czwartek, 3 maja 2012

Aszchabad 27 - 29 kwietnia 2012, impresje kulinarne

Żeby zilustrować obfitość poczęstunków, którymi traktowano gości, pozwalam sobie pożyczyć zdjęcie Michele van Kasteren, ukazujące stół zastawiony przystawkami podczas inauguracyjnej konferencji IAHA (International Akhal Teke Horse Association) w sierpniu 2010 roku, opublikowane w numerze 9 (z lutego 2011 roku), znamienitego pisma Teke Mania:
Dokładnie tak samo wyglądały stoły i w tym roku: na wejście gości, uginały się dosłownie pod mrowiem zimnych zakąsek: pierożków z serem i z mięsem, sałatek z różnymi rodzajami warzyw liściastych i nie do końca zidentyfikowanymi przez Lepszą Połowę ziołami, serów i owoców.  Poczesne miejsce zajmowała też typowa dla kuchni środkowoazjatyckich, tureckich czy kuchni ormiańskiej pokrojona w cienkie plasterki suszona wołowina - basturma.

Jest to główny rodzaj wędliny podawanej w Turkmenii - oprócz tego, oczywiście są też inne, w rodzaju zbliżonym do salami, ale basturma jest najpopularniejsza.

Talerz warzyw z liśćmi sałaty, krojonym ogórkiem, serem podobym do fety i ziołami: koprem, bazylią, czymś w rodzaju szczawiu - mógł być zarówno przystawką, jak i dodatkiem do dań mięsnych (którym w charakterze "wypełniacza skrobiowego", jeśli w ogóle - dodawano co najwyżej duszone ziemniaki lub ryż).

Natomiast sałatki widoczne na zdjęciu Michele powyżej, robione były m.in. z kwaszonych warzyw, w tym z koreańskiego kimchi, z mięsa z serem i warzywami - i z bardzo wielu innych rzeczy (w tym także tradycyjna bałtycka sałatka z ziemniaków, czy sałatka z ryżem i majonezem jak na Kociewiu).

Turkmeni nie rozróżniają przystawek słonych i słodkich - do wyśmienitej zielonej herbaty jada się zarówno wszystko to, co wymienione powyżej, jak i słodycze: zarówno europejskie (różnego rodzaju czekoladki), jak i typowe dla kuchni tureckiej czy arabskiej, lepkie od cukru bakławy.

Wśród przystawek nie można zapomnieć o najrozmaitszych pierożkach pieczonych w piecu. Akurat znalazłem zdjęcie uzbeckich, w dodatku w towarzystwie szaszłyków i zupy, ale Lepsza Połowa potwierdza, że wszystkie te dania, w takim właśnie kształcie, pojawiały się na stole:



Kiedy już goście uczynili trochę wolnego miejsca - na stół trafiały dania gorące, zaczynając od zup: zupy z grochem i baraniną (czorba nohudy), czy też gęstej zupy z ryżem i mięsem (maszhurda)
Daniem koronnym był oczywiście słodki pilaw z baraniny z miejscowymi owocami (przypominały suszone śliwki, tylko żółtego koloru), wielkimi, miejscowymi rodzynkami bez pestek, ziołami i długim ryżem:
Oprócz pilawu (w zasadzie traktowanego jako deser), podawano też smażoną i duszoną baraninę  z cebulą i pomidorami, kebaby z mielonego mięsa z rusztu, baraninę zawijaną w liście winogron z ryżem, grilowane kurczęta, a nawet - całkiem europejskie frytki.

Raz pojawiła się i chyba tylko dla Europejczyków podana, zapiekana z ziemniakami w folii ryba, bliżej niezidentyfikowanego gatunku. Na targu jednak można sobie kupić np. jesiotra - o przekroju porównywalnym z moim pieńkiem do rąbania drewna...

Na zboczach Kopet-dagu wiele jest nowo sadzonych winnic - najwidoczniej przemysł winiarski rozwija się. Podano też gościom turkmeńskie wino: czerwone wytrawne - niestety: marka jego nic gościom nie mówiła:
To, że reguły islamu nie są dla Turkmenów specjalnie istotne, zauważyła już w swoim artykule Michele van Kasteren. Podawano zresztą do posiłków, oprócz wina, także i wódkę.

Ludność miejscowa często wieczorami dawała się widzieć jak wychodzi ze sklepów z lepioszkami:

i wielkimi butelkami ajranu (rodzaj kefiru, bardzo orzeźwiającego). Najwidoczniej jest to podstawa wyżywienia zwykłych Turkmenów. Widać też tu na zdjęciu jedną tubetejkę (nakrycie głowy w rodzaju mycki, powszechne w całej Azji Środkowej i nie tylko) oraz typowe naczynie do herbaty, zwanej gok - czaj: najczęściej pitej z suszonymi owocami.

Gościom podawano zarówno chleb europejski, jak i lepioszki, ale już pokrojone. Wielka ilość serwowanych zagranicznym gościom dań mięsnych, w porównaniu do owej zawartości siatek przeciętnych Turkmenów wychodzących ze sklepów wskazuje na to, że mięso jest tam jednak luksusem.

Narodowym napojem letnim Turkmenów jest sfermentowane na podpuszczce mleko wielbłądzie, czyli czal (zimą pije się po prostu mleko wielbłądzie - podgrzane - jako środek ułatwiający trawienie). Tu akurat, znalazłem zdjęcie kumysu:
czyli sfermentowane mleko kobyle - którego jednak akurat w czasie konferencji nigdzie na stole nie było. Nie było też żadnych dań z koniny. Czy to oznacza, że Turkmeni końskiego mięsa nie jedzą? Rosyjscy podróżnicy z końca XIX wieku tak właśnie twierdzą. Powinno się natomiast gdzieś pojawiać mięso wielbłądzie...

Dania kuchni turkmeńskiej nie są ostre i nie używa się w nich wielkiej ilości przypraw - są za to intensywnie aromatyczne i świeże (większość przypraw dodaje aromatu).

Goście byli nasyceni już po przystawkach - a ledwo te znikły, już na stół trafiały nowe dania, coraz to piękniejsze. Na koniec podawano przepyszne lody orzechowe, czekoladowe i innych jeszcze smaków - bardzo tłuste, o wyraźnym smaku śmietany (nie tak jak nasze, robione z odtłuszczonego mleka).

Trudno było po tym nie spać w czasie konferencji...

Tylko mocna turecka kawa serwowna po posiłku, a i podczas obrad - utrzymywała jakoś zwartość i gotowość ducha!

Komentarz Lepszej Połowy do powyższego tekstu: to jest bardzo dyskretny opis, w rzeczywistości wszystko było jeszcze bardziej przepyszne - aż trudno to wszystko wyrazić! To tylko takie wąchanie tych dań przez szybkę komputerowego ekranu...

Mam jednak nadzieję, że narobiłem Państwu apetytu. Jeśli nawet nie na wizytę w Turkmenii (prywatna podróż tamże nie jest łatwa ani tania - np. doba w hotelu "Aszchabad" to 100 dolarów, hoteli nie jest wiele, a w domach prywatnych - cudzoziemców gościć nie wolno...), to chociaż może na przelot "Turkish Airlines" się Państwo skuszą. Wprawdzie gubią bagaże przy przesiadce w Stambule (tamtejsze lotnisko to zresztą też jedno z żywszych wspomnień Lepsze Połowy: wygląda jak wielki bazar, gdzie wszyscy coś jedzą, coś kupują, chaos przy tym panuje i gwar...), ale za to:


7 komentarzy:

  1. Ekstra. No po prostu super-wyprawa :)
    A ja do wczoraj myślałam że w długi weekend wszyscy Polacy biorą urlop i przemieszczają się kilkoma falami: ci znad morza do Zakopanego, ci z gór nad morze, trochę do Egiptu i do Paryża. Ale nie. teraz już wiem na pewno. W długi weekend wszyscy biorą urlopy żeby pojechać do bonarki. Na szczęście uchowali się nieliczni co jadą do Aszchabadu ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No dobrze - ale jaki jest związek tego komentarza z turkmeńską kuchnią? Jaki jest stosunek Anonimowego Komentatora do tejże kuchni: jedzą za dużo, za dobrze karmią gości, zbyt wiele przypraw używają, czy czym innym grzeszą..?

      A po drugie: co ma podróż Lepszej Połowy na narodowe święto konia turkmeńskiego, które co roku wypada 27 kwietnia - z polskim "długim weekendem"? Odnoszę wrażenie, że Anonimowy Komentator nie przeczytał chociażby poprzedniego posta, o jeszcze wcześniejszych nie wspominając... Czy może sugeruje, aby poprosić Najczcigodniejszego Prezydenta o przesunięcie świta np. na 2 maja..?

      No i na koniec: zdaniem Lepszej Połowy, wyprawa miała charakter ściśle roboczy - służyła nawiązaniu kontaktów, zorientowaniu się, co tam w trawie piszczy, wymianie informacji z innymi hodowcami. To, że - chcąc podkreślić gościnność Turkmenów i wystawność przyjęcia, jakie swoim gościom przygotowali - podajemy także inne niż czysto końskie impresje: to po to, aby może zainteresować też nie-koniarzy. No i co ma z tym wspólnego wypowiedź Anonimowego Komentatora..? Anonimowy Komentator zazdrości tej "wycieczki"? Ma inny, lepszy pomysł na to, jak streścić wrażenia z niej?

      Naprawdę nie ma problemu, żeby pojechać do Turkmenii! Trzeba tylko spełnić dwa proste warunki:
      - być hodowcą koni czystej krwi achałtekińskiej,
      - otrzymać zaproszenie od Najczcigodniejszego Prezydenta.

      Tak więc: droga Anonimowego Komentatora do Aszchabadu jest łatwa, prosta i jasna...

      Usuń
  2. a co się anonimowy autor bloga tak nakręcił? o co te nerwy? nie, nie zazdroszczę :) tn oczywiście zazdroszczę ale nie aż tak. w zasadzie komentarz miał być do poprzedniego posta którego w całości przeczytałam :) proszę go przeczytać jakby był nacechowany symaptią. naprawdę mi się pomysł podoba. w środę pojechałam do bonarki i się załamałam tylu tam rodaków było. jakby nie można było jechać w inny dzień. w kontekście komerchy w długii weekend ten wyjazd wydał mi się objawieniem. serio. na-praw-dę. żarcie super. świetne zdjęcia. to nie żaden przytyk do niczego. świat jest super i ludzie są dobrzy.
    pozdrawiam, Anna Majewska
    PS nie mam konta na np fejsbuku więc piszę jako anonimowy. zawsze można anonimów zablokować..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 1. Autor bloga nie jest anonimowy.

      2. Autor bloga się nie nakręca, tylko cierpliwie prostuje.

      3. Autor bloga nie ma pojęcia, co to jest "bonarka" - z niczym kompletnie mu się to słowo nie kojarzy!

      4. Autor bloga też nie ma i nie zamierza mieć konta na fejsbuku. Takie konto nie jest potrzebne, żeby móc komentować nie-anonimowo. Zasadniczy wystarczy OpenID lub konto Google lub dowolna inna "tożsamość" netowa.

      5. Autor bloga tylko niejasno domyśla się związku między wyjazdem Lepszej Połowy w dniach 26 - 30 kwietnia a "długim weekendem". Ponieważ jednak nie jest na pensji ani w żadnym biurze podróży, ani nawet w Ministerstwie Turystyki Turkmenistanu (Ministerstwo mają, turystów raczej niewielu...) - ten niejasno przeczuwany związek niezbyt mu się podoba. Nie było bowiem jego intencją reklamowanie czgokolwiek.

      Pozdrawiam,

      Jacek Kobus

      Usuń
  3. Jacku, kompletne OT: jak mam przestać być anonimową? własnego blogu nie posiadam i nie zamierzam otwierać, konta google też nie mam (siostra mi kiedyś założyła, ale nie używałam i się "zamknęło"), czy jest jakieś inne wyjście?

    Jedzonko, przypuszczam, palce lizać. Ważyłeś Lepszą Połowę przed i po wyjeździe? :)
    Justyna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na szczęście wyjazd był krótki. Ale ten pilaw chodzi za mną, odkąd mi tylko o nim opowiedziała. Może rzucą dziś do "Pierdonki" kaczki..? O ile w ogóle były jakieś dostawy, bo 2 maja, jakeśmy tam byli, nawet chleba brakowało...

      Justyno - nie jesteś anonimowa, skoro się podpisujesz. Natomiast, żeby Cię podpisywał sam komputer, to jest wiele możliwości:
      zajrzyj np. tutaj: http://pl.wikipedia.org/wiki/OpenID albo tutaj: https://openid.wp.pl/?ticaid=1e647

      Usuń
    2. Dziękuję za linki.
      W piątek miałam okazję spożywać "crescentine", przysmak regionu Emilia Romagna (och, ta Bolonia, "czerwona", ale tłusta i smakowita ;)) coś w rodzaju słonych faworków, które się jada z wędlinami.

      Przypuszczam, że między 1 a 3 maja Biedronki mają prawo być puste...

      Pozdrów Twoją Lepszą :)

      Justyna

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...