niedziela, 4 marca 2012

Wspomnienie Tadeusza Kotwickiego (28 stycznia 1965 – 10 stycznia 2007)

Bohater tej opowieści zasłużył na pamięć u każdego pasjonata jeździectwa w Polsce. A już na pewno – wśród rajdowców (dlaczego nie ma memoriału Tadeusza Kotwickiego na Mistrzostwach Polski w rajdach długodystansowych?). Memoriał należy się panu Tadeuszowi Kotwickiemu choćby dlatego, że odbył z powodzeniem dwie ekstremalnie długodystansowe podróże konne (acz nie zawsze wierzchem…): z Ługańska w Kazachstanie do Moskwy (w 1992 roku: około 3,5 tysiąca kilometrów w 116 dni) i znad Cieśniny Magellana do  Kansas w USA (w latach 1995 – 1997: długość tej trasy proponuję, dla ćwiczenia, samemu sobie z mapy obliczyć – choćby tylko: w linii prostej…).

Pełen tekst ukaże się - jak zwykle - w miesięczniku "Koński Targ". Sądzę, że w numerze kwietniowym. Tutaj tylko, żeby narobić Państwu apetytu, daję skromny bardzo wybór zdjęć, które przysłały mi dzisiaj panie Kotwickie: wdowa po panu Tadeuszu, pani Jolanta i ich córka, pani Wiktoria którym - korzystając z tej sposobności, serdecznie dziękuję i pozdrawiam:

Pan Tadeusz Kotwicki z Hłoją, klaczą czystej krwi achałtekińskiej w Kazachstanie

Hłoja ze swoją córeczką, Halą (też czystej krwi achałtekińskiej) w Moskwie, przed przyjazdem do Polski

Pan Tadeusz na klaczy rasy criollo imieniem Kropka na argentyńskiej pampie

Z Kropką w Peru

Na Hutorze, synu Hłoi - prowadząc całe jej potomstwo półkrwi, już urodzone w Polsce - w Bednarkach

Długością przebytych łącznie tras Tadeusz Kotwicki bije na głowę wszystkich znanych mi samotnych podróżników konnych epoki nowożytnej – z japońskim majorem Fukushimą Yasumasą i jego Gajsenem oraz setnikiem kozackim Dymitrem Pieszkowem i jego Sierko (o których pisałem już w „KT“) włącznie. Jeśli ktokolwiek w przeszłości mógł był mu dorównać – to musiało to być dawno temu, może w czasach Czyngis-chana i jego bezpośrednich następców, kiedy to zapewne niektórzy ludzie wielokrotnie przemierzali cały Wielki Step, od brzegów Pacyfiku po Morze Czarne. Jeśli to porównanie pomogło Państwu zrozumieć o czym tu mówimy – to proszę mi teraz jeszcze raz odpowiedzieć na pytanie, dlaczego nie ma „Memoriału Tadeusza Kotwickiego“ na Mistrzostwach Polski w rajdach długodystansowych – i dlaczego jeszcze nie powstała książka i film o jego podróżach..?

27 komentarzy:

  1. Miałem niewątpliwy zaszczyt znać osobiście ś.p. Tadusza i pracować z Nim jakiś w Bednarkach. Miałem także przyjemność dosiadać Hłoji i (dorosłej już) Hali. Hłoja odeszła wkrótce po śmierci swojego właściciela... Niesamowity i nietuzinkowy człowiek, który niestety przegrał walkę z ciężką chorobą... Z niecierpliwością będę wyglądać artykułu w KP. Pamięć należy się Tadeuszowi jak mało komu...
    Pozdrawiam Jacku,

    Mariusz

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "pracować z Nim jakiś CZAS w Bednarkach" i oczywiście "artykułu w KT". Przepraszam za literówki, Jacku edytuj to proszę, jeśli możesz.

      M.

      Usuń
  2. Ja myślę, że o tym zadecydowało jednak nasze małe polskie piekiełko. Część zazdrościła Panu Kotwickiemu takiej wyprawy a reszta uznała, że nic z tego mieć nie będzie to nie warto wspominać szerokiemu ogółowi o tym człowieku.
    Jadwiga z Oberschlesien ;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeśli ktoś z Państwa ma informacje - zdjęcia - namiary na właścicieli koni półkrwi achałtekińskiej wyhodowanych przez pana Kotwickiego: bardzo proszę o kontakt. Z częścią z Państwa już się zresztą dawniej kontaktowałem - ale w tej chwili mam wielką ochotę "pociągnąć" temat i kolejny tekst dla "KT" popełnić o dziejach tej hodowli.

    Swoją drogą, jak słusznie zauważyła Lepsza Połowa: gdyby każdy, kto znał pana Tadeusza i jest w posiadaniu informacji czy materiałów na temat jego przygód dorzucił swoje trzy grosze, a nie siedział pod korcem - to książka dawno by już powstała... Więc: bądźcie Państwo aktywni! Ja pana Tadeusza nigdy za życia nie znałem, dowiedziałem się o nim gdy umarł, z forum Volty. 5 lat mi zajęło, nim pojechałem do Wrocławia porozmawiać z panią Jolantą. Założę się, że wielu z Państwa było i jest w lepszej sytuacji dla utrwalenia tej pamięci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. proszę o kontakt poprzez stronę www.jakubowka.com.pl To był mój nauczyciel, dysponuję zdjęciami archiwalnymi z czasów Bednarek i Jego pracy w Krzyżowicach, w szkole rolniczej. Do Bednarek jeździłam z przyjaciółmi w czasach studenckich, na Hłoi jeździłam niemal rok...

      Usuń
    2. U mnie w stajni stoi syn Hali i Glimermmana - Harnaś. Można nas znaleźć na facebooku - Stajnia Mrozów

      Usuń
  4. Witam, bardzo ciekawy temat i nikt o naszym Polaku nie wie- bo tych jezdzcow z Ameryki Poludniowej do US bylo dwoje, Aime Tschiffely (1925-28) i Marianne du Tolt (2002-4) - ale podrozowali z 2 konmi criollo z Buenos Aires do NYC. Mam malenki artykul z Glosu Pomorza z 1997 roku gdzie opisane sa przygody pana Tadeusza w Peru z Indianami. Swoja droga podroz przez Kolumbie w latach 1990tych to byl wyczyn sam w sobie. Nowy Dziennik Nowojorski tez popelnil artykul na temat - i to wszystko. A dokad w Kansas dojechal mosci Tadeusz, i znad ciesniny Magellana to gdzie, ze strony argentynskiej czy z chilijskiej? Zadziwiajace jest to ze cala podroz odbyl na jednym koniu i to na dodatek siwej klaczy.

    OdpowiedzUsuń
  5. Zaczął po stronie argentyńskiej. I nie ukończył całej podróży na Kropce - to tak, prostując informacje z bloga Mości Pana. Ale szczegóły to już naprawdę - najpierw w "KT"...

    OdpowiedzUsuń
  6. Dziekuje Waszmosci i czekam na artykul w KT - notabene u nas rynek konski - w Zachodnim US - calkowicie sie zalamal, byc moze zwiazane to jest z cenami siana (susza w Teksasie i Oklahomie wymusila arcywysokie ceny siana od Montany po Kansas), wyzsze koszty utrzymania i bezrobociem wsrod pasjonatow, byc moze tez nadmiar hodowlanego materialu. Zobaczymy co pokaze wiosenny sianokos

    OdpowiedzUsuń
  7. Tadka spotkalem w Boliwii. Jak raz wrocilem z Andow na plebanie i Tadziu sie tam zjawil z Kropka. Spedzil u nas trzy dni, aby Kropka nabrala sil. Odwiedzilem Go w Polsce dwa razy. Dziekuje Bogu,ze mialem okazje spotkac Tadka na swojej zyciowej drodze

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Można się z Księdzem jakoś skontaktować..?

      Usuń
  8. nawet dzisiaj opowiadalem moje spotkanie z Tadkiem. Wpadl do mnie rowerzysta z Polski. Nakarmilem go i opowiedzialem historie z Tadzikiem. Kiedys daj Boze, spotkamy sie na stepach niebianskich

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepraszam, ale Księdza komentarze wpadają do skrzynki spamowej, skąd muszę je ręcznie wyciągać. Tak się często dzieje przy "egzotycznych" adresach IP. Chciałbym jednak zachować kontakt (tak na wszelki wypadek, może jeszcze kiedyś przyjdzie mi coś o Panu Kotwickim napisać..?).

      Czy ma Ksiądz e-mail? Albo może napisać do mnie maila (adres widoczny po prawej u góry...)?

      Usuń
    2. to moze ja napisze mojego maila

      neretva@ukr.net

      Usuń
  9. I pomyslec , ze z Tadziem Kotwickim chodzilam do jednej klasy w Krzyzowicach (Cale 5 lat Technikum), byl fajnym kumplem,ciesze sie , ze chociaz on doparl swego I pracowal z konmi .

    OdpowiedzUsuń
  10. https://www.facebook.com/photo.php?fbid=10202879807228100&set=a.1677599551732.86618.1589805757&type=1&theater POTRZEBNA PILNA POMOC DLA KLACZY HALA

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo chętnie pomogę, ale nie istnieje "historia" bez początku, środka i końca. Na razie jest zdecydowanie zbyt mało informacji, abym cokolwiek z tego w ogóle rozumiał. Pani Grażyna, która i do mnie się kilka dni temu zwróciła, musi najpierw jasno opowiedzieć, co się dzieje i o co chodzi...

      Usuń
  11. Witam, Pana Tadeusza spotkałem i poznałem w Bednarkach, gdzie prowadził i miał rozwijać prywatną stadninę koni. Stąd też mam zdjęcia jego i jego koni, owej stadniny, kilku osób związanych z tą stadniną oraz zdjęcia z jednego czy dwóch Hubertusów. W razie potrzeby służę pomocą w dopowiedzeniu/zilustrowaniu historii Pana Tadeusza, znajdziecie mnie na FB https://www.facebook.com/jacek.struzynski To był niezwykły człowiek, nie tylko za sprawą jego podróży.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To już raczej na potrzeby książki - o ile rodzina pana Tadeusza będzie nią zainteresowana i pojawi się gotów ją wydać wydawca...

      Usuń
  12. Pamiętam, nim poszłam do szkoły w Krzyżowicach p. Tadeusz przyjechał z czwórką swoich uczniów( wtety pierwszy rocznik Technikum Hodowli Koni) rajdem z Krzyżowić spod Wrocławia do mnie do domu Tuplice pod niem. granicą. Pamiętam jak zaznając się ze szkołą poznałam jego i jak opowiadaliśmy o swoich koniach i tak został nawiązany kontakt co do rajdu. I właśnie dla niego podjełam naukę w tej szkole :). Pamiętam momęt kiedy przerabiał mi moje siodło wszechstronne na rajdówkę, opowiadając o przygodach rajdowych swoich i kiedy wyciągnął stos zdjęć z tych wycieczek. Wtedy powiedziałam ,że przejadę z nim rajd przez calutkaPolskę i tak się właśnie umówiliśmy. Czas pokazał inaczej bo opuścił naszą klasę w naszym 3 roku i wyjechał do Bednarek w pogoni za marzeniami. Tam udało mi się telefonicznie jeszce kilka razy porozmawiać... i nawet się nie pożegnaliśmy :,(

    OdpowiedzUsuń
  13. Wspaniały Człowiek. Miałam okazję go poznać i wiele mnie nauczył. Nie znam drugiego takiego człowieka i koniarza jak Pan Kotwicki. Szkoda że tak mało się o nim mówi i tak żadko wspomina.

    OdpowiedzUsuń
  14. ja niestety tak dobrze go nie wspominam...musialam go przez 5 lat tolerowac jak i on mnie....on tez tylko byl czlowiekiem i to nie zawsze nerwowo rozwazonym....nie tylko wspaniale strony istnialy...

    OdpowiedzUsuń
  15. Fakt, czasem był nerwowy,
    szczególnie gdy uczył w szkole,
    ale może to dla tego że wolał przebywać z końmi ;)

    Pan Tadeusz
    uczył mnie jakiegoś przedmiotu w szkole w Krzyżowicach i zajęć praktycznych,
    Pamiętam że czasem nie panował nad nerwami,
    irytowały go osoby które nie chciały lub nie były zaangażowane w daną sprawę w 100%. lub sprawiały wrażenie że mają coś gdzieś.
    Gdy widział że się starasz, miałeś w nim kumpla, wtedy lubił żartować itd.
    Pamiętam tez że potrafił szybko i ciężko pracować i nie bał się tego, na zajęciach praktycznych zawsze najpierw wszystko sam pokazywał a potem pomagał, pracował razem z nami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Popieram pomysł napisania o nim książki.
      W napisaniu na pewno dużo pomoże
      podróż do szkoły w Krzyżowicach
      lub nawet do samej miejscowości, nie wiem czy jego żona nadal tam mieszka ale jest tam wiele osób które go dobrze znały.

      Czekam z niecierpliwością. ;)

      Usuń
    2. Pani Jolanta mieszka we Wrocławiu.

      A co do książki to jest to luźny pomysł, jak na razie bez najmniejszych przesłanek przemawiających za tym, że kiedykolwiek zostanie zrealizowany. Ja takiej mocy sprawczej w każdym razie na pewno nie posiadam.

      Usuń
  16. Witam! Pracowałam z Tadeuszem w Krzyzowicach. To dobry pomysł żeby powstała o nim ksiażka, o takim jakim był- czlowiekiem z pasja i wielką chęcią do działania, często uciążliwy dla innych, forsujący swoje pomysły. Znałam go od momentu powrotu do kraju po wielkiej powodzi w 1997r, ąz do czasu gdy razem opuszczaliśmy Krzyżowice. Pozostał kontakt telefoniczny do końca....wtedy zabrakło tego zapału :-(

    OdpowiedzUsuń
  17. Witam
    był najlepszym nauczycielem , wspaniałe wspomnienia.Niestety nie mogłam być obecna na ostatnim pożegnaniu. zawsze co roku jeżdżę na jego grób.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...