niedziela, 24 czerwca 2012

Kwiaty polskie i inne

Wprawdzie nasz ogródek zarośnięty jak niedepilowana średniowieczna dama - ale co tam: pokażę co mamy! A mamy w tej chwili mnóstwo kwiatów przede wszystkim. Głównie, co chyba nie powinno nikogo dziwić - kwiatów dzikich, nielegalnych i bynajmniej przez nas nie oczekiwanych, czyli: chwastów.

Na początek zatem chwasty. Przez litość dla samego siebie fotografowałem te ZA PŁOTEM, a nie w samym ogródku:

 (tu, jak się otworzy zdjęcie w nowym oknie i powiększy, to widać w daleeekiej perspektywie, że ciągle jeszcze mamy konie - właśnie uświadomiłem sobie, że tak dawno ich Państwu nie pokazywaliśmy, że aż można było o nich zapomnieć: no, ale tak to właśnie teraz wygląda - na dziś mam ambitny plan naprawić roundpen i wziąć się za ponowne wyrabianie grzbietów naszym milusińskim, bo chciałoby się już dupsko na czymś szybszym od własnych nóg po okolicy powozić...)

(jaskółczym zielem, tak dogodnie rosnącym tuż przy domu, próbowała Lepsza Połowa wyleczyć ostatnio paskudne brodawki, które zrobiły mi się na obu dłoniach w jakiś czas po tym, jak rok temu wojowałem z grudą u koni - brodawki zmalały, ale kurację trzeba będzie jeszcze powtórzyć: tyle, że ciągle nie ma czasu, albo się zapomina...)

A teraz: kwiaty cywilizowane, oczekiwane i pożądane. Zaczynając od pomidorów i ogórków:

przez Lepszej Połowy maciejkę (wieczorami i nocą pachnie oszałamiająco):

karłowaty (bo urósł nawet nie połowę tego co powinien - a już kwitnie...) bób oraz różne grochy i fasole:
(Lepsza Połowa stoczyła heroiczną wojnę z mszycami, żeby ten bób, potwornie prowadzoną przez mrówki hodowlą tych owadów zarażony uratować - udało się!)

świeżo rozkwitły łubin:
aż po niekwestionowaną Miss naszego ogrodu - dynię:

z tą dynią to śmieszna historia. W zeszłym roku po "halołynie" kupiliśmy lekko już przechodzoną dynię "z przeceny". Pyszna była! Ja tego już nie pamiętam, ale Lepsza Połowa twierdzi, że dziki terrorem zmusiłem ją zachować i odsuszyć nasiona. A teraz, wiosną, Lepsza Połowa te nasiona posadziła - po dwa albo po trzy, jak jej radziłem, nie wierząc, że cokolwiek wzejdzie. Tymczasem - wzeszły wszystkie, co do jednego! Zdjęcie powyżej przedstawia zagon dyń już po dwukrotnym rozrzedzeniu - dynia na dyni bowiem rosła. Fakt, że jak cała reszta naszych roślinek - dynie też zaczęły kwitnąć bynajmniej nie osiągając "dorosłych" rozmiarów. Stąd, spodziewamy się, że i owoce będą jak orzeszki. No, ale kwiaty - piękne!

Kwitnie też oczywiście (co już poprzednio pokazywałem) dawniej posiana gorczyca:
ponieważ gorczyca (ta z paczuszki posiana) takim okazała się sukcesem jako zagłuszacz chwastów i osłaniacz wymagających półcienia kiwi od południowego słońca - dosiałem dwa tygodnie temu drugie tyle i też ładnie rośnie, choć oczywiście kwitnąć to jeszcze nie kwitnie:
Nie kwitnie też jeszcze - i to bardzo dobrze, bo dzięki temu ma szansę jeszcze urosnąć - nasz len. Zarówno wsiany na większą skalę niedawno:
jak i dawniejszy, "eksperymentalny", z brakiem wiary w sens tego przedsięwzięcia (bo żeby tak len z paczuszki z "siemieniem lnianym" - do meszu dla naszej umierającej Dalii wlkp, którego już zrobić nie zdążyliśmy kupiony - wschodził..?) tuż przy płocie posiany:

Co my z tym lnem potem zrobimy? Prawdę pisząc - mimo wszystko nie sądzę, aby urósł tak wysoki, żeby dało się go na przędzę przerobić - chyba, żeby znowu zrobił się nam "lipcopad" i ogólnie - chłodne i deszczowe lato - a na to się na razie nie zanosi. Natomiast siemię lniane konie lubią w każdej postaci - i w meszu i na surowo. Dla ludzi, zdaje się - też pożyteczne?

No, ale najbardziej to bym chciał trochę oleju wytłoczyć...

To  w zasadzie wszystko jak chodzi o kwiaty. Ale, skoro już jestem przy głosie, to się jeszcze pochwalę moim ulubieńcem, bo urósł od ostatniego razu:
Ogólny widok na nasz (dekoracyjny, dekoracyjny przecież!) tytoń wygląda tak:
Niewątpliwie, karłowacizna większości posianych przez nas roślinek wskazuje na kiepską na razie jakość gleby. Ale cóż - plac pod ogródek powstał dopiero w końcu marca, nawieźliśmy go czym mogliśmy, ale było już mało czasu.

Na przyszły rok skonstruujemy przynajmniej na części tego terenu wzniesione grządki - takie chociażby, jak u Ewy z Kresowej Zagrody. Wypełniacza w postaci pierwszej kategorii nawozu, przez zimę się uzbiera (na razie jest to towar deficytowy, bo i koni mało - i defekują głównie na pastwisku, a na zimowym padoku, który rutynowo sprzątam - mało...).

Wtedy będzie urodzaj, jak na naszej spirali ziołowej:
W tle - tak jest, nie mylicie się Państwo - nasza szklarnia, a raczej szklarenka (bo szyb starczy tylko na tyle - a i tak trzeba będzie folią dwie ściany uzupełnić...). Prawdę pisząc, nie sądziłem, że uda mi się wczoraj wyjść poza prace planistyczne - ale jakiś amok mnie ogarnął i gdyby nie to, że skończyły mi się gwoździe, a wzmiankowanej wyżej folii nie kupiliśmy jeszcze, nie spodziewając się tak szybkiego postępu prac - to bym pewnie zamknął inwestycję jednego dnia.

Oczywiście, konstrukcja jest koślawa i paskudna:

Ale jak na moje, skromne umiejętności techniczne i brak przyrodzonego talentu - to jest i tak "McGyveryzm" jak się patrzy! Szkielet udowodnił też już swoją solidność. Będąc w amoku bowiem - nie zauważyłem, biegnąc z nowym elementem na budowę, że właśnie postawiłem konstrukcję bocznej ściany i z impetem wyrżnąłem czerepem w belkę. Belka ani drgnęła - czerep, choć od razu po samarytańsku przez Lepszą Połowę zlany zimną wodą - boli. Podobnie zresztą jak inne członki ciała, bom - cały tydzień akwizując w stolycy - trochę odwykł od normalnej, czyli fizycznej pracy i dostałem zakwasów.

Oczywiście - żeby nie było wątpliwości: wszystkie te dyrdymały o kwiatkach i tak dalej - to było tylko po to, żeby jakoś przemycić zamiar pochwalenia się (co z tego, że nie dokończoną? Przecież nie będę czekał nie wiadomo jak długo z tak pilną sprawą!)  szklarenką. Lepsza Połowa patrząc mi przez ramię, właśnie z punktu ten podstęp rozszyfrowała...

15 komentarzy:

  1. O, czekam na relację z tłoczenia oleju lnianego, bo mi też coś takiego chodzi po głowie. Gdybym miała odrobinę talentu, to bym posadziła u siebie chmiel. Nie wiem czemu, ale tak a propos Twojego tytoniu na myśl mi przyszło :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Tytoń fajna sprawa, podobno posadzony przy płocie chroni ogródek przed robalami. U mnie nie da się jednak tego zrobić, bo nie po to parę lat walczyłam, aby Ania rzuciła palenie, żeby teraz pokusę na nią sprowadzać. Pamiętam jednak, że mój ojciec-namiętny palacz, w czasach kryzysu, gdy papierosy były na kartki, dostawał od swoich niektórych pacjentów-rolników, wówczas plantatorów tytoniu sporo machorki fachowo wysuszonej. Palił to, ale narzekał, że to nie to, co sporciak, jego ulubiony. ;-) Poza tym pewnie nie ogoniłabym się od wioskowych meneli-troglodytów, wołających papierosów. Jednak chmiel owszem mam w planie przyszłorocznym, jak i naukę warzenia piwa także. Co do oleju lnianego to trzeba jeszcze jakąś wyciskarkę wymyślić. Na Podlasiu funkcjonują jeszcze po wioskach drobne olejarnie, bo zwyczajowo dużo oleju lnianego się spożywa, zwłaszcza do śledzi i na święta wielkanocne. Czasem kupuję olej na targu miejscowym, albo za pośrednictwem znajomych wegan, którzy tym się parają. Pozdrawiam, ES

    OdpowiedzUsuń
  3. Chmiel owszem, owszem mamy - opowiem o nim następnym razem. Ale szyszek chmielowych w tym roku się nie spodziewam - prędzej w przyszłym.

    Zresztą, do produkcji piwa to już koniecznie trzeba by jakąś stodołę postawić - bo gdzie ja będę słód robił, do tego bezokiennego pomieszczenia trzeba?

    Co do wyciskania oleju, to jest na razie tylko taka ogólna idea. Wyciskarki, nawet ręczne, trafiają się na sprzedaż rzadko i nie są tanie - a o żadnej małej wytłoczni, gdzie można by pojechać i dać wycisnąć w okolicy nie słyszałem.

    Ale - zobaczymy...

    OdpowiedzUsuń
  4. Na te mszyce... Nie myślałeś, żeby podkablować mrówki obrońcom praw zwierząt? Jak tak można wykorzystywać biedne, słabsze czujące istoty!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stosujemy wyciąg ze skrzypu z mydłem potasowym i "gnojówkę" z pokrzyw. Powoli - ale pomaga.

      No i wszystkie biedronki jakie udało mi się znaleźć - przemieszczałem na bób...

      Usuń
  5. Ech, mnie to by się chyba nie chciało męczyć z tyloma małymi roślinkami. Dbać o te rabaty, te klomby... Już prędzej bym się zdecydowała mały "zielnik" oraz duży sad. Ale Ty się, jak widzę, lubisz bawić. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co może być przyjemniejszego?

      Poza tym, na "duży sad" czeka się latami - a mały "zielnik" mamy od dawna...

      Usuń
    2. No taaaak, ale Ty się musisz schylać, plewić, wyrywać chwaściory... Sad też jest upierdliwy, ale ja kocham drzewa.

      Zielnik można mieć, czemu nie: parę donic chociażby... To jednak co innego niż kilkadziesiąt zagonów z tymi "mniumnimi" i średnimi roślinami, które owocują raz do roku. A zioła są zawsze przydatne. Może je przycinać, a one dalej rosną.

      A, właśnie - kiedyś zrobiłam zdjęcie pewnemu kwiatu, a teraz widzę, że musiał to być kwiat dyni. Mam rację?

      http://img684.imageshack.us/img684/8066/p3010008.jpg

      http://img198.imageshack.us/img198/4171/p3010007.jpg

      Usuń
    3. W kwestii zielnika polecam "spiralę ziołową" wedle projektu naszego przyjaciela Wojtka: http://permakultura.net/2010/03/06/spirala-ziolowa/

      Naprawdę się sprawdza!

      Schylanie i plewienie jest rzeczywiście upierdliwe - osobliwie, gdy nie ma na to czasu, a widać, że już potrzeba.

      Z drugiej jednak strony - ja się i tak naturalnie garbię i jestem w takim momencie życia, gdy "rośnie się w dół" - to co mi za różnica..?

      Teoretycznie można by pielić mniej ściółkując. Ale ta sztuczka akurat jakoś nam się jeszcze nigdy nie udała - może dlatego, że zawsze żal mi było suchej słomy na to poświęcać (słoma jest dość droga, w tej chwili - droższa od siana - no i nie przewidujemy, żeby ją samemu produkować), a ta zużyta już przez konie bardziej zachęca chwasty do intensywniejszego wzrostu niż zniechęca..?

      A sad był/jest (w pewnym sensie)/będzie - to skomplikowane... W każdym razie: nowe drzewka mamy szczery zamiar sadzić jesienią: derenie, wiśnie, czereśnie i orzechy (w oddzielnym "orzeszniku" - bo mi zostało trochę wolnego miejsca między ogródkiem a przepędem dla koni, które mnie teraz denerwuje gołym piaskiem i chwastami - jeśli orzechy, solidnie nawiezione końskim guanem się tam przyjmą, w dłuższej perspektywie będzie można zastąpić osłaniające w tej chwili od południa nasze kiwi wierzbowe zarośla czymś pożyteczniejszym...). Jak się zbiorę z siłami i czasem - będzie też porządek w "starym" sadzie, bardzo zniszczonym przez zwierzynę i zarosłym trawą i jeżynami.

      Przy czym najbardziej mnie podnieca myśl o mikoryzie dla leszczyny - czyli o... truflach!

      Lepsze "przebicie" niż na truflach, w naszych warunkach - mogłoby być tylko na maryśce (która przy tym wygląda na dużo łatwiejszą w uprawie od trufli)... Z tym, że paru restauratorów znam - a żadnego amatora "ziela" z okolicy, niestety nie - że zaś pomysł przerobienia szkoły w sąsiedniej wsi na ośrodek odwykowy na razie chyba upadł - obawiam się problemów ze zbytem :-(

      Z czego oczywiście - nic a nic na razie nie wynika - ale może się uda? Do spłacenia długów musiałbym wyprodukować i sprzedać jakieś 15 - 20 kg trufli - albo 2 - 3 kg "ziela"... Żartuję, oczywiście!

      Kwiat rzeczywiście - dyni. Albo czegoś bardzo blisko spokrewnionego.

      Usuń
  6. Witam,

    Polecam kwiaty dyni nadziewane serem z ziołami, smażone w tempurze. Proste, a znakomite.

    Pozdrawiam
    Mark0wy

    OdpowiedzUsuń
  7. Aż tyle kwiatów nie mam, bo działka mniejsza :)
    Ale szklarnia rośnie pięknie!
    Chętnie bym Ci oddała moje wcześniej zdemontowane okna, ale już za późno...
    pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo fajnie zapowiada się ta szklarnia, życzę wytrwałości w budowie bo wiem na swoim przykładzie, że dysponując "czasem na wyrywki" nie jest łatwo zrobić cokolwiek. I oby wam aby rosły w niej piękne rośliny.
    Pozdrawiam, Tomek.

    OdpowiedzUsuń
  9. Zostało tylko wyłożyć podstawy bocznych ścian pustakami, ułożyć na nich i przytwierdzić listwy, które dodatkowo usztywnią konstrukcję i będą służyły jako zaczep dla folii, przymocować resztę okien (cały dach będzie szklany i jeszcze kawałek południowej ściany - reszta w folii), uszczelnić, zamocować na zawiasach i haczyku wejście (podejrzewam, że bez dodatkowej beleczki u góry się nie uda - ale to wyjdzie w praniu...), przytwierdzić folię - i w zasadzie: będzie gotowe... Pozostanie tylko stopniowo napełniać "materiałem organicznym" obie tak powstałe grządki. Być może, po północnej stronie dołożę jeszcze półeczkę na doniczki - przyda się, bo i tak głównym zadaniem tego ustrojstwa będzie produkcja sadzonek dla ogródka!

    Na razie jednak spadł deszcz - z czego, skądinąd, bardzo się cieszę - trzeba też będzie trochę popracować - a potem i tak musimy pojechać do Radomia, bo wczoraj szlag trafił ogrzewacz i jak co miesiąc trzeba go zawieźć do serwisu. Przy okazji kupi się materiały - i może jutro albo pojutrze wykończę szklarenkę?

    OdpowiedzUsuń
  10. Witam,

    Jeśli masz rachunek, to powołaj się na niezgodność towaru z umową (ustawa o sprzedaży konsumenckiej z 27.07.2002 r.), byle nie na gwarancje, bo ta jako umowa dodatkowa przygotowywana przez sprzedawcę i dla niego korzystna.
    Żądasz wymiany na nowy, sprzedawca ma 14 dni na rozpatrzenie żądania. Jeśli w tym terminie Cię nie poinformuję, roszczenie uważa się za zasadne.
    Ustawa ma 4 strony więc warto przeczytać.

    Pozdrawiam
    Mark0wy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale naprawiają go bez szemrania - czasem nawet na poczekaniu, choć latem to niekonieczne, bo mamy drugi - trochę słabszy.

      Podejrzewam jednak, że producent tych ogrzewaczy wkrótce padnie - bo dawać 3 lata gwarancji na sprzęt, który psuje się kilka razy do roku albo i częściej..?

      Przy tym - nie wiem, co tam można by jeszcze wymienić, bo to jest przecież tylko plastikowa obudowa (wymieniona na nową ostatnio - bo ciekła), zintegrowana grzałka (wymienia się całą) i... wszystko!

      Po prostu: ten typ tak ma.

      Albo - nasz hydrofor się zbyt często zapowietrza (co jest faktem - mimo, że staramy się uważać...).

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...