sobota, 5 maja 2012

Mit „re-industrializacji“.

Bezrobocie szaleje. Osobliwie wśród absolwentów. Nic dziwnego, że hasło „re-industrializacji“ krąży po blogach jak widmo komunizmu. O co tu chodzi? Domyślam się tylko – bo jak zwykle, jak zwykle – jest to hasło tak samo niekonkretne i nie zdefiniowane jak „rewolucja narodowa“, „demokracja labilna“ czy inny „alterglobalizm“.

Domyślam się tedy, że chodzi tu po prostu o wprowadzenie twardego protekcjonizmu: zaporowych ceł, lub wręcz – zakazu importu z Chin (i w ogóle skądkolwiek) czegokolwiek poza wyrobami z laki. Oczywiście, w tej sytuacji – trzeba będzie t-shirty, wagi elektroniczne, telewizory, żarówki, a nawet – o zgrozo! – komputery wytwarzać na miejscu. Piszę o tym ze zgrozą, bo jak pomyślę o wytwarzanym w Polsce komputerze… No dobra: nie będziemy się z historii techniki naśmiewać..!

Jak trzeba będzie wszystko wytwarzać na miejscu – to oczywiście: wszyscy będą mieli pracę. I będą szczęśliwi. Proste? Jeszcze jak proste! Dlaczego zatem nikt lub prawie nikt tak nie robi? No cóż – spisek banksterów, „Chicago boys“, albo – kompradorska zależność lokalnych elit od wielkiego kapitału z zagranicy.

Nie mam co prawda pojęcia, dlaczego akurat bankom i wielkim korporacjom miałoby zależeć na wolnym handlu – skoro cała ich siła w tym właśnie leży, że się doskonale BEZ wolnego handlu obywają, właśnie dlatego, że stać je na korumpowanie lub zastraszanie. Wolnego handlu zresztą tak naprawdę za wiele to na świecie nie ma – choć to prawda, do wyśnionego raju protekcjonistów jednak jest nam w tej chwili dalej niż bliżej. Im mniej zresztą w jakiejś branży wolnego handlu – tym lepiej się w niej czują właśnie: banki i wielkie korporacje. Czego najlepszym przykładem jest chociażby rolnictwo…

Dalej na pewno mamy do owego wyśnionego raju protekcjonistów niż w fatalnej i godnej najwyższego pożałowania dekadzie lat trzydziestych minionego stulecia. Przekonuje mnie o tym kompletna porażka pewnego eksperymentu myślowego, który próbowałem przeprowadzić na moim ulubionym forum historycznym.

Chciałem bowiem, wspólnie z innymi użytkownikami zastanowić się, co by się stało z II RP, gdyby nagle spłynął na nią deszcz dolarów. Tak, jak np. na kraje eksportujące ropę naftową w latach siedemdziesiątych. Doszło wówczas do całego szeregu spektakularnych porażek ogłupiałych od nadmiaru bogactwa rządów. Przyjmowano coraz to ambitniejsze „programy rozwoju“, importując na masową skalę nie tylko limuzyny i samoloty dla petrodolarowych książąt, ale też i: maszyny, samochody, całe fabryki (notorycznie stawiane przez budowniczych z PRL…), bloki mieszkalne dla ludności wcześniej gnieżdżącej się w lepiankach i namiotach, całe kilometry pustyni obsadzano różami.

Z braku wykwalifikowanej kadry technicznej oraz najprostszych umiejętności wśród ludności, która miała tego wszystkiego używać – maszyny i samochody rdzewiały potem (powoli, bo sucho tam…) na pustyni, fabryki najczęściej nigdy niczego nie wyprodukowały, bloki zarastały syfem, a źle nawodniona pustynia zamieniała się w solnisko.
 


Skądinąd, niekoniecznie niespodziewany deszcz dolarów mógł do takich widoków prowadzić. Ogromny, nieludzki, nie mający precedensu wysiłek dziesiątków milionów sowieckich niewolników, gołymi rękami stawiających od zera całe nowe okręgi przemysłowe na Uralu czy za Bajkałem – dawał mniej więcej taki sam efekt: „stacje traktorowe“, zakładane po wsiach w ramach kolektywizacji, przezywane były przez ludność „cmentarzami traktorów“, bo z braku części zamiennych i smarów, w rękach nienawykłych do czegokolwiek poza pługiem zaprzężonym w woły mużyków, „stalińce“ padały jak muchy. A jak ktoś chce sobie zrobić oryginalną wycieczkę surwiwalową, to polecam trasę BAM-u (czyli Bajkalsko – Amurskiej Magistrali). Dla zaawansowanych – jest też o wiele trudniejsza trasa koleją, którą Stalin kazał za Kołem Polarnym wzdłuż północnego wybrzeża Syberii kłaść. Nigdy nie udało się jej uruchomić…
 


Spodziewałem się, że pompując (w ramach eksperymentu myślowego oczywiście) parę setek milionów przedinflacyjnych, w 100% pokrytych złotem dolarów w gospodarkę II RP, z jej brakiem kadry technicznej, płytkim rynkiem wewnętrznym, mnóstwem zaszłości po zaborcach, dla których Polska była tylko potencjalnym polem bitwy i źródłem taniego rekruta – uda się zidentyfikować różne wąskie gardła, blokujące w rzeczywistości rozwój kraju. Gdyby dało się to zrobić porządnie, z rocznikami statystycznymi, tabelami i wykresami w ręku – byłaby z tego eksperymentu jakaś korzyść dla wiedzy o historii, może nawet – z możliwością wyciągnięcia wniosków na przyszłość..?

Tymczasem: nic z tego. Oczywiście, Koledzy skorzystali z okazji, żeby sobie pogwarzyć o tym, co lubią, czyli o czołgach, samolotach i moździerzach. Co do perspektyw rozwojowyc II RP jednak, to żadnych wąskich gardeł nie udało się zidentyfikować. Okazało się za to, że mój hipotetyczny „Johny Kovalsky“ z Teksasu nie miałby po co inwestować swoich milionów! No bo po jaką cholerę inwestować w kraju, który i tak NIC poza węglem, cynkiem i odrobiną nieprzetworzonej żywności nie sprzeda zagranicę – a nie sprzeda, bo i sam stosuje taki właśnie „twardy“ protekcjonizm, jaki obecnie zwolennicy „re-industrializacji“ proponują i taki sam właśnie protekcjonizm stosują wszyscy jego sąsiedzi bliżsi i dalsi? Mowy nie było o tym, żeby przedwojenna Polska sprzedawała np. do Niemiec meble. Dzisiaj to jest dla niektórych kamień obrazy i hańba narodowa, że sprzedajemy Niemcom meble – bo przecież, powinniśmy im sprzedawać samochody, nieprawdaż..?

W okresie międzywojennym handel międzynarodowy prawie że zamarł. Kupowano tylko to, co absolutnie niezbędne, bo nie dało się tego wytworzyć na miejscu – oraz surowce. Mało tego!  Niektórych surowców – jak szczegółowo omawianej w tamtym wątku ropy – nie dało się kupić. Ropę wydobywano wówczas albo w koloniach, albo w krajach pół-kolonialnych. Monopol na jej wydobycie i przetwarzanie miały koncerny z metropolii, które po prostu – surowej ropy stronom trzecim nie sprzedawały.

W efekcie biedny, zmagający się z nieustannymi kłopotami budżetowymi rząd polski płacił wyeksploatowanym i przez to drogim (nie udało się przez cały okres międzywojenny osiągnąć nawet połowy wydobycia sprzed I wojny światowej) kopalniom ropy naftowej w Galicji stawki umożliwiające im utrzymanie wydobycia – po czym część tak uzyskanego surowca i jego pochodnych eksportował do krajów sąsiednich po kilkukrotnie niższej cenie, deficyt pokrywając specjalnym podatkiem nałożonym na krajowych konsumentów produktów naftowych, aby tylko zdobyć dewizy. Gdzie tu sens, gdzie logika? I czego się dziwić, że w dwudziestoleciu międzywojennym mechanizacja rolnictwa spadła nawet w stosunku do roku 1913?

Czy w tym „uniwersalnie protekcjonistycznym“ świecie nie było bezrobocia a wszyscy byli szczęśliwi? Ależ skąd! Bezrobocie było jak się patrzy, bieda aż piszczała, a walka o dostęp do surowców MUSIAŁA skończyć się nową wojną – aż dziw bierze, że dopiero w 1939, a nie 10 lat wcześniej..?

Trzeba się teraz zastanowić, jak w ogóle udało się przerwać to błędne koło powszechnego obłędu… Niech pomyślę… Czyżby chodziło o udział Stanów Zjednoczonych w II wojnie światowej, a potem ich pozostanie w Europie – co zmusiło państwa europejskie do zliberalizowania handlu tak ze Stanami (to oczywiście było w interesie Stanów…), jak i ze sobą nawzajem, w tym – także ze swoimi, hermetycznie wcześniej zamkniętymi imperiami kolonialnymi, które zresztą rychło się rozsypały..? Nie może to być! Przecież Stany to samo zło, z definicji nie mogą nic dobrego zrobić! Ani chybi – wyszło im przypadkiem, wbrew najlepszym intencjom: chcieli tylko powyzyskiwać, a całkiem niespodziewanie – dobrobyt w Europie się zrobił, no popatrz, co za pech!

Nie jestem dogmatykiem liberalizmu. Wcale nie wykluczam, że obecny etap rozwoju rynku światowego musi przynieść, w przeciwieństwie do okresu powojennego – także pewne niemiłe niespodzianki. Chiny, Indie, Azja Południowo – Wschodnia, Ameryka Południowa, w perspektywie – może wreszcie też i Afryka – to są o wiele większe ludnościowo rynki niż sama tylko Europa Zachodnia z przyległościami. Wolny handel między Stanami a Europą sprawił, że Europa zaczęła gonić Stany pod względem wysokości pensji i poziomu życia – powielając przy okazji amerykański model konsumpcji, oczywiście: na europejską, więc siłą rzeczy – skarlałą skalę. To samo działo się w Japonii czy na Tajwanie lub w Korei Południowej. Już wtedy pojawiały się w Stanach głosy, że tanie, japońskie samochody odbierają pracę amerykańskim robotnikom, a Japonia wkrótce wykupi całe Stany.

Tak się nie stało – ale Chiny są o wiele większe! Może im rzeczywiście uda się Stany wykupić. Może – tym razem – nie tylko pensje i poziom życia w krajach „goniących“ wzrosną – ale też i robotnicy z krajów „doganianych“ muszą, jeśli chcą zachować swoje miejsca pracy (a specjalnie nie mają wyboru, bo o nowe branże, nowe pomysły, nowe idee – jakoś: coraz trudniej…) – zaakceptować obniżkę płacy realnej i poziomu życia? Może tym razem, rozwinięty Zachód musi się spotkać z rozwijającym się Wschodem w połowie drogi? Niemiła to perspektywa, nic więc dziwnego, że budzi frustrację. Szczególnie – u sług gosudarstwa! Jeśli bowiem chcąc wytrzymać konkurencję z Chinami, europejskie czy amerykańskie fabryki muszą produkować taniej – to najbardziej oczywistym krokiem (który jednak NA PEWNO nie zostanie wykonany!) jest zdjęcie z nich garbu wygórowanych kosztów podatkowych, konsumowanych bezproduktywnie przez gosudarstwo ustami swoich sług…

12 komentarzy:

  1. Moj nauczyciel historii a aktualny posel PiS - Zbigniew Dolata, byl zakochany (pewnie nadal jest) w protek... chcialem napisac "ochronie gospodarki narodowej" II RP. Chcialby podobne metody stosowac nawet wzgledem UE. Np. poprzez wymaganie odpowiednich standardow, ktorych inne panstwa by nie spelnialy. Z tego co pamietam to chcial chocby inny standard srednic gwintow srub wprowadzic. Jak kazdy od czasu cos sam naprawiajacy wie - stworzenie wiekszej ilosci standardow podnioslo by niesamowicie jakosc zycia i cisnieni krwi! Ale budzet mialby wiecej kasy. O ile inne panstwa nie odp. by podobna taktyka rozpoczynajac "wojne standardowa"...

    OdpowiedzUsuń
  2. A fajny pomysł z tym pytaniem.
    Nie doczytałem wątku, bo dość szybko się zaczęło powtarzanie i fantazje o czołgach i samolotach. Więc moje zdanie:
    Po pierwsze- ta twoja hipotetyczna sytuacja się zdarzyła prawie dokładnie w Argentynie po 1946. Kraj był przez 15 lat (od początku kryzysu do końca wojny) praktycznie odcięty od dostaw jakikolwiek produktów przemysłowych, po wojnie za to było sporo szmalu. Który został wydany na ściągniecie tylu naukowców z Niemiec ilu się dało- natychmiast zaczęto budować cały przemysł od zera i to ówczesny hi-tech. Samoloty odrzutowe, rakiety, początek prac nad reaktorem atomowym, fabryki samochodów, itd. Fabryki budował rząd, ale np. zespół projektantów Focke-Wulfa się udało ściągnąć w komplecie. To była kluczowa kadra. Własciwie to co zbudowano przez tamte 10 lat jest cały czas podstawą argentyńskiego eksportu przemyslowego- reaktory atomowe, turbiny samochody, itp. To szło w parze z infrastrukturą- akurat szczęśliwie brytyjski rząd oddał koleje jako rozliczenie długów, itd.

    OdpowiedzUsuń
  3. Napisze ostro i krótko. Jeżeli się na czmś nie zna to nie należy pisać bzdur - odnośnie polskicyh komputerów to mogliśmy być czołówką światowa - wystarczy poczytać o Jacku Karpińskim i komputerze K-202.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mogliśmy. Ale nie byliśmy. Tak samo inżynier Habich podobno mógł zbudować czołg lepszy od T-34. Ale nie zbudował. I tak dalej, i temu podobne. To są bajeczki dla grzecznych chłopców...

      Usuń
  4. Bardzo ciekawy eksperyment myslowy(czyzby jednak nieco sie Pan zasugerowal naszymi dyskusjami o szukaniu sposobu zmiany naszej rzeczywistosci na lepsze?).To jest zreszta cos o czym ja wlasnie mysle-dzialanie nie tyle na poziomie polityki co wlasnie na poziomie generowania pewnych trendow,zmian strukturalnych i tworzenia calych galezi gospodarczych-to jest wlasnie TO co obecna wladza jakos tam powinna robic.Co prawda nie mamy Johna Kowalskiego w zanadrzu ale jest polska wielomilionowa Polonia z calkiem sporym kapitalem(Polacy w USA sa zdaje sie druga czy trzecia grupa etniczna pod wzgledem zamoznosci)wiec srodki by sie znalazly(zreszta byla kiedys niejaka Piasecka-Johnson z 500 milionami USD a mysle ze mogloby byc takich wiecej).Oczywiscie na dzisiaj nie moglaby byc to "twarda reindustrializacja"(Chinczykow cenowo nie pobijemy-zreszta po co?)a raczej inwestowanie w technologiczna i organizacyjna ucieczke do przodu aby Polska gospodarka byla bardziej innowacyjna i elastyczna-odpowiednie inwestycje w sfere finansowa oraz edukacyjna i organizacyjna plus inkubatory przedsiebiorczosci itp a reszta "zrobila by sie sama"-zupelnie zgodnie z wolnym rynkiem i bez narzucania przez panstwo zadnych ograniczen-moze oprocz zadekretowanej(ale madrze zrobionej)proby stworzenia "polskiej doliny krzemowej i biotechnologicznej-taki wpolczesny odpowiednik panskiego "malego Teksasu" i potencjalny motor napedowy owej "ucieczki do przodu.


    P.S.Ale naprawde nie rozumiem co ma wspolnego demokracja labilna z reindustralizacja?To dwie zupelnie rozne sprawy-jedna tyczy organizacji systemu politycznego(i te popieram)a druga odbudowy przemyslu(co juz popieram tylko czesciowo-ale to temat na dluzsze dywagacje).

    Piotr34

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Panie Piotrze,

      Ten konkretny eksperyment myślowy dotyczyć miał okresu międzywojennego - i się nie udał. Regulamin działu "historia alternatywna" na forum wymaga, aby nie dyskutować spraw młodszych niż kilkunastoletnie - więc za wiele o naszej współczesności byśmy tam nie podebatowali. Zresztą: nie czuję się na siłach...

      A "re-industrializacja" tyle ma wspólnego z "demokracją labilną", że oba te pomysły mam za tak samo utopijne, niezależnie od tego, że innych rzeczy dotyczą.

      Usuń
    2. Rozumiem zalozenie-ja tylko stwierdzam iz to dosc ciekawy sposob "badania" historii i EWENTUALNIE wyciagania z niej wnioskow.Oczywiscie przeniesienie tego na wspolczesnosc to zupelnie inny kaliber sprawy i chyba nikt rozumny tu sie nie czuje do konca na silach bo jak Pan kiedys SLUSZNIE stwierdzil przeciez nie znamy nie tylko ze przyszlosci ale nawet i wszystkich czynnnikow kreujacych obecna sytuacje w postaci takiej a nie innej.

      Ale co do demokracji labilnej to raczej sie nie zgodze.Utopia-hmmm-a czemuz to?Czyzby dlatego iz SUGERUJE zanik hierarchi spolecznej itp co jest OCZYWISCIE sprzeczne z natura ludzka?Sadze iz takie odczytanie systemu demokracji labilnej(czy innej formy demokracji bezposredniej)jest niesluszne.Szwajcaria czy sredniowieczna Islandia to panstwa zorgaznizowane wedle tego systemu(nieco w rozny spsob zreszta)-w zadnym z tych krajow hierarchia spoleczna nie zanikla-jej zanikniecie zdaje sie w gruncie rzeczy niemozliwe i niezgodne z nasza "malpia" natura.Splaszczenie hierarchii,jej ucywilizowanie oraz wzglednie swobodne tzw. krazenie elit to to co udalo sie tam osiagnac i jest to BARDZO DUZO i do tego nalezy dazyc.Natomiast zwalczac sam fakt istnienia hierarchii spolecznej to oczywiscie czysty idiotyzm,nieznajomosc socjobiologii i NIKT tu nie zamierza tak idiotycznego(i skazanego z gory na niepowodzenie)przedsiewziecia przeprowadzac.

      Piotr34

      Usuń
  5. @BoskaWola

    Ciekawy wpis u @Maczety Ockhama ktory pokazuje iz chyba nie ma Pan racji z tym swoim pesymizmem.

    http://tiny.pl/hpnx6

    Podane przez niego LICZNE przyklady wielu udanych procesow BUDOWY nowoczesnych i silnych gospodarek wskazuja iz podjecia ryzyka budowy silnego kraju czesto sie oplaci i do osiagniecia sukcesu NIE potrzeba byc jasnowidzem-wystarczy zdrowy rozsadek oraz bazowanie na historycznych DOSWIADCZENIACH.Oczywiscie nie kazda proba transformacji sie udaje a obecnie sytuacja sie dodatkowo skomplikowala poprzez proces tzw.globalizacji,"nowa ekonomie" itp ale porownanie poziomu zycia i potegi panstw ktore ryzyko transformacji PODJELY z tymi ktore tego nie uczynily jednak przemawia na rzecz dzialania.Oczywiscie caly proces jest KOSZMARNIE skomplikowany(uwarunkowania geopolityczne,kulturowe,geograficzne itp)i wymaga ogromnej OSTROZNOSCI ale LICZNE sukcesy udanych procesow transformacji jednak powinny nas nastawiac optymistycznie.

    P.S.Obecna IIIRP nie podjela PRAWDZIWEJ transformacji gospodarczej-zmiana byla tylko pozorna i zakonczyla sie podbojem ekonomicznym naszego kraju przez obce potegi z roznych regionow swiata.Nie o takiej transformacji mysle tylko o REALNEJ zmianie i REALNYM rozwoju(jak chocby Japonia w swoim czasie,Korea Poludniowa itp).

    Piotr34

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Panie Piotrze,

      Kolega Maczeta podszedł do problemu nieco wężej, niż ja to próbowałem zrobić. Oczywiście prawdą jest, że prawie wszystkie współcześnie istniejące "potęgi przemysłowe" zawdzięczają swoje powstanie i początkowy wzrost troskliwej opiece gosudarstwa (wyjątkiem jest Wielka Brytania - tam istniejący faktycznie w pierwszej połowie XIX wieku protekcjonizm był zwalczany przez "kręgi przemysłowe": miał bowiem chronić nie przemysł, ten "opieki" nie potrzebował - a rolnictwo...).

      Czy gosudarstwo otaczało jednak rodzące się manufaktury a potem fabryki opieką z troski o spłaszczenie struktury społecznej i wyrównanie życiowych szans? A gucio tam! Gosudarstwo robiło to dlatego, żeby zmaksymalizować swoje szanse w rywalizacji z konkurencyjnymi gosudarstwami, do czego różne niosące śmierć zabawki były bardzo przydatne - a spłaszczanie hierarchii społecznej i większa mobilność zarówno pionowa jak i pozioma, były tu raczej niechcianym, ale nieuniknionym efektem ubocznym.

      Wszystko to zresztą działało póki zachowywano pewne granice zdrowego rozsądku. W okresie międzywojennym, jak tego nasz eksperyment myślowy dowiódł - zdrowy rozsądek został zgwałcony. W świecie "uniwersalnie protekcjonistycznym" żaden trwały rozwój nie jest możliwy - co najwyżej jedni upadają wolniej od innych (zależy to głównie od tego, jak wielkim rynkiem i zasobami dysponują wewnątrz swojej protekcjonistycznej twierdzy: i dlatego nonsensowny był pomysły na "Johny'ego K." wywożącego kapitał z wielkiej gospodarki amerykańskiej, gdzie było w co i po co go inwestować - do maleńkiej gospodarki polskiej, której nie było ani jak, ani po co - rozwijać...).

      Jeśli miałoby dojść do załamania i tak ograniczonego wolnego rynku jaki mamy w tej chwili - myśli Pan, że efekt byłby inny?

      Jak pisałem, nie jestem doktrynerem liberalizmu. Podjęta jak najbardziej przez gosudarstwa i w interesach gosudarstw przemiana środkowoeuropejskiego rolnictwa w wieku XIX dała jednak gdzieniegdzie (w Prusach na ten przykład - ale też na południu Rosji i nad Wołgą...) efekty, których nie mogę ocenić inaczej, niż jednoznacznie pozytywnie: ludzi gwałtownie przybyło, a ich zamożność rosła jeszcze szybciej od ich liczebności.

      Ponieważ jednak zachowywano wtedy pewne minimum zdrowego rozsądku, głównymi narzędziami używanymi przez ówczesne gosudarstwa nie były taryfy celne - lecz dobry przykład, zachęty i nagrody dla najlepszych. Jest taki wskaźnik w "przemyśle wyścigowym": stosunek wysokości nagród wypłacanych zwycięzcom gonitw do szacowanego kapitału wkładanego w hodowlę i trening koni. W Europie kształtuje się on na poziomie od kilkunastu do góra 20 - 25% (w Singapurze i bodaj Japonii przekracza 100% - ale to dlatego, że tam się ścigają głównie konie zagraniczne). Czyli: jedna złotówka zainwestowana przez państwo (które fundowało nagrody nim rozwinął się totalizator) wzbudza od 3 do 6 złotych inwestycji "prywatnych". Oczywiście współcześnie nie ma to żadnego znaczenia, bo hodowla koni nie jest żadnym sektorem strategicznym dla kogokolwiek: sam mechanizm jednak, da się przecież zastosować nie tylko w tej branży...

      Usuń
    2. To tym razem podszedłem do problemu w miarę dokładnie według twoich wytycznych. Objętość się niestety okazała za duża na komentarz na forum, czy na blogu, więc zapraszam do mnie.

      Usuń
    3. @ Boka wola
      Co do Wielkiej Brytanii stanowczo protestuję- ten proces miał miejsce, ale wcześniej. Pomiedzy Cromwellem a wojnami napoleońskimi. W 1815 przemysł Anglii i Szkocji miały tak wielka przewagę nad resztą świata, że właśnie zaczęły promować wolny handel. A co niby było jedną z ważniejszych przyczyn powstania USA jak nie brytyjski protekcjonizm własnie i akurat administracyjny zakaz tworzenia przemysłu w koloniach???

      Usuń
    4. Chodziło mi o to: http://en.wikipedia.org/wiki/Corn_Laws

      "Era wolnego handlu" zaczyna się w roku 1846. Nie wcześniej.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...