poniedziałek, 9 kwietnia 2012

Życie królewskie - cz. 1

Już wszystko w porządku. Król jest cały. Jego narząd, acz - hmm... - sfatygowany, dalej nadaje się do użytku, co nam dowodnie pokazał, gdyśmy chcieli wyprowadzić część jego haremu do pracy: nie pozwolił. Rzucił się na ogrodzenie, połamał belki (na szczęście, nic sobie nie zrobił), a odejść babom nie dał. Przy okazji wystroił się w całej okazałości, nasze poranne lęki skutecznie rozpraszając.

No, zmienia się nasze życie, nie powiem, zmienia. Trochę to wszystko zaskakujące, nie powiem, że nie tak sobie to wyobrażaliśmy, bośmy po prawdzie - robili co mogli, żeby niczego zgoła sobie nie wyobrażać.

Król, jak go wyczyściłem, to nawet dobrze wygląda, nie jest tych ran aż tak wiele:


Zdjęcie tylko jedno, ale przepraszam: nasze "krasawice" przy Gelshahu grube, obrzydliwe i włochate jak paleolityczne kobiety z czasów sprzed wynalezienia maszynki do depilacji! Musimy najpierw pokonać ten dysonans estetyczny i poznawczy, nim zaczniemy towarzystwo seriami cykać - a to może ciut potrwać.


A poza tym, internet nam dziś tak kiepsko działa, że więcej i tak bym nie dał rady wkleić - to jedno, ładowało się od 15.00...

2 komentarze:

  1. Ech, spokojne, stabilne wiejskie życie, opieka nad pięknymi zwierzętami... Zazdroszczę. Ale z tego, co piszesz, wynika, że wkładasz w to multum pracy, sił, energii...

    OdpowiedzUsuń
  2. cysorz to mo klawe życie..

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...