piątek, 27 kwietnia 2012

Co mnie irytuje?

Zanim odpowiem na to pytanie, podzielę się z Państwem uczuciem ulgi: uf! Włączył się! Życie na wsi, życiem na wsi – ale nie doszedłem jeszcze do tego stopnia zahartowania w boju, żeby praca fizyczna w porannej rosie napełniała mnie euforią. Tak więc cieszę się, że się włączył, bo przynajmniej będę mógł na te 2 – 3 godziny (dłużej i tak, skubany, działać nie chce… ale – już malutko, już tylko kilka dni, Allegro zdążyłem wczoraj przejrzeć – taki model jak mamy, tylko o 2 – 3 lat młodszy spokojnie można kupić za kilka stów, a poskładanie z dwóch jednego – nie przekracza moich, nikłych nader, co przyznaję – umiejętności technicznych…) pogrążyć się w sążnistych tabelach Excel, których zdążyłem się od poniedziałku dorobić…

Nie mniej, a bardziej jeszcze istotne w ogólnym odczuciu ulgi i rozluźnienia jest i to, że budząc się rano, zastałem sms-a od Lepszej Połowy: jest na miejscu! W Aszchabadzie już wczesne popołudnie w tej chwili, więc pewnie siedzi na konferencji. O czym była konferencja, co się działo – opowiem i pokażę (albowiem wyekspediowałem tam Lepszą Połowę z aparatem fotograficznym na wyposażeniu) – jak wróci. Czyli najwcześniej w poniedziałek.

W takim razie – co mnie irytuje? Ano, irytuje mnie „Najwyższy Czas!“. Tradycyjnie – tym, że mnie nie drukuje, a ja nawet nie wiem dlaczego – Szanowna Redakcja jest tak powściągliwa w kontaktach ze swoimi autorami, przynajmniej jak o moje doświadczenia chodzi, że można tylko zgadywać, co się spodoba: drukują, jeśli zgadnie się poprawnie.

Poza tym, równie tradycyjnie, irytuje mnie pan Jakub Woziński i jego libertariańska ewangelizacja. Libertarianizm w ogóle to moim zdaniem – kompletny odpał, utopia, szaleństwo. Dlaczego? Dlatego, że ignoruje najbardziej fundamentalną cechę człowieka jako istoty społecznej – jego hierarchiczność. Już w niedawnych dyskusjach z Panem Piotrem podkreślałem: „demokracja plemienna“, która tak mu się podoba, to system, w którym podstawowe decyzje podejmuje wiec „wolnych i zbrojnych“ – ale nie należy zapominać, że ci „wolni i zbrojni“, to góra kilka procent całej populacji!

Dla wszystkich bez wyjątku zwierząt stadnych, posiadających hierarchię społeczną, stan w którym hierarchia nie istnieje, w którym nie ma Szefa podejmującego decyzje – zawsze oznacza głęboki dyskomfort psychiczny. Człowiek nie jest tu wyjątkiem. Utopia libertariańska, „demokracja labilna“ – cokolwiek, co by sprawiło, że zabrakłoby jawnego i widomego wszystkim Szefa – wpędziłaby ogromną większość ludzkości w trwały stan poczucia pemanentnego zagrożenia, a w dłuższej perspektywie – w choroby.
 
Też nie widzę związku między tekstem a tym fotosem. Ale był jednym z pierwszych, jakie Google wypluło po wpisaniu hasła "Apes" - bo chciałem tu Państwu stado małp pokazać. Cóż: to również jakiś znak czasów..?

Na szczęście – to niemożliwe. Próba „wycięcia“ Szefów oficjalnych automatycznie powoduje ich spontaniczne odrodzenie poza owym, tak dla ludności niekomfortowym „stanem oficjalnej anarchii“ – w dodatku, zwykle w wersji, by tak rzec, bardziej pierwotnej, bliższej naturze. Mówiąc wprost: kiedy zanika Państwo – jego miejsce zajmują gangi. Inaczej być nie może. I to jest wszystko, co mam do powiedzenia w temacie „libertarianizmu“.

Natomiast Pan Woziński jest podwójnie irytujący przez swoją nie znającą wątpliwości pewność siebie, misyjny zapał i bijące z każdego słowa przekonanie o własnej moralnej doskonałości.

Ale to nie wszystko, czym zdołał mnie zirytować „Najwyższy Czas!“, który sobie poczytywałem w czasie kolejnych prób uruchomienia końputra dzisiaj rano, bo akurat na wierzchu sterty papierzysk leżał. Spora część ostatniego numeru poświęcona jest niedawnej demonstracji w obronie Telewizji Trwam, równie niedawnej rocznicy smoleńskiej i ogólnie – perspektywom szeroko rozumianej prawicy. Co mnie w tych rozważaniach irytuje? Ano irytuje mnie to, że widzę u piszących w „Ncz!“ taką samą niemożność zrozumienia zjawiska, jakiej i sam doświadczam.

To, że wciskana na siłę propaganda „tolerancji“, „wielokulturowości“, „europejskości“ itd. – musi, po prostu MUSI wywołać żywiołową reakcję o zgoła przeciwnym znaku emocjonalnym – to jest oczywiste i nic w tym nie ma niezwykłego. Ale dlaczego ta reakcja jest taka bezpostaciowa, niekonkretna, pozbawiona twarzy, programu, idei dających się zrozumieć i przedyskutować..?

Czyżby – to straszliwe podejrzenie – bezpostaciowość, rozmamłanie, lepkość, zgnilizna owej powodującej całą reakcję homo-multi-tolerancji – udzieliła się też, przez osmozę, reagującym na nią umysłom..?

Co Państwo o tym sądzicie?

2 komentarze:

  1. a no widzisz - to się da po przemyśleniu zrobić - w razie czego (problemy) poszukaj w necie - są nawet obszerne manuale dla ludzi modyfikujących i składających makówki (po angielsku)

    czasem drobne szczegóły są ważne - (np. przekładając procesor trzeba pamiętać o paście chłodzącej za kilka zł, bo jak się nie da - komp się będzie wieszał, itp.)

    powodzenia

    OdpowiedzUsuń
  2. No, to, że zakrojona na większą skalę - i na dłuższy przedział czasu - braterska, pokojowa współpraca między ludźmi jest raczej niemożliwa, i że musi istnieć jeden duży "agresor" (państwo), żeby ci mniejsi (gangi, plemiona, etc) nie musieli manifestować cały czas swojej siły poprzez bezustanne akty przemocy - jasnym jest jak słońce dla każdego rozumnego człowieka. O anarchii marzą albo idealistyczni gówniarze, albo jednostki kompletnie aspołeczne, olewające bliźnich i pożądające jedynie wiecznego świętego spokoju w swoim eremie, albo bandyci.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...