niedziela, 22 kwietnia 2012

No i się nie pieprzą...

Przeczyściłem styki za radą kol. Racjonalnie Oszczędzającego - i wygląda na to, że na razie działa. Wielkie dzięki!

Skoro działa, to chciałem Państwa zabawić. Niestety - o ile rano z padoku dobiegał jeden kwik, a starczyło za węgieł chaty wyjrzeć, by czyste porno oglądać - to teraz miłe ciepełko leniwego, niedzielnego popołudnia odbiera naszym czterokopytnym wszelką ochotę na igraszki. No i się nie pieprzą...



I zdjęcie naszego Króla, zdaniem Lepszej Połowy - niezbyt udane (ale lepszego nie udało mi się zrobić):


Blizny powoli się goją - a nowych coraz to mniej. Tyle, że wedle ostatniego przed przyjazdem Króla badania usg naszych krasawic i naszej znajomości kalendarza, w tej chwili powinna się grzać Margire, powoli wchodzić w ruję Osman Guli, a Melesugun - nie powinna się grzać wcześniej jak koło środy. Tymczasem jest dokładnie odwrotnie: Melesugun grzeje się non stop, właśnie zaczęła wykazywć ochotę na seks Osman Guli (od piątku) - a Margire jak do tej pory wciąż atakuje ogiera zębami. Jak tak dalej pójdzie - będzie tu wiele zabawy - ale żadnych dzieci!

W tej chwili niebo zasnuwają już burzowe chmury, jak codzień ostatnio (i bardzo dobrze). Mnie jednak wcześniej udało się sfotografować spiralę ziołową z rabarbarem (rabarbar był pierwszą rośliną, która nam tu w ogóle odbiła w tym roku):

oraz zrobić kilka ujęć naszego nowego ogródka, które podobają mi się kolorystycznie. Mam zresztą atawistyczną słabość do koloru uprawionej ziemi...:



Oczywiście, nie mogło też zabraknąć koćkodana:

Dzień był dzisiaj odrobinę nietypowy, m.in. za sprawą odwiedzających nas gości. Mamy nadzieję, że pan O., który odwiedził nas z powodu ostatniej publikacji w "Koniu Polskim" i jest potomkiem dawnych właścicieli ziemi, na której gospodarujemy - przyjedzie jeszcze do nas z całą rodziną. Bardzo jestem ciekaw, jak tu wszystko wyglądało, nim cały ten teren popadł w zapomnienie!

28 komentarzy:

  1. proszę bardzo - oby sprzęt służył jak najdłużej

    OdpowiedzUsuń
  2. swoją drogą myśl offtopowa:

    dodatkowy zawód, w moim przypadku informatyk/serwisant z praktyką, to rzecz przydatna w czasie ewentualnego kryzysu i/lub utraty pracy, już mi to raz czy dwa budżet podratowało

    choć chciałbym w kontekście peakoilowym jeszcze mieć więcej umiejętności w zakresie serwisowania rowerów i być trochę bardziej obeznany w mechanice samochodowej - ale to mi nie leży tak jak kompy

    OdpowiedzUsuń
  3. Jacek,

    to Twoje panie się gziły poza rują? Czy to jest częste zjawisko u koni, czy z racji wyposzczenia tak to wygląda?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wojtku,

      Teoria mówi,że kobyła poza rują powinna ogiera traktować gorzej wściekłego psa i pędzić jak najdalej na kopach. No i tak to wyglądało przez pierwszy tydzień "romansu" między Gelshahem a Melesugun: on ją gonił, ona uciekała i prała w niego jak w worek bokserski, ażeśmy się bali, że zabije...

      Pod koniec tego pierwszego tygodnia jednak - zapędzona w kozi róg, zmęczona, przewrócona kilka razy (przewracali się zresztą nawzajem) - stawała, rozkraczała szeroko tylne i popuszczała mlecznym płynem, a ogier się na nią wspinał.

      Teraz to już nawet nie musi za nią ganiać, ani jej przewracać czy gryźć: kobyła co jakiś czas sama do niego podchodzi, obwąchuje, rozstawia szeroko tylne i odstawia ogon na bok. I wcale jej to nie przechodzi, choć już dobry tydzień tak się dzieje.

      Najwyraźniej, żadna z naszych kobył nie czytała podręcznika hodowli koni...

      Bo to, że źrebna kobyła potrafi wykazywać wszelkie objawy rui (choć absolutnie nie powinna) - to już standard i chyba niejeden hodowca potwierdzi tę obserwację, bo nie tylko na moich kobyłach to widywałem!

      Ogólnie: są rzeczy na tym świecie, o których się fizjologom nie śniło!

      Usuń
    2. ...bo klacz...też kobieta :)
      pozdrawiam :)

      Usuń
    3. Śniło się śniło, jest wiele wyjaśnień takiej sytuacji. Kilka najczęstszych to:

      - zaburzenia przy pierwszych wiosennych rujach po zimie - pierwsze ruje są zwykle co najmniej o kilka dni dłuższe niż późne - czerwcowo-lipcowe

      - czasem pęcherzyk nie owuluje, lecz zapada się i zamiera, nie wiadomo dlaczego tak się dzieje, ale prowadzi to do rozregulowania cyklu, w ostatnim czasie obserwuje się coraz więcej tego typu przypadków (choroba cywilizacyjna czy co?)

      - w przypadku zakażenia dróg rodnych dochodzić będzie do częstszych rui, nawet co 2 tygodnie, w efekcie hodowcy będzie się wydawać, że klacz cały czas się grzeje

      można tak wymieniać i wymieniać, jeśli klacze się nie zaźrebią, to bez dobrej diagnostyki się nie obejdzie

      Usuń
  4. @Jacek
    Z tego co pamietam to nie pierwszy raz gdy z Twoich kobyl wychodzi, ze nieukami sa...

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie ma to jak anonimowa mądrość - większej na tym świecie nie znajdziecie!

    Żadna z tych hipotez nie ma zastosowania w tym przypadku i gdyby Anonimowy Mędrzec, zamiast się mądrzyć najpierw trochę poczytał, co wcześniej pisałem, albo i chociaż w tym poście i komentarzach pod nim - to sam by to wiedział. Tylko że straciłby szansę, żeby się anonimowo powymądrzać...

    Ruja (o ile to w ogóle ruja a nie zwykła rozpusta) zaczęła się wcześniej niż powinna u dwóch kobył - a wcale, jak do tej pory, u trzeciej, u której zacząć się była powinna kilka dni temu. Więc nie jest to wydłużenie rui, tylko jej przesunięcie w czasie. To tyle jak chodzi o hipotezę pierwszą.

    Jak chodzi o hipotezę drugą i trzecią, to kobyły były badane usg przez najlepszego położnika w Warszawie (a zaryzykowałbym tezę, że i w całej Polsce) dokładnie na tydzień przed przyjazdem Gelshaha - wynikło z tego, że:
    a) są zdrowe jak rzepy,
    b) Margire właśnie owuluje, Osman Guli powinna owulować w ciągu kilkudziesięciu godzin, a Melesugun - w ciągu kilku dni.

    Co w pełni zgadzało się z naszymi wcześniejszymi obserwacjami zachowania kobył.

    W chwili przyjazdu ogiera, tylko Melesugun wykazywała jeszcze - słabe, końcowe - objawy rui, pozostałe dwie - objawiły i zakończyły objawiać ruję ściśle wedle wyliczeń pana doktora. Tyle tylko, że objawy Melesugun (która w chwili przyjazdu ogiera była w końcowym okresie rui) zamiast przejść, jak powinny - systematycznie, choć stopniowo się nasilały, stan obecny osiągając w ciągu ok. 10 dni - a więc stanowczo zbyt szybko, a poza tym: gdzie tu przerwa..?

    Mniej - więcej we właściwym terminie zaczęła się grzać Osman Guli (no, powiedzmy, że objawiła to dwa - trzy dni wcześniej niż byśmy się spodziewali, ale nie bądźmy księgowymi: ma teraz o wiele silniejszą stymulację, nieprawdaż?), natomiast Margire spóźnia się już co najmniej o dni 4.

    Prawdę pisząc: znając te kobyły lat kilka - tego się właśnie spodziewałem. Tutaj nie rządzi wcale biologia, tylko psychologia: one po prostu lubią tę zabawę, ich behawior ma nic lub niewiele wspólnego z fizjologią - i prędzej zajeżdżą chłopa na śmierć, niż którakolwiek się zaźrebi...

    O utrzymaniu ciąży nie wspominając. Bo jeśli wierzyć czeskiemu lekarzowi - poprzednie dwa razy obie były źrebne, tylko jakoś - nic z tego nie wyszło.

    OdpowiedzUsuń
  6. Na badaniu USG nie wyjdą Ci wszystkie infekcje bakteryjne. Przy niektórych nie ma płynu w macicy i nawet najlepszy specjalista od USG nie pomoże. Nie piszę, żeby się mądrzyć, tylko pomóc. Trzeba zrobić wymaz i posiew.

    Nawykowa resorbcja zarodków jeszcze bardziej uprawdopodabnia hipotezę o przewlekłym stanie zapalnym macicy. Przy takiej infekcji często będzie dochodzić do owulacji co 2 tygodnie, obraz tego będzie taki, że klacze będą się grzać prawie "na okrągło".

    Nic więcej nie pomogę, bo widzę, że próba rzucenia światła traktowana jest jak agresja na jaśnie oświeconego. No bo przecież co my głupi weci o tym możemy wiedzieć. Lepiej napisać, że klacze się grzeją, bo lubią, a potem płakać, że nici z rozrodu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sam jestem sobie winien, że dopuszczam anonimowe komentarze.

      Nie sądzisz jednak, że to zabawne, iż anonim nie podpisujący się imieniem, nazwiskiem i stopniem naukowym udziela pouczeń tak, jakby był mądrzejszy od położnika (POŁOŻNIKA, nie "specjalisty od usg"! - wyraźnie napisałem!), który prowadził ciąże iluś tysięcy klaczy, a moje zna i bada regularnie (łącznie z wymazem i posiewem, jak najbardziej...) od lat..? Sądzisz, anonimie, że dr Witkowski mógł ot tak, "odbębnić" rutynowe badanie i nie zauważyć, że coś jest nie w porządku? I tak trzy lata pod rząd? To bardzo poważne oskarżenie - i sądzę, że gdyby nie owa zasłona anonimowości, nie odważyłbyś się na formułowanie takich supozycji...

      Usuń
    2. Nałóż sobie lód na głowę. Nie wiem kto jest Twoim położnikiem (teraz już tak), nie pisałeś, że miały robiony wymaz, tylko, że na podstawie USG doktor stwierdził, że są zdrowe, co najczęściej jest w Polsce praktykowane, nawet w poważnych hodowlach.

      Jeśli klacze miały robione wymazy z dróg rodnych, to zapewne wszystko jest OK, a przyczyna nieregularnych rui jest inna. Nie będę dalej dywagował jaka, bo narażam się tylko na agresję.

      Pamiętaj jednak, że przy nieregularnych rujach, jaka by ich przyczyna nie była, zaźrebienie staje się bardzo problematyczne, jeśli nie niemożliwe.

      Usuń
    3. Nie pisałem, bo TYM RAZEM wymaz nie był robiony. Był jednak robiony w poprzednich latach - nic się nie zmieniło takiego, co by usprawiedliwiało wykonanie dodatkowego badania. I tyle.

      Ruje zresztą aż do przyjazdu Gelshaha były regularne jak w zegarku. Wyraźnie pisałem, że nasze obserwacje co do dnia pokryły się z wynikami badania. Dopiero przyjazd ogiera zaburzył ten cykl. Jaki jest zatem sens wytaczać fizjologiczne działa, skoro na pierwszy rzut oka widać, że chodzi tu o zwykłą rozpustę..?

      Podpisz się, to przestaniesz mnie śmieszyć/irytować.

      Prawdę pisząc, to ja się skutecznego i uwieńczonego sukcesem zaźrebienia od samego początku nie spodziewałem i nie spodziewam - i będę bardzo zaskoczony, jeśli choć w jednym przypadku do czegoś takiego dojdzie.

      Mniejsza już o to, dlaczego konkretnie - ale na ile byłem w stanie zbadać tę sprawę (to bardzo trudne z uwagi na brak źródeł, ale jedna z rosyjskich hodowli publikowała swoje informacje hodowlane na tyle długo, że dało to już znaczącą próbkę), to procent donoszonych i zdrowo urodzonych ciąż w tej rasie do liczby krytych klaczy lokuje się gdzieś tak w okolicach 50%. Nic mnie zatem nie jest w tej materii w stanie zaskoczyć, a cokolwiek by się nie działo - uznam za normalne.

      To,że w ogóle zgodziliśmy się na tak szalony eksperyment jak chów tabunowy - to nie dlatego, że lubimy szafować zdrowiem i życiem koni, tylko dlatego, że nie bardzo widać inne sensowne wyjście. Być może za miesiąc albo za dwa, jak już się wszyscy do siebie dopasują płciowo, Gelshah przestanie je kryć byle jak co pół godziny, a zrobi to raz a skutecznie właśnie wtedy, kiedy trzeba. Być może. Ale wcale nie jestem tego pewien!

      Usuń
  7. Jeśli się nie pozabijały na początku, to jest duża szansa na krycie we właściwym momencie, które doprowadzi do zapłodnienia.

    Cykl rujowy mógł zostać zaburzony pod wpływem stresu związanego z nagłą obecnością ogiera. Można to nazwać chęcią rozpusty.

    Z tym wymazem, to należy go moim zdaniem wykonać po KAŻDYM przypadku poronienia lub resorbcji. Jeśli 50% krytych klaczy donosi źrebięta, to nie jest to współczynnik jakoś bardzo odbiegający od tego co było kiedyś w Polsce w naszych rasach w PSK. Żeby ocenić wpływ samej rasy to trzeba jeszcze znać warunki weterenaryjne całego przedsięwzięcia. Dziś osiąga się znacznie lepsze wyniki, stosując sztuczną inseminację, dzięki której choroby się tak nie panoszą, eliminując pewne klacze z hodowli, etc.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stres na pewno występuje u najmłodszej. Która do tej pory startuje do ogiera z zębami i ani myśli się grzać, choć powinna. Co do Melesugun, trudno powiedzieć: ona zawsze silnie reagowała na obecność osobników męskich i zawsze była to reakcja zdecydowanie pozytywna... Teraz tylko "gra wstępna" była dłuższa i bardziej brutalna niż poprzednimi razy, gdy trafiały do nas zdecydowanie słabiej zmotywowane wałachy.

      Weź się przedstaw. Proszę.

      Usuń
  8. Czy moje przedstawienie sprawi, że moje rady staną się mniej/bardziej pomocne? Przedstawienie się ma tą wadę, że zaraz polecą argumenty skierowane w moją stronę, a nie w stronę tego co piszę.

    Spytam się jeszcze i już nie zawracam dupy: czy w tej rasie dopuszczalny jest embriotransfer?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za to zachowanie anonimowości wielkiej dowodzi odwagi...

      Embriotransfer? W tej chwili jest taki chaos we "władzach rasowych", że pewnie by można. Tylko po co? Żeby ceny spadły..?

      Usuń
    2. Żeby była większa szansa donoszenia, porodu bez komplikacji, etc.

      Usuń
    3. To zbyt kosztowna procedura. Nie stać mnie.

      Usuń
  9. Pytałem z ciekawości. U folblutów czy arabów w Polsce nie można tego robić, ale w rasach sportowych tak.

    Jest to drogie bo to nowość i mało kto się podejmie, ale nie jest to jakaś wyższa szkoła jazdy i ceny powinny stać się przystępne z czasem.

    OdpowiedzUsuń
  10. Ceny na pewno nie spadna-embriotransfer na dzień dzisiejszy to koszt ok 3.500€, a z racji gatunkowych ograniczeń jeszcze dlugo utrzymaja sie na tym poziomie. Na zachodzie biorczyniami sa grubaski i kłusaczki- i sa juz wyspecjalizowane kliniki zajmujace sie wszystkim, od jajek , do jablek.. Nowosc tez juz zadna, ponad 10 lat...
    dr M. to dobry specjalista, niemniej jednak zycie rzadzi sie swoimi prawami- wszystkie opisane przez Pana Jacka sytuacje sa normalne i w zaden sposob nie patologiczne. Nie wiem czy badaliscie klacze kilkukrotnie w ciagu jednego cyklu, i w jakim zakresie. Czy robiliscie oznaczenia hormonalne?
    Niezaleznie od wyznawanej przez Pana filozofii uprawy ziemi- z ktora nie sympatyzuję- sugeruje jeszcze obejrzenie porostu pod katem roslin zaburzajacych plodnosc. Aaa, wziela bym pod uwage jeszcze czynnik atawistyczny/ z autropsji/ czesc klaczy jest ze tak to ujme, bardzo sezonowo poliestralna.. pelne cykle wystepuja u nich wiosna i jesienia....
    Pozdrawiam
    monika k

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jaką ja "filozofię uprawy ziemi" wyznaję - z ciekawości pytam, bo nie wiem, wydawało mi się, że pragmatyczny jestem do bólu..?

      Poza tym, wszystko co Pani pisze to oczywiście święta prawda. Z tym, że mamy pierwszą dekadę lipca, komentowany post jest z końca kwietnia, a od połowy maja nie było u nas ani jednego krycia ani rui - tfu, tfu, tfu - wygląda na to, że wszystkie trzy źrebne (ale nie spieszy mi się sprawdzać - raz, że po prostu nie mam kasy, a dwa - po co? Ogiera mogą trzymać jak długo chcę...).

      Usuń
    2. Z kontekstu mogę wnioskować, że może chodzić o to, że nie uprawiasz ekologicznie...

      Usuń
    3. No popatrz, a ja mam dokładnie przeciwne odczucia - uprawa "nieekologiczna" chyba nie jest żadną "filozofią"?

      Usuń
  11. 3500 euro to koszt za gotową usługę, z gwarancją źrebaka odchowanego, etc. koszt samego zabiegu na klaczach hodowcy jest duuuużo niższy, w zasadzie nie wiele wyższy niż zwykłe krycie mrożonką, tylko ryzyko przechodzi na hodowcę.

    OdpowiedzUsuń
  12. Mimo wszystko : niech Pan zbada!!! A po co? Po np wykluczenie bliźniaków....moga sprawić bardzo przykra kinder-niespodzianke.... Do sprawdzenia moze byc doktor mniej doswiadczony, czy blizszy niz dr M.- oby liczyc do dwoch potrafil.
    Niestety kosztu za usluge nie da sie ominac bo raczej cieżko znaleźc konski zarodek-dodatkowo jeszcze AT :)- przy drodze i tylko zaplacic wetowi za jego "włożenie w kobyle". Podebranie takowego sasiadowi tez raczej nie wchodzi w gre...

    Filozofia uprawy- ja, mieszczuch od prawie 20 lat na wsi mam wrazenie ze wlasnie za duzo filozofii..., bez rozbicia na ekologie czy konwencje :)
    Monika K

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ zbadam, zbadam - co ja dzikus jestem, żebym miał nie badać? I na pewno badanie wykona pan dr Maciej Witkowski - nikomu innemu jak chodzi o tak delikatną sprawę (badanie tego rodzaju, choć rutynowe, nie jest pozbawione ryzyka - o czym się przekonaliśmy BARDZO boleśnie na przykładzie Melemahmal). Nie widzę tylko najmniejszego powodu, aby się z tym spieszyć - bo i po co?

      I dalej nie rozumiem kwestii tej "filozofii". Owszem - często piszę na tym blogu o filozofii, albo wręcz: filozofuję. Czy mogłaby jednak Pani napisać, jak to się niby przekłada na mój sposób uprawy ziemi - bo sam tego w najmniejszym stopniu nie dostrzegam... Że nawożę tak skąpo? Na więcej mnie nie stać...

      Usuń
  13. Po co badac- napisalam wyżej i wydaje mi sie ze zrozumiale... w Warszawie- i okolicach- jest kilku jeszcze wetów; bezpiecznych dla badanej...
    Do uprawy tez odniose sie punktowo- niech Pan kupi, ukradnie, zbuduje, wyżebrze, wyczaruje itp TRAKTOR- i wtedy roznica bedzie jasna. Od razu- wiem czemu go nie macie, ale zapewniam- TO NIE WAZNE :) Przy tym areale i planach nie unikniecie tego, im szybciej tym straty mniejsze!
    M.

    OdpowiedzUsuń
  14. Przecież zgadzam się że badać koniecznie należy i wyraźnie napisałem, że to zrobię...

    A traktor? Wydaje mi się, że pilniejszym brakiem jest nieposiadanie ŻADNYCH zabudowań gospodarczych. Za to - posiadanie znaczących długów...

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...