poniedziałek, 23 kwietnia 2012

Szlag jaśnisty zaraz mnie trafi!

Lepsza Połowa od lat choruje na astmę alergiczną. Od lat też używa tych samych na objawy tej choroby leków. Ponieważ nie jest w Polsce ubezpieczona - zawsze płacimy w 100% zarówno za leki, jak i za wizyty lekarskie. Państwo polskie i polscy podatnicy zatem - nic a nic się do nas nie dokładają.

I co z tego? I właśnie się dowiedziałem, że nie możemy się umówić na kolejną wizytę i receptę u zaprzyjaźnionej pani alergolog w Kozieniecach. Nie możemy - i już! Bo NFZ sobie zażyczył, żeby lekarze pracujący w publicznych przychodniach nie przyjmowali prywatnie, a pani akurat - prywatnej praktyki nie ma. Zresztą, podobno - recepty i tak by wypisać nie mogła, ale tu już przeszkoda w tej czynności postawiona przekroczyła moją zdolność pojmowania, więc nie powiem Państwu, dlaczego.

Jeszcze rozumiałbym, gdybyśmy tą płatną wizytą powodowali, że jakiś ubezpieczony w NFZ biedak życie albo zdrowie straci... Ale - po pierwsze: tłoku do gabinetu alergologicznego na ogół nie ma, umawiamy się zresztą zawsze tak, żeby pacjentów nie było, bo po co stać w kolejce. Po drugie - cała operacja zajmuje 2 minuty, w porywach do 20 (raz na pół roku pani doktor życzy sobie jednak przebadać pacjenta, na ogół jednak - cała wizyta to wypisanie recepty, boż co tu się ma niby zmieniać..?). Po trzecie - to w końcu, do cholery, nie kardiolog i nie OIOM - jak ktoś nie umarł na alergię do przyjazdu do przychodni, to wątpliwym jest, aby umarł w ciągu tych 2 minut, w porywach do 20, które przyjdzie mu poczekać dłużej!

Znalazłem jakiegoś lekarza w Warce, który bynajmniej przez telefon deklaruje, że receptę wypisze. Trzeba tylko jeszcze zsynchronizować to z powrotem Lepszej Połowy z Warszawy (pojechała po niezbędne przed wylotem do Azji zakupy, zostawiając mnie dzisiaj na gospodarstwie - miałem tylko po tę receptę do Kozieniec wyskoczyć, co niecałą godzinę by zajęło...). I może będzie OK.

Tylko - po jaką cholerę ja się muszę denerwować, zmieniać od lat ustalone zwyczaje, dogadywać się z nowym lekarzem - i to wszystko pod presją czasu, bo leki z poprzedniej recepty skończyły się już w zeszłym tygodniu, a w czwartek w południe Lepsza Połowa odlatuje i do tego czasu leki muszą być!

Wychodzi na to, że robię to wszystko dla kaprysu jakiejś biurwy. No szlag jaśnisty zaraz mnie trafi!

O ile dobrze pamiętam przy tym, potrzebne nam leki w Warce są droższe niż w Kozienicach - choć już nie pamiętam o ile. W Warszawie za to - w ogóle ich nie ma, tamtejsi lekarze przypisują inne, jeszcze droższe.

A już prawie udało się pani doktor, gdy mi oznajmiała te hiobowe wieści, rozbawić mnie wskazówką, żebym się udał do swojego lekarza rodzinnego. Super! Do Starogardu będę jeździł po receptę..?

Nie może być inaczej: szlag jaśnisty mnie trafi. A najlepiej by było, gdybym - żeby nie sprawiać otoczeniu kłopotów - wykopał sobie jamę, położył się na dnie i jeszcze sam się zasypał. Wtedy dopiero spokój zapanuje na tym świecie...


7 komentarzy:

  1. No faktycznie czasem człowieka szlag trafia na takie bzdurne przepisy.
    Ale wiesz, jak już odbierzesz tę receptę w Warce, kupisz leki gdzie chcesz, to chyba jedyna pozytywna rzecz, chociaż na paliwo wydasz tyle, że pewnie nie będzie się opłacało jeździć po te leki do innego miasta.
    Powodzenia mimo wszystko!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, że mogą kupić gdziekolwiek. Do Warki mam bliżej, ale cała korzyść z oszczędności na jeździe do lekarza (o ile ten się sprawdzi...) bierze w łeb przez różnicę w cenie leków.

      Usuń
  2. Kozienice to moje miasto! tęsknię bardzo... choć zmiany tam takie zachodzą, że za każdym razem jak tam jester... coraz mniej je pamiętam i coraz mniej one moje...
    Nie ten parki, nie to liceum, nie ten ośrodek zdrowia też pewnnie, choć przyznam sie, że omijam ten przybytek szerokim łukiem. Od 17 lat mieszkam na wsi w Wielkopolsce i zupełnie tu inaczej jest jakos... cieszę sie ilekroć o kozienicach u Ciebie czytam. Pozdrawiam i życzę wszystkiego dobrego - mimo wszystko

    OdpowiedzUsuń
  3. O rany Jacek zachowujesz sie jakbys w tym kraju mieszkal od wczoraj.
    Owszem, system jest pop**. JEST JAK JEST.
    Sa wiec 3 mozliwosci wyboru:
    1. dzialamy razem z systemem i spelniamy wszystkie ichniejsze wymogi (i dostajemy pierdolca bo to nie jest dla normalnych ludzi)
    2. dzialamy poza systemem i "zalatwiamy" to co nam potrzeba - tym bardziej, ze problem jest znany i powtarzalny
    3. wynosimy sie byle dalej od tego systemu

    Ostatni raz jak bylam w Polsce mialam taki problem: zarazilam sie grypa w samolocie, co samo w sobie nie problem, ale akurat mialam samolot powrotny 3 dni po, wiec musialam byc na nogach. Ubezpieczenia tez nie mam (bo niby jak??).
    Przyjechal lekarz na wizyte domowa (bo ja lezalam w lozku i majaczylam i nie bylam w stanie byc nigdzie wieziona), zanim przyjechal rodzina sie upewnila, ze MA praktyke prywatna i MOZE przepisac leki. Oczywiscie pelna odplatnosc i za wizyte i za leki. Zaplacone, wykupione, dowidzenia.

    W USA konkretne kroki wygladaly inaczej, bo inny system i warunki.
    Zanim wyemigrowalam z Polski (13 lat temu) byl obowiazek meldunkowy i zwiazane z tym idiotyzmy. Bylam zameldowana w Lublinie a mieszkalam w Warszawie, jakis czas w Lodzi i jakis czas w Gdansku. Wiekszosc rzeczy dalo sie obejsc, ale ja mialam pragmatyczne podejscie. Tak jest wszedzie, gdzie przepisy nie przystaja do rzeczywistosci. Inaczej nie da sie normalnie zyc.
    Jak Cie to tak gryzie i przygina do ziemi to mozesz albo probowac zmienic (wish you luck..) albo sie stamtad wyniesc, albo pogodzic z tym, co jest i olac to. Inaczej skonczysz jako znerwicowany i sponiewierany czlowiek, wiecznie z czegos niezadowolony.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic mi nie wiadomo, aby obowiązek meldunkowy został zniesiony? Dlatego zresztą ja też z bezpłatnej służby zdrowia - nie korzystam, bo nie mogę...

      Usuń
    2. Ja tam się nie znam jakoś specjalnie, ale czy nie jest tak, że możesz zapisać się do przychodni w innym województwie nawet bez posiadania meldunku w nim, pod warunkiem, że masz dokument potwierdzający posiadania ubezpieczenia medycznego? Wiem, że jestem w trochę innej sytuacji, ale mnie z wyż. wym. świstkiem przyjmują w przychodni studenckiej w Gdańsku za darmo; kumpel w analogicznej sytuacji miał nawet "państwowo" robione plomby.

      Woody_90

      Usuń
    3. Pewnie tak. Ale sama próba podejścia do tej biurokracji budzi u mnie taką abominację - że wolę po prostu nie chorować!

      Chorowanie w ogóle jest bardzo niezdrowe...

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...