja sie sieci zrzeszajace drobnych kupcow a zwiazki zawodowe sa znacznie silniesze niz w Polsce-po prawdzie to sa na tyle potezne ze najwiksza partia UK,partia Pracy to ich niemal emanacja.A wszystko to w hiperkapitalistycznym UK a nie w kolektywistycznej Skandywnawii – w takim USA trzecie sektor stanowi obecnie 8% gospodarki.

      Jest to wiec do zrobianie i w Polsce-pytanie jest tylko jedno-czy ludzie rusza tylki z przed telewizorow czy tez wola sie pewnego dnia obudzic jako poodani jakiegos nowego senatora stoklosy ktory swa wladze bedzie wymuszal za pomoca agenciji ochrony zatrudniajacej bylych policjantow.Coz-sa narody jak Skandynawowie,Szwajcarzy i pare innych( w tym MOZE i Brytole)ktore beda o swa wolnosc sie starac-co do Polakow jak widze powszechna lemingoze i zanik wiezi spolecznych to przyznaje ze sam watpie-coz zobaczymy-SAMI WYBIORA SWOJ LOS.

      Mowia Pan heroiczna wizja historii-coz byc moze ale prosze nie zapominac ze wiekszosc tych rzeczy juz OBECNIE jest ROBIONA przez rozne grupy ludzi z ROZNYCH powodow-nie wymaga to zadnego heroizmu a tylko pewnej aktywnosci i koordynacji.Zreszta ostatecznie-NIKT nigdy NIE udowodnil ze heroiczna wizja historii jest bledna a Szwajcaria czy pare pomniejszych podobnych organizmow “panstwowych” przeciez powstalo(i to na ogol w niezbyt sprzyjajacych warunkach).Jest Pan fatalista ktory uwaza iz historia MUSI potoczyc sie pewnym okreslonym torem-ja uwazam ze istnieje zawsze kilka roznych mozliwych scenariuszy rozwoju wypadkow a wiele zalezy od naszych wlasnych dzialan i poziomu swiadomosci.

      Piotr34

      Usuń
    3. Nie dogadamy się!

      Moim zdaniem to, co Pan proponuje - to są rządy lokalnego kołtuństwa: nie ma środowisk bardziej anty-liberalnych, przeżartych układami i sitwami, oraz pospolitą "dulszczyzną" niż "społeczności lokalne". Co widać, słychać i czuć - na każdym kroku.

      Oczywiście: w miarę postępów kryzysu, kolorowa bajka tolerancji i "miłości bliźniego" pęknie jak przekłuty balonik - ale jeśli dzieje potoczą się dalej normalnie i zgodnie z ich naturalnym, oczekiwanym przebiegiem, czyli powstanie nowa szlachta z dotychczasowej oligarchia - to ta nowa szlachta MOŻE kiedyś stać się oświecona, liberalna i tolerancyjna - jak brytyjska w XVIII i XIX wieku na ten przykład (nim różnych Lloyd George'ów bezsensowne rozszerzanie praw wyborczych wyciągnęło na powierzchnię - z fatalnymi dla ogółu skutkami...).

      Natomiast przed lokalnym kołtuństwem które Pan tak wielbi - taka ścieżka rozwoju jest na zawsze zamknięta, bo to jest twór społeczny, który z definicji może być tylko stagnacyjny i (moralnie) opresyjny. Pańska ukochana Szwajcaria NICZYM innym się nie zasłużyła w dziejach ludzkości bardziej niż zażartą ksenofobią, opresyjnym, policyjnym systemem sprawowania władzy (proszę jeszcze raz rzucić okiem, co na temat Szwajcarii miał do powiedzenia mój zaprzyjaźniony Alan - a miał tam swego czasu jedną z większych fabryk napędów optycznych w Europie...) i totalnie anty-innowacyjnym podejściem do życia. Jest to społeczeństwo "skrajnie zamknięte".

      I to jest naturalne - bo tylko dzięki ksenofobii, kołtuństwie i zażartemu przywiązaniu do status quo, takie "społeczności lokalne" mogą jakoś tam trwać, w każdym pokoleniu odtwarzając tę samą sitwę.

      Mimo wszystko uważam jednak, że rządy (kiedyś w przyszłości...) światłej oligarchii są dużo weselsze!

      Tak więc nie jestem fatalistą. Po prostu - całkiem przeciwny stan rzeczy uważam za dobry.

      Usuń
  6. @Piotr34- chcieć to nie znaczy móc. Bardzo wątpię, czy nasi sąsiedzi przyglądaliby się z załozonymi rączkami na to co się dzieje. Na tworzenie się silnego sąsiada. Boć przecie dobry sąsiad to słaby sąsiad.

    Korzystniej jest zrobić bajzel bo w mętnej wodzie trzepie się najlepsze interesy. A najlepiej tam gdzie rządzi junta wojskowa.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...