niedziela, 15 kwietnia 2012

Niewolnik pańszczyźniany

Pożarłem na kolację dwie solidne porcje chili z fasolą i ziemniakami, poprawiłem połową opakowania lodów – i nie ma się co dziwić, że całą noc dręczyły mnie koszmary. Skądinąd – wyrzutów sumienia, od których takie nocny mary się biorą, też mi nie brak… W każdym razie: nie czuję się w formie, aby udźwignąć dziś tak wielki temat. Ale skoro słowo się rzekło – kobyłka u płota, nieprawdaż?

Tym bardziej, że właśnie w ostatnich dniach, ten sam temat: gospodarki folwarczno – pańszczyźnianej i zniewolenia chłopów – pojawił się w jednym z wątków mojego ulubionego forum.

Zacznijmy od pewnego uporządkowania pojęć. Otóż kwestię można w ogólności rozpatrywać na trzech płaszczyznach: moralnej, prawnej i ekonomicznej. Fakt, że w ogóle zajmujemy się podobnymi zagadnieniami poza zamkniętym dość kręgiem specjalistycznych seminariów na Uniwersytecie – wynika li i jedynie stąd, że ludzie na ogół tych trzech płaszczyzn nie rozróżniają. Nie jest to zresztą takie łatwe, niejeden „naukowy“ autorytet daleko popłynął na tym, że prawo lub ekonomię z moralnością mieszał – a ludzie tego chętnie słuchali!

Rozpoczniemy zatem od owej największe emocje budzącej kwestii moralnej – żeby potem już bez tego rodzaju uprzedzeń przyjrzeć się prawu i ekonomii.

Zawsze podkreślałem, że nigdy nie było w dziejach ludzkości takiego „rajskiego ogrodu“, czy innych „arkadyjskich gajów“, gdy wszyscy byli wolni, równi i solidarni jak bracia. Nierówność – a też i: wyzysk – nie są żadnym „grzechem pierworodnym“, burzącym wcześniejszy stan rajski. Są też jednak jednym z pierwszych niedostatków natury, któreśmy jako gatunek w sobie dostrzegli: bo lamenty nad dolą chłopa zna już literatura okresu Średniego Państwa w Egipcie. Jak widać: nic się pod tym względem nie zmieniło – i raczej już się nie zmieni.

Niektórzy co prawda wiążą powstanie, czy też pogłębienie się nierówności z rewolucją neolityczną. Pewnego rodzaju (sfiksowany seksualnie akurat…) przykład takiego myślenia był zresztą powodem, dla którego złożyłem harcerskie zobowiązanie podjęcia tematu nierówności. O rewolucję neolityczną długośmy parę lat temu z Wojtkiem się spierali. Oczywiście, że proces przechodzenia od „pozyskiwania pożywienia z natury“ do „produkcji pożywienia“, w toku którego ludzkość eksplodowała demograficznie, w pewnym sensie – zmienił charakter wcześniej istniejących nierówności. Społeczeństwa paleolityczne tu i ówdzie dotrwały do czasów historycznych (w Australii na przykład…) – i obserwatorom zewnętrznym mogły się wydawać skrajnie egalitarne. A to dlatego, że wszyscy paleolityczni łowcy – zbieracze (a nawet spora część neolitycznych, wchodzących już wręcz pomału w epokę miedzi rolników i łowców – zbieraczy z obu Ameryk…) wydawali się europejskim pierwoodkrywcom tak samo rozpaczliwie biedni – a przy tym: tak samo (na ogół) pogodni, szczęśliwi i zdrowi. Przy czym wszystkie te impresje poprawniej jest przypisać świadomości owych odkrywców, niż faktom, które obserwowali.

Niewątpliwie, człowiek jest lepiej przystosowany do życia łowcy – zbieracza, niż do życia osiadłego rolnika czy koczowniczego pasterza. To oczywiste. Uprawiamy rolę czy hodujemy zwierzęta góra jakieś 10 tysięcy lat – podczas gdy łowiliśmy i zbieraliśmy – o ho, ho – albo i dłużej..! Systematyczny, codzienny wysiłek potrzebny dla utrzymania takich sztucznych ekosystemów jak pole uprawne czy wielka korporacja – męczy nas okrutnie i sprawia, że tęsknimy do dawnych, dobrych czasów, gdy pracować trzeba było tylko wtedy, gdy przymuszał nas do tego głód.

 Jak widać, nasi przodkowie w paleolicie mieli mnóstwo wolnego czasu, który poświęcali na staranny makijaż, fryzury, manicure itp....

Jeśli coś zatem się kryje za jeremiadami przeciw cywilizacji, nierówności i wyzyskowi – to przede wszystkim: szlachetne lenistwo. Od czasów rewolucji neolitycznej dostępne już nie dla wszystkich – tylko dla lepiej urodzonych, sprytniejszych lub szczęśliwszych.

Skądinąd współczesna cywilizacja dobrobytu zdołała poniekąd ten odwieczny (tj., od rewolucji neolityczne się datujący…) porządek rzeczy odwrócić: współcześnie to rekiny biznesu, gwiazdy telewizji i młodzi aspiranci do owych uprzywilejowanych pozycji zasuwają jak małe mróweczki (czego symbolem jest obwieszanie się telefonami komórkowymi, palmtopami i innymi urządzeniami umożliwiającym pracę i dyspozycyjność krugłosroczno – bez przerwy!), podczas gdy obdarowani zasiłkami bezrobotni – gniją sobie spokojnie i szczęśliwie pewni, że następnego dnia słońce też wstanie, a na bełta i bułkę – wystarczy…

Czy jednak pracować trzeba było tylko wtedy, gdy przymuszał do tego człowieka głód, czy też – codziennie i systematycznie – ludzie równi i wolni nie byli nigdy. Co najwyżej, w pierwszym z tych przypadków, materialne wyrazy tej nierówności – mniej się rzucały w oczy. Przynajmniej: niezorientowanym obcym, dla których wszyscy szczęśliwi lenie wyglądali tak samo.

Jednak i wśród paleolitycznych łowców – zbieraczy i wśród współczesnych konsumentów zasiłków, kloszardów, ludzi marginesu: zawsze istniała, istnieje i będzie istnieć ścisła hierarchia. Czasem podkreślana a to fryzurą, a to tatuażem czy innym malunkiem na ciele – a czasem tylko faktem, że jeden wydaje polecenia i ma młodszą i ładniejszą babę – a inni te polecenia wykonują i kontentują się babami pośledniejszego gatunku. Zawsze jednak taka hierarchia rozstrzyga o kolejności korzystania z zasobów – czy tym „zasobem“ jest łowisko, czy śmietnik.

Następstwo zdarzeń jest zatem odwrotne od powszechnej intuicji. To nieprawda, że ludzie najpierw byli równi i wolni, a potem zgrzeszyli i popadli w nierówność i niewolnictwo. Prawdą jest natomiast, że ludzie zawsze byli nierówni i zawsze jedni dominowali nad innymi – w pewnym momencie jednak – zdali sobie sprawą z tego grzechu, który był im wcześniej – bezalternatywnie, boż nikt się nad tą zwierzęcą zaszłością nie zastanawiał, dany (wygląda na to, że opisuje tę sytuację dokładnie ten cytat z Pisma: I otworzyły się oczy obojga: a gdy poznali, że byli nagimi, pozszywali liście figowe, i poczynili sobie zasłony. Gen, 3, 7 – tłum. x. J. Wujka).

Od tej pory trwają nieustanne wysiłki intelektualne zmierzające do tego aby naturalny, zwierzęcy stan nierówności – zastąpić wymyślonym (sztucznym) stanem wolności i równości.

Jednym z przejawów odkrycia że jesteśmy nadzy – są też powtarzające się od głębokiej starożytności próby usprawiedliwienia stanu nierówności na planie moralnym. W szczególności: klasy wyższe od zawsze niemal, potrzebują jakiegoś samousprawiedliwienia – czegoś, co by uzasadniało ich prawo do korzystania z cudzej pracy i oddawania się jakże błogiemu i jakże pożądanemu przez innych – lenistwu. Znakomita z kolei większość jeremiad potępiających nierówność i wyzysk – to dzieło właśnie przedstawicieli klas wyższych, którym własne uprzywilejowanie i nieróbstwo dopiekało moralnie.

Co do mnie: jestem w tej sprawie fatalistą. Wszystkie rewolucje, których niemało było w dziejach – za każdym razem kończyły się tak samo: powstaniem w miejsce dawnej klasy wyższej – jakiejś jej nowej mutacji. Nie pokonamy tkwiącego w nas zwierza, a skłonność ludzi do lenistwa i do korzystania z cudzej pracy – jest przyrodzona, naturalna i niemożliwa do opanowania.

Oczywiście: ważne są także subtelne różnice. I właśnie w owych subtelnościach cała między niewolnictwem a pańszczyzną różnica. Niezależnie bowiem od tego, jak się zmieniało konkretne położenie prawne i ekonomiczne niewolników i poddanych (a zmiany były tu – przez wieki – ogromne…), niewolnik był zasadniczo „narzędziem mówiącym“, rzeczą należącą do swojego właściciela. Poddany natomiast – był i zawsze pozostał: człowiekiem. Zależnym, ograniczonym prawnie i eksploatowanym ekonomicznie – ale człowiekiem. W krajach chrześcijańskich spotykał się ze swoim panem w tej samej świątyni, przystępował do tych samych sakramentów i mógł tak samo dostąpić zbawienia po śmierci. W Chinach chłop, nawet najbiedniejszy, był „szlachetnym ludem“, uprawnionym do przystępowania do egzaminów państwowych, o ile tylko – coś umiał, rzecz jasna!

Tak więc moralna różnica pomiędzy niewolnictwem a poddaństwem jest taka: właściciel niewolnika musi w jakiś sposób zaprzeczyć człowieczeństwu swojej „rzeczy“ mimo (zewnętrznego przynajmniej) podobieństwa między nimi. Pan poddanego natomiast – musi „tylko“ uzasadnić, dlaczego to on jest panem, a chłop chłopem a nie odwrotnie.

Już starożytna filozofia grecka doskonale zresztą wykazała próżność „dehumanizacji“. Przy częstych wojnach czy napadach piratów nie raz się przecież zdarzało, że mąż dostojny i poważany – stawał się z dnia na dzień niewolnikiem. I co – przestawał być z tego powodu człowiekiem? A jeśli wykupił się z niewoli – znowu nabywał przymiotu człowieczeństwa? Jest to logiczny nonsens. Nic też dziwnego, że już w starożytności klasycznej niewolnictwo poczęło zanikać. Nie TYLKO dlatego, że zabrakło Rzymianom świeżych podbojów, dających obfite źródło taniego niewolnika (nigdy przecież nie zabrakło im wojen domowych – a kto powiedział, że na targu można sprzedawać tylko barbarzyńców, a już mieszkańców złupionej, bo popierała przegranego uzurpatora prowincji – nie..?). Również dlatego, że traktowanie człowieka jako rzeczy sprzeczne jest z naocznym oglądem tegoż człowieka, u którego widzimy przecież takie same ręce, nogi i inne członki – jak u jego właściciela.

Formą wypierającą w Imperium Rzymskim niewolnictwo był kolonat: właściciel ziemi (nie ludzi!) oddawał działki w dożywotnią i dziedziczną dzierżawę czy to niewolnikom (których wyzwalał), czy to każdemu chętnemu (zależy, co było możliwe) i brał na siebie uciążliwe i niebezpieczne rozliczenia z coraz to pazerniejszym fiskusem więdnącego Imperium – w zamian, najczęściej, za rentę produktową (część zbiorów) – bardzo rzadko i raczej na mniej dotkniętym kryzysem Wschodzie: w zamian za rentę pieniężną. Z czasem, do owej renty produktowej dochodziły też pewne posługi (czyli renta odrobkowa) – w dużej części: wynikłe z faktu, że państwo wymagało od podatników nie tylko pieniędzy, produktów (coraz częściej, w miarę jak pieniądz tracił wartość, a rynek się kurczył), ale i szarwarków, które właściciel ziemski musiał mieć „kim“ wykonać.

 Wyobrażenie latyfundium z willi rzymskiej w Utyce

Ten system utrwalił się po podboju arabskim w całej południowej i wschodniej części basenu Morza Śródziemnego i są miejsca gdzie, z pewnymi modyfikacjami, istnieje do dziś. W zasadzie – kolonat nie wymaga ani „przywiązania kolona do ziemi“, ani nadania właścicielom ziemskim jakiejś władzy sądowniczej czy choćby policyjnej nad kolonami (aczkolwiek i jedno i drugie rzeczywiście następowało – w miarę, jak pogarszała się sytuacja ekonomiczna Imperium i w coraz mniejszym stopniu było ono w stanie realizować najbardziej nawet podstawowe „usługi publiczne“…). Wystarczy, że fiskus przed którym chroni kolonów swoim pośrednictwem właściciel ziemski będzie dostatecznie pazerny i bezwzględny – a niewielu znajdzie się chętnych, by osobisty stosunek z właścicielem (zawsze można się dogadać jak człowiek z człowiekiem…) zamienić na bezosobowe stosunki ze sługami gosudarstwa.

Ważną modyfikacją kolonatu był stosowany przez Turków (na podstawie wcześniejszych doświadczeń bizantyjskich i perskich) „system timariocki“. Otóż zobowiązania chłopów względem panów miały w tym systemie w całości charakter publiczno – prawny: fiskalny. Po prostu państwo, zamiast wybierać należne mu podatki od całej ludności wiejskiej, nadawało ten przywilej na pewnym obszarze indywidualnym wojownikom w zamian za konną i zbrojną służbę na każde wezwanie Padyszacha. Timarioci nie byli nawet właścicielami ziemi – byli de facto dożywotnimi dzierżawcami podatków od zamieszkałej na terenie pewnego okręgu ludności. Sankcjonowało to pewną część systemu stosowanego już przez Rzymian (pośrednictwo pana między fiskusem a kolonami), ignorując zarazem prawa własności do ziemi, którą szariat uważa za należącą do Boga (co poniekąd wynikało także i z faktu, że Turcy byli najeźdźcami, którzy poprzednich właścicieli ziemskich po prostu wypędzili – a fakt, że nie interesowali się zbytnio tym co jaki chłop na swojej działce robi, tylko dodał ich państwu uroku w oczach anatolijskich zwłaszcza kolonów, którzy też ekspresowo się sturczyli…). Dla państwa zaś, powierzenie timariotom pobierania podatków było po prostu tańsze: zamiast utrzymywać osobno urzędników od pobierania podatków i wojsko – mogło w to miejsce utrzymywać więcej wojska, na jego barki zrzucając koszt i kłopot wyciśnięcia z ludności niezbędnych danin.

Tymczasem na północ od Morza Śródziemnego ukształtował się feudalizm. Będący twórczym połączeniem opisanego wyżej w sposób wysocy zgrubny i skrótowy kolonatu – oraz właściwej całej „barbarzyńskiej Europie“ tzw. „demokracji plemiennej“, która do czasu Wielkiej Wędrówki Ludów i rozpadu Imperium Rzymskiego, zastępowała naszym przodkom gosudarstwo.

Wbrew nazwie „demokracja plemienna“ niewiele miała wspólnego ani z Peryklesem, ani, tym bardziej, z Benjaminem Franklinem! Aczkolwiek prawdą jest, że ustrój najbardziej archaicznego z państw europejskich, czyli Konfederacji Szwajcarskiej, do tej pory przechował pewne relikty tej odległej przeszłości.

Podstawowe instytucje „demokracji plemiennej“, właściwie znane wszędzie – od Wschodniej Syberii do Gór Skalistych i z powrotem i od Laponii po Kraj Zulusów tam i na odwrót – to:
-    „msta rodowa“ jako gwarancja pokoju – i możliwość wykupu od msty poprzez opłacenie „główszczyzny“, czyli „zapłaty za krew“,
-    „wiec“ wolnych i uzbrojonych wojowników jako najwyższa instancja prawodawcza i sądownicza,
-    stosunkowo słaba, labilna władza wykonawcza powierzana początkowo wybieranym (lub też wybierającym się samoistnie – gdy ktoś po prostu proponował wykonanie jakiegoś przedsięwzięcia i sam ogłaszał się jego wodzem) dla wykonania konkretnego zadania wodzom, a potem – obieranym najczęściej dożywotnio królom.

Stosunkowo szybko wodzowie plemion osiedlających się w poszczególnych prowincjach Imperium zdołali sobie zapewnić praktyczną dziedziczność władzy – potrzeba jednak było tysiąca lat by ostatnie relikty symboliczne poprzedniego systemu zanikły na zachodzie Europy -  u nas zaś: nie udało się to aż do samego końca. W każdym razie, jeszcze Karol Wielki był przy proklamacji objęcia tronu Królestwa Franków podnoszony na tarczy tak samo, jak przez setki i tysiące lat wiec „wolnych i zbrojnych“ podniesieniem na tarczy obwieszczał wybór wojennego wodza (co – w nieco karykaturalnej formie – ale jakże prawdziwej! – ukazuje chociażby popularny komiks o Asterixie…).
Wódz Galów noszony na tarczy

Realna władza w „demokracji plemiennej“ należy do „wolnych i zbrojnych“. Czyli do stosunkowo nielicznej (w relacji do całości populacji) grupy przywódców rodów. Stosunki między nimi przypominają trochę współczesne stosunki między państwami – a „wiec“ to jakby Zgromadzenie Ogólne ONZ: żadnej realnej władzy nie posiada i da się w praktyce przeprowadzi to i tylko to, na co się wszyscy, przez aklamację, bez głosów sprzeciwu zgodzą. Jakieś dalsze skojarzenia? Tak jest, liberum veto to jak najbardziej stąd! Ewentualną opozycję można też na miejscu rozsiekać – i tak się też niejeden raz zdarzało. Jeśli jednak jakaś sprawa przedstawiona wiecowi budzi kontrowersje na tyle silne, że brak jest przytłaczającej większości – bezpieczniej jest niczego nie decydować, niż zaczynać wojnę domową… Islandczykom taki system wystarczał w zupełności bodaj aż do XIX wieku.

W „demokracji plemiennej“ czujemy się tylko odrobinę gorzej niż w paleolicie! Albowiem jest to drugi co do trwałości system sprawowania władzy nad członkami naszego gatunku na tej planecie (w paleolicie nie było wiecu – bo nieliczne bardzo i operujące na rozległych terenach grupki łowców – zbieraczy raczej nie tworzyły struktur ponadrodowych…). Polecam to uwadze Szanownych Czytelników o „doomerskich“ poglądach. Jak wiadomo, jak się system sypie i następuje reset – powracają najbardziej pierwotne funkcje. I „kolonat“ i „demokracja plemienna“ jak najbardziej mogą jeszcze się tu i ówdzie pojawić – bo też w ogóle: niejeden raz w dziejach było tak, że instytucje zdawałoby się pogrzebane i opłakane – odżywały po stuleciach, ożywione nowymi potrzebami i nowym duchem!

Mafia też jest zorganizowana podobnie jak starożytne germańskie plemię. Tyle, że zjazdy capo są jednak zapewne nieco bardziej kameralne od germańskich wieców…

Na czym polegało twórcze połączenie kolonatu i „demokracji plemiennej“? Odwrotnie niż u Turków, gdzie zanikły prywatno-prawne stosunki między „timariotami“ a ludnością poddaną, wynikłe z prawa własności do ziemi – w Europie feudalnej doszło do całkowitego niemal zaniku stosunków publiczno – prawnych. Stosunki takie w „demokracji plemiennej“ są nader ubogie i nietrwałe – a osiedlając się na nowych ziemiach, barbarzyńcy dawali pierwszeństwo instytucjom do których przywykli. Tak więc miejsce władzy publicznej zajęła piramida prywatnych zobowiązań i lojalności. Poddani stali się dla właściciela ziemi jakby członkami jego rodu – oczywiście: służebnymi, podporządkowanymi – ale też: jego – bezwzględna niekiedy – władza nad nimi, przybrała takie same formy, jakie wcześniej miała władza głowy rodu nad żonami, dziećmi, sługami różnej kategorii. Decydowanie o małżeństwach poddanych jest tak samo naturalne, jak decydowanie o małżeństwach własnych dzieci – nieprawdaż?

Żniwa

I tu jednak stosunkowo szybko nową „rasę panów“ dopadły nieuchronne wyrzuty sumienia. Do połowy XV wieku na całym kontynencie – nie tylko w zachodniej jego części – feudalizm jest w stałym odwrocie. Od góry podgryzają go władcy, którym bardziej w smak od barbarzyńskiej tradycji prawo rzymskie, dające im niczym nieograniczone imperium (czyli: zakres kompetencji – bo tyle, mniej więcej, ten rzymski termin znaczy…) we własnych granicach. Od dołu – powolna, ale stała odbudowa gospodarki towarowo – pieniężnej sprawia, że chłopi, uzyskując na lokalnych targach brzęczącą gotówkę, w coraz to szerszym zakresie wykupywali od swoich panów ciążące na nich zobowiązania (nie bez znaczenia były tu też takie wydarzenia jak ruch krucjatowy czy wojna 100-letnia: związany z dalekimi, zamorskimi wyprawami wysiłek finansowy jaki spadł na rycerstwo sprawił, że potrzebując gotówki, skłonne było chłopskie oferty sprzedaży tego lub owego prawa traktować poważnie…). Rentę odrobkową (pańszczyznę) i produktową wypiera renta pieniężna, zanikają różne ograniczenia podmiotowości prawnej chłopów, wsie zyskują samorząd (także u nas: refeudalizacja polegać będzie głównie na wykupie lub przymusowym przejęciu wójtostw przez szlachtę!).
Siew i bronowanie



Dopiero druga połowa XV wieku, a jeszcze bardziej – przełom tego i następnego stulecia – sprawiają, że losy Europy Zachodniej i Europy Wschodniej rozchodzą się pod tym względem, by zejść się ponownie dopiero po czterech stuleciach. Nota bene: nie tylko Europa Wschodnia przeżywa w tym czasie powrót do form zdałoby się – wymierających! W Nowym Świecie nagle i niespodziewanie odradza się… zapomniane już prawie – niewolnictwo. „Heban“ z Afryki (ale też niewolnicy z Madagaskaru, Malajów – i skąd się tylko dało…) płynie szerokim strumieniem do wiecznie głodnych przymusowej siły roboczej plantacji Indii Zachodnich, Brazylii, czy wreszcie: Wirginii, Karoliny, Georgii.

 Handel niewolnikami

Moralnie – cóż się takiego zmienia? I wiele – i niewiele. Rodzi się „nowoczesność“. Ta „nowoczesność“ (wyrażająca się zresztą choćby i tym, że kończy się pogardzane „średniowiecze“, a zaczyna „epoka nowożytna“) to, dzięki powrotowi prawa rzymskiego i triumfowi prawa publicznego nad prywatnym – także epoka rodzącego się nacjonalizmu, mas, mobilizacji – a także: nieuchronnego chyba w tej sytuacji – strywializowania i sprymityzowania myślenia. Tym właśnie – pokazywaniem na ile nasze współczesne myślenie (bo przecież to my właśnie jesteśmy – mentalnie – produktem tej „rewolucji gutenbergowskiej“!) jest nieoczywiste, niekonieczne i nienaturalne – zajmuję się RÓWNIEŻ na tym blogu. Oprócz wielu innych rzeczy. Wszystko wskazuje na to, że gdzieś w drugiej połowie XV wieku – coś się stało dziwnego z sumieniem Europejczyków… Inaczej bowiem trudno te dwa fenomeny: niewolnictwa w Nowym Świecie i pańszczyzny na wschód od Łaby – wytłumaczyć. Przyznam, że nie mam tu wyrobionego zdania i gotowej odpowiedzi. Może ktoś z Państwa podrzuci jakiś pomysł?

Ekonomicznie – następuje globalizacja. Stary Świat łączy się z Nowym Światem, tworząc jeden rynek. W ramach którego srebro, cukier, bawełna i inne surowce Nowego Świata gwałtownie przyspieszają kształtowanie się międzynarodowego podziału pracy. Przebieg tego procesu jest doskonałą ilustracją prawa przewagi komparatywnej, sformułowanego przez klasyka ekonomii – Dawida Ricardo.

Prawda jest bowiem taka, że w tym momencie Europa Zachodnia wszystko lub niemal wszystko wytwarzała wydajniej i taniej niż reszta kontynentu (a niektóre dobra – wydajniej i taniej niż cała reszta świata: głównie chodzi tu o broń, statki – i idee!). Mimo to Holendrom, Anglikom (w mniejszym stopniu także Francuzom, Hiszpanom czy Włochom) bardziej się opłacało sprowadzać zboże, smołę, potaż, drewno i wołowinę zza Łaby, niż produkować te dobra samodzielnie – chociaż jedno ziarno zasiane dawało w Polsce średnio tylko 10 – 12 zebranych, a w Holandii: 100 i więcej… Dlaczego? Dlatego że komparatywna przewaga Zachodu w produkcji broni, statków i idei – była jeszcze większa!

Na przeszkodzie w rozwoju importu zza Łaby stała relatywna bieda naszych ówczesnych przodków. Nie dysponując sami dostatecznym kapitałem, nie byli w stanie nadążyć za rosnącym popytem. Holendrzy zatem – a potem reszta zachodnich Europejczyków – poczęli kredytować rozwój produkcji na Wschodzie. Oczywiście robili to tak, aby możliwie najmniejszym kosztem uzyskać jak najszybciej jak najlepszy (dla siebie) skutek. Sfinansowali zatem powstanie folwarku pańszczyźnianego. Sfinansowanie indywidualnych gospodarstw chłopskich – byłoby kilka razy (co najmniej!) kosztowniejsze, inaczej też musiałby (o wiele mniej wydajnie) pracować system dystrybucji tak pozyskanych produktów rolnych. Potrzeba byłby więcej pośredników, lepszego transportu – ogólnie: trudno mieć pretensje do Holendrów, że nie chcieli przepłacać… Trudno też mieć pretensje do polskiej szlachty, że skoro nie tylko był zbyt na zboże, ale i możliwy do pozyskania kredyt (który w dodatku, w warunkach inflacji wywołanej napływem amerykańskiego srebra, wykazywał tendencję do stopniowej deprecjacji – tak samo zresztą, jak wcześniej pobierane od chłopów renty pieniężne, których wartość z każdym rokiem malała – w przeciwieństwie do ceny zboża!) – to brała kredyty, rozwijała folwarki i sprzedawała zboże…

A chłopi? Chłopi nie byli w stanie zwiększać produkcji tak szybko. Nie byli też w stanie sami spławiać swoich produktów do Gdańska. Mogli je co najwyżej sprzedać na lokalnym targu. W efekcie chłopi znaleźli się na marginesie owego światowego podziału pracy – jedynym posiadanym przez nich dobrem, które kogokolwiek interesowało, była ich praca.

 Jan Olbracht. To on nadał szlachcie "statut piotrkowski" - fundamentalny dla rozwoju folwarku pańszczyźnianego. W zamian za co dostał podatki na wyprawę nad Morze Czarne. Kampanię przegrał, z rozpaczy popadł w rozpustę - i umarł na syfilis...

Za tym poszły zmiany prawne – przywiązanie chłopa do ziemi w roku 1496, zakaz przyjmowania skarg chłopskich przez sądy państwowe w 1519, itd. Czy to świadomość kształtowała tu byt, czy też odwrotnie – byt kształtował świadomość: na pewno nie wiem – ale sądzę, że jednak najpierw coś się stało w głowach ludzkich, a dopiero potem – zostało to przekute na normy prawne. W pewnym sensie: wróciliśmy bliżej do natury! Z pewnością, takie „powroty“ są łatwiejsze i mniej wymagają czasu od powolnego zwykle i wymagającego wysiłku – moralnego postępu…

Tym niemniej, oczywiście – nie można bez popadania w grube błędy, utożsamiać poddaństwa z niewolnictwem. Jakkolwiek, oba te zjawiska w ich nowożytnej formie były odpowiedzią na podobne wyzwania i produktem tego samego ducha – to jednak, mniej chyba byliśmy w tej naszej dziczy na wschód od Łaby cywilizacyjnie „zaawansowani“, od samych Holendrów, Anglików czy Hiszpanów, praktykujących najbardziej przodujące i zaawansowane niewolnictwo w swoich koloniach..?

35 komentarzy:

  1. Jacku,

    Ale przecież wiesz, że czyste formy istnieją... tylko w teorii. Dlatego było niewolnictwo słodkie jak miód (powierzanie zdolnym niewolnikom w Rzymie peculium czy ustanowienie magister navis czy institorem) i pańszczyzna gorsza od niewoli.

    W przypadku rzymskich niewolników rzadko ius vitae ac necis, było bezwzględnie stosowane, stąd zakazy prostytuowania niewolnic, nakaz odsprzedaży zbyt surowo traktowanego niewolnika itp.

    Co do poddaństwa, to w praktyce poprzez ekonomiczną władzę nad chłopami, już po formalnym zniesieniu poddaństwa, na terenie chociażby Polesie, jeszcze na początku XX wieku władza Pana była swoistym prawem do życia i śmierci.

    Co oczywiście nie przekreśla fundamentalnej dystynkcji pomiędzy niewolnictwem a poddaństwem.
    Tyle, że w wielu przypadkach lepiej było być instrumentum vocale niż poddanym.

    Co do prawa pierwszej nocy, o którymś kiedyś pisaliśmy. Obowiązywanie (formalnie) na wyspie Sark świadczy, zgodnie z Twoją logiką myślenia, że nie jest to odosobniony przypadek (przecież ludzie na całym świecie dochodzą do podobnych instytucji i rozwiązań: koło, piramidy, ludożerstwo itp). O ile więc prościej i bez konieczności meandrowania uznać ius primae noctis za przeżytek kulturowy.

    Pozdrawiam
    Mark0wy

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale dlaczego mielibyśmy cokolwiek uznawać albo czegokolwiek nie uznawać? Dowody proszę! Dopóki nie ma dowodów - sprawa nie istnieje.

    Że bywali szczęśliwi a nawet potężni niewolnicy - to oczywiście prawda. Nie trzeba ich szukać w Rzymie. W końcu na kim opierało się państwo ottomańskie jak nie na niewolnikach? Mamelucy w Egipcie to też niewolnicy. A z kolei w Chinach było całkiem wielu chłopów wolnych osobiście i nawet posiadających ziemię - ale w tak małych skraweczkach, że musieli ją oddawać za bezcen w dzierżawę i sami na niej pracowali jako wyrobnicy, byle tylko na miskę lada jakiej strawy zarobić.

    Odnoszę przy tym wrażenie, że może trochę niejasno napisałem (nie jestem w formie). Otóż nie uważam ani niewolnictwa, ani poddaństwa za "zło moralne" w jakiejś bezwzględnej skali. Każda z tych instytucji była w swoim czasie konieczna i uzasadniona. Owszem, ich zaskakujący powrót do życia na początku XVI wieku jest zastanawiający. Co najmniej jest to dowód na nieistnienie trwałego "postępu moralnego" w dziejach...

    OdpowiedzUsuń
  3. Witam,

    Oczywiście, że postęp moralny, to co do zasady nadużycie języka naturalnego.

    Pozdrawiam
    Mark0wy

    OdpowiedzUsuń
  4. W żadnej z epok ludzie nie uważali się za gorszych od swoich przodków. Każdy jest przekonany, że akurat on (ona) jest istotą moralną. A jakie mamy - i tu padnie słowo, które Autor lubi - dowody na to, że istnieje obiektywna moralność? Że nie jest to jedynie wytwór kultury, obyczajów, własnych przemyśleń sprzężonych z określoną psychiką?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obiektywność czy subiektywność moralności jest tu bez znaczenia. Przez tysiąc lat w całej Europie następowały zmiany - w zasadzie: jednokierunkowe. Zaprzestano palenia żywcem wdów na pogrzebowych stosach mężów. Panowie coraz rzadziej i z coraz większym wstydem płodzili bękarty swoim poddankom, a jeśli któremuś się to w młodości przydarzyło - na ogół uważał za swój obowiązek zadbać i o dziecko i o (to była nowość!) matkę. Przypadki zabójstw, rabunków i innych gwałtów były w skali całego kontynentu coraz rzadsze - i coraz rzadziej uchodziły płazem. Pomimo takich katastrof jak "czarna śmierć" w XIV wieku, w Europie żyło się coraz dostatniej, coraz bezpieczniej - a najmniejsi nawet z poddanych cieszyli się coraz większą wolnością. Po czym, na przełomie średniowiecza i ery nowożytnej - trend uległ odwróceniu. U nas to i tak było jeszcze spokojnie ("niech na całym świecie wojna, byle polska wieś spokojna...") - Niemcy przez ponad stulecie, od wystąpienia Lutra do pokoju westfalskiego - były jedną, wielką rzeźnią z której kto mógł i miał dokąd: uciekał.

      Z perspektywy najbardziej ogólnej: złamana została zasada chrześcijańskiej solidarności, przestała istnieć "Respublica Christiana", w której - wedle teorii średniowiecznej (fakt, że nigdy nie wprowadzonej konsekwentnie w życie, wstrząsane choćby walką papieża z cesarzem, schizmami i herezjami), ludy, ich baronowie i królowie - byli tylko lokatorami tego samego domu, obowiązanymi do pokojowego sąsiedztwa.

      Coś jednak musiało się też zmienić w mentalności ludzkiej. Nie sądzę aby scholastycy - ekonomiści ze średniowiecznej Salamanki pogodzili się z niewolnictwem w hiszpańskich koloniach, gdyby ich szkoła dotrwała jego wprowadzenia. Paweł Włodkowic też by się zdziwił, gdyby przeczytał "statut piotrkowski"...

      Usuń
    2. Ale właśnie te nagłe zwroty świadczą o tym, że nie ma co liczyć na ewolucję w jednym tylko kierunku. I myślę, że jeszcze nieraz się o tym przekonamy.

      Usuń
  5. @Jacek
    Dzieki za ciekawy tekst.

    @Kira
    Sie z Toba nie zgodze. Wiele wspolczesnych srodowisk uwaza, ze kiedys bylo lepiej. A ta dzisiejsza mlodziez to juz w ogole!

    OdpowiedzUsuń
  6. Dość dobry artykuł - przeczytałem od dechy do dechy - trochę czasu na to poszło, ale warto było.

    Aczkolwiek zdjęcie skąpo odzianej pani z skórkach jest wyraźnym ukłonem w kierunku takich czytelników jak ja.

    Będzie to docenione.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

      Usuń
  7. DAIMYO, a co ma opinia nawet miliarda ludzi do prawdy? Każdy ma swoje zdanie, ale to nic nie znaczy...

    OdpowiedzUsuń
  8. @Boska Wola

    Swietna analiza procesu powstawania gospodarki folwarcznej oraz jednoczesnie rozprawa z determinizmem historycznym w skrajnej postaci.Tylko...ja tu pewna niekonsekwencje w Panskich pogladach widze(czepiam sie-wiem)-analizuajc folwark wskazuje Pan(slusznie moim zdaniem)iz ISTNIALY sposoby na znaczace "zmanipulowanie"systemu folwarcznego w kierunku nazwijmy to "wiekszej sprawiedliwosci spolecznej" oraz przynajmniej czesciowego zniwelowania nierownosci ekonomicznych(i chyba takze politycznych)na lini szlachta-chlopi.Czyli w odniesieniu do przeszlosci jest Pan jesli mozna to tak ujac optymista wierzacym w istnienie LEPSZYCH alternatyw systemowych(nie zadnych rajow ale jednak LEPSZYCH).Jednoczensnie kiedy wypowiada sie Pan na temat wspolczesnosci oraz prob zmiany OBECNEGO systemu na lepszy jest Pan totalnym pesymista i zadnego sensu w probach budowy lepszego,alternatywnego systemu Pan nie widzi.Troche to dziwne-DLACZEGO uwaza Pan iz nasi przodkowie takie alternatywy oraz prawo do dzialania MIELI podczas gdy my takowych NIE MAMY a wszelkie OBECNE dzialania to marnosc nad marnosciami?

    P.S.Jestem zwolennikiem dmeokracji bezposredniej ktora jakos tam wywodzi sie i/lub nawiazuje do demokracji plemiennej.Jednak twierdzi Pan iz jest to DRUGA w swej trwalosci forma rzadow wlasciwa homo sapiens-przyznam sie szczerze iz to stwierdzenie mnie troche mnie zaskoczylo-ktora forma wladzy jest bardziej trwala?

    Piotr34

    OdpowiedzUsuń
  9. Panie Piotrze,

    1. Możliwość owych "lepszych alternatyw" w przeszłości możemy hipotetycznie założyć badając, jak rzeczywiście dzieje przebiegały. Dla sytuacji obecnej - nie mamy takiej możliwości i jest to, moim zdaniem, niemożność nieusuwalna. Innymi słowy: z perspektywy czasu możemy powiedzieć, że gdyby nasi mniej lub bardziej odlegli przodkowie postąpili tak albo inaczej - to uniknęliby takich czy innych kłopotów w (swojej) przyszłości (a naszej przeszłości). Przy czym naprawdę - akurat jak chodzi o genezę gospodarki folwarczno - pańszczyźnianej - zaiste: niewiele dało się zrobić. Po prostu: nie mamy u nas całorocznych pastwisk. I to jest nasze największe geo-ekonomiczne nieszczęście, przy którym blednie sąsiedztwo z Niemcami i Rosją!

    2. Wyraźnie napisałem: najtrwalszą, tj. mającą za sobą najdłuższą historię (tyle że - z definicji nieomal - nie spisaną...) formą organizacji gatunku homo sapiens jest horda paleolityczna. Innymi słowy: samiec, jego samice i ich potomstwo...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem taki punkt widzenia-hmmm-ale nawet nie probowac bazujac na doswiadczeniach historycznych,historiozfii,demografii,socjobiologii itp itd?-chyba taka mam konstrukcje psychiczna ze chocbym wiedzial iz pewne procesy ekonomiczne i polityczne sa niemal nieuniknione to jakos NIE moge patrzec jak w ramach tych procesow silny gnoi slabego a oszust oszukuje uczciwego-nie moge,po prostu nie moge nie probowac tego chocby TROCHE zmienic.Ja WIEM ze my nie mozemy znac przyszlosci ale owe nauki spoleczne i inne przeciez jakies podpowiedzi nam chyba podsuwaja co do mozliwych rozwiazan(chocby wspomniana trwalosc demokracji plemiennej-bezposredniej)?Oczywiscie Panskie zastrzerzenie co do niemoznosci znajomosci przyszlosci jest absolutnie SLUSZNE wiec OSTOROZNOSC w dzialaniu,niestosowanie dzialan nieodwracalnych oraz jak najwieksza zgodnosc proponowanych rozwiazan z ludzka natura(w socjobiologicznym rozumieniu),jak najmniejsza ingerencja w ksztaltowanie sie systemu(eliminacja tylko i wylacznie drastycznie skrajnych i niebezpiecnzych pradow i pozwolenie na swobodna ewolucje pozostalych trendow spolecznych,ekonomicznych itp).Przyznaje iz mi Pan cwieka zabil ta odpowiedzia ale tak dochodze do wniosku iz nasi praszczurowie byli w podobnym polozeniu(tzn.nie znali przyszlosci)a jednak DZIALALI-jest ryzyko nieprzewidzianych konsekwencji(niemal pewnosc)ale chyba innej drogi na jakikolwiek postep nie ma?


      P.S.Horda-hmm-no tak ale jakos mi to zawsze bardziej pasowalo do form protoludzkich.Wlasciwie ciekawie byloby wiedziec jakie systemy "wladzy" byly dominujace w paleolicie czy neolicie-kiedys czytalem iz byly to okresy raczej egalitarne ale jakos mi to ciezko sobie wyobrazic wiec moze i faktycznie horda byla forma dominujaca(dla mnie brzmi to dosc wiarygodnie).


      P.S.S.W temacie determinizmu w historii to polecam(jesli Pan jeszcze nie czytal)"Stulecie chaosu" Witolda Orlowskiego.Nie do konca idzie Panskim tokiem myslenia ale ksiazka ciekawa(niestety nie mam ebooka zeby podeslac).

      http://tiny.pl/hp1ks

      Piotr34

      Usuń
    2. Panie Piotrze,

      1. Tak się składa, że nasi przodkowie podejmowali rzeczywiście pewne działania w celu "zrobienia czegoś" z gospodarką folwarczno - pańszczyźnianą. Działania te okazały się albo utopijne (jak akcja Braci Polskich), albo też - o czym pisałem - przyniosły skutki zgoła odwrotne do zamierzonych (jak legislacje Józefa II w Galicji). To prawda, że zabrakło takich działań w momencie, gdy być może miały szanse odnieść jakiś skutek - tj.: na samym początku. Tylko, kto mógł w końcu XV wieku przewidzieć przeludnienie na wsi - kiedy główną bolączką tamtych czasów był brak rąk do pracy..? Kto mógł się spodziewać, że szaleńcy z Niderlandów, Anglii czy Francji, którzy w sprawie tak podstawowej jak wyżywienie (aż do połowy XIX wieku prawie wszystkie produkty rzemieślnicze potrzebne w codziennym życiu dało się wytworzyć lokalnie na wsi...) godzą się na zależność od zagranicy - wyjdą na tym w perspektywie ledwo dwóch stuleci aż tak dobrze, że potem będziemy żebrać u ich klamek o lada grosik? Zaiste: perspektywa historyczna a działania bieżące - to zupełnie nieporównywalne sprawy, jak chodzi o komfort i możliwość przewidywania skutków...

      2. Nie chcę już po raz kolejny odwoływać się do naszych nieszczęsnych powstań - ale gdyby taki Władysław IV zamiast dawać Kozakom pieniądze i podejrzane hramoty uczciwie przepił i przehulał posag swojej żony: może byśmy i dziś, jadąc na Krym, wcale nie musieli granicy przekraczać..? A przecież - nie da się ukryć: chciał dobrze! Że się jak w korcu maku dobrali z Ossolińskim, dwaj fantaści z głowami w chmurach, snujący projekty tyleż błyskotliwe co nierealne przez sam stopień swojej komplikacji (wywołać wojnę z Turcją - na fali zagrożenia: zreformować Rzeczpospolitą... a to tylko najzgrubniejszy zarys!) - nie mogło się to dobrze skończyć. No i skończyło się: Chmielnickim... Jak widać, z perspektywy historycznej da się powiedzieć, że lepiej było nic nie robić. Natomiast działając tu i teraz - z konieczności: bierność, powstrzymanie się od działania - nie wyglądają na cnotę...

      3. Najbardziej skomplikowane społeczeństwo paleolityczne dotrwało do czasów historycznych w Australii. Opierało się na kilku - kilkunastoosobowych grupach rodzinnych jako strukturze podstawowej: utrzymujących dość luźne związki z pewną liczbą podobnych grup. Stąd - w populacji bodaj poniżej miliona - kilkaset wzajem niezrozumiałych języków... Neolit natomiast - w zasadzie, odkąd zweryfikowano negatywnie hipotezę matriarchatu - to jest już Pańska ulubiona "demokracja plemienna". Lokalnie przechodząca w o wiele bardziej skomplikowane struktury - państwowe (zaczynając od Bliskiego Wschodu, a kończąc na Inkach i Aztekach).

      Usuń
    3. Czyli burzace sie serce przeciw zalecajacemu cierpliwosc rozumowi?Ehhh-teraz ROZUMIEM to podejscie i juz wiecej nie ganie(i PRZEPRASZAM za moja wczesniejsza napastliwosc ale sadzilem iz ta postawa wyplywa z czegos innego).Jednak to nie dla mnie-ja MUSZE starac sie o poprawe losu moich pobratymcow-po prostu musze.Po prostu nie moge patrzec na nieslusznie gnebionych i oszukiwanych jakie tam by z tego dobro mialo potencjalnie nie wyniknac(bo przeciez pozytki z cnoty cierpliwosci sa jednak tylko potencjalne i wcale niepewne).Jesli jednak zarowno dzialalnie jak i cierpliwosc niosa ze soba nieprzewidywlane konsekwencje oraz pewne ryzyko to ja jednak wybieram dzialanie(na ogol jednak "wschod" byl bierny a "zachod" dzialal i wiemy kto na czym lepiej wyszedl.NADZIEJA w tym iz takim "naprawiaczom" jak ja czasem cos tam dobrego wychodzilo(polprzypadkiem ale jednak).Jak dla mnie mnie cnota dzialania kontra cnota cierpliwosci to gora dzialanie-ale teraz rozmumiem iz mozna miec majace SILNE OPARCIE W FAKTACH inne zdanie.

      Piotr34

      Usuń
    4. Odpowiem - bo trochę chory jestem i nie dam rady już dzisiaj nowego posta wysmażyć - w ten sposób:

      Tak samo jak rzeczą naturalną jest, że jedni ludzie są wysocy a inni niscy, jedni sprytni a inni... pobożni, jedni używają głównie ręki prawej, inni lepiej radzą sobie lewą - itd., itp. - tak samo naturalnym, przyrodzonym i oczywistym jest też i to, że jedni wydają polecenia, a inni je wykonują, jedni noszą głowy wysoko, a inni kłaniają się w pas. Nierówność jest z natury. Równość - a też i cały ten moralny sprzeciw wobec nierówności, wyzysku itp. - jest nie z natury a z kultury. Jest to w całości bunt przeciw naturze, próba jej zanegowania w imię wyższych racji!

      Z czego wypływa kilka wniosków. Na przykład taki, że w czasach Grunwaldu ludzie byli bardziej kulturalni niż w czasach - powiedzmy - Kłuszyna. Wygląda to na paradoks - ale cóż zrobić..?

      Wynika z tego także, że nierówności są wieczne - bo natury zmienić się nie da, można ją tylko brać w karby lepiej lub gorzej, ale zwykle - wygrywa.

      Strategii brania w karby natury może być wiele. Można ją łamać, siłując się wprost - i to chyba jest ulubiona metoda współczesnych "postępowców", próbujących zrobić z człowieka jakieś niewiadomo-co: bez ambicji, bez testosteronu, bez agresji. Można ją ujmować w pewne uświęcone tradycją łożyska, zostawiając dla naturalnych atawizmów dość przestrzeni, aby się bez szkody dla ogółu wyszalały - i to są strategie w dziejach dominujące, bo nietrudno dostrzec, że lepiej się opłacają. I pewnie jeszcze wiele innych rzeczy można... o czym warto by którymś następnym razem podyskutować?

      Usuń
    5. "I pewnie jeszcze wiele innych rzeczy można... o czym warto by którymś następnym razem podyskutować?"

      Chyba jak najbardziej warto tym bardziej iz ja staram sie rozpoznac wlasnie te strategie skuteczne i jakos tam zgodne z ludzka natura-bo zgodze sie iz strategie brutalnego lamania natury ludzkiej sa zwyczajnie NIESKUTECZNE(totez nigdy ich zwolennikem nie bylem-ze nie wspomne o aspekcie moralnym).Co do meczacego mnie PRZYMUSU dzialania-coz,sam pan przyznaje iz chodzi tu o wartosci wyzsze-jednak czlowieczenstwo to nie tylko natura ale i kultura oraz duchowosc.PROSZE pamietac iz choc jestesmy zwierzetami to jednak NIE tylko zwierzetami ale takze czyms WIECEJ(a przynajmniej STARAMY SIE BYC).A ze to temat dyskusyjny i rzeka-jak sam Pan powiedzial-nastepnym razem.

      Piotr34

      Usuń
  10. "Żeby człowiek był człowiekowi bratem, to trzeba go najpierw przećwiczyć batem"

    Każde sztuczne wprowadzanie równości w dziejach kończyło się większym cierpieniem umęczonych mas, niż powodowała sama nierówność. Dobrym przykładem, bo pozbawionym elementu fizycznego niszczenia umęczonych mas, niech będzie nasza "reforma rolna". "Reforma" miała wyrównać historyczne krzywdy, a w efekcie niewiele wyrównała, bo większość majątków nie było już w rękach pierwotnych właścicieli. Nastąpiła natomiast petryfikacja struktury społecznej, zablokowanie tempa urbanizacji, które wbrew pozorom do dzisiaj pozostaje największą barierą rozwojową Polski. Wystarczy porównać poziom życia w woj. mazowieckim i ślaskim, które posiadają duże aglomeracje, a w pozostałych. Ponadto rozdrobnione gospodarstwa to niekonkurencyjne i drogie rolnictwo, a więc drogie żarcie dla mas.

    Jeżeli Piotr34 nie rozumie i nadal chce poprawiać los maluczkim, to proponuje może dosadniejsze przykłady - może archipelag Gułag albo jakieś wspomnienia z Wandei. Autorzy tamtych cierpień RÓWNIEŻ powoływali się na wyższość kulturową swoich racji, ewolucję moralności, postęp, równość, odróżnienie od zwierząt, etc. Czy mieli w zamyśle te zbrodnie? Myślę, że nie, ale chaosie niepewnych zmian do głosu dochodzą zawsze
    skrajne i skuteczne głosy i rozwiązania.

    Boję się takich Piotrów34, którzy chcą z tego łez padołu równię uczynić, bo równia ta zawsze pochyła jest i na pohybel prowadzi.

    z anonimowym pozdrowieniem,

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zauważyłam, by pan Piotr34 koniecznie chciał wprowadzać siłą równość. Raczej sprzeciwia się bierności wobec zła, ale co konkretnie za zło uważa - nie pisał.

      Usuń
    2. Bez urazy ale niczego nie rozumiesz.Po pierwsze napisalem-nic na sile.Po drugie-czlowiek to NIE tylko zwierze ale tez cos wiecej-nie tylko natura ale i kultura-taka jest reszta koncepcja czlowieka w wiekszosci wielkich cywilizacji-NIE jestesmy tylko zwierzeciem.Gdyby nasi przodkowie NIC nie robili to do dzisiaj siedzielibysmy w jaskiniach bo to jest NAJBLIZSZE naszej natury.Po trzecie-a kto tu mowi o rownosci?-ludzie z natury NIE sa rowni-jedni sa silniejsi czy inteligentniejsi a drudzy slabsi i mniej inteligentni-hierarchia to naturalny stan spoleczny-chodzi tylko o to aby gdy jeden ma na szynke to drugi chociaz na bulke-obecnie zaczyna robic sie tak ze jeden ma na bulke i piec mercedesow a drugi juz nawet na bulke nie ma i musi grzebac w smietniku-temu sie sprzeciwiam.Udalo sie stworzyc taki kraj jak Szwajcaria czy obalic komune(czy chociaz zmusic do transformacji)to dlaczego teraz siedzic z zalozonymi rekoma?Gdyby tak wszyscy nasi przodkowie zawsze siedzili z zalozonymi rekoma to zamiast sobie tu dyskutowac na necie zarowno TY jak i ja marzlibysmy w jaskini trzesac sie ze starchu prze sasiednim plemieniem kanibali-dziwne ze tego nie rozumiesz.

      Piotr34

      Usuń
    3. To powyzej to do Anonimowego.A zna Pan to-"Aby zlo zatryumfowalo wystarczy zeby dobrzy ludzie nic ne robili".Pytanie-skoro nie nalezy nic robic to czy nalezalo sprzeciwiac sie niewolnictwu?Czy nalezalo wlaczyc o wolnosc Polski z zaborcami?Czy nalezalo sprzeciwwiac sie komunie?A moze lepiej bylo nic nie robic i zbijac kokosy na nieszczesciu ludzkim?

      @Kira

      Zlo to temat na dluzsza dyskusje al ekeidy jedne ma piec mercedecow(czesto z przekretow) a drugi grzebie w smietniku bo go wlasnie bank oszukal na kredycie to to ejst wlasnie zlo-przynajmniej dla mnie bo jak widze juz nie dla Anonimowego-dla niego zlo nie istnieje.


      Piotr34

      Piotr34

      Usuń
    4. @anonimowy

      Ostatnia sprawa(bo zajety dzisiaj jestem).Napisales iz boisz sie takich jak ja bo my do Gulagu wsadzac bedziemy.Nie badz taki strachliwy-lepiej przeczytaj jeszcze raz co napisaalem o mojej wizji lepszej rzeczywistosci-NIC na sile-moim celem NIE jest kolejny ZSRR tylko kolejna Szwajcaria-slyszales kiedys zeby w Szwajcarii byly gulagi?Ty sie nie powinienes bac-za to boje sie ja-boje sie takich ja TY ktorzy przymkna oczy na kazda podlosc i na kazde zlo-to na oczach i dzieki biernosci takich jak TY doszedl do wladzy Hitler.To dzieki biernosci takich jak TY komune trzymala nasz narod za pysk 50 lat i to dzieki biernosci takich jak TY obecnie Tusk z ferajna niszczy nasz kraj.Tak "dzieki" takim jak TY.To przez takich jak Ty w Rumuni handluje sie narzadami pobieranymi od dzieci z sierocincow-kazdy oczka przymyka bo przeciez jakakolwiek ingerencja to byloby naprawianie swiata-coz-na szczescie nie wszyscy sa tacy jak TY-sa jeszcze tacy jak ja ktorzy REAGUJA na podlosc-i nawet kiedy wiem iz zwalczanie obecnego seksniewolnictwa jest wbrew trendom i niekoniecnzie da jakias efekty na dluzsza mete to jednak kiedy widze kobiete zmuszana do prostytucji ja DZIALAM i KICHAM na trend stuletni-ty zamykasz oczy bo zla wedlug Ciebie nie ma.Pan Jacek ma duzo racji kiedy pisze ze nie zawsze mozemy przewidziec konsekwencje naszych dzialan,ze czesto wychodzi nie tak jak chcemy oraz iz bywa iz jest to walka z wiatrakami-coz,to wszystko prawda ale kiedy widze wyzyskiwanego staram sie mu pomoc(dac wedke NIE RYBE)-Ty przymykasz oczy.

      Piotr34

      Usuń
    5. @Piotr34

      Z racji kariery, którą wybieram... "Kobiety zmuszane do prostytucji" to naprawdę margines prostytucji i prostytutek (przynajmniej w krajach rozwiniętych). Zdecydowana większość pań pracujących wybiera sobie swoich menadżerów (alfonsów). Sam proces w jaki sprawia się, że pani wybiera konkretnego alfonsa jest dość ciekawy i wymaga od "ochroniarza" nie lada przymiot charakteru.

      Inna sprawa, że taka nieletnia, afrykańska prostytutka swoją pracą może utrzymywać rodzinę i uchronić ją od śmierci głodowej lub zarobić na edukację (na którą nie miała by szans pracując w polu/fabryce).
      Tutaj pojawia się znowu ta kwestia wolnego wyboru. Posiadając wolną wolę ludzie wybierają zawsze (ich subiektywnym zdaniem) najlepsze w danej chwili rozwiązanie.

      Usuń
    6. Panie Piotrze, ludzie pochwalający bierność i obawiający się tych, którzy chcą coś - nieważne, co - robić, nie interesują mnie jako bliźni. Nie zgodziłabym się, że państwo musi pomagać każdemu biednemu, ale wszelkie dążenia do ukrócenia zła popieram. Niech bierni odejdą na margines, żyją sobie wygodnie - ich sprawa.

      Usuń
  11. Raczej alfons wybiera ją, w tym biznesie nie ma konkurencji, a są raczej rewiry zmonopolizowane przez lokalnych kacyków mafijnych. Alfons to nie żaden menadżer, tylko stręczyciel, który bierze kasę za fikcyjną ochronę, głównie przed samym sobą i swoimi kumplami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co przeszkadza kobiecie pracujacej wybrac inny rewir, gdzie inny menadzer jest?

      Myslisz, ze uprawiajac seks z przypadkowymi osobami kobieta nie jest narazona na niebezpieczenstwo z tym zwiazane i nie potrzebuje prawdziwej ochrony?

      Usuń
  12. Oczywiście, że jest narażona. A myślisz, że mając za "ochronę" łyse karki, działające na amfetaminie i sterydach nie jest narażona na niebezpieczeństwo z ich strony? Przecież dla nich to tylko k...a.

    Zresztą jeśli rzeczywiście siedzisz w temacie to wiesz lepiej jak to wygląda. Ja pracowałem trochę z policjantami, którzy się tym zajmowali i znam to jakby od drugiej strony. Na "pocieszenie" powiem, że kariera "alfonsa" nie jest długa, kończy się zwykle kosą pod żebro lub kulą w łeb, czasem nawet można sobie wybrać, a nieliczni szczęściarze lądują w pierdlu.

    OdpowiedzUsuń
  13. A wiecie co? Ja mam te wszystkie bardzo mądre dywagacje " w gdzieś ", jak to mówi moja córka. Rzecz, jest prosta i banalna. Każdy, bez wyjątku ma takie same potrzeby życiowe. Nadwyżka, to fanaberia, która wyróżnia z tłumu, daje złudne poczucie wyższości, bycia lepszym, ważniejszym. Ta nadwyżka jakkolwiek by ją nazwać ( finansowa, emocjonalna czy intelektualna ) jest swego rodzaju darem, który powinien być wykorzystywany dla dobra ogółu. To oczywista oczywistość, ze to utopia. Ale patrząc na statystyczny układ wszelkich dóbr - wszystko na to wskazuje. Fanaberią w dobie schizofrenicznego świata jest hodowla koni-dla idei, jak i robienie tipsów czy przedłużenie penisa. I, doprawdy, nie zgodzę się, ze stwierdzeniem, ze zasiłkowcy to moczymordy i dno społeczne. Ten kto tak pisze powinien solidnie rozbujać sobie nóżkę i kopnąć się w główkę, tak by zobaczyć nr buta. Może wtedy coś dotrze do przeintelektualizowanego łebka. BiZ

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ludzie, którzy nie robią nic poza zaspokajaniem swoich "potrzeb życiowych", czyli żrą, chleją i kopulują - to mierzwa, nawóz dziejów, nic po nich nie zostanie - i słusznie!

      Znany w środowisku konserwatywno - liberalnym demokrata i równościowiec, Rafał Ziemkiewicz wiele lat temu, gdy jeszcze pisywał w "Najwyższym Czasie!" zwierzył się ze swojego wrażenia po zwiedzaniu muzeum na wiedeńskim Hofburgu, cytuję z pamięci: "no i co by się stało, gdyby Habsburgowie nie wycisnęli ze swoich poddanych środków na te wszystkie cudowności? Byłoby trochę więcej lepianek - i trochę więcej gnoju..."

      Hodowanie koni "dla idei" - nadaje sens istnieniu ludzkości (obok, oczywiście, wielu innych, podobnych, bezcelowych i nie związanych z żarciem, chlaniem i kopulacją rzeczy...). Jeśli któregoś dnia ludzkość zaprzestanie robienia rzeczy bezcelowych - lepiej, żeby zginęła bez śladu!

      A kolejne takie bełkotliwe, komunistyczne komunały - będę wycinał bez litości. To jest, k...a, konserwatywny blog - chcesz sobie pokomunizować - poszukaj komucha!

      Usuń
  14. Ludzie, którzy nie robią nic poza zaspokajaniem swoich "potrzeb życiowych", czyli żrą, chleją i kopulują - to mierzwa, nawóz dziejów, nic po nich nie zostanie - i słusznie! Ależ większość ludzi to robi. I Ty i ja i miliony innych + nadwyżka. Czyli też jesteśmy mierzwą. Nie obrażaj się, bo do komuchów mi daleko :/
    Wszyscy mamy podstawowe popędy i potrzeby. Twoje konie, które kochasz nad życie, też żrą, chleją :) i kopulują - jeśli dasz im możliwość.

    Możliwości - to jedyne co odróżnia pańszczyznę od niewolnictwa. BiZ

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie pogrążaj się! Napisałem wyraźnie, że mierzwą i nawozem jest ten, kto nie robi nic innego i tylko to. A więc - rzeczywiście: 93% ludzkości...

      Mam dziś wystarczająco podły nastrój, więc zastanów się dobrze, nim ponownie mnie zirytujesz brakiem inteligencji.

      Usuń
  15. Bardzo Ci współczuję. BiZ

    OdpowiedzUsuń
  16. @Boska Wola:
    "no i co by się stało, gdyby Habsburgowie nie wycisnęli ze swoich poddanych środków na te wszystkie cudowności? Byłoby trochę więcej lepianek - i trochę więcej gnoju..."

    Jakoś mi się to z polityką sowietów kojarzy; cóż tam klika milionów mniej, skoro powstało tyle fabryk i infrastruktury (skrótowo pisząc)? ;)

    A poważnie: patrząc możliwie obiektywnie, dresy, jak to wyraziłeś, "żrąc, chlejąc i kopulując", robią to samo, co Ty- zaspokajają swoje potrzeby. Poza tym, czy sam nie wypowiadałeś się wielokrotnie, że żyjemy po to, aby sobie pożyć?

    Woody_90

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Potrzeba potrzebie nie równa. Są potrzeby bardziej podstawowe - i bardziej wysublimowane. Te pierwsze dzielimy pospólnie z całym światem ożywionym i ich zaspokajanie żadnym nie może być powodem do dumy. Jeśli COKOLWIEK różni nas od zwierząt to, że obok potrzeby podtrzymania życia - odczuwamy także czasami potrzebę artystycznej ekspresji, filozoficznej zadumy czy duchowego uniesienia.

      Sowieckie fabryki miały - w zamyśle - służyć potrzebom pierwotnym. I służyły źle, bo ludziom żyło się coraz gorzej, lub zgoła - ginęło.

      "Skarb burgundzki" Habsburgów jest nie tylko potężną manifestacją władzy (odpowiada zatem na zwierzęcą potrzebę dominacji i bezpieczeństwa) - ale jest też: piękny.

      Jego piękne jest doskonale bezcelowe, żadnej potrzebie podstawowej, poza samą tylko ekspresją artystycznego geniuszu anonimowego jubilera i dobrego smaku jego średniowiecznego sponsora - nie służąc. I pod tym względem: oczywiście, że skarb ten jest wielekroć cenniejszy od tysięcy lepianek...

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...