niedziela, 20 maja 2012

Króliczek, czyli konsekwencja

Jak opowiada Lepsza Połowa: ledwo zdążyłem wyjechać z gospodarstwa, jak wyrwało ją z łóżka donośne rżenie. Od zeszłego roku "wdrukowane" mamy, że jak ktoś rży - znaczy się, ucieczka! Tymczasem, nic z tych rzeczy. Nikt nie uciekł. Wręcz przeciwnie. W tym miejscu, po lewej (z punktu widzenia widza), gdzie na zdjęciu (zrobionym już po moim powrocie, półtorej godziny później...) stoi Maleństwo, o:
na słomie, której słuszny wiecheć rzuciłem czterokopytnym po śniadaniu (licząc się z tym, że może pojedziemy na giełdę razem - i wtedy może się nam trochę zejść...) - pasie się... sarna! Zdaniem Lepszej Połowy, tak z 60 kg jak nic miała...

Sarna się pasie, a trzy gracje zajmując całą długość wiaty, blokują jej drogę ucieczki:
Przy czym Buba (Osman Guli) rży rozgłośnie i denerwuje się, że gość zamiast oderżeć w odpowiedzi - tylko słomę szamie. Tu proszę, Buba:
 i z otwartymi oczyma:
Lepsza Połowa twierdzi, że i ten jeden jedyny neuron, którym kiedyś posługiwał się nasz Bubol - gdzieś się w trakcie seksu zgubił. Przepowiada mi też minimum pół roku katorżniczej pracy - nim uda się go odnaleźć...

Lepsza Połowa odsunęła swojego konia (pięknego i dzielnego) - i sarna, bardzo przestraszona jej pojawieniem się - uciekła do Lasku.

Oczywiście - jak tylko usłyszałem tę historię, zaraz począłem wyrzucać kobiecie: czemu nie łapała dzikiego zwierza - w końcu to delikates! Jak pomyślę przy tym, co tu się przez te trzy lata za międzygatunkowych orgii powyprawiało, gdy myśmy nic nie zauważali... To dodając jedno do drugiego - chyba trzeba sobie jaką procę sprawić..?

Poza tym, że się Państwu poskarżę: trudno jest fotografować nasze konie! Chyba że śpią.  Bo jak już się obudzą - zaraz lezą do człowieka i domagają się drapania i głaskania. Dotyczy to w szczególności Groźnego Samca:
Musiałem się schronić w (prawie pustej - tylko trochę słomy jeszcze trzymamy) magazynowej części wiaty, żeby mi aparatu nie zlizały.

A jak nie liżą dwunoga - to liżą się między sobą. Słitaśnie tu jak na "farmie różowych kucyków", błeee...
W związku z czym - jeśli ktoś z Państwa dysponuje śpiworem względnie namiotem - i chciałby nam ulżyć trochę w ciężkiej pracy polegającej na zaspokajaniu emocjonalnych potrzeb naszych czterokopytnych - to serdecznie zapraszam: wedle prognozy, ma już być tylko cieplej i cieplej!

W ogóle - przyznam, że nie pamiętam piękniejszej wiosny. Jakby nie długi (komornik nie rychliwy, ale kiedyś przecież do nas trafi...) i awarie - nie zdołałbym chyba wyjechać z Boskiej Woli do żadnej pracy - powietrze pachnie tak cudnie, że rozkosz oddychać, ptaszęta kwilą w kwadrofonii (tylko to kukułyszcze - i okazjonalnie kruki - wywołują harmonii złamanie...), przymrozek zabrał nam wprawdzie oprócz bazylii także wszystkie pomidory i większość ogórków - ale za to wygląda na to, że zapoczątkowana w noc tego feralnego przymrozku eksperymentalna uprawa pewnych innych roślin (szczegółów nie zdradzam, co by nie zapeszyć - jak się uprawa zakończy, opowiem o niej osobno...) ma się dobrze - czego chcieć więcej..?

Dzisiaj zaś - czeka nas impreza. Komunijna dokładnie. Właśnie dlatego wyjeżdżałem rano - na giełdę, po prezent. Prezent chrupie w tej chwili słomę w kocim kontenerze, a Lepsza Połowa mimo swojej alergii już mnie pyta, kiedy zbuduję klatkę dla naszych własnych królików. Córce sąsiada kupiłem jedną samiczkę - żeby praktycznie było: jeśli im się spodoba, może to być początek hodowli (mieli już kiedyś króliki) - a jak nie, to jedna sztuka jest na tyle niezobowiązująca, że zawsze można podtuczyć i zjeść.

Nie namawiam do naśladownictwa - w mieście taki prezent jest o wiele mniej praktyczny - ale tutaj: niczego lepszego, co by jednocześnie było w granicach naszych możliwości - nie wymyśliliśmy.

W każdym razie: jadąc dziś po króliczka doszedłem do wniosku, że wbrew pozorom - jest ze mnie całkiem konsekwentny kawał człowieka. Na ten przykład o tej eksperymentalnej uprawie pewnej rośliny po raz pierwszy rozmawialiśmy z M. prawie rok temu, na chrzcinach jego ostatniego (jak na razie - bo kolejne już w drodze...) potomka. Rozmawialiśmy, jak to rodacy przy wódce - a jednak: co zapowiadałem - wykonałem...

Zapowiadałem też wczoraj Państwu, że założę na forum wątek o Mieszku przyjmującym judaizm zamiast chrześcijaństwa. Co wykonałem prawie od ręki - tyle, że któryś z moderatorów, wbrew zwyczajowi nic na ten temat nie pisząc - wątek prawie od razu zamknął. Jak dla mnie - jest to oczywisty dowód panującego na forum antysemityzmu (bo nawet słów w gębie, czyli w klawiaturze zabrakło, żeby zamknięcie pierwej uzasadnić - a zwykle, nim do tego dochodziło, dawano założycielowi 24 godziny na ewentualne "lepsze uzasadnienie" założeń...). Czuję, że powinienem się obrazić... nie wiem tylko - czy mi konsekwencji do tego wystarczy..?

Treść wątku, jakkolwiek uboga, bo krótka, dostarcza jednak pewnego materiału do przemyśleń. Otóż tezy pani Małgorzaty Klunder, które wczoraj przywoływałem, nie należą wcale do żadnej "historiografii genderowej", jak raczył jeden z użytkowników napisać - tylko właśnie: stawiają sprawę w dotychczasowym piśmiennictwie stojącą na głowie - z powrotem na nogi. Utrwalony - i z podziwu godną konsekwencją broniony przez większość użytkowników - stereotypowy obraz Mieszka, czyni z niego statystę w stylu wieku XVIII: zimnego racjonalistę, który w żadne tam pogańskie bogi, a mniej jeszcze - w nowego Boga chrześcijan nie wierzy, a tylko kalkuluje, co mu się politycznie bardziej opłaca.

Nie wiemy jak to dokładnie było z Mieszkiem. Jednak Jagiełło, który cztery i pół stulecia później stanął przed podobnym wyzwaniem - z całą pewnością był człowiekiem głęboko wierzącym: nie można mieć co do tego żadnych wątpliwości. Nie lubiący go Długosz specjalnie, co by swojemu bohaterowi "dokopać", podał nam bowiem cały katalog guseł i przesądów, którym król do końca swych dni hołdował - z całą pewnością nic na tym politycznie ani wizerunkowo nie zyskując, a może nawet i tracąc, bo oczywiście - były to gusła i przesądy pogańskie. Jagiełło - jak można sądzić - nie miał najmniejszych wątpliwości, że istnieje "świat nadprzyrodzony" - gdzie owszem: Bóg chrześcijan jest niewątpliwie najsilniejszy - ale gdy tylko odwróci oczy, roi się też i od pomniejszych istot, zawsze jednak: nad wyraz dla człowieka groźnych, stąd lepiej zwady z nimi nie szukać bez potrzeby (słynne: Panu Bogu świeczkę - a Dyabłu ogarek).

Dla współczesnego, wykształconego umysłu postawa Jagiełły (jakkolwiek powszechna wśród "prostego ludu" także i dzisiaj...) jest trudna do zaakceptowania, niełatwo się weń "wczuć". Łatwiej za to - stworzyć sobie wyimaginowany obraz "księcia - filozofa", który z pełną premedytacją, dla politycznych korzyści, poddaje swój kraj obcemu Bogu. Brak źródeł zaś - kreowaniu tej wyimaginowanej figury przeszkodzić nie jest w stanie. Chyba nawet Kościół uległ tej sugestii - boż zwyczajem było kanonizować władców którzy państwa swoje chrzcili nawet jeśli gorsze przedtem i potem popełniali zbrodnie niż wyciągnięcie jednej ładnej saskiej mniszki z klasztoru (co było "winą" Mieszka...) - a w tym przypadku: do kanonizacji nie doszło....

Mimo, że - sądząc po standardach epoki (a po czym innym sądzić można - przy braku źródeł?) Mieszko przechodzący na judaizm pod wpływem jakiejś hipotetycznej "Rywki" - to byt o kilka rzędów wielkości bardziej prawdopodobny, od "Mieszka - zimnego statysty", jakiego nam tradycyjna historiografia i przywiązani do niej koledzy na forum malują.

Cóż - wszystko się kiedyś kończy. Być może właśnie - dobiegł też końca mój pobyt na forum historycy.org? Prawdę pisząc - taki tam ostatnio wysyp gimnazjalistów - analfabetów żądających, żeby za nich prace domowe odrabiać i chwalących się niechęcią do czytania książek - że aż mi nie żal...

Tymczasem - idę podlać moje roślinki i szykujemy się do kościoła. Króliczek, ciągle w kontenerku - zostanie pod dyskretną opieką Wielkiej Miłośniczki Małych Futrzaków:



Wielka Miłośniczka, mimo swojego emerytalnego wieku i licznych, typowych dla rencistki przypadłości - przyniosła wczoraj wieczorem z Lasku ryjówkę:


zapisuję niniejszym "kredą na kominie" - bo jednak nie jest to zdarzenie zwyczajne i codziennie - odkąd mieszkamy w Boskiej Woli, koćkodan upolował już kilka gryzoni: większość w domu - z zewnątrz od bardzo dawna niczego nie przyniosła (co innego Krystyna: ta eksterminuje po kilka dziennie...).

Tyle, że pogryźć zdobyczy nie mogła, więc zostawiając ją nam wpół żywą: oddaliła się z powrotem w heroiczny mrok Lasku:



11 komentarzy:

  1. "Cóż - wszystko się kiedyś kończy. Być może właśnie - dobiegł też końca mój pobyt na forum historycy.org? Prawdę pisząc - taki tam ostatnio wysyp gimnazjalistów - analfabetów żądających, żeby za nich prace domowe odrabiać i chwalących się niechęcią do czytania książek - że aż mi nie żal..." Jak to było? Niektóre rzeczy tworzymy sami? Wystarczy rzucić dobrą przynętę, aby rozgorzało "nasze kochane piekiełko". A że niektóre przynęty nie łapią: trudno, mało jest przecież rzeczy logicznych na tym świecie. ~Jeremak

    OdpowiedzUsuń
  2. Dać dziecku zwierzę jest rozsądnym wtedy, kiedy ono samo (dziecko) jest rozsądne i wie, jak się zwierzęciem zająć. No i - chce tego.

    Niestety, czytałam ostatnio, że zapanowała kretyńska moda na dawanie dzieciom jako prezent na komunię jeży. Litości! Może z 5 % 9-letnich dzieciaków umiałoby i chciało odpowiednio zająć się małym zwierzęciem, większość pewnie podrzuci go rodzicom.

    Oczywiście udanej imprezy życzę. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może to chodzi o mięsne jeże? :D

      Usuń
    2. "Króliczek się nie zmarnuje" - że zacytuję Pana Domu. A dziecko? Dziecko będzie miało zdrowy i smaczny posiłek...

      Usuń
  3. Wielka szkoda! Zawsze bardzo ceniłem Twoje posty za ich merytoryczność oraz liczyłem się z Twoim zdaniem. Mam nadzieję, że zmienisz zdanie. Btw o co Ci konkretnie chodzi z "wysyp gimnazjalistów - analfabetów żądających, żeby za nich prace domowe odrabiać i chwalących się niechęcią do czytania książek"?

    Woody_90

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A weź zajrzyj do wątku o piratach - a takich wątków powstało w ciągu ostatniego tygodnia kilka! Na początku to nawet może i było śmieszne - ale ja "forumową formację" zdobywałem na Volcie i Re-Volcie, gdzie poziom tolerancji dla bezczelnych szczypiorów jest... właściwie: jakiej tolerancji? Takie pojęcie na Volcie nie istnieje! Bezczelne szczypiory rozszarpuje się żywcem... Co zresztą - może im tylko na zdrowie wyjść w dłuższej perspektywie...

      Tymczasem na historycy.org moderacja zdaje się takich analfabetów i ich wątki chronić. Poza tym: zwyczajnie nudno się zrobiło: poza owymi "szkolniackimi" wątkami, które na dłuższą metę są kompletnie niestrawne - nic sensownego się nie dzieje...

      Usuń
  4. Czy "luźno" chodzące kociska są szczepione na wściekliznę ?
    Bo mój nie i właśnie się biję z myślami, czy dla jej - i mojego dobra - jej nie zaszczepic ?
    Pozdrawiam Kockodany i Lepszą Połowę :-))
    Ania B.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na wściekliznę nie. Szczepimy je na tzw. "choroby", czyli - standardowo.

      Okolica jest regularnie bombardowana z powietrza szczepionkami przeciw wściekliźnie dla lisów. Psy ze wsi też były niedawno szczepione (a przynajmniej - widziałem ogłoszenie...). Koni na wściekliznę nie szczepimy (to też nie jest standardowe szczepienie...). W zasadzie: nie czuję jakiegoś wielkiego zagrożenia..?

      Usuń
    2. Od kiedy rozrzuca się szczepionki dla lisów na wściekliznę, to jest więcej wścieklizny, bo się lisy namnożyły. Kiedyś w obwodzie mieliśmy ze 30 lisów, z czego 5 było wściekłych. Teraz jest tego z 500-1000, a wściekłych ze 20-50.

      pozdrawiam,

      myśliwy

      Usuń
  5. Z tym Mieszkiem, to chyba było bardziej tak:
    - Dzień dobry, książę Mieszko. Mamy propozycję nie do odrzucenia.
    - A dzień dobry, cóż to za propozycja?
    - Otóż mamy dla ciebie nowego boga.
    - Ale ja już mam w co wierzyć. I to w wielu bogów. Nie chcę innego.
    - No to uściślijmy: jak nie przyjmiesz naszej wiary, to my ci zrobimy tutaj jesień średniowiecza i po stu latach nikt już nie będzie w ogóle kojarzył, kim takim byli Polanie. No to jak? Chrzcimy?

    A że na forach jest coraz więcej gumbasów (półmózgich, skretyniałych gimnazjalistów z postawą stricte roszczeniową) to chyba norma. Szkolnictwo jakie jest, każdy widzi, więc niczego lepszego w przyszłych dekadach spodziewać się nie spodziewam.

    A do pomocy przy koniach, to bym pojechała... tylko mnie obowiązki i zobowiązania w miejscu trzymają :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ładna anegdotka - ale nie ma na jej potwierdzenie ani pół słówka w źródłach. Co gorsza: książę Obodrzyców, do którego Niemcy mieli o wiele bliżej niż do Mieszka - uległ takiej propozycji dopiero 200 lat później!

      Przy tym - skoro syn Mieszka Bolesław nie tylko nie dał sobie zrobić "jesieni średniowiecza", a nawet tak jakby - wprost przeciwnie: to czego niby miał się bać jego tatuś..?

      Swoją drogą - pytanie: czy gdyby Bolko rozrabiał na zachodzie, południu i wschodzie nie jako chrześcijanin, a jako poganin - to by te jego awantury miały za drugiego Mieszka taki sam skutek, czy inny? "Reakcji pogańskiej" przecież i buntu poddanych - mogłoby nie być...

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...