niedziela, 11 marca 2012

Zmiana paradygmatu


Jak twierdzi M.: Kiedyś więcej trzymano koni na chów. Teraz dobiera się pod Włocha: ma być koń krótki, a szeroki, wyłupany w plecach, na grubej nodze – nie wiem po co, ale im krótszy i im grubszą ma nogę, tym lepiej. Po to się sprowadza ardeny szwedzkie i miesza z belgami, żeby były krótsze, szersze i wyższe.


Przy tym, w naszych stronach okazuje się – hodowla i chów koni coraz to bardziej są naukowe. Do kolki raczej woła się weterynarza, niż eksperymentuje ze starymi portkami gospodarza czy rajstopami gospodyni. Był kiedyś we wsi „znachor“ – ale, lata temu, skompromitował się nieudaną interwencją, kiedy to chłop pojechał w zabiedzonego konia do lasu po drewno, tam mu ten koń padł (podobnoż z wyczerpania), a znachor stwierdził, że mu się gówno zapiekło – i wyciął nożem 3 metry kiszki stolcowej, od czego zwierzę natychmiast wyzionęło ducha. Jeszcze potem odrąbał sobie siekierą końską szynkę, niby to „dla psa“ – od tej pory żadnych „znachorów“ już nie ma. Owszem, trzeba uważać i byle komu konia, krowy czy świni nie pokazywać, bo ludzie mają różne oczy i urok mogą rzucić. M. jednak sam się na tym nie zna. Być może uda się nam spotkać ze starym handlarzem, który coś więcej na temat różnych końskich przesądów opowie…

Skądinąd, chorowite są wiejskie konie: kolki zdarzają się bardzo często. Specjalnie mnie to nie dziwi – dieta tych koni jest bardzo, ale to bardzo ciężka: ziarna do oporu, ile tylko zeżreć może i nie sam owies, a często z jęczmieniem, a bywa że i z pszenicą. Źrebnej klaczy, żeby lepiej się miała – i ziemniaki i granulat i mieszanki paszowe. Marchew na przeczyszczenie. Nie powiem: to są dobre rzeczy. Tyle że – w miarę! No i ruchu koń tak karmiony by potrzebował… właściwie to nie wiem ile? Zrywka drewna w porządnie górzystym terenie – albo konkurs WKKW wedle starych przepisów (kiedy był prawdziwy, a nie udawany – jak teraz – cross i jeszcze „drogi i ścieżki“ między crossem a skokami i ujeżdżeniem…).

Nic dziwnego, że gdy opowiadam, ile biorę za pensjonat, miejscowi pytają: ale żarcie właściciel konia dostarcza..? Bo za 400 złotych miesięcznie tak karmiony wiejski koń z trudem by przeżył. W każdym razie: zysk by z tego nie był zbyt wielki.

Tak sobie właśnie pomyślałem: nie miałem tu przypadku kolki odkąd jesteśmy w Boskiej Woli. I tfu, tfu, tfu – obym nie miał. Pytanie – czy, choć i teorię niby znam i jej praktyczne aplikacje dawniej ćwiczyłem – jeszcze umiałbym sobie poradzić po tak długiej przerwie..? Naturalnie – do przyjazdu weterynarza..? Cóż: powtarzamy sobie z Lepszą Połową, że przy naszym trybie utrzymania i karmienia koni, musiałyby się chyba mazutu nawpieprzać, żeby im naprawdę zaszkodziło…

Co do jedzenia koniny (tak a propos tej odrąbanej „dla psa“ szynki…) – nie ma jakichś szczególnych tabu. Jeśli się konina w sklepie trafi – nie ma problemu, to zdrowe i smaczne mięso. Tyle, że nie ma tradycji gospodarczego uboju koni – w przeciwieństwie do świń i cieląt.

Tak, czy inaczej – zaszła zmiana paradygmatu i wieś jest tej zmiany świadoma. O czym przytoczona na wstępie opinia M. świadczy najlepiej.

U nas zaś: właśnie zza chmur, które nocą przyniosły nam nieco mżawki wychodzi słońce. Wpuściliśmy do chatki Krystynę, bo spod szafy, prosto pod nogi Lepszej Połowie wyszła… mysz! I to mimo, że dwie jej poprzedniczki niedawno zginęły – jedna, zaduszona przez Sylwestrę, druga – utopiona przeze mnie w wannie. Lepsza Połowa się śmieje, że myszy tak wysyłają po kolei do chatki na zwiady – najpierw Mańka, potem Zdziśka, potem Krzysię… A że się jeszcze Zdzisiek z Krzyśką minęli i impreza trochę wymknęła się spod kontroli: to teraz Mańków, Zdziśków, Krzysiek – od cholery i ciut, ciut, ciśnienie populacyjne je spod szafy wygania.

Krystyna oczywiście uwaliła się na Sylwestrę jak na podusię i chrapie. Przyjdzie kolejnego Mańka topić…

3 komentarze:

  1. Pewnie z grubej i krotkiej nogi lepsze szynki sa? Wkrotce konie rzezne upodobnia sie pewnie do swin...

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale świnie właśnie powinny być długie - wtedy mają więcej boczku i karkówki!

    OdpowiedzUsuń
  3. Pozdrawiam szanownego autora, co do hodowli chłopskiej to trudno mówić o racjonalnym podejściu mity i przesądy królują.Mam możliwość obserwować rejon gdzie koń roboczy jest obecny w pierwszym i ostatnim pokoleniu gazdów, jeszcze na początku lat siedemdziesiątych sprzężaj bydlęcy był dominujący a postęp oznaczał kupno konia lub ciągnika który równie kiepsko się sprawdzał w trudnych górskich warunkach. Rataje w pierwszym pokoleniu koniarze to żywy skansen procesów które zachodziły na wsi polskiej od połowy XIX wieku. Ciekawym wydaje się fakt zamiłowania do "wielko-kalibrowych" koni które są przekarmiane owsem do woli a pracują ciężko lecz okazyjnie przy zrywce i transporcie drewna co powoduje częste przypadki mięśniochwatu, zrywania ścięgien itd. a koń po trzech czterech latach idzie do Włoch. My Polacy jak wieść gminna niesie to wszyscy koniarze i ułani cha cha...,sam pochodzę z rejonu gdzie tradycja furmaństwa trwała kilkaset lat i zanikła bezpowrotnie trzy dekady temu i mając kilka lat doświadczeń z końmi roboczymi, sportowymi i rekreacyjnymi nie śmiem twierdzić że się na tym znam. Konina dobre i czyste mięso zwłaszcza Jakucka "zrebiatyna oczeń wkustnaja", sam mając w przyszłości wybór sprzedać roczniaka za tysiąc to wole sam zjeść kilo rąbanki wychodzi po pięć złotych kilo i przy okazji nie skazuję swojego zwierzęcia na poniewierkę w tz. "stadninach" którymi usiana jest Polska, w większości takich "stadnin" kilka przypadkowych kobył krytych nie wiadomo czym, i liczenie na dotacje z programu zachowania ras tylko patrzeć jak za rok dwa tabuny zdziczałych koników polskich i innych ras zachowawczych zaczną się wałęsać głodne po polach i lasach kraju ooookońskich pppańskich tradycjach. Serdecznie pozdrawiam i dopinguje w tropieniu mitów i absurdów tego znów nie naszego kraju Maniana.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...