piątek, 13 kwietnia 2012

Życie królewskie cz. 2 - Pracowity tydzień

Zdziałałem o wiele mniej niż bym chciał: na każdym z frontów zresztą. Tak to zwykle bywa. Grunt to się nie poddawać. W ogóle, w tym roku staramy się zachować optymizm i z nadzieją podchodzić do życia. Zaczęliśmy od remontu samochodu - dobrze, że Lepszej Połowie trafiło się pod koniec zeszłego roku intratne tłumaczenie, bo nie dalibyśmy rady, tyle to w końcu kosztowało. Ale decyzja żeby samochód remontować, okazała się słuszna: przydał się, bez niego nie miałbym jak przywieźć Gelshaha.

Mam nadzieję, że i decyzja o likwidacji pensjonatu i przyjęciu ogiera też w ostatecznym rachunku okaże się słuszna. Na razie co prawda, chodzi mi po głowie, żeby tu jakieś turnusy terapeutyczne dla przestępców seksualnych organizować: sam widok tego, jak biedny Król dostaje w skórę od swoich połowic sprawia, że ochota na sekscesy przechodzi na dłużej! Musicie mi Państwo wierzyć na słowo, bo najdrastyczniejszych akcji nie mieliśmy odwagi fotografować. Będzie zresztą jeszcze pewnie po temu niejedna okazja, nikt tu się nie zbiera odpuszczać...



Tydzień zaczął się, jak wiadomo, od wtorku. Jak to zwykle bywa - w święta zepsuł się nam ogrzewacz wody. Oczywiście, nauczeni doświadczeniem, mamy zapasowy - ale ten zepsuty też trzeba było naprawić. Korzystając z wymuszonej w ten sposób wizyty w Radomiu, dokonałem też innych niezbędnych sprawunków. M.in., udało mi się dorwać w "Praktikerze" bardzo tanio (jeszcze zniżkę wynegocjowałem) drut do umocnienia naszych ogrodzeń. Ponieważ przez pozostały czas wolny w tym tygodniu - jeśli pominąć zwykłe czynności gospodarskie typu sprzątanie pod wiatą czy opatrywanie ran Króla - zajmowałem się ogródkiem, który powoli zaczyna już przypominać swój zaplanowany kształt, za ciągnięcie tego kupionego we wtorek druta wziąłem się dopiero dzisiaj. Wygląda na to, że najdroższe w tym interesie będą wiertła: rury ogrodzenia mamy grube, średnio jedno wiertło starcza na 20 dziur, czyli na 10 słupków. Potem się pali.

Od razu odpowiadam (zwłaszcza Najmądrzejszym Na Świecie Anonimowym):
- dlaczego nie oplotę po prostu drutu wokół słupków, tylko uparłem się je przewiercać i puszczać drut środkiem?
Odpowiedź: a jeśli nie puszczę środkiem, tylko oplotę - to co powstrzyma nasze czterokopytne przed podciągnięciem do góry lub zsunięciem na dół takiej przeszkody..?
- dlaczego koniecznie przeciągam drut przez środek słupka, zamiast przykręcić do słupka jakiś obejm i na nim zakotwiczyć drut..?
Odpowiedź: owszem, robiąc w ten sposób, zapewne mógłbym zaoszczędzić połowę dziur (ewentualnie, gdybym te obejmy dospawywał zamiast dokręcać, to w ogóle bym nie wiercił...). Ale za to - musiałbym zainwestować w jakieś dzyndzle do których drut dałoby się przyczepić. W liczbie ok. 200 sztuk. No i drut byłby albo do wewnątrz, albo na zewnątrz - a tymczasem akurat w środku jest najbezpieczniej i najefektywniej.

Tak więc ciągnę druta i wiele mi jeszcze do ciągnięcia zostało. Jutro dokupię wierteł i pożyczę jakieś przedłużacze, bo nasz już nie starcza...

A w związku ze sprawami zawodowymi, od wczoraj przypominają mi się dowcipy o Arthurze Andersenie: ten, czy ten.

No ale sami powiedzie: jak ma mi się nie kojarzyć..? Próbuję bowiem od bardzo niedawna sprzedawać pewne energooszczędne i ekologiczne rozwiązania dla biur. W tym celu przez pewien czas dzwoniłem jak leci po "administratorach nieruchomości" - ale to nużące było, bo w 90% trafiałem na zwykłych cieciów, których tylko dziwny kształt odnośnej ustawy zmusił do zarejestrowania takiej działalności, a Zumi wrzuciło na mapę. To spróbowałem wczoraj "wynajem biur". Oczywiście pominąłem wszystkie duże agencje, które z dawnych czasów znam i o których mam jak najgorsze zdanie - i dzwoniłem tam, gdzie wydawało mi się, że powinno łączyć bezpośrednio z właścicielem obiektu.

I co? I trzy razy pod rząd połączyło mnie z tą samą panią z recepcji jednej z tych agencji... No bladź!

Nic to. Jakoś się w końcu ten temat ogarnie. Zresztą, są tu i tacy, których to nic, ale to naprawdę nic  nie obchodzi:

 Takim to dobrze - nieprawdaż..?

3 komentarze:

  1. Ja tez bzykacza potrzebuje dla koniny bo mi sie cob odwidzial i szukam klusaka (kolorowego najlepiej, i cyganskiego co oczywiste). Najblizszy dostepny i ladny jest w oddaleniu 60 mil... eeech...

    Milego ciagniecia druta :)

    OdpowiedzUsuń
  2. "Potem się pali."
    Jakość wierteł? Chłodzenie? Nacisk? Ostrzenie? http://www.elektroda.pl/rtvforum/topic1041815.html ?
    Pozdr.
    CPa

    OdpowiedzUsuń
  3. sorka kolego, co byś mądrego nie napisał - i tak w moim domu na 1 miejscu będą zdjęcia twoich kotów

    zawołam po blokersku zatem:

    koty rulez!!!

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...