sobota, 19 maja 2012

Gdybologia stosowana i niestosowna

Odkryłem wczoraj w gronie Moich Wiernych Obserwatorów nową postać – i nowego blogera zarazem. To zawsze cieszy. Jak mówi Zbigniew Herbert w wierszu „Boski Klaudiusz“:

dodałem do alfabetu nowe znaki i dźwięki
Rozszerzyłem granice mowy to znaczy granice wolności


Na samym początku pani Ludka (występująca też pod pseudonimem „Biała i Złota“) podaje nam zasmucającą jeremiadę przeciw Kościołowi, Matce naszej. Nie jest to wcale pogląd nowy, ani oryginalny: po raz pierwszy doczekał się publicznego sformułowania w okolicach powstania kościuszkowskiego i III rozbioru – zdaniem bowiem ówczesnej radykalnej lewicy, czyli tzw. „polskich jakobinów“, za upadkiem państwa naszych odległych przodków stała ich ciemnota, konserwatyzm i obskurantyzm, czego oczywiście – winny był Kościół. Nie minęło wiele czasu, a ta „linia narracyjna“ uległa radykalizacji: już nie tylko tego Kościół był winien, że Sarmaci popadli w ciemnotę, konserwatyzm i obskurantyzm, ale wręcz – sam fakt dokonania rozbiorów był skutkiem intryg Watykanu. Nie bez wpływu na takie postrzeganie rzeczywistości pozostała słynna encyklika Grzegorza XVI, przez wielu Polaków odebrana jako potępienie powstania listopadowego…

Póżniej, tzw. „ultramontanie polscy“ (dość wąska grupa ziemian, o tyle znacząca, że mając na to środki – byli w stanie zaznaczyć się w tzw. „obiegu wydawniczym“, zarówno oficjalnym, jak i podziemnym: politycznie NIC z nich do naszych czasów nie dotrwało, wszystkie bowiem aktualnie istniejące i zasiadające w Sejmie partie wywodzą się genetycznie od owych „polskich jakobinów“ z czasów Kościuszki) próbowali to odinterpretowywać twierdząc, że Grzegorz XVI bynajmniej co innego miał na myśli niż potępianie „świętego Powstania“. Dowodzi to nie czego innego – jak tylko terroru jaki nad umysłami sprawowała wówczas rewolucyjna lewica. Ja bowiem powstanie listopadowe potępiam jeszcze gwałtowniej niż Grzegorz XVI (choć może niekoniecznie – z dokładnie tych samych powodów…).

W każdym razie – ów zradykalizowany pogląd, wedle którego to „intrygi Watykanu“ spowodowały bezpośrednio rozbiory – nie ostał się w historiografii, nawet radykalnej. Jest po prostu nazbyt już bzdurny! W końcu: ileż to dywizji ma papież..?

Generalna linia „historycznej narracji“ naszej rewolucyjnej lewicy jednak, obok zaciekłego i często ślepego na fakty (natury ekologiczno – ekonomicznej), o czym wiele już tu pisałem, potępiania w czambuł feudalizmu, folwarku pańszczyźnianego, szlachty i jej rzekomego „warcholstwa“, itp. – jak najbardziej, obejmuje też utyskiwanie na ten „ciemny, zacofany i ograniczony Kościół rzymski“.

Ostatnim wybitnym pisarzem historycznym tworzącym w tym nurcie był Leon Lech Beynar, znany szerzej jako „Paweł Jasienica“. Maniera ta zmusiła go wręcz do popadnięcia w sprzeczność: o ile bowiem (zgodnie ze stałą tendencją wszystkich pisarzy lewicowo – rewolucyjnych) zwykle bierze stronę władców dążących do zwiększenia osobistej władzy kosztem „ciemnej szlachty“ – to wyjątek robi dla Zygmunta III Wazy, bo „klerykalny“. Konsekwencją tej retorycznej napaści pisarza świetnego, a poczytnego – jest do dziś pokutujący przesąd, jakoby za upadek I Rzeczypospolitej odpowiadała „kontrreformacja“ (i jakoby nieszczęsny Zagmunt III Waza był „nietolerancyjny“… pewnie dlatego, że trzymał protestanta jako osobistego sekretarza i powoływał, po dawnemu, protestantów do Senatu Rzeczypospolitej..?).

Lepsi ode mnie już się z tym przesądem rozprawiali. Nie chcę tu zresztą wchodzić w nazbyt szczegółowe analizy – i tak, zdaniem Państwa piszę przecież zbyt rozwlekle. Długie dyskusje na temat prawdziwości lub nieprawdziwości opinii Jasienicy – można sobie zresztą znaleźć na forum, gdzie wątek o Zygmuncie III Wazie jest jednym z najobszerniejszych.

Dlatego chciałbym przejść do meritum sprawy, czyli do kwestii: lepiej by nam było bez Kościoła – czy nie..? Bo takie właśnie pytanie stawia przecież pani Ludka…

Pięknie kiedyś pisała o decyzji Mieszka I pani Małgorzata Klunder, czyli „Peregrinowa Tukowa“ - polecam Państwu lekturę. Co do mnie, to skupię się na tradycyjnym, czyli czysto polityczno – cywilizacyjnym ujęciu problemu.

Zacznijmy od generaliów. Oczywistą oczywistością jest, że pogląd Kościoła na temat prawa i moralności jest inny od mojego – Kościół bowiem uważa, że Prawda Objawiona, powinna się bezpośrednio i konsekwentnie przejawiać także i w obowiązującym prawie stanowionym. O ile bowiem – w sytuacji prześladowania – cnotliwie jest nadstawić drugi policzyk, o tyle – gdy się już ma władzę – niecnotliwie jest narażać „maluczkich“ na pokusy błędu. Błędy zatem – należy sprzed oczu maluczkich usuwać. W taki, czy w inny sposób. Także razem z błądzącymi, jeśli inaczej się nie da.
 


Pogląd ten został w pełni i konsekwentnie wyartykułowany całkiem niedawno, bo właśnie gdzieś tak w okolicach pontyfikatu wspomnianego już Grzegorza XVI – kiedy to Kościół stanął w obliczu otwartej konfrontacji z „postępem“ i „nowoczesnością“, przejawiającą się także w haśle „tolerancji“. Zdaniem ówczesnego Magisterium – „grzesznej tolerancji“ – bo jakże można tolerować błąd a nie poprawiać go..?

Szybko też, bo po ledwo stukilkudziesięciu latach (jak na skalę kościelną to jest mgnienie oka…), począł się Kościół rakiem z tego stanowiska wycofywać – aż przyszło do głoszenia z ambony tej samej tolerancji, która wcześniej była z niej wyklinana. Za szybko to poszło! I stąd ten dysonans, wrażenie że Magisterium się zmienia – a przecież: nie powinno…

Inna sprawa, że – czego na ogół wierni nie dostrzegają, szczególnie w Polsce – ta zmiana nie ze wszystkim jest dziełem Szatana. Po prostu: w ciągu tych stukilkudziesięciu lat Kościół z pozycji pana i władcy dusz – zszedł do katakumb. Globalnie w tej chwili Kościołowi „opłaca się“ głosić tolerancję – bo też sam jest ledwo tolerowaną mniejszością, której fizyczny byt zależy od dobrego humoru władców tego świata. Nie jest to sytuacja dla biskupów i nędznych resztek ich licznej ongiś trzódki – komfortowa. Oto odprawia się nabożeństwo we wspaniałej katedrze – widomym symbolu dawnej potęgi – a wiernych tylu, że pomieściliby się w zakrystii. Gdyby jeszcze zburzono te wspaniałe katedry, gdyby nie kłuły w oczy swą przebrzmiałą chwałą – łatwiej by może było o heroizm, o bezkompromisowość, a też i o prawdziwe „przystosowanie się“ do nowoczesności. Ale uprawianie „katakumbowego“ chrześcijaństwa, gdy ciągle ma się do dyspozycji (fakt, że na ogół tylko w przerwach między oprowadzaniem wycieczek…) wspaniałe katedry – poważnie w zajęciu takiej pozycji przeszkadza. „Ustawia“ też Kościół w pozycji kustosza jakiegoś strupieszałego muzeum. Ot – jak Piękno potrafi szkodzić Dobru, nieprawdaż..?

Niezależnie od takich czy innych różnic w postrzeganiu rzeczywistości – i niezależnie, przede wszystkim od tego, że sam jestem co najwyżej dobrym przykładem tego, jak katolik w życiu osobistym postępować nie powinien – nie kopie się leżącego! A Kościół leży na obu łopatkach i ledwo zipie. W Polsce też – tylko jeszcze tego nie widać: są jednak pewne i łatwe do rozszyfrowania oznaki. Takie moralne zero, taki śmieć, taka szmata jak Palikot – nie zaczynałby „walki z Kościołem“ – gdyby nie czuł woni padliny. Sępy zlatują się nad trupem. Nazbyt łatwo jest stroić się w piórka „obrońcy tolerancji i wolności sumienia“ – gdy mniemany owej „tolerancji i wolności“ przeciwnik – o Kościele nadal mowa – nawet palcem nie jest w stanie ruszyć. To jest „heroizm“ tak tani – że aż obrzydliwy. I dlatego właśnie – uważam tego rodzaju gdybologię za wysoce niestosowną.

Oprócz niestosowności, ma jednak gdybologia, czyli historia alternatywna pewne swoje niezłomne zasady. Najbardziej fundamentalną zasadą „gdybylogii stosowanej“ jest tedy – szukanie analogii. Co by się stało – pytamy – gdyby władcy Polski nie przyjęli chrześcijaństwa? Jakie by to miało skutki dla ich poddanych?

Otóż – nic tu nie trzeba wymyślać! Po sąsiedzku miał Mieszko Słowian i pogan, którzy w swoim pogaństwie wytrwali – do końca. Mówię o Wieletach: konfederacji plemion skupionych wokół ośrodka kultuowego w Radogoszczy. Jak widać z obszernego artykułu w Wikipedii – radzili sobie do czasu całkiem nieźle i potrafili nawet nielicho pogonić Niemców. Ani chybi – dzięki opiece Swaroga – czy jak tam się ich bóstwo nazywało, bo to akurat – nie jest pewne.

Przyjmując tezy pani Małgorzaty Klunder, dochodzimy do nader ciekawych, swoją drogą wniosków. Otóż – z całą pewnością nie brakowało katechumenów i wśród Wieletów (ostatecznie wszyscy się nawrócili przecież…). Ponieważ jednak nie było u nich władzy książęcej – to żaden z nich nie był w stanie dać dobrego przykładu większości pobratymców – a naturalnym było, że spotykał się z opozycją kapłanów, na tyle silnych jako „lobby“ – że w warunkach demokracji wiecowej zmiana wyznania „publicznego“ (a chociażby tylko dopuszczenie tolerancji dla stanowiących mniejszość chrześcijan) nie wchodziła w grę. Jest to – jak dla mnie – mały plusik dla „demokracji wiecowej“ (bo skrajnie konserwatywną się być okazuje – naturalnie o ile, jak u Wieletów właśnie, jest to demokracja ograniczona tylko do „wolnych i zbrojnych“ głów rodów…) – ale duży plus dla monarchii (bo pozostając co do zasady konserwatywną – nie jest konserwatywna ślepo i czasem potrafi zdobyć się na innowację…).

Tymczasem w Polsce wystarczyło, że nawrócił się – a niechby i pod wpływem miłosnego kunsztu doświadczonej podobno w tym względzie czeskiej księżniczki – jeden tylko człowiek: książę – i dalej: poszło z górki…

U sąsiadów Wieletów z północnej części Połabia – Obodrzyców – władza książęca była. I też Obodrzyce w pewnym momencie – lubo później niż Polacy – przeszli na chrześcijaństwo, a ich ród książęcy zachował władzę i chyba nawet (nie jestem pewien – a nie chce mi się sprawdzać…) istnieje do dziś: to byli (niemieccy jak najbardziej) książęta Meklemburgii.

Jak widać więc – przyjęcie chrześcijaństwa samo w sobie nic nie miało wspólnego z germanizacją. Germanizacji ulegli zarówno pogańscy do końca Wieleci/Lucice, jak i nawróceni w pewnym momencie Obodrzyce – nie ulegli zaś jej Polacy (przynajmniej – nie wszyscy…) nie dlatego, że się nawrócili na chrześcijaństwo, tylko dlatego – że po prostu mieszkali za daleko. Przynajmniej – za daleko jak na możliwości wieku XII, kiedy to dopełnił się los Wieletów. Bo już w stuleciu następnym – Krzyżakom do Prus wcale za daleko nie było!

Co by było zatem, gdyby Dobrawa była gorsza w igraszkach na niedźwiedzich skórach (łóżek to chyba jeszcze nie mieli? Nie jestem pewien…) – i Mieszko I nie nawróciłby się na chrześcijaństwo? Sądząc po Obodrzycach właśnie – nic. Nawróciłby się jego syn albo wnuk, albo prawnuk – to kwestia Prawa Wielkiej Liczby (księżniczek na niedźwiedzich skórach) i niczego więcej! Musiałoby to pogaństwo minimum do początków XIII wieku dotrwać, zanim jakaś istotniejsza różnica jak chodzi o nasze dzieje polityczne by się pojawiła – a to już dość nieprawdopodobne.
 


Owszem, mogłoby być ciekawie, a nawet śmiesznie, gdyby któryś z naszych książąt posiadł na niedźwiedziej skórze na ten przykład Żydówkę – i, wzorem Chazarów z nadwołżańskich stepów – przeszedł na judaizm. Fajna opcja – aż chyba taki wątek na forum założę!

Jeszcze śmieszniej by było, gdyby któryś z arabskich kupców przyjeżdżających do Gniezna (swoją drogą – jest hipoteza, że Gniezno Mieszko założył dopiero PO swoim chrzcie – bo mu niezbyt bezpiecznie było rezydować w dawniejszej, a dziś już zapomnianej stolicy, gdy „wiarę przodków“ zdradził…) po blondwłose niewolnice (główny towar eksportowy Piastów w tamtym czasie – rywalizowali zresztą z Przemyślidami z czeskiej Pragi o udział w arabskim rynku – jak ten świat się jednak niewiele zmienia przez wieki, a nawet – tysiąclecia, nieprawdaż..?) – nawrócił go na islam. To też być może – dokładnie w taki sposób zostali nawróceni na islam chanowie Złotej Ordy.

Jak więc widać – opcji jest kilka, wszystkie w miarę sensowne – ale jednak: z czysto statystycznego punktu widzenia (biorąc pod uwagę liczbę chrześcijańskich księżniczek baraszkujących na niedźwiedziej skórze do ogólnej liczby księżniczek na tejże skórze baraszkujących…) – cud się nie wydarzył, bo zwyciężyła opcja stosunkowo najbardziej prawdopodobna. Zaś konsekwencje tego faktu – są przez historyków na ogół przeceniane. Lud polski do tej pory jest w głębi swych trzewi pogański – a przynajmniej: pogańską kieruje się etyką. O czym już pisałem i może – jeszcze coś napiszę..?

9 komentarzy:

  1. Niezwykle ciekawy artykuł!

    Przyjęcie chrztu jednak miało dość znaczny wpływ na powstanie "Polski", bo nasi władcy musieli znaleźć jakieś inne niż handel niewolnikami źródło dochodów... W końcu Kościół niewolnictwa zabrania (i zabraniał), więc chyba i handlowaniem ludźmi również?

    No i ze wpisem pani Ludki się nie zgadzam - chrześcijaństwo dla pogan to w tamtym czasie postępowy i modny New Age był!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ oczywiście że cywilizacyjne skutki tej decyzji były ogromne. Tyle - że anachronizmem jest przypisywać Mieszkowi jako MOTYW działania: te właśnie skutki! Tym bardziej, że większość z nich objawiła się dopiero setki lat po jego śmierci...

      Skądinąd: podobnie "cywilizujący" byłby też wpływ judaizmu czy islamu (tylko, że byłaby to "inna cywilizacja"). A nawet manicheizmu czy zaratustrianizmu, gdyby takowy się nam przytrafił (co graniczy już z kosmicznym wręcz nieprawdopodobieństwem, no ale... cuda się zdarzają! Zresztą, takie "cuda" się naprawdę ZDARZYŁY: "cudami" - albo wręcz "cudakami" - byli wspomniani Chazarzy, ale też np.: wyznający buddyzm Kałmucy nad środkową Wołgą, Bośniacy którzy są zislamizowanymi potomkami średniowiecznych "bogomilców" - sekty dość tajemniczej i znaczny "pierwiastek manichejski" niosącej - oraz jakiś tuzin czy dwa nacji, plemion i "formacji proto-państwowych", które do naszych czasów w żadnej formie nie dotarły...).

      Teoretycznie "ucywilizować się" mogło też i nasze pogaństwo. O tyle jednak było to trudne - że każda z "atakujących" je religii miała za sobą wiele stuleci, a czasem wręcz wiele tysiącleci intelektualnego rozwoju - i po prostu: każda z nich była o wiele bardziej wyrafinowana, o wiele odporniejsza - dzięki wypracowaniu specyficznej argumentacji - na naturalne zwątpienie, jakie zwykle rodzi się z rozbieżności między oczekiwaniami wobec Opatrzności, a życiem praktycznym - itd., itp. Dojście do takiego samego wyrafinowania wymagałoby albo geniuszu jakiegoś religijnego reformatora (a więc np. "rodzimego Mahometa") - albo: setek lat spokojnego rozwoju bez takich starć, które by "miejscowym bogom" zagrażały aż śmiertelnie - a to było: niepodobnym...

      Jest w ogóle teoria - acz nie mam wiedzy wystarczającej by cokolwiek o jej prawomocności powiedzieć - że Piastowie wzięli się za budowanie państwowości, gdy im handel niewolnikami "siadł" - z braku łatwo dostępnego towaru, bo wszystko co dało się złapać a nadawało się na sprzedaż w najbliższej okolicy już wyłapali.

      Usuń
    2. O Cecylio Śniegocko! Żadne takie, ze setki lat itd. Skutki były właściwe od ręki, boć w zasadzie decyzja o przyjęciu chrześcijaństwa była mocno polityczna. Wiązała się z zapewnieniem - niestety złudnym - bezpieczeństwa ze strony zachodu. Mieszko miał wystarczająco dużo roboty z użeraniem się z pazernym rodzeństwem i resztą sąsiadów i mocno nie na rękę mu była draka z niemcami ( dzisiejsza terminologia ), które z racji właśnie konszachtów na linii cesarz - papierz stawały się zbyt niebezpiecznym sąsiadem. Sprawę skończył, mój ukochany Bolek, któremu juz żaden moim skromnym zdaniem władca Polski do pięt nie sięgał. Na 1000% jestem pewna, że jedynie racja polityczna wprowadziła do nas chrześcijaństwo.

      Usuń
    3. A masz na potwierdzenie tej swojej pewności - jakieś źródła..?

      Usuń
    4. A Ty na swoją gdybologię? Przecież znając facetów, który zrezygnowałby z całego zastępu nałoznic? No który? A to wiązało się z przyjęciem chrześcijaństwa. Ot tak dla czyjegoś widzimisie? Historia w przeważającej większości jest logiczna.
      A wogóle skąd te informacje dotyczące terenów Mieszkowych jako hodowli hurys do wzięcia? Niewolnictwo panowało wtedy powszechnie. Każda para dodatkowych rąk była na wagę złota. Podnosiła prestiż i zasobność właściciela. Rabów osadzano przecież nie w dybach by gnili powoli, lecz by pracowali.

      Usuń
    5. Historia to sen pijanego wariata - nic niemal nie jest w niej logiczne!

      Z zastępu nałożnic zrezygnował chociażby - cały zastęp świętych Pańskich. Zaczynając od początku alfabetu: św. Augustyn na ten przykład, w młodości niezły playboy...

      Przy tym: tego już nie rozumiem? To kwestionujesz FAKT, podany przez niezależnych od siebie kronikarzy, że Mieszko "siedem żon oddalił"..? Czy też uważasz, że pewniej by to zrobił jako "książę - filozof" (pewnie czytający do poduszki Lukrecjusza..?), mając taką polityczną konieczności - niż dlatego, że mu doświadczona i pewna siebie Czeszka tak dogodziła, że tamtych siedmiu - nie żałował..?

      Moim zdaniem, gdyby Mieszko żenił się tylko dla polityki i tylko dla polityki chrzcił - to swoich "siedem żon" (czy ile ich tam było...) - oddaliłby co najwyżej do najbliższej chaty na podgrodziu Gniezna (co by nie mieć daleko do chodzenia...) - a żaden z kronikarzy, choć ani Tietmar, ani Kosmas za Polakami i ich księciem nie przepadali - zgoła go o to nie oskarża... No jeśli NIEPRZYCHYLNY kronikarz nie wyciąga człowiekowi brudów i grzechów - to chyba nie można wątpić w to, że takowych po prostu nie było..?

      Co do niewolnictwa - na pewno nie było tak powszechne jak sugerujesz. Rola "slave-hunterów" jako zaczątek państw Przemyślidów i Piastów obiła mi się o oczy jakoś strasznie dawno temu i nie pamiętam gdzie. Dlatego wcale nie jestem tego pewien i podaję tylko jako nieudowodnioną hipotezę...

      Usuń
  2. Mój komentarz odnosił się bardziej do tezy Ludmiły, że chrześcijaństwo to obskurantyzm, wstecznictwo i "gnębienie nauki".

    To rzeczywiście niezwykle interesujące jak w różnych odległych miejscach w których teoretycznie "nie powinno" być wyznawców danej religii oni się tam jednak znajdują... Nad środkową Wołgę buddyzm przynieśli Mongołowie, czy tak bardziej bezpośrednio z Indii/Afganistanu/Pakistanu?

    W to, że mogliśmy się jako (oficjalni) poganie ostać w Europie też mało wierzę - tacy bezbożnicy to przecież świetny cel dla wszelkiego rodzaju krucjat. Nie mówiąc już nawet o czynnikach wymienionych przez Ciebie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. http://en.wikipedia.org/wiki/Kalmuk

      Usuń
    2. @ Daimyo- Wcale tak nie twierdzę. Dałam jedynie przykład dominikanów-inkwizycji. I tyle. Pewnie coś w tamtym czasie mnie " ugryzło" Koscielnie. I stąd ten tekst. Jezuitów już się nie czepiam, tudziez innych zgromadzeń. :)))

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...