piątek, 25 maja 2012

Jak niezawodnie wygrać Euro 2012 - patent Lepszej Połowy

1. Bierzemy naszego czarno - białego koćkodana:
tu akurat: śpi snem sprawiedliwego na swojej ulubionej podusi - wczoraj wieczorem, co oczywiście zapisuję kredą na kominie - znowu przyniosła z Lasku myszkę i nawet ją chyba częściowo zjadła - bardzo to staruszkę zmęczyło... aż boję się liczyć: która to z kolei młodość? Aby nie siódma..?

2. Zwijamy czarno - białego koćkodana w zgrabną kulkę przypominającą piłkę (nie pokażę, bo jak tylko Lepsza Połowa wpadła na ten pomysł, koćkodan ukrył się w jakiejś mysiej dziurze...).

3. Podkładamy zwiniętego w ten sposób koćkodana zamiast piłki.

4. W bramce przeciwnika rozsypujemy kocią karmę z Pierdonki - najlepiej z wołowiną, bo strasznie jebie, tfu - intesywnie wonieje (ważne! Nie pomylić bramek! Nie rozsypywać za dużo, żeby karma się skończyła do przerwy!!!).

Efekt: ktokolwiek kopnie piłkę - piłka i tak niezawodnie zmierza w stronę właściwej bramki...


A serio: dawno mnie tak coś NIE obchodziło - jak występ naszej reprezentacji w piłce kopanej - i cała zbliżająca się impreza. Która, jak rozumiem - ma być w zamierzeniu kulminacją rządów Pierwszego Piłkarzyka III RP..? Kij mu w oko...

Na padoku sjesta, fiesta i maniana:



a ja idę podlewać nasze plantacje. Susza jak Dyabli!

5 komentarzy:

  1. Mnie rowniez malo to obchodzi. Nie moge sie juz doczekac az wyjawisz co tam uprawiasz!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do cebuli już się przecież przyznałem. Do pomidorów i ogórków też (częściowo już posadziliśmy nowe w miejsce wymarzniętych...). A wczoraj na ten przykład, wracając z Warszawy zajechałem do Auchan - w nowo otwartej po remoncie wareckiej Pierdonce, uważaj Waćpan, nie ma puszek z kocią karmą - więc zajechałem do Auchan, bo akurat był po drodze - a tam mnie napadły borówki amerykański w promocji 50%. To dwa krzaczki wziąłem.

      Bardzo dobrze wschodzi czosnek, różne groszki i fasole, tudzież dynie, cukinia i nawet bób, który bardzo długo nie kiełkował. Kiwi, po przejściowym kryzysie, wygląda na to, że się przyjęły, a żurawina nawet kwitnie.

      Zeszłoroczny ogródek "na miarę naszego lenistwa" obsadziłem kukurydzą, łubinem i lucerną - wszystko na zielonkę dla koni. Nie podlewamy tego, ale wschodzi tak samo dobrze, albo i lepiej (tam jest niewątpliwie o wiele staranniej nawieziona ziemia - bo drugi rok obornika...). Nawet kartofle, których worek wsadziłem bezpośrednio w koński nawóz, już się powoli pokazują, choć im zdecydowanie potrzeba deszczu.

      Jeśli się udadzą, trzeba będzie pomyśleć o zmajstrowaniu jakiejś bimbrownicy - nie mamy gdzie przechowywać jakiegoś większego urodzaju (poza kopcem, ale jak patrzę na naszą hydrofornię, to w niepodmakające kopce też wątpię...).

      Ogółem, obsadziliśmy i obsialiśmy około połowy powierzchni "ogródka na miarę naszych możliwości". Na większości tego, co jeszcze zostało i tak da się wsadzić tylko jakieś krzaczory lub drzewka - bo została tam zepchnięta z wyżej położonego terenu murawa i pielenie tego pieprznika po prostu nie wchodzi w grę. Mam nadzieję, że większość luk obsadzimy jesienią. Ale kusi mnie - jeśli tylko jakaś kasa się pojawi na koncie, bo sadzonki tylko przez internet da się kupić - jeszcze podwoić naszą plantację "główną" - bo nadspodziewanie żywotną okazała się ta roślinka... Tyle, że wody pije coraz więcej: już prawie litr dziennie na krzaczek wychodzi!

      Usuń
  2. Kot równie słodki i równie słodko drzemie, jak nasze. :)

    Obojętność wobec Euro podzielam...

    OdpowiedzUsuń
  3. A u nas nie dość, że trzęsienie ziemi, to leje codziennie...

    Justyna
    PS. Euro interesuje mnie o tyle, żeby problemów na lotniskach nie było. Lecę z małymi 27.06 do Gdańska przez Monachium.

    OdpowiedzUsuń
  4. Koćkodan śliczny, proszę ją ode mnie (i od moich dwóch futrzaków) podrapać za uchem :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...