wtorek, 1 maja 2012

Aszchabad 27 - 29 kwietnia 2012, impresje Lepszej Połowy

Przyjazd Lepszej Połowy i narodowe święto konia turkmeńskiego Łaskawe Niebiosa uczciły ulewą nad Aszchabadem - stąd ołowiany kolor nieba na pierwszych zdjęciach - dla miejscowych jednak, było to ewidentne błogosławieństwo Allaha!

Hotel "Aszchabad".
Stadion przed hotelem
I meczecik.

Zieleń miejska
Jak to na pustyni (gliniastej) - nawadniana. Do każdego drzewka i każdej róży biegnie przewód nawadniający...

Widok z hotelowego okna: wzgórza Kopet-dagu
i fragment aszchabadzkiej oazy

a tymczasem tylko kawałek dalej, na zboczu wzgórza, na którym stoi hotel

można znaleźć jakieś domorosłe konstrukcje w rodzaju pieca, wrak autobusu zamieszkały przez ludzi, używających zresztą (ewidentnie nielegalnie, bo się tego wstydzili...) wody nawadniającej róże dla zaspokajania swoich potrzeb bytowych, a także...
bardzo chudą i bardzo muczącą krowę!
co trochę, jednakowoż kontrastuje z przepychem stołecznych parków i pomników...
Tymczasem w sobotę na podmiejskim torze wyścigowym zaczęły się wielkie przygotowania
jak układanie dywanów...
i układanie dywanów...
oraz spontaniczne pieśni i tańce miejscowych dziewcząt
a także spontaniczne formowanie szpalerów powitalnych przez ludność, ze starszyzną na przedzie
jeszcze tylko ogólny widoczek na pobliskie góry
i futurystyczną halę pokazową
i już można (w sobotnie popołudnie: ruch był więc już nader umiarkowany...) wybrać się na rosyjski bazar w centrum miasta (na bazarze "wschodnim" pod miastem, wszystko już było zamknięte...)
Wśród masy stoisk z tandetą, w jednym tylko miejscu na całym targu oferowano tradycyjne wyroby turkmeńskie. Niestety: w dość wysokich cenach - papacha od 150 złotych w górę, (papachy i tubetejki są przy tym najrozmaitsze - część z długiej owczej wełny, niektóre z wełny karakułowej, były też wersje dla dzieci...), aladża na szyję konia - 3 manaty (czyli ok. 3 złotych właśnie...). Lepsza Połowa, której bagaż rejestrowy został w Stambule (podobno jest to plaga na tym lotnisku...), nie mając się do czego zapakować - tym razem nic nie przywiozła. Cóż: w przyszłym roku..?
.
Za to następnego dnia, w niedzielę, w oczekiwaniu na przyjazd Najczcigodniejszego ("The Esteemed") Prezydenta, tłum mieszkańców, starszyzny i młodzieży ustawił się spontanicznie (zgodnie z przećwiczonym dzień wcześniej porządkiem) w szpaler wzdłuż alei prowadzącej od głównej bramy ośrodka hippicznego do trybun. Takie same tłumy zresztą, równie spontanicznie, już od 6.00 rana, kiedy to do ośrodka przewieziono zagranicznych gości, gromadziły się wzdłuż całej, 20 - kilometrowej trasy przejazdu z miasta: z jurtami, starszyzną popijającą wyśmienitą zieloną herbatę na specjalnych podeścikach, młodzieżą z balonikami i flagami itd. (1)

Przed trybuną zagranicznych gości (oszkloną i klimatyzowaną - ale też i zdjęcia przez to takie sobie wyszły... dla "Końskiego Targ" spróbujemy ściągnąć bardziej profesjonalne, albowiem niektórym udało się zdobyć specjalną akredytację i robili zdjęcia na samej płycie - co zresztą, będzie widać...) maszeruje chór dziewcząt, które odśpiewają przed Najczcigodniejszym Prezydentem hymn "wciąż i na zawsze niepodległej" Turkmenii.
Najlepiej zresztą było widać, co się dzieje na dole na wielkich telebimach.
Pierwszy etap finału konkursu piękności koni polegał na demonstracji na dwóch uwiązach bez jeźdźca, ale za to w pełnym rynsztunku. Począwszy od tego momentu najlepiej zrobisz, Drogi Czytelniku, otwierając sobie zdjęcia w osobnych oknach, w powiększeniu - więcej będzie w ten sposób widać! Niestety: nie mamy teleobiektywu...
Personel pomocniczy na bieżąco usuwał pozostałości po końskim stresie. Swoją drogą: widać, że nie mają jeszcze profesjonalnego sprzętu do usuwania końskich kupek, skoro robią to przy pomocy zmiotki i metalowego wiaderka. Może da się im lepszy sprzęt sprzedać..?
Natomiast drugi etap konkursu polegał na prezentacji pod jeźdźcem.

W międzyczasie trwało przygotowanie toru: piaszczystego, więc żeby się nadmiernie nie kurzył, co jakiś czas zraszały go zraszarki.

Najczcigodniejszy Prezydent spontanicznie zdjął marynarkę i dosiadł konia, na którym wykonał, przy spontanicznych wiwatach zgromadzonej starszyzny plemiennej tudzież młodzieży, wojska i wybranych przedstawicieli ludności, odzwierciedlających przekrój struktury społecznej Turkmenii, dwa kółka stępem. Zabawne..? Zabawny to by był Komorowski na koniu... Na przykład na "polskim koniu szlachetnym półkrwi". O ile dałby radę na niego wsiąść. Sam. Bez pomocy "men in black", których oczywiście było tam pełno, ale Najczcigodniejszy jak najbardziej, na oczach kamer, sam się na siodło wywindował.

Fakt, że koń ćwiczył te spontaniczne kółka dwa dni wcześniej i dodatkowo jeszcze tego poranka, żeby się na pewno wiwatów nie przestraszył - ale przecież trudno, żeby było inaczej...

Skrzydlaty koń Gyrat z eposu "Gerogły". Oraz pięć flag pięciu głównych (jest jeszcze dwadzieścia kilka pomniejszych...) plemion turkmeńskich.(2) W tle rząd samochodów - nagród od Najczcigodniejszego Prezydenta dla zwycięzców gonitw. Wręczanie kluczyków do tych samochodów, a potem triumfalny odjazd zwycięskich dżokejów - to główny punkt programu każdego dnia wyścigowego!

Skrzydlaty Gyrat bliżej. Kopyta miał pomalowane na złoto. Nie widać może, ale pięknie się ruszał - być może zresztą, uda się nam też i jakieś filmiki pościągać. Całą imprezę zresztą, na bieżąco relacjonował turkmeński kanał sportowy "Turkmen Sport", dla którego było to w tych dniach główne wydarzenie, wielokrotnie powtarzane na ekranie.
Pokaz dżygitówki
Pokaz tresury konia
I jeszcze
I jeszcze ciutek...

I tak, po obejściu całego kółka na zadnich nogach - koń spontanicznie składa głęboki ukłon przed Najczcigodniejszym Prezydentem.

Jeszcze trochę dżygitówki
Można i tak
Mogą i dziewczęta. Jak wyjaśnił wzięty na spytki Turkmen - dżokej (zaplątał się na trybunę dla zagranicznych gości, bo tego dnia nie jechał żadnej gonitwy, a że go przygarnęli i obronili przed próbującymi go wyprościć "men in black", to chętnie o wszystkim opowiadał): coraz więcej dziewcząt próbuje sił nie tylko w rewii konnej, ale i na torze.

Skądinąd Lepsza Połowa zapewnia, że o piękniejsze kobiety od Turkmenek trudno! W piątek przypadkiem w tej samej restauracji, w której podejmowano kolacją gości, odbywał się też ślub. Lepsza Połowa jest pod głębokim wrażeniem szyku i elegencji sukien - w europejskim stylu, ale miejscowego wyrobu - oraz faktu, że najwyraźniej Turkmenki, w przeciwieństwie do Arabek czy Iranek: nie tyją z wiekiem i nie przekształcają się w niebezpieczne dla wrażliwych na stłuczenie przedmiotów "wielbłądy". Na suku (czyli bazarze) w Damaszku sam widziałem, jak takie irańskie "wielbłądy" torują sobie drogę przez tłum masą ciała i łokciami: wszystko co żyje umyka w popłochu...

Rysy twarzy miejscowej ludności są wprawdzie azjatyckie, a cera smagła - ale nie mają płaskich, mongolskich twarzy ani skośnych oczu, widać tu wpływ indoeuropejski. Smukłość ciała nawet starszych kobiet tym większy budzi podziw Lepszej Połowy, że większość jej impresji z tej wizyty ma charakter... kulinarny! Karmiono bowiem gości bardzo dobrze (nie mam akurat żadnego zdjęcia suto zastawionego stołu, wrażenie to jednak musiało być powszechne, bo w podarowanym przez Michele van Kasteren numerze magazynu "Teke Mania" z relacją o ubiegłorocznej konferencji, wizerunek takiego uginającego się pod rozmaitością dań stołu, zajmuje poczesne miejsce...). Miejscowi też chyba sobie nie żałują - choć ceny podstawowych artykułów w sklepach i na bazarze są takie jak w Polsce, przy zapewne sporo niższych płacach, więc na luksusy mało kogo stać.

Rewia konna z Turkmenii jest otwarta na propozycje zagranicznych wyjazdów. Konkretnie co prawda z nikim rozmów nie było, ale kontakt został nawiązany, wszystko da się załatwić, byle tylko - wola po temu była.
Na koniec tego wątku relacji: piramida. Dwa konie, trzech ludzi, jedna bardzo długa flaga...
I już można przejść do gonitw. Tu akurat: finał jednej z nich.
I maszyna startowa. Jak widać, "straszne", "dzikie" achałtekińce dają się wpychać od zadu i jakoś wcale się nie odsadzają...

Wrażenie ogólne? Te konie są jednak inne od hodowanych przez Rosjan. Mniej przerasowane, bardziej użytkowe, to są dalej konie na wojnę. Nazwy koni w programie wyścigowym nic mi kompletnie nie mówią - ale udało się Lepszej Połowie zgromadzić i przywieźć sporo literatury, zaczniemy więc tę sprawę badać. I pewnie nie powstrzymamy się przed podzieleniem się z Państwem wynikami tych badań...

Turkmenia jest piękna, jej klimat zdrowy, a mieszkańcy - życzliwi, uprzejmi, uczynni i gościnni aż do przesady!

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
(1) Jeśli odnosisz, Drogi Czytelniku wrażenie, że Turkmenia jest postkomunistyczną satrapią o orientalnym kolorycie to tak - masz rację! Tylko co z tego? Najczcigodniejszy Prezydent może się nam wydawać zabawny: zapewniam Cię jednak, że bez niego wcale by nie było zabawnie mieszkańcom tego pięknego, choć bardzo biednego kraju! Zjedzenie wszystkich tych koni, rozgrabienie pałaców i budynków publicznych poprawiłoby byt mieszkańców rdzewiejącego autobusu, kradnących wodę ze zraszaczy nawadniających róże góra na kilka tygodni. Potem byliby tak samo biedni jak w tej chwili. A koni, pałaców, budynków, odpucowanych na wysoki połysk ulic w centrum miasta, parków w których całują się na każdej ławeczce zakochani i róż - już by nie było... Naprawdę sądzisz, że kilka tygodni lepszego życia przeciętnego mieszkańca rdzewiejącego autobusu i jego chudej krowy warte jest takiej straty..?
(2) Teraz już kojarzysz, Drogi Czytelniku, dlaczego bez Najczcigodniejszego Prezydenta niesłodko byłoby w Turkmenii? I dlaczego musi być "spontanicznie" witany i wiwatowany, tudzież "spontanicznie" dosiadać konia i robić kółka w stępie dla zademonstrowania tężyzny fizycznej na oczach kamer? Nie ma takiego bytu jak "Turkmen". Jest Teke, jest Jomud, jest Ersari - i, razem, coś koło 30 takich plemiennych identyfikacji. Bez Najczcigodniejszego - Turkmenia zniknie jak śnieg na wiosnę, albo sen po przebudzeniu: zostanie tylko plemienna rzeźnia, gorsza pewnie niż przed rosyjskim podbojem 140 lat temu, bo już dawno zapomniano, jak rozstrzygać waśnie między plemionami bez pilnującej pokoju władzy...

6 komentarzy:

  1. Dziękuję bardzo za fotorelację i opowieść z Turkmeni.
    Przeczytałam i obejrzałam od deski do deski z zapartym tchem...
    Poproszę o więcej.

    EM

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo ciekawy wpis, również proszę o więcej :) Jeśli miałby Pan czas udzielić odpowiedzi laikowi- zainteresował mnie fragment o wrażeniach ogólnych- co powoduje, że rosyjskie tekińce są przerasowane? Ichni taki a nie inny program hodowlany (nastawienie na sport przez duże S), dobór materiału genetycznego? Czy w Turkmenii hodowla to po prostu kontynuacja tradycji, co powoduje, że są to, jak Pan napisał, dalej konie na wojnę? Z góry dziękuję za wszelkie informacje i pozdrawiam spod Warszawy :)
    W Boskiej Woli także burzowo?

    OdpowiedzUsuń
  3. Trudno krytykować hodowlę rosyjską będąc samemu tylko nic nie wartym "zapadczykiem" (dla Rosjan hodowla achałtekińska na szeroko rozumianym Zachodzie to przedsięwzięcie niepoważne - i ciężko odmówić im racji, z bardzo wielu powodów...). W żadnym razie nie powiedziałbym jednak, że hodowla rosyjska nastawiona jest na sport "przez duże S". W coraz większym stopniu decydują o niej gusty rosyjskich bogaczy - dla których najważniejsza w tekińcach jest oryginalna maść (ta sama choroba drąży jak czerw także naszą "niepoważną" hodowlę zachodnią...). Do Turkmenii jeszcze ta moda po prostu nie dotarła - Lepsza Połowa nie widziała ani jednego cremello czy palomino, o albinosach nie wspominając... I to chyba - w dużym stopniu - jest powodem tego wrażenie: że turkmeńskie konie jakby zdrowsze, mocniejsze, bardziej użytkowe...

    OdpowiedzUsuń
  4. Rozumiem, że Lepsza Połowa zaliczyła osobiście tę wyprawę?
    Wrażenia pięknie opisane, zdjęcia fantastyczne, muszę jeszcze wrócić i przeczytać dokładniej oraz z przyjemnością obejrzeć zdjęcia.
    Dziękuję za możliwość poznania Turkmenii :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jeszcze odnośnie hodowli turkmeńskiej- czy te maści niepożądane czy też niepopularne nadal "się" tam "eliminuje"? Czy wysyła się do Rosji? Chociaż, podobno eksport koni achałtekińskich z Turkmenistanu, jako dobra narodowego, nie istnieje, czy tak? Z kontrabandą też byłoby ciężko, w przypadku koni :)

    pozdrawiam,

    Żenia Koroliew

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo trudno jest się dochować albinosa, czy nawet jasnego cremello przypadkiem! To są wszystko cechy recesywne, żeby je uzyskać, trzeba skrzyżować ze sobą bardzo konkretne osobniki (np. jasno-bułaną klacz z kasztanowatym ogierem). Jeśli takich krzyżówek się nie robi - to takie konie po prostu się nie rodzą.

      Wg Lepszej Połowy, szef służby weterynaryjnej Turkmenii w swoim wystąpieniu podkreślił, iż za najbardziej reprezentacyjne uważa się konie siwe (i stąd Najczcigodniejszy głównie siwka dosiada...) - zaś za najsposobniejsze do pracy: bułane. Eliminuje się natomiast z hodowli, nie używając do rozrodu, nie tylko konie z wadami budowy (jak wady zgryzu czy wady postawy), ale też wszystkie konie posiadające jakąkolwiek bądź srokaciznę, albo też - zbyt wydatne i zbyt liczne odmiany (np. bardzo wysokie skarpety, czy bardzo dużą łysinę, albo - jedno i drugie w "nadmiarze").

      Od kilku lat dosłownie - wolno już w Turkmenii posiadać konie prywatnie. Zostały też przywrócone zerwane za Nijazowa stosunki z MAAK. Wprawdzie wyczuwa się nadal pewne napięcie między Turkmenami a Rosjanami w tej kwestii - ale wszystko wskazuje na to, że sytuacja powoli się normalizuje. Sądzę, że w ciągu następnych kilku lat, będzie już możliwy eksport materiału hodowlanego z Turkmenii (niekoniecznie żywych koni - ale np.: mrożonego nasienia..?). Wymaga to oczywiście cierpliwości - i udziału w takich właśnie imprezach...

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...