sobota, 31 marca 2012

Tajemnicze okulary Juliusza Verne’a

Czytywaliście Państwo w młodości Verne’a? Poważnie pytam – od czasu dyskusji o Lemie, zwątpiłem w istnienie ciągłości kulturowej między takimi dinozaurami jak ja, wychowanymi w erze przedinternetowej, a młodszym pokoleniem. Być może zatem, niektórzy z Państwa w ogóle nie wiedzą, kto to był Juliusz Verne..? Mam dać linka do biogramu w Wikipedii, czy sami poszukacie..?

Lektura Juliusza Verne’a, choć zasadniczo przeznaczona raczej dla młodzieży (jako technologiczna futurologia jego przepowiednie beznadziejnie się przestarzały, więc już do mojego pokolenia przemawiał raczej aspekt przygodowy…), może też nasunąć pewne pouczające wnioski dorosłym. Przyznaję przy tym bez bicia, że wnioski te nie są wcale moje – przeczytałem je w jakimś felietonie w którymś numerze „Nowej Fantastyki“, miesięcznika, który czytuję nader nieregularnie i z reguły – w pociągu. Nie jestem w tej chwili w stanie zatem podać autora tej złotej myśli, którą pragnę poniżej rozwinąć. Mam nadzieję, że jeśli za moją sprawą myśl ta nabierze rozgłosu (w co, prawdę pisząc – wątpię: takich publicystów jak ja można by całymi kierdlami, jak owce na Podhalu 30 lat temu przeganiać – bardzo zatem doceniam to elitarne grono, które jednak mnie czyta mimo, że ma tylu innych do wyboru…), autor sam się zgłosi i należne honory przyjmie…

Książki Juliusza Verne’a (być może, poza „Dziećmi kapitana Granta“, „Tajemniczą wyspą“ i kilkoma innymi…), to klasyczne przykłady fantastyki XIX-wiecznej, zbudowanej wedle pewnego prostego schematu. Bierzemy oto pewną technologiczną ciekawostkę – niech to będzie na ten przykład balon, armata czy choćby – doskonale wszystkim (w wieku XIX…) znany silnik parowy. Po czym sprawdzamy, co możemy osiągnąć, dokonując prostej ekstrapolacji znanych nam właściwości tego wynalazku na większą skalę. Dostajemy w efekcie: balon okrążający świat (to się w końcu udało – za naszych czasów – lubo zupełnie inaczej, niż Verne to przepowiadał…), czy też szerzej – służący jako uniwersalne narzędzie komunikacji (jak wiemy, świat poszedł zupełnie w inną stronę…), armatę zdolną wystrzelić pocisk na Księżyc czy też świat „uniwersalnie parowy“, w którym napędzane parą urządzenia wybawiają człowieka od konieczności pracy fizycznej. Jest to zatem metoda „hiperbolizacji“, pomnożenia czy wręcz spotęgowania tego, co wiemy – i rzutowania tak powstałego obrazu na dalszą lub bliższą przyszłość.
 


Jako taka, jest to oczywiście w pełni uprawniona – w zasadzie: główna, bo cóż innego nam pozostaje? – metoda uprawiania futurologii w ogóle. O pułapkach w jakie nieuchronnie wpadamy biorąc się za przepowiadanie przyszłości, pisałem na samym początku projektu Agepo – nie ma powodu tamtych tez powtarzać.

Tutaj chciałbym zwrócić uwagę na szczególne wykoślawienie obrazu przyszłości oglądanej przez „tajemnicze okulary Juliusza Verne’a“. Cokolwiek bowiem byśmy nie przepowiadali – nie dysponujemy numerycznym modelem całej ludzkości z jej pełnym bogactwem złożoności. Zresztą, taki model – niewiele by nam dał: niemożliwe do uniknięcia osobliwości wynikające z praw chaosu – takie jak „efekt motyla“ chociażby – w krótkim czasie sprawiłyby nieuchronnie, że nasz „kompletny model“ i tak rozjechałby się z rzeczywistością, której przyszłe stany ma przewidywać. Wbrew poglądom deterministycznych fizyków sprzed ery Poincaré i Einsteina – znajomość elementów ruchu wszystkich atomów Wszechświata nie wystarczy do przepowiedzenia jego przyszłości.

Przepowiadając cokolwiek, koncentrujemy się zwykle na tym, co jest wedle naszej wiedzy najważniejsze. Chociażby – na bilansie energetycznym, czy też na „wielkich agregatach“ wielkości ekonomicznych, takich jak zmiany PKB, bilanse handlowe i płatnicze, poziom zadłużenia, baza monetarna czy kursy walut. Z tej perspektywy losy pojedynczych ludzi – są już całkowicie niedostrzegalne!

Rodzi się zatem nieuchronnie pokusa, aby spróbować tak skonstruowaną przepowiednię przełożyć na konkretne wskazania życiowe. I na przykład – wyemigrować do Argentyny, bo z przyjętego modelu przyszłych trendów w zakresie energetyki i wyżywienia wynika, że półkula południowa rokuje na najbliższe półwiecze lepiej niż północna. I w porządku – pożyjemy, zobaczymy…

Niestety, nie umiem oprzeć się wrażeniu, że przepowiednie tego rodzaju, to jednak jest w dalszym ciągu „świat uniwersalnie balonowy“, czy też „uniwersalnie parowy“ z powieści naszego tytułowego Francuza.
 


Czy „gorsze perspektywy“ półkuli północnej – a fatalne, to chętnie przyznaję – perspektywy Jewrosojuza oznaczają, że w Polsce zniknie życie biologiczne i wszyscy, którzy tu zostajemy – pomrzemy..? Czy „clash of civilizations“ o którym pisałem kilka dni temu oznacza, że każda Europejka zostanie zgwałcona i zamordowana..?

Ależ nikt tak nie twierdzi! – I słusznie, bo to oczywiście nieprawda: „gorsze perspektywy“ półkuli północnej oznaczają tyle, że – średnio – będzie tu trudniej zachować lub poprawić stopę życiową, niż na półkuli południowej. Ale nie jest to wcale niemożliwe! Na kryzysie energetycznym też się da zarobić. Mało tego: da się to zrobić nawet w Polsce, niezależnie od faktu, że rządzi nami kompletnie beznadziejna klika uboli, złodziei i agentów – w dodatku kochana rzewną miłością skołowanego ludu, bo perspektyw na jej obalenie drogą demokratycznych wyborów, jako żywo – nie dostrzegam. W stosunku do tej kliki zresztą, jedyną – jak na razie – skuteczną metodą działania jest taka, którą wielu spośród dyskutantów chętnie by zaleciło naszym przodkom odnośnie zaborców: nie porywać się z kosami na armaty, do czasu aż będzie nas stać na kupno własnych armat (najlepiej zresztą – lepszych od tych, które tamci mają…). Co w praktyce oznacza: płacić, milczeć – i robić swoje. Starając się w miarę możliwości uniknąć popełniania samobójstwa…

Ludzkość przechodziła już w swoich dziejach epoki straszliwe. Takie jak „czarna śmierć“ w połowie XIV wieku, jak ćwierćwiecze wojen i rewolucji na przełomie XVIII i XIX wieku, jak wielkie tyranie i wielkie wojny wieku XX. Pozostały nam po tych katastrofach lamenty i cmentarze – ale też na przykład: „Dekameron“ Bocaccia (to tak a propos erotyki i seksu…), stanowiący przecież nic innego, jak zapis frywolnych opowieści, które miały umilić wybornemu towarzystwu przymusowy pobyt na wsi, dokąd uciekło przed dziesiątkującą miasto zarazą.

Żaden kryzys w dotychczasowych dziejach ludzkości nie spowodował, że ludzie przestali się śmiać, kochać, płodzić dzieci i snuć plany na przyszłość. Ludzie nie zarzucili tych podstawowych zupełnie czynności ani w stalinowskiej Rosji, ani w Chinach Mao Zedonga, ani nawet – w Kambodży za czasów Pol-Pota. I choć wyglądało to na kompletne szaleństwo – to jednak, z upływem czasu okazało się, że rację mieli właśnie ci, którzy śmiali się, kochali i płodzili dzieci – bo przyszłość okazała się lepsza od ówczesnej teraźniejszości, koszmar się skończył (nie, żeby zaraz jakaś idylla zapanowała, ale – w porównaniu..?), dzieci spłodzone w czasie tych wielkich opresji, miały lepsze życie od życia swoich rodziców.

Dopóki nasza dzienna gwiazda zsyła nam swoje życiodajne promienie – nic nie wskazuje na to, aby wielka przygoda ludzkości miała się raz na zawsze zakończyć. Z którego to prostego stwierdzenia nic kompletnie nie wynika dla kogokolwiek z aktualnie żyjących jak chodzi o jego sprawy codzienne – i jeśli dla kogokolwiek z Państwa miałoby to być sygnałem, że porzucam mój programowy pesymizm, to oczywiście nieprawda – jak chodzi o tu i teraz: pozostaję pesymistą równie radykalnym, co konserwatystą. Jednak nawet konserwatyzm nie miałby krzty sensu, gdyby istnienie ludzkości miało się zakończyć na tym pokoleniu.

Toczące się w tzw. „mainstreamowych“ mediach przepychanki o wiek emerytalny i spory jakie to wywołuje wśród bloggerów – mogą co najwyżej wywołać uśmiech politowania. Oczywistą oczywistością jest, że ZUS nie da się już uratować, a spory który się toczą – nie mają już prawdopodobnie wpływu nawet i na to, kiedy i w jaki sposób nastąpi agonia tej instytucji. Jest na to za późno.

W szczególności nic nie warte są jakiekolwiek przepowiednie oparte na ekstrapolacji istniejących trendów demograficznych w horyzoncie czasowym dłuższym niż jedno dziesięciolecie. Absolutnie nie jest prawdą, że Polska stanie się smutnym krajem starych ludzi!

Dlaczego? Dlatego, że system opieki zdrowotnej załamie się pierwszy. Co spowoduje masowe wymieranie starych i chorych – tą, brutalną przyznaję i daleką od humanitaryzmu metodą, przywracając „normalną“ piramidę wieku.

Owo załamanie opieki zdrowotnej widać już zresztą gołym okiem – ja sam, w zasadzie, poza możliwością skorzystania z doraźnej pomocy na pogotowiu, na żadne „bezpłatne“ zabiegi nie mam co liczyć, bo przy nieco skomplikowanej sytuacji meldunkowej, konieczna dla tego biurokracja przerasta moje możliwości. Na szczęście – nic mi nie dolega. To, co zostało zrobione z ojcem mojego sąsiada, M. – o czym pisałem – to nie było nic innego, jak „eutanazja po polsku“, polegająca na olaniu pacjenta, który nie rokuje dobrze ani medycznie, ani finansowo. Beznamiętna rutyna tej operacji przekonuje mnie, że jest to procedura standardowa – i że to jest główny sposób walki z deficytem NFZ i ZUS, a nie jakieś tam „reformy“. Przy tym wcale nie sądzę, że mamy do czynienia z jakimś „spiskiem przeciw narodowi polskiemu“ (jakkolwiek, tolerując istnienie tego stanu rzeczy, Ministerstwo Zdrowia efektywnie dziesiątkuje potencjalny elektorat PiS – w większym stopniu, w każdym razie, niż elektorat PO – jest to więc, całkiem przypadkowo, stan „politycznie opłacalny“). Po prostu system tak działa – będzie działał tak samo, niezależnie od tego, ile pieniędzy (w tej skali, jaka jest wyobrażalna tu i teraz…) zostałoby weń wpompowane. Na żadne „miękkie lądowanie“, czy też „rozwiązania ludzkie i cywilizowane“ – nie ma już co liczyć.

Tak więc wcześniej czy później dojdzie do katastrofy – takiej, którą przeżyją przede wszystkim zdrowi i silni. Jestem zdrowy i silny. Dlaczego miałbym zatem się tej katastrofy bać..? Załamie się system bankowy? No i co z tego? Nie mam żadnych oszczędności w banku – mam za to dług. Oby system załamał się jak najszybciej! Klasa średnia oberwie po kieszeni? Dlaczego miałoby mnie to w jakikolwiek sposób obchodzić? Czy ja przypominam w czymkolwiek klasę średnią? Czy czerpię dochody z usług dla klasy średniej? Czy pracuję w wielkiej korporacji, która może z dnia na dzień zwinąć swój polski oddział? No patrzę przez okno – i jako żywo, niczego takiego nie dostrzegam. Widzę tylko nasz Lasek – który, po deszczu, zielenieje w oczach. Zaraz trzeba będzie sadzić kartofle…

To może powinienem się spodziewać tłumów uciekających z miast, wygłodniałych zombi, którzy jak szarańcza pożrą wszystko na swojej drodze, koni, krów ani nawet kotów nie wyłączając..? Litości..! Czy coś takiego zdarzyło się kiedykolwiek w dziejach ludzkości..? Nie? To dlaczego miałoby się coś takiego wydarzyć tym razem? Niby dlaczego tym razem miałoby być gorzej niż w roku 1914, 1939 czy 1944..? Bo cena ropy idzie w górę?

Wzrost cen ropy i gazu oznacza tylko tylko, że pogrążamy się w stagnacji. Ale to jest stwierdzenie z dziedziny makroekonomii, a nie z dziedziny życia praktycznego. W życiu praktycznym może to oznaczać cokolwiek: bo, wprawdzie statystycznie szanse na zdobycie (dobrze płatnej) pracy systematycznie maleją – ale przecież – ludzie nawet w Totka wygrywają i ktoś tam ową pracę jednak dostanie. Wcale o owej statystyce nie wiedząc…

Tak więc: starzy i chorzy będą wymierać – ale przecież nie wymrą w ciągu tygodnia, to jest proces, który potrwa ze 20 lat co najmniej – dla młodych będzie coraz mniej pracy i szans życiowych, więc póki się da – będą wyjeżdżać, a ci którzy wyjechali – na pewno nie wrócą. Przez ten czas ludzie będą dalej normalnie żyć, śmiać się, kochać i płodzić dzieci. Normalne dla zachowania naszego gatunku mechanizmy obronne sprawią, że pewnie pod koniec tego okresu dzieci będzie dużo więcej niż w tej chwili (bo rozmnażać się będą przede wszystkim zapiekli konserwatyści, programowo czy podświadomie, ale tym nie mniej radykalnie – odrzucający cały ten postęp, faminazim, prawa człowieka i inne duperele dla bogatych smarkul…). W pewnym momencie – nie wiem, czy to będzie za 10 lat, za 20 lat, za 30, czy już za 3 lata… - proces ten, pozostawiony samemu sobie sprawi, że koło zamachowe ruszy z powrotem – trend się odwróci, zacznie się demograficzny i ekonomiczny wzrost. O jakie oparty źródła energii – próżno i daremno jest przewidywać. Jeśli ktoś wie lub sądzi że wie – też nie powinien się tym chwalić, tylko – za biblijną radą idąc – sprzedać wszystko co ma – i zainwestować w tę właśnie branżę…

„Koreanizacja“, o której pisałem niedawno, a więc takie dokręcenie śruby przez klasę pasożytniczą, które doprowadzi do bezwzględnego zubożenia nosiciela pasożyta, ale za to utrwali perwersyjny związek między nimi – może, paradoksalnie, tylko przyspieszyć ten proces: im wyższy będzie koszt utrzymania klasy pasożytniczej, tym szybciej dojdzie do załamania, a im szybciej dojdzie do załamania, tym szybciej nastąpi odbicie od dna. Czy owo „odbicie“ będzie też równoznaczne z pozbyciem się klasy pasożytniczej, to jest owej ponurej kliki uboli, złodziei i agentów? Niekoniecznie. Szczerze pisząc: nie umiem sobie wyobrazić Polski innej niż rządzona przez klikę uboli, złodziei i agentów. Może to wina mojej ubogiej wyobraźni – ale też: JAKAŚ klasa pasożytnicza zawsze istniała. Pewnie, że na ogół była lepszej jakości niż nasza obecna – bo gorszą trudno sobie wyobrazić. Ale może ich synowie i wnuki nabiorą klasy..?

W żadną „narodową rewolucję“ w każdym razie – nie wierzę. A skądżeby ona, skoro, poza enigmatycznym postulatem pozbycia się „uboli, złodziei i agentów“ – nie ma najmniejszej zgoła zgody co do tego, co należy właściwie robić? Oddać władzę Jarosławowi? Cha, cha, cha…

Nie wierzę też w żadne zamieszki, palenie samochodów, rabowanie sklepów, wieszanie posłów czy temu podobne – nie na wielką skalę w każdym razie. Kto miałby to robić – i po co?

A jeśli nawet – to szczerze pisząc: nic mnie to, póki w Boskiej Woli siedzę – nie obchodzi.

Nie widzę też powodu, aby jakiekolwiek z powyżej opisanych nieszczęść miało kogokolwiek odciągnąć od pielenia ogródka, pisania pracy inżynierskiej, całowania ładnej dziewczyny czy kołysania dziecka. Zaiste: nic z tego nie ma NAPRAWDĘ istotnego znaczenia dla RZECZY WAŻNYCH. To jest właśnie: dla pielenia ogródka, pisania pracy inżynierskiej, całowania ładnej dziewczyny czy kołysania dziecka.

A może to wszystko bajki i czeka nas różowo – cukierowy dobrobyt wprost z postów kolegi Adama Dudy..? A może coś zupełnie innego? Któż to wie..?
 


Ja nie wiem i nie zamierzam udawać, że jest inaczej. Zamierzam, póki to tylko będzie możliwe – robić swoje, całym tym zgiełkiem wielkiego świata wcale się nie przejmując. I właśnie dlatego, jeśli wszystko dobrze pójdzie, mam nadzieję już za tydzień – jak tylko się wyśpię i trochę odpocznę – mieć dla Państwa, moich Wiernych Czytelników, niespodziankę. A gdyby któryś z miłośników naszych ulubionych anorektycznych koni chciał nas odwiedzić – to zapowiadam już teraz, że wielkanocny poniedziałek, jest po temu bardzo dobrą datą!

18 komentarzy:

  1. chyba pomyśleliśmy o tym samym po naoglądaniu się tej komedii politycznej w tv

    u mnie dziś też o emeryturach

    co do Verne'a przeczytałem w młodości wszystko, albo prawie wszystko, jeszcze przed epoką netu i te nieco przykurzone wizje robiły wrażenie

    a co robić w związku z tym wszystkim?

    robić swoje!

    OdpowiedzUsuń
  2. bo normalny człowiek nie jest rewolucjonistą, jeśli państwo utrudnia mu byt to stara się ominąć przepisy, jeśli już się nie da to wyprowadza się na jak największą głuszę i szuka swojej wolności w gospodarowaniu tym co już osiągnął za swoich najlepszych lat, cieszę się się z zaproszenia bo po 4-6 miesiącach czytania Pana bloga bardzo chętnie poznał bym osobiście, niestety święta są zarezerwowane tylko dla najbliższej rodziny

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. planuję taką małą eskapadę z dziećmi, na skutertach z Krakowa nad morze i spowrotem, może już jeden z wielu punktów po drodze bym miał zapewniony?

      Usuń
    2. Jest to postawa typu "moja chata z kraja". Nic nas nie interesuje, mamy gdzieś ojczyznę...

      Popieram. :)

      Usuń
    3. Kira nie! ojczyzna i naród nasz mnie bardzo interesuje i pewnie byłbym w stanie za to zginąć, nie interesuje mnie tymczsowy rząd i wola ludu bo od tego jak najdalej :D

      Usuń
    4. nie potrafię pisać, potrafię rozmawiać i dokładnie uzasadniać moje podejście do życia, więcej natłoku myśli niż mogę napisać z uzasadnieniem tak jak niektórzy blogerzy :)

      Usuń
    5. Jak czytam frazesy o umiłowaniu ojczyzny, o Bogu, o honorze, to często pytam: A co za tym idzie????? Umrzeć za ojczyznę? Marzenie małolata (przepraszam, nie chciałam Cię urazić, tak to po prostu odbieram). Dla ojczyzny to można ŻYĆ. A jak ktoś chce żyć dla siebie, inni go g...o obchodzą i woli "robić swoje", to spoko, ja też tego chcę, ale po co udawać patriotę? Patriota to ktoś, kto działa z myślą o ojczyźnie, o narodzie, etc.

      Usuń
    6. patriotyzm na pokaz jest zły jak pewnie wszystko na pokaz, żyję dla ojczyzny bo żyję da dzieci przedewszystkim, no i nie wiem jak wytłumaczyć w paru słowach mój patriotyzm :(

      Usuń
    7. Żyć dla dzieci można bez umiłowania ojczyzny. ;)

      Usuń
  3. Przy dzisiejszym tempie wydarzen prognozowanie za dluzej niz dwie dekady rzeczywiscie traci jakikolwiek sens-totez i nikt na dluzej prognozowac nie probuje.20 lat to mniej wiecej okres w ktorym ekstrapolacja zdaje egzamin,potem juz za duzo nowych technologii czy idei wchodzi w gre aby prognozowanie mialo sens.Przynaje iz ma Pan sporo racji-na dluzsza mete calowanie dziewczyn czy pielenie ogrodka to sa wazne sprawy(wbrew twierdzeniom wielu)jednak uwazam iz ograniczanie sie TYLKO do tego wychodzac z zalozenia iz mnie zalamanie systemu jakos specjalnie nie dotknie jest dla mnie nie do przyjecia.Nie dlatego iz ja sobie nie zdaje sprawy z mechanizmow o ktorych Pan pisze ale dlatego ze ja rogata dusza jestem-jak czytam informacje takie jak ta http://tiny.pl/hpcjq to zrobie wszystko zeby w mojej okolicy nic takiego sie nie dzialo-a przeciez choc zalamanie systemu NIE bedzie kompletne(tu sie ZGADZAMY)to wlasnie ku takiemu modelowi spoleczenstwa zmierzamy.Wiec mowi Pan-calowac dziewczyny i nianczyc dzieci-ja mowie TAK ale to za malo-bo moze Pan sobie te dzieci wynianczyc tylko po to aby potem jakis gnoj z wyzszej klasy spolecznej je zgwalcil i podpalil.Trend jaki jest to wiadomo(negatywny i tu znowu sie zgadzamy)ale Pan zdaje sie uwaza iz trend niczym w marksizmie jest nieublagany i nieodwracalny-ja,mimo iz milosnik Toynbego i Glub Paszy uwazam iz trend tworza ludzie i jezeli znaczna czesc spoleczenstwa bedzie odpowiednio "rogata" to elity nigdy NIE odwaza sie na "koreanizacje".Jednak jest Pan pesymista-bywaly czasy lepsze i gorsze,formy rzadow lagodniejsze lub okrutniejsze-nie chodzi to aby wprowadzac raj na ziemi(bo to oczywiscie niemozliwe)ale o to iz bedac odpowiednio zdeterminowanym mozna trend odwrocic i zamiast czasow gorszych doprowadzic do czasow lepszych,sprawiedliwszych i lagodnijeszych-bo DLACZEGOZ by nie?


    Piotr34

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @ Piotr34

      Nie znam w dziejach przypadku, że sytuacja się poprawiła od tego, iż ktoś CHCIAŁ dobrze (Amerykanie twierdzą co prawda, że ich rewolucja i wojna o niepodległość była takim właśnie przypadkiem - jeśli mają rację, to byłby to wyjątek w skali światowej...). Wielokrotnie natomiast poprawiało się od tego, że ktoś chciał dla swoich poddanych ŹLE - ale mu nie wyszło, albo już dłużej się nie dało, bynajmniej nie z powodu ich oporu, tylko - dlatego, że tak ich wycisnął, że już nie dawali rady JEGO wyżywić...

      A przechodząc do konkretów, dwa tylko pytania:
      1. Kto niby ma być alternatywą dla Tuska? Jarosław Kaczyński? Wolne żarty! System tak jest ustawiony, żeby ludziom to się właśnie wydawało - i tak jest istotnie. Wyjścia z zaklętego kręgu dwóch partii lewicowych, reżimowych i pro-unijnych, czyli PO - PiS: po prostu nie ma.
      2. Jaki niby ma być program owej narodowej rewolucji. O co walczymy? O "polskie" huty i kopalnie, czyli o posady dla kolesi nowej ekipy - czy o rozmontowanie koryta, TAKŻE w kontekście rzekomej "deindustrializacji" i temu podobnych? Jak czytam ostatnio znajomych bloggerów - to przestaję dostrzegać JAKĄKOLWIEK wspólnotę poglądów w tej sprawie. Mam wręcz wrażenie, że takiej wspólnoty nigdy nie było.

      Usuń
    2. Może faktycznie lepiej robić swoje... ale NIE płacić. Podatków, składek. (W miarę możliwości.)

      Usuń
  4. @Boska Wola

    Ja takie przypadki znam.Mowi pan tak jakby Szwajacarzy poprzez wyrwanie okolicznym feudalom swoich kantonow nie stworzyli panstwa zwanego Szwajcaria.Amerykanska Rewolucja-oczywiscie ze im sie poprawilo.A po Powstaniu Wielkopolskim to jak rozumiem Polakom bylo wedlug Pana gorzej niz pod pruskim butem?Wie pan-kiedys czytalem iz po PRZEGRANYM Powstaniu Spartakusa warunki zycia niewolnikow w Rzymie POLEPSZYLY SIE-polepszyly bo bojace sie kolejnego krwawego buntu rzymskie wladze zmienily przepisy dotyczace traktowania niewolnikow na "bardziej ludzkie"(maly artykulik z Wiki na ten temat http://tiny.pl/hpcsf).Z rewoltami spolecznymi bywa oczywiscie roznie ale twierdzenie iz to wszystko marnosc to grube naduzycie-z takim podejsciem to do dzisiaj wiekszosc z nas mialaby wypalony na ramieniu znak wlasciciela-jakos tak nie jest.

    1.Alternatywa dla PO?-na POCZATEK moze byc i PIS.Jak pamietam ich rzady to co by nie mowic kradli mniej niz obecne wladze.Do tego slabsi sa niz PO bo poparcia mediow i oligrachii nie maja wiec NIGDY nie zdominuja kraju w takim stopniu jak PO.Dwa patrzace sobie nawzajem na rece gangi to zawsze lepiej niz jedne gang ktory ma wladze niemal absolutna.Na POCZATEK dobre i to a na dluzsza mete potrzebna jest oczywiscie ZMIANA SYSTEMU chocby i "liquid democracy" (http://partiapiratów.pl/2012/01/31/liquid-democracy-lekarstwo-na-arogancje-wladzy-w-demokracjach/ http://partiapiratów.pl/2012/02/03/przepis-na-legalna-rewolucje/)."Liquid democracy" albo jakas inna forma demokracji bezposredniej(w koncu Szwajcaria niezle sie trzyma od 750 lat nieprawdaz?)zeby ludzie byli gospodarzmai we wlasnym kraju a nie robili za bydlo(jestem przeciwnikiem roznych zamordyzmow-nawet i tych robionych w dobrej wierze-zamordyzm to zamordyzm i ZAWSZE sie degeneruje-tu ma Pan racje).

    2.Profity i stanowiska.Wdemokracji bezposredniej tzw.rzadowe koryto jest znacznie mniejsze niz w obecnym systemie-pasozytnicza klasa biurokratow i politykow jest znacznie mniej liczna i znacznie mniej wplywowa-okazja czymi zlodzieja ale w tym systemie ilosc okazji jest minimalna wiec i korpupcja,nepotyzm,kolesiostow i afery choc oczywiscie wystepuja(taka juz ludzka natura)to na znacznie MNIJESZA skale.Zreszta popelnia Pan typowy dla wielu blad-zaklada pan nieswiadomie iz wszyscy ludzie sa tacy sami i maja takei same motywacje zyciowe-krotko mowiac zaklada Pan iz WSZYSCY mysla tylko o KASIE i kombinuja caly czas jak tu ukrasc pare baniek zeby sie ustawic.Przeciez obaj wiemy iz to NIEPRAWDA-ludzie sa rozni,maja ROZNE profile psychologiczne,rozne doswiadczenia zycowie,ROZNE hierarchie wartosci i rozne motywacje-jedni mysla o kasie a inni przynajmniej od czasu do czasu o swojej Ojczyznie.Prosze polaczyc ow dajacy mniej okazji do zlodziejstwa system z liczniejsza obecnoscia we wladzach ludzi ktorych motywy sa inne niz tylko nachapac sie a otrzyma pan znacznie LEPSZA sytuacje niz obecnie.Tylko trzeba uczyc sie od najlepszych-skoro mozna w Szwajcarii(a i w paru innych krajach choc na mniejsza skale)to dlaczego nie w Polsce?Raj na ziemi to oczywiscie nie bedzie ale bedzie LEPIEJ NIZ TERAZ.

    P.S.Kiedys na samym poczatku bylem w PO(lata temu)-wprost zaproponowano mi przekrety i jakies tam stanowiska-odmowilem-jak to sie ma do tezy iz KAZDY chce sie tylko nachapac?

    P.S.S.BEZ urazy ale powiem tak-wedle mojej opini swiat da sie uczynic NIECO lepszym.Nie da sie jednak tego uczynic siedzac w Boskiej Woli liczac na to iz mnie zawierucha dziejowa ominie.O WOLNOSC trzeba WALCZYC-nasi przodkowie walczyli i CZASEM nawet im sie UDAWALO.Lepiej umrzec wolnym czlowiekiem niz zyc na kolanach(i taki sam los niewolnika przez swoja niechec do walki zgotowac nastepnym pokoleniom w tym i swoim dziecia).Jestem wolnym czlowiekim a ten ktory sprobuje zniewolic mnie i moja rodzine bedzie mial okazje sprawdzic czy jest kuloodporny.

    Piotr34

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wypalanie znakow na ciele jest przestarzale. Czytasz mojego bloga (permakultura.net) to wiesz, ze w pewnych warunkach trzymanie zwierzat na wolnym wybiegu jest dla wlasciciela bardziej oplacalne niz chow alkierzowy...

      A Twoja historia czlonkostwa w PO to dowod na to, ze takie (uczciwe) osoby system eliminuje...

      Usuń
    2. @ Piotr 34

      Kwestia tego, czy Wielkopolanom naprawdę było lepiej w II RP niż pod kajzerem - MOŻE budzić pewne kontrowersje. Co do Szwajcarów - to ich historia jest tak skomplikowana, że jednak wymagałoby to dłuższej dyskusji...

      Ogólnie: nie będę ukrywał, że demokracja, wszystko jedno jak - brzydzi mnie estetycznie. Sam Pan po sobie widzi, że zachodzi tu też selekcja negatywna - i do "służby państwowej" statystycznie częściej trafiają ludzie interesowni, niż męczennicy za wolność i Ojczyznę (ci wypalają się albo w konspiracji, albo w ruchach opozycyjnych - przy czym, gdy opozycji uda się przechwycić władzę, są nieuchronnie usuwani...). Ta selekcja może działać lepiej lub gorzej, szybciej lub wolniej, ale działać będzie ZAWSZE. PiS, który nigdy nie miał najmniejszego zamiaru zmniejszać czy ograniczać "domeny państwowej", stałby się bliźniaczą kopią PO najdalej w połowie drugiej kadencji - gdyby zdołał tak długo zachować władzę. A nawet zmnieszenie tej domeny w warunkach demokratycznych - nie wygląda mi ani na trwałe, ani nawet - na możliwe...

      Poza tym: w imię czego mam z kimkolwiek czy z czymkolwiek walczyć? Jak długo siedzę sobie spokojnie na wsi i niańczę moje ukochane konie..?

      Gdyby mnie ktoś zaczepił - to inna sprawa... Ale, tak prawdę pisząc - to nie ma niczego takiego, co by mogło budzić pożądliwość gosudarstwa czy któregokolwiek ze sług jego...

      Usuń
  5. panie Jacku, w gminie niech pan porządki porobi albo choć we wsi. Od tego trzeba wymianę kadr rządzących zacząć. Od sołtysów, wójtów itd. Pan Piotr34 również.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem bardzo zadowolony z mojej wsi i gminy - absolutnie, nie chcę żadnych zmian!

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...