niedziela, 8 kwietnia 2012

Król Mułu

Minionej nocy do naszego stada dołączył Król. Król Mułu. Konkretnie, tego mułu:

Utworzył tedy Pan Bóg człowieka z mułu ziemie, i natchnął w oblicze jego dech żywota: i stał się człowiek w duszę żywiącą. [Gen. 2, 7, tłum. x. J. Wujka]

W każdym razie, do takiego znaczenia słowa "Gel" doszła Lepsza Połowa, biegła w języku perskim, gdy miesiąc temu wynegocjowaliśmy z Petrą Marešovą dzierżawę jej Gelshaha. Shah, czyli szach - wiadomo: król. A "Gel", to właśnie ten muł, ten "proch ziemi", z którego Bóg stworzył człowieka.

Podróż przebiegła bez problemów, choć była i dla mnie i dla naszego Króla, który nigdy wcześniej nie podróżował, w każdym razie, nie tak daleko - bardzo męcząca. Jechałem łącznie 21 godziny z czego 20,5 godziny samej jazdy - 9 godzin w tamtą stronę, 11,5 godziny z powrotem, z Królem na pokładzie. Z Królem dłużej, bo raz, że dużo wolniej trzeba było pokonywać wąskie, urwiste i kręte dróżki Wyżyny Czeskiej - a dwa: kompletnie mnie rozłożyła na łopatki "gierkówka", która okazała się tak wyboista, że nawet przy ledwo 40 km/h, przyczepą trzęsło jak w febrze i mowy nie było, żeby pojechać szybciej. Jakoś to jednak znieśliśmy - ja mam tylko wielką, czerwoną i obolałą do granic obłędu piętę prawej stopy, tej od pedału gazu, a Król - trochę otarć tu i tam.

Dotarliśmy do domu o 23.00 i od tej pory, z padoku dochodzą nas nieustanne kwiki. Prawdę pisząc, nie wygląda na to, żeby już doszło do jakiejś penetracji (obie strony są na razie zbyt nerwowe...) - a narząd Króla już jest czerwony i chyba otarty... Obiecuję od jutra więcej zdjęć: ciekawych, zaskakujących oraz pornograficznych - dziś jednak, Lepszej Połowie, która pozostając na miejscu i martwiąc się o nas, wcale nie wyszła z tej przygody w lepszym stanie niż ja - udało się to, co się udało:






Tak naprawdę, była to tylko krótka przerwa w ganianiu się, próbach krycia i kwikach. Ale naprawdę: nie mamy sił...

Zgodziliśmy się na Gelshaha bez żadnej, przyznaję, głębszej myśli hodowlanej - ot, czymś trzeba nasze krasawice "przetkać", żeby wreszcie załapały i zaczęły rodzić. Nie będę jednak ukrywał: gdy już wysiadł z przyczepy, po tak długiej i pełnej cierpienia drodze - natychmiast się w nim zakochaliśmy. Nie liczcie zatem Państwo na jakikolwiek obiektywizm, trzeźwość osądu czy temu podobne - kochamy tego chłopa i już! Ma tyle powietrza pod brzuchem, no miodzio, miodzio...

9 komentarzy:

  1. No gratuluję!

    Życzę Wam i dziewczynkom wszystkiego najlepszego. No i niech wreszcie zaciążą - nie może być, żeby tylko tak się gzić bez konsekwencji...

    OdpowiedzUsuń
  2. Trzymam kciuki za sukces hodowlany! Królowi żadna nie odmówi :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jak pisalem, ze wladza to afrodyzjak tos sie klocila! :-)

      Usuń
    2. Niemożliwe! Nic takiego sobie nie przypominam, to pewnie nie ja :-) Oczywiście, że jesteśmy tak ewolucyjnie przystosowane, aby lecieć na ludzi sukcesu. Stąd taki szał np. na gwizady rocka :-)

      Usuń
  3. Piękny zwierz. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Noooo!
    To niech się dzieje!
    Że one nie odmówią, to pewne, życzę im jeszcze chętnych jajników!
    Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
  5. No nie wiem co to będzie. Wprawdzie wygląda, że powoli dochodzi do siebie i chyba nic poważnego się nie stało - ale przeżyliśmy chwile grozy dziś rano. Przed śniadaniem nasz Król radośnie wybiegł spod wiaty... brocząc krwią z członka. Oberwał kopytem. Zdezynfekowaliśmy jak się dało, używając strzykawki i roztworu nadmanganianu potasu, ale ciężko było ocenić, na ile sytuacja jest poważna, póki wszystko było schowane w puzdrze. Na szczęście, jakąś godzinę temu wysunął nieśmiało końcówkę - cała! Nie wiadomo jak reszta, na pewno go jeszcze boli, ale i chodzi coraz lepiej i znów próbuje się zaprzyjaźniać z zołzami. Trzeba czekać. Mam nadzieję, że go to trochę rozumu nauczy. Ale nasłuchałem się opowieści o skasowanych w ten sposób ogierach - i bardzo trudno jest mi nie wpaść w panikę!

    OdpowiedzUsuń
  6. Bo chów tabunowy nie jest dla cennych koni, tylko dla tych hodowanych od sztuki. Nie dość, że on jest nowy, to jeszcze ogier. Skopią go na bank.

    Poza tym jeśli chów tabunowy, to nie wspólna wiata, która zawsze będzie miejscem kolizji, konfrontacji i innych kompleksów końskich. Każdy koń powinien mieć zawsze możliwość odskoczyć, a pod wiatą, takiej nie ma, a głównie tam się będą na początku spotykać. Kończyć to się będzie na kopach, a w najlepszym razie na pogryzieniach.

    OdpowiedzUsuń
  7. Tak z ciekawości - na jakiej zasadzie takie "wypożyczenie" się odbywa? Może taniej będzie jakieś ochraniacze załozyc na razie..

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...