poniedziałek, 28 maja 2012

Kto jest moim bliźnim?

Dyskusja dotycząca kradzieży która nas spotkała, nieuchronnie, jak to zawsze się dzieje w dobrym towarzystwie, zmierza w stronę imponderabiliów. Nie wiem, jak się zachowam, jeśli uda mi się wykryć sprawcę. To się może okazać tylko w praktyce – bo zwyczajnie: brak mi doświadczenia, abym był w stanie cokolwiek sensownego w tej materii (tj. tego, na ile zachowam trzeźwość umysłu i sprawność psychosomatyczną…) przewidywać, oświadczać lub choćby tylko – zgadywać. Nie ma zatem po co drążyć tego akurat wątku.

Moje stanowisko w tej sprawie mogę podsumować następująco: jestem socjopatą. Dlaczego uważam się za socjopatę? Ano dlatego – że nie oczekuję po społeczeństwie (przynajmniej – rozumianym jako pewna „całość instytucjonalna“, tj. obejmująca również gosudarstwo i jego organy) niczego dobrego. W szczególności – nie oczekuję, iż „zorganizowane społeczeństwo“, czyli gosudarstwo – będzie bronić mojego mienia i osoby. „Zorganizowane społeczeństwo“, czyli gosudarstwo – moim zdaniem – zajmuje się samo sobą i prędzej się po nim spodziewam jakichś na moje mienie lub osobę zamachów, niż jakiejkolwiek bądź pomocy.

Co więcej – jestem w odniesieniu do „zorganizowanego społeczeństwa“, czyli gosudarstwa – pesymistą o tyle, że nie spodziewam się, aby taka forma „zorganizowania społeczeństwa“, która by miała na celu w pierwszym rzędzie ochronę mojego mienia i osoby, a dopiero potem – własne interesy owej „organizacji“ – była w ogóle możliwa. To, że gosudarstwa w ogóle jakikolwiek porządek utrzymują – to efekt uboczny, czysto przypadkowy i wynikający li i jedynie z faktu, że gdyby panowała anarchia całkowita i kompletna, to również interes gosudarstwa by na tym ucierpiał. Oczywiście – proporcje między „core biznesem“ gosudarstwa (czyli samym gosudarstwem…), a „efektami towarzyszącymi“, które jego istnienie wywołuje – bywały w dziejach różne. Było i tak, że istotnie – można było w dużym stopniu polegać na tym bezpieczeństwie, które gosudarstwo zapewnia, więcej się już tą sprawą nie troskając.



Z tym – że nie przypominam sobie, aby KIEDYKOLWIEK tak właśnie było w Polsce! I absolutnie nie oczekuję, aby było to możliwe w Polsce teraz, czy w dającej się przewidywać przyszłości… (1)

Natomiast – pokładam wiele wiary w sąsiadach i przyjaciołach. Jeśli w ogóle możliwe jest wykrycie sprawcy kradzieży, która nas dotknęła – to bardzo mało prawdopodobne, aby dokonała tego policja. Już prędzej sam złodziej pochwali się znad butelki jakiego trunku – i ktoś zaprzyjaźniony to wyznanie usłyszy…

Ufam też we własne siły. Wprawdzie nie biłem się z nikim jakieś 30 lat, nie uprawiam żadnych sportów walki i nie stać mnie na replikę broni czarnoprochowej – ale za to artystycznie rąbię siekierą i jestem ogólnie w raczej dobrej kondycji. Dźwiganie dwumetrowych palików bardzo mi dzisiaj do tej kondycji pomogło!


Lepsza Połowa twierdzi co prawda, że paliki wkopałem krzywo i nierównej wysokości i koniecznie trzeba je jakoś wyrównać – im bowiem bardziej krzywy i nieporządny płot, tym bardziej zachęca do tego, aby go połamać. Coś w tym jest! Jutro najpierw zatem wykonam koronczarską pracę podwieszania osikowych poprzeczek – a potem przejdę się jeszcze z piłą i wyrównam.

Za to całkiem dobrze wygląda neolityczny (bo pleciony jak pierwsze korrale 7 tysięcy lat temu na stepie stawiane…) płotek wokół naszego ogródka:



Pytanie o imponderabilia w tym przypadku zaś – oczywiście – tyczy się tego, jakie są ramy wewnątrzgatunkowej solidarności? Kto jest moim bliźnim?

Najprościej byłoby powtórzyć jak grzeczne dziecko za panią katechetką czy księdzem proboszczem: każdy. Ale nie ma tak lekko!

Nie mam złudzeń – ja NIE jestem bliźnim dla złodzieja, który mnie okradł. Jak już wiele razy pisałem – okraść obcego to nie grzech. A okraść dziwnego i bogatego obcego – to wręcz: zasługa w Niebie!

Piszę o tym z taką pewnością siebie, boż sam pochodzę prawie że ze wsi i mnie też dokładnie TAKIEJ etyki uczono. Tyle, że ja się przeciw niej zbuntowałem. Na pewno nie do końca – bo, jak tu już wiele razy się zarzekałem, do moralnej krystaliczności mi daleko i w wielu aspektach jestem co najwyżej dobrym przykładem złego przykładu. Ale przynajmniej mam świadomość, skąd mi nogi wyrastają…

Jaka to jest etyka? Pogańska oczywiście. Wiele razy już o tym pisałem, nie ma zatem sensu, abym się tu jakoś obszerniej powtarzał. Od razu też zastrzegam, że szczerych pogan równie łatwo znaleźć na Marszałkowskiej – wcale nie jest to tylko wiejska przypadłość. Tu jednak, staje się ona dokuczliwszą, bo nie ma anonimowości – a i w większym stopniu jest się zależnym od dobrej lub złej woli sąsiadów!

Nie sądzę też, aby to fiasko chrystianizacji było tylko do Polski ograniczone – to by było zgoła nieprawdopodobne. Raczej mam silne podejrzenie, że w mniejszym lub większym stopniu – wszędzie tak właśnie jest. W Azji jest to właśnie moralna norma – i stąd ogromnie rozbudowane w tamtych kulturach rytuały „przysposobienia“ obcego do nowego towarzystwa (potrzebny jest zwykle jakiś „wprowadzający“ – prawie jak w masonerii! – a potem: cały szereg gwarancji, że „nowy“ będzie się zachowywał poprawnie i nie przysporzy grupie kłopotów…). U nas też, tylko się tego oficjalnie nie przyznaje.

Wiem już zatem, że dla naszego (anonimowego – na razie…) złodzieja nie jestem bliźnim, nie jestem w ogóle człowiekiem – nie szanuje ani mojej pracy, ani mojej własności, ani mnie jako takiego. I ma po temu dobre racje. Jestem obcy. Dla sporej części okolicznych mieszkańców, sądząc po mitach na nasz temat, które z pasją kolekcjonujemy – to, co się dzieje na naszej farmie jest absolutnie zagadkowe – i domaga się jakiejś racjonalizacji. Jedną z możliwych racjonalizacji jest np. przyjęcie, że tu „jest niemiecki właściciel“ (któremu ja tylko stróżuję…). Niemca i tak nie zrozumiesz (bo „nie-my“!), a wiadomo powszechnie, że naród to osobliwie chytry i w szczególnie bliskich stosunkach z Belzebubem. Jeśli więc nawet robi taki jeden z drugim coś niezrozumiałego – to przecież na pewno nie tylko na tym zarabia – ale i knuje jakąś zdradę na szkodę miejscowych.

Oczywiście, gdy tylko jest po temu okazja – obszernie i ze wszystkimi szczegółami tłumaczę skąd jestem, kto jestem i co robię. Czasem mi wierzą – czasem nie. Przy okazji naszego małego śledztwa dowiedzieliśmy się, że mieszkamy na „Sielankowych działkach“ (czyli należących do „Farmy Sielanki“). A że tam jest „właściciel – aferzysta“, to… na jedno wychodzi!

Po ludzku rzecz biorąc – nic się na to nie da poradzić. Dopiero nasze dzieci, gdybyśmy takie mieli i gdybyśmy posłali je do miejscowej szkoły – byłyby „swoje“ bez zastrzeżeń i tłumaczeń.

Po ludzku rzecz biorąc – nie da się też zmienić sposobu myślenia naszego (anonimowego – na razie…) złodzieja. I nawet nie bardzo widać – po co takiej zmiany próbować? (2)

Najprościej byłoby, gdyby nasz (anonimowy – na razie…) złodziej po prostu w pewnym momencie uznał mnie za „bliźniego“, czyli za „swego“. To nie jest wcale takie niemożliwe!

I szybciej by do tego dojść mogło, gdybyśmy dali sobie po razie – a potem poszli na wódkę – niż gdybym (zwłaszcza: nie mając oczywistych dowodów w ręku…) nasłał na niego policję. Wysługiwanie się policją to najkrótsza droga do tego, żeby zostać „obcym“ i „nie-mym“ już na zawsze i bez możliwości apelacji.

I dlatego – tym bardziej nie rozumiem, jaki Dyabeł mnie podkusił zadzwonić pod te „112“..? Zaćmienie umysłowe? Szok?

Zauważmy przy tym, że taka strategia wcale nie wymaga aby złodziej się zmienił, nawrócił, przeszedł przełom. Nic z tych rzeczy! Wręcz zgoła przeciwnie: najłatwiej by mi było, gdybym sam… został złodziejem i przystał do bandy.

Czego bynajmniej nie wykluczam. Ostatecznie – z czegoś trzeba żyć, nieprawdaż..?

Obawiam się tylko, że brak mi potrzebnych kwalifikacji…

No i bieżnik opony mam jeszcze bardziej charakterystyczny i rzucający się w oczy niż ten, którego ślady zostały u nas po piątkowo – sobotniej nocy…

Ogólnie rzecz biorąc – w środowisku posługującym się „etyką naturalną“, czyli „pogańską“ – niewskazanym jest samoograniczanie się i tłumienie atawistycznych odruchów takich jak na przykład pragnienie fizycznej zemsty. Co jak co – ale zemsta jak najbardziej „do tej parafii“ przynależy, jest na miejscu, jest zrozumiała, naturalna, oczywista. Nadstawianie drugiego policzka – a, to by podejrzanie wyglądało..!

No nic. Jeszcze wszystko przed nami. Lepsza Połowa wymyśliła, żeby pożyczyć od kogoś rowery i rowerami objechać okolicę. W ten sposób (nie marnując paliwa, którego nie mam na zbyciu…) można by się wszystkim nowo wybudowanym płotom przyjrzeć dokładnie.

Koćkodany w ogóle się całą aferą nie przejmują:


-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
(1) Z czego wynika, że nie ma większego sensu walczyć o „jakość gosudarstwa“. Nawet, jeśli coś się uda osiągnąć – efekt i tak nie ma prawa być trwały. A w konkretnej sytuacji tu i teraz – najrozsądniej jest siedzieć cicho i zajmować się swoimi sprawami, „korzystając z okazji, aby milczeć“, jak raczył kiedyś w przypływie szczerości rzec pewien wymowny Francuz…
(2) Aczkolwiek TO WŁAŚNIE – próba „nawrócenia“ złodzieja – byłoby moim moralnym obowiązkiem, gdybym przyznał, że złodziej jest moim bliźnim…

23 komentarze:

  1. Mądrze prawisz...

    A z racji tego, że jak piszesz do końca życia pozostaniesz obcym i będą Cię pewnie okradać nie jeden raz (życie) radzę może posadzić sobie robinię akacjową lub zakupić słupki z tego twardego drzewa. Jej drewno (bez żadnej impregnacji) wytrzymuje w wilgotnej glebie minimum 30 lat w roli słupka. Na Twoich piaskach pewnie wytrzyma to nawet dłużej... A drewniany plot nie jest żadną atrakcją dla złodziei.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zastawia mnie też jak się objawiała nauka Ciebie moralności w kontekście stosowania innych zasad względem obcych a innych względem bliźnich? Coś w stylu "Jacku swoich okradać nie można, ale innych to co innego"?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przypuszczam, że tak jak u mnie: np.nie wolno ściągać po kryjomu benzyny z samochodu wujka, ale jak możesz coś wynieść z zakładu, to wynieś.
      ;)

      Justyna

      Usuń
  3. tzw. moralność Kalego to naturalny człowiekowi system wartości, kwestią dopowiedzenia jest co jest moje/nasz, a co obce. Dziecka nie trzeba tego uczyć, wystarczy go nie wyprowadzać z "błędu".

    Po co rowery pożyczać jak macie konie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moralność to nie jest system wartości tylko kompletny brak moralność. Czyli - nie moralność, a mentalność Kalego tak naprawdę (poprawiam teraz także samą siebie, bo poniżej użyłam słowa "moralność). Na szczęście takimi ludźmi łatwo manipulować - co państwo chętnie wykorzystuje.

      Usuń
    2. Poprawka: moralność KALEGO to nie jest system wartości...

      Usuń
  4. I nie jest też tak, że po nasłaniu policji człowiek nie ma szans stać się "swój". Ktoś kto ma kontakty z siłami wyższymi jest postrzegany jako człowiek z mocą, szaman, ten którego trzeba się bać, z którym lepiej nie utrzymywać kontaktu, a jak już trzeba, to w żadnym razie nie podpaść.

    Nie jest też tak, że obcy to nie człowiek. To też człowiek, tyle że zły.

    OdpowiedzUsuń
  5. Mimo wszystko ja jednak moralnością Kalego się brzydzę... Złodziej to złodziej - i takiemu swojemu czy obcemu należy się ostracyzm, odrzucenie, potępienie... A że za taki nonkonformizm trzeba zapłacić? Cóż, lepiej przewodzić owcom niż iść za nimi.

    OdpowiedzUsuń
  6. @ Anonimowy z 23.04

    Też zawsze to powtarzam Lepszej Połowie i dlatego własnych rowerów jeszcze nie mamy. Chwilowo jednak, nasze konie są "nie-jezdne": od dwóch miesięcy mają tu seks-wakacje i potrzeba by pewnego czasu, żeby je z powrotem wdrożyć do pracy.

    No i rower wydaje się praktyczniejszy: złodziej jechał samochodem i to zdecydowanie nie terenowym. Ergo: słupki są gdzieś przy drodze przejezdnej dla takich samochodów, a nie w środku lasu. A po drogach wygodniej rowerem.

    @ Kira

    Mylisz się, odmawiając "moralności Kalego" zakotwiczenia w wartościach! Ależ ona jest w nich zanurzona po uszy!

    Nie ma moralności bardziej afirmującej Rodzinę (zawsze z dużej litery, a czasem nawet - samymi tylko wielkimi literami...). To wcale nie jest tak, że "moralność Kalego" to nie moralność, bo nie ma w niej obowiązków. Ależ jest tych obowiązków cała masa. Na ten przykład: obowiązek bezwzględnej lojalności wobec bliskich (cokolwiek by nie zrobili...), obowiązek zemsty nie tylko za swoje krzywdy, ale i za krzywdy wyrządzone wszystkim "swoim" (jak mogło to być uciążliwe - to już Homer opisywał: wszak czym innym była wojna trojańska, jak nie plemienną zemstą Achajów, rozmaitymi więzami pokrewieństwa i powinowactwa złączonych z pokrzywdzonym Menelaosem..?). Wykroczenie przeciw tym obowiązkom (a więc wszelkie na przykład - trzymanie z "obcymi", przeciw "swoim". No, żeby daleko przykładów nie szukać: branie strony "obcej" kobiety przeciw własnej matce...), jest wykroczeniem moralnym - jest "grzechem".

    Wszystko jest tu jak najbardziej na miejscu, spójne i sensowne.

    Co więcej: dwie trzecie proboszczów to samo z kazalnicy powtarza. Stąd od dawna twierdzę, że przynajmniej w Polsce, także Kościół został opanowany od środka przez pogan...

    @ Daimyo

    Jak poszukasz w pamięci, pewnie przypomnisz sobie, jak to ktoś starszy mawiał na ten przykład, żeby o tym, co się w domu dzieje, nigdy nikomu obcemu nie opowiadać... I tak dalej, i tak dalej!

    Nie piszę że to źle, ani że to dobrze. Po prostu tak właśnie jest. I ten "system moralny" ma swoje konsekwencje. Jedną z tych konsekwencji jest i to, że mnie dzisiaj trochę plecy bolą (ale słupki przynajmniej tę noc przetrwały - o ile widać spod chaty, bo jeszcze się tam nie przeszedłem...).

    A żywopłoty wszędzie tu trzeba posadzić. Tyle, że to jednak lata zajmie - sam widziałeś, co konie zrobiły z pierwszym, posadzonym dwa lata temu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pierwsze słyszę, że "moralność" Kalego odnosi się także do "swoich". Ale niech będzie, że można przyjąć i taką interpretację. W takim razie awansuje nawet na 3. stopień w skali moralności Kohlberga. Choć bardziej na 2-gi. Czyli i tak bardzo nisko według mnie.

      Usuń
    2. Tak. Moj ojciec powtarzal, ze "Nie sra sie do wlasnego gniazda"...

      Usuń
    3. @Boska Wola & Daimyo:
      Ciekawa sprawa; nie chcę tutaj wymieniać konkretnych przykładów, ale zjawisko upraszczające się jako "zaiwanić obcemu nie wstyd" jest bardziej widoczne tam, gdzie pozostały tradycyjne społeczności; u mnie na Mazurach raczej nie miałbyś po kilku latach mieszkania problemów z integracją (no, chyba żebyś sam celowo jej unikał).
      Zupełnie inaczej wygląda to kilkanaście kilometrów na południe, na Kurpiach; mój wujek-leśnik, który został tam przeniesiony (karnie, jak żartujemy w rodzinie) nadal jest, po 20 latach, uważany za oustsidera.
      Oczywiście, nie ma róży bez ognia ;)- jak wyżej wspomniałem, silne są za to uprzedzenia wobec ludności z Kurpiów, przykładowo moja mama ryzykowała, każąc się odwieść 40 km do Mrągowo podczas porodu, gdy szpital powiatowy był nieczynny a nie chciała, bym miał w dokumentach Kolno jako miejsce narodzin. Tym niemniej, nie ma porównania z biciem dziecka, bo popłakało się na pogrzebie, co jest dla mnie totalną patologią...

      Woody_90

      Usuń
    4. DAIMYO, osoba, która krytykę swoich lub brak lojalności uważa za "sranie", niestety, nie jest przeze mnie szanowana. Cenię ludzi, którzy kierują się własnymi zasadami. Ot i tyle. Słowa takie jak "solidarność" czy "lojalność" odpychają mnie, bo oznaczają bezmyślną akceptację poczynań "swoich".

      Pamiętaj, że to nie pokorne owce pchają świat do przodu. One najwyżej pomagają - jako sojusznicy lub niewolnicy - pchać ten świat niepokornym jednostkom. ;)

      Usuń
    5. Nie jest to bezmyslna akceptacja, tylko uprzywilejowanie swoich. Ma to jakies podstawy przyznam sie...

      Wyzbylem sie checi "pchania swiata do przodu". A ile tych niepokornych jednostek po drodze ginie lub jest zamykanych w roznego rodzaju instytucjach ginie?

      Ja po prostu chce byc szczesliwy. No i by cos dla Rodziny tego szczescia skaplo ;-) Twoje postepowe i kobiece nastawienie sprawia, ze postep bedzie postepowal...

      Usuń
    6. Każdy chce być szczęśliwy. Ja dodatkowo chcę być mądra i moralna. :) Nie wiem, czy jestem "postępowa". Mam po prostu SWOJE wartości, SWOJE zasady. Kto je popiera, jest moim sojusznikiem. Kto postępuje niemoralnie - odpada. W najlepszym razie...

      Usuń
  7. Dyskusja o moralności trwa w najlepsze, a ja pozwolę sobie wrócić do verità effetuale omawianej sytuacji:

    "nie stać mnie na replikę broni czarnoprochowej"

    Jeżeli ta opinia oparta jest na cenach sklepowych broni nowej, uprzejmie donoszę, że używana jest dużo tańsza. Colta można dostać już za 600 zł, Remingtona - 700-800.

    OdpowiedzUsuń
  8. A ja się bym zastanowiła nad solidnym zabezpieczeniem koni. Słupki, słupkami. Ale mogą się rozochocić złodziejaszkowie. Tfu, na psa urok. Pilnować mówię. Ja mieć czasami głupie przeczucia co lubieja się sprawdzać. Choć może napisane - to już nic nie warte. Ale... uwazać proszsz...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Eeee tam... Był już co prawda w III RP jeden przypadek porwania konia dla okupu - ale sądzę, że to jednak trochę zbyt skomplikowane przedsięwzięcie...

      A konia bez paszportu w tej chwili nawet do rzeźni nie przyjmą. To oczywiście jest do obejścia - trzeba po prostu mieć paszport (BEZ konia) - i "chody" w ubojni. W praktyce mógłby tak zrobić tylko zawodowy handlarz. Tylko po co? Ubojni sprawiających konie jest w Polsce raptem kilka - i akurat: żadnej nie ma blisko - od nas do Rzeszowa wożą. A moje konie na wagę chude, za wiele się za nie nie dostanie - i z tego "nie za wiele", trzeba by się jeszcze z pracownikiem ubojni podzielić. Gdzie tu sens..?

      Usuń
    2. I jeszcze jedno: dopóki konie chodzą po Pierwszym Padoku, da się je wyprowadzić na zewnątrz tylko przy naszej chatce. Wszędzie dookoła jest lite ogrodzenie bez bram. Konie co prawda czasem potrafią je same sforsować - ale tak, żeby przeszły pod rurką gdy je ktoś prowadzi, to niemożliwe - mnie się nigdy nie udało, a co dopiero - obcemu? Który musiałby najpierw jeszcze rozmontować dolny drut. Nie! To zbyt skomplikowane...

      Usuń
  9. "Piszę o tym z taką pewnością siebie, boż sam pochodzę prawie że ze wsi i mnie też dokładnie TAKIEJ etyki uczono....Jaka to jest etyka? Pogańska oczywiście."

    No dobre sobie! Jakbym ja na Kociewiu powiedział o czymś w mentalności "lokalnych" że mają etykę pogańską to byłbym żywcem na stosie spalony i miałbym przerąbane ze 3x więcej niż mam obecnie (jako obcy outsider).

    Przecież lud to tak katolicki, że aż tyłek boli. Tylko msze, modły i zjechanie dobrym autem na kościelny parking!

    Admin R-O

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jestem pewien, czy wśród polskich biskupów jest choć jeden katolik. Sądząc bowiem po treści "listów pasterskich" Episkopatu - poganie mają w tym gronie co najmniej kwalifikowaną większość!

      Usuń
  10. @BoskaWola

    Sadze iz nie jest Pan socjopata.Raczej bazujac na swoich doswiadczeniach zyciowych tudziez przeczytanych ksiazkach widzi Pan tylko jedna strone natury czlowieka-te ciemna.A czlowiek ma DWIE-ciemna i jasna,dobra i zla,zwierzeca i anielska-wlasciwie wszystkie systemy filozoficzne o tym mowia.Pan sie skupia na tej mrocznej nie zauwazajac ze mozna sie skupic na tej jasnej-nie naiwnie wierzac w "dobroc ludzka" ale po prostu starajac sie tak swiat urzadzic aby to owa jasna strona miala szanse sie ujawnic.
    Sam Pan pisze
    "Oczywiście – proporcje między „core biznesem“ gosudarstwa (czyli samym gosudarstwem…), a „efektami towarzyszącymi“, które jego istnienie wywołuje – bywały w dziejach różne. Było i tak, że istotnie – można było w dużym stopniu polegać na tym bezpieczeństwie, które gosudarstwo zapewnia, więcej się już tą sprawą nie troskając."

    Nie chodzi o to aby probowac jakies utopie tu budowac(bo na ogol konczy sie rzekami krwi)ale by wywierac pewnien nacisk na system-nacisk ktory bedzie pchal "gosudarstwo" wlasnie w strone organizacji znosniejszej dla zwyklego czlowieka,mniej skorumpowanej i mniej zachlannej na wolnosc "poddanych"-to akurat da sie zrobic bo przeciez obok Korei Polnocnej istniej Szwajcaria a obok Arabii Saudyjskiej Szwecja.Nasze czasy sa w gruncie rzeczy ciagle jeszcze wzglednie znosne i wystarczy TYLKO miec oko na wladze i protestowac w przypadkach skrajnej korupcji czy naduzyc a wladza nie wysyla wojska do rozganiania tlumu(jak to bywalo sto lat temu)tylko na ogol wymieka-w gruncie rzeczy mozemy obecna wladze dosc latwo kontrolowac-problem w tym iz tego NIE ROBIMY i jak sadze w zwiazku z tym za jakis czas sytuacja sie zmieni na gorsze a wladza sie rozbestwi.


    Piotr34

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szwajcaria to też państwo policyjne: http://boskawola.blogspot.com/2011/02/opowiesci-pana-wadysawa.html

      Przynajmniej z punktu widzenia rosyjskojęzycznego górala z Kaukazu.

      Poza tym, pani Piotrze, taki tani manicheizm, po obolu sztuka, prowokuje od razu do myślenia, że da się to "diabelstwo" od "anielstwa" oddzielić. A z tym się - stanowczo nie zgadzam! Człowiek jest człowiekiem TYLKO wtedy, gdy ma ułomności (stanowczo wolę określenie "słabość", "ułomność", od "zła" - bo nie chodzi tu wcale o żaden Absolutny Nie-Byt, tylko o spuściznę naszej ewolucyjnej przeszłości, która właśnie - czyni nas ludzkimi...). Człowiek ułomności pozbawiony to robot. I dlatego wszystkie utopie są nie tylko utopijne, ale i - nieludzkie. Koniec końców, wszystkie sprowadzają się przecież właśnie do próby wyekstrahowania z człowieka "samego tylko anielstwa" - co jest z definicji niemożliwe, to i nie ma się co dziwić, że flaki się przy tej okazji wypruwają, a jucha leje...

      Nie wierzę w spontaniczność i dobro-czynność wszystkich tych "oburzonych", "alter-globalistów" i innych, którzy zwykle w dzisiejszych czasach protestują. Nie chcę mieć z nimi nic wspólnego - i wcale by mnie nie bolało, gdyby zażyli prawdziwego życia w jakimś uroczym zakątku Syberii.

      Mit "dobrego ludu", "wyzyskiwanego i uciskanego" przez "złą elitę" do mnie nie trafia. Owszem: nie można obecnie powiedzieć, że elita jest lepsza od ludu (MOŻNA tak było mówić w czasach, gdy rekrutacja do elity władzy wymagała przejścia przez selekcję na cechy pozytywne - waleczność, odwagę, lojalność, honor, itp. - obecnie raczej jest to selekcja negatywna i pozostaje to nie bez związku z faktem, że elitę, nominalnie przynajmniej - "selekcjonuje" prosty lud, który z natury kocha się w brudach i skandalach i któremu trzeba się podlizywać...). Na Boga jednak! Skąd założenie, że ta elita to zaraz same diabelstwo..? To nawet statystycznie jest - nieprawdopodobne...

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...