środa, 28 marca 2012

„Seksualny rekord świata“, a przyszłość cywilizacji

Feminazistki tropiące w poglądach myślicieli poprzednich epok anty-kobiecą obsesję, trochę racji jednak mają. Jest bowiem prawdą, że wielu pisarzy (nie tylko gustujących osobiście w chłopcach…), od starożytności począwszy – traktowało kobiecą seksualność z wielką podejrzliwością. Pytanie tylko: czy mieli po temu powód..?

Zanim uda się odpowiedzieć na to pytanie, warto sobie – raz jeszcze, raz jeszcze – przypomnieć tło dla tych rozważań. Tło zaś wygląda tak, że cywilizacja bezprzykładnego dobrobytu, w której obecnie się nurzamy, jest naprawdę niedawnym osiągnięciem!

Jeszcze bardzo, bardzo niedawno kobiety nie miały do dyspozycji nie tylko maszynek do depilacji, pralek i tamponów. Nawet, jeśli żyły w mieście takim jak Rzym, z jego akweduktami – to przecież nie miały bieżącej wody we własnym mieszkaniu! Nosić ją trzeba było z publicznej fontanny. Nie było też centralnego ogrzewania, ani tych sprytnych pieców na gaz czy choćby na pelety, do których wsypuje się paliwo się raz na kilka dni – dla wszystkich mieszkańców nieco bardzie północnych szerokości geograficznych, sezon grzewczy oznaczało to samo, co dla nas, w naszej chatce w Boskiej Woli: dyżur przy piecu, do którego trzeba co i raz podkładać.

Nieczystości z domu też trzeba się było pozbyć ręcznie. Zwykle wylewano je z nocników wprost za okno, co jednak – gdy już wyszliśmy z „niemowlęctwa ludzkości“ i wpadliśmy w mocarne, a opiekuńcze ramiona policji – zostało surowo zakazane, przez wzgląd na przechodniów. Zakaz ten zrodził nowy zawód: gówniarza, wynoszącego owe wiadra z niebezpieczeną zawartością po stromych i chybotliwych kuchennych schodach do najbliższej publicznej kloaki.

Większość kobiet musiała przy tym pracować w polu (jakkolwiek opowieści o położnicach, rodzących wśród kartoflanych bruzd i zaraz wracających do pracy, mam za typową dla XIX-wiecznej, paternalistycznej filantropii, hiperbolę – pewnie, że urlopów macierzyńskich nie było, a i luminarze medycyny raczej się połogami kobiet z ludu nie interesowali – co im zresztą, tylko na zdrowie wychodziło, biorąc pod uwagą rozpaczliwą wręcz bezradność tejże medycyny wobec najpospolitszego zakażenia – jednak z tego, co nam wiadomo, a niewiele, niestety, pierwszy uścisk mocarnych ramion oświeconej policji przetrwało, podejście wiejskich akuszerek do zagadnienia było dość zdroworozsądkowe…).

Oczywiście, szczęśliwy los – wyjątkowy talent lub wyjątkowa uroda – mogły każdej kobiecie sporej części tych niedogodności oszczędzić. Starczyło, że urodziły się, lub w taki czy w inny sposób – weszły do „dobrego“ domu, lub wręcz – do pałacu. Z tym, że jeśli nawet nie musiały prać gaci męża w balii czy w zimnej wodzie strumienia, nosić wiader wody i naręczy drewna, gotować, wylewać nocników i wiązać snopków zboża – i tak, w porównaniu z paniami, którym dobry Bóg pozwolił żyć w dzisiejszych, szczęśliwych czasach – miały nielekko!

Jeśli tylko ruszyły się za próg swego „dobrego“ domu, czy wręcz pałacu, czekały na nie trudy i zasadzki podróży tak dotkliwe, że nikt, kto nie był w formie porównywalnej z kondycją komandosa jednostki GROM, nie ważył się ich podejmować. Do wyboru bowiem, były albo własne nogi, albo takie czy inne pojazdy napędzane siłą ludzkich lub zwierzęcych mięśni – a resory wymyślono naprawdę późno, dopiero w XIX wieku. Oczywiście, zwykle kobietom przeznaczano pojazdy lub wierzchowce generujące relatywnie najmniej uciążliwych wstrząsów – lektyki niesione przez tragarzy, muły lub konie inochodźce. Niewiele to jednak pomagało: sama powolność tych środków transportu, czyniła podróż męką nawet dla najbogatszych i najwyżej postawionych w społecznej hierarchii. Nic dziwnego, że w podróży bardzo często umierano.

Do tego dochodziły pospolite, codzienne trudności higieniczne, dla kobiet dotkliwsze niż dla mężczyzn – a także: brak lodówek (częściowo tylko kompensowany powszechnością – rzecz jasna: w „dobrych“ domach i pałacach – lodowni) i konserwantów w żywności. Możemy się dziś obrażać na sztuczną, supermarketową żywność, na rakotwórcze i męsko – szowinistyczne „E“ na etykietkach i temu podobne. Prawda jest jednak taka, że gdy tych wynalazków ludzkość jeszcze nie znała, znakomita jej większość przez znaczną część roku niedojadała, pełnowartościowe białko zwierzęce spożywając wyłącznie od święta – a nawet uprzywilejowani, których ten problem dotykał w najmniejszym stopniu, bardzo często żywili się pokarmem nieświeżym, nadpsutym, którego zgniliznę maskowały wielkie ilości przypraw. Niedostatek kalorii i substancji odżywczych w pożywieniu + stały, niemożliwy do uniknięcia a znaczny wysiłek fizyczny = choroby, wycieńczenie, przedwczesna śmierć.

A już wspomniana wyżej kwestia połogów, ZWŁASZCZA tych, „obsługiwanych“ przez luminarzy medycyny, każe mi wątpić w zdrowy rozsądek kobiet z „klas wyższych“: mając jakieś 50% szans na bolesną śmierć w czasie pierwszego porodu – i wiedząc o tym doskonale – chyba bym wolał zachować do końca życia dziewictwo!

Na szczęście dla nas – kobietom wówczas zdrowego rozsądku najwyraźniej brakowało, bo jednak podejmowały to ryzyko – i rodziły. Co prawda, zdecydowana większość z nas ma przodków, którzy jednak przychodzili na świat wśród owych hiperbolicznych kartoflanych bruzd: aż do samego prawie końca XIX wieku „klasy wyższe“, oraz mieszkańcy miast – nie byli w stanie się reprodukować, śmiertelność wśród ich mieszkańców przewyższała liczbę żywych i odchowanych urodzeń. Punkt dla wiejskich akuszerek – nieprawdaż..?

Maluję ten ponury obraz nie po to, aby wychwalać „cywilizację dobrobytu“. Nie tym razem. Chcę po prostu, aby zdawali sobie Państwo sprawę z okoliczności towarzyszących sprawom, o których będziemy tu snuć rozważania. No – było ciężko!

Ojciec Innocenty Bocheński w swoich wspomnieniach z wojny 1920 roku, gdy był młodym i przystojnym ułanem – ochotnikiem twierdzi, że gdy jest ciężko – kobiety tak, jak królice czy lochy po ciężkiej zimie – non stop są podniecone i gotowe na seks. Gwałt – jego zdaniem – w czasie wojny nie istnieje: każda zadrze spódnicę i nie wymaga to żadnych zgoła zabiegów.

Trudno polemizować z szanowanym zakonnikiem, w dodatku – jednym z najznakomitszych logików XX wieku. Poniekąd jednak, mam wrażenie, że ułanom jakby łatwiej – w każdym razie: u nas, w Boskiej Woli, też bywało ciężko i pewnie jeszcze nie raz ciężko będzie – a jakoś po Lepszej Połowie takiego zjawiska zgoła nie widzę…

Chińczycy, na których często się powołuję, bo są z natury i z kultury wyjątkowo zmyślni i, jak wiadomo – wszystko już wymyślili dawno temu, a co najwyżej my po wiekach na to samo wpadamy – twierdzą zgoła odwrotnie. O czym zresztą już chyba Państwu opowiadałem. Wedle starożytnego, chińskiego powiedzonka – jeśli chcesz zachować córki w cnocie: trzymaj je w zimnie i mało karm. Bo dopiero, gdy kobiecie jest ciepło i jest najedzona – zaczyna nabierać ochoty na jakąś rozrywką. Zaś, gdy nie ma telewizji ani internetu – cóż może być taką rozrywką, jeśli nie seks..?

Nie no, oczywiście – można też się poświęcić robótkom ręcznym, dewocji, plotkowaniu, działalności dobroczynnej, albo snuciu intryg i zdobywaniu władzy. Jednak żadna z tych czynności nie jest w stanie skonsumować całego wolnego czasu: osobliwe w tych dawnych czasach, o których tutaj mówimy – wówczas bowiem, pod nieobecność reżimu biurowo – fabrycznego, podział na „czas pracy“ i „czas wolny“ wyglądał nieco inaczej niż obecnie – i jeśli ktoś w ogóle miewał „czas wolny“, to zwykle – miał go do oporu!

Moraliści od starożytności dość zgodnie twierdzą, że bezczynność, nuda i przesyt prowadzą kobiety do rozwiązłości. Mężczyzn zresztą też – przy czym, zależnie od osobistych upodobań moralisty, czasem zza owej gnuśności, jednogłośnie potępianej, wyziera ryzyko pederastii – a czasem niekoniecznie: bywali i tacy, którzy zepsucie widzieli wyłącznie w kontaktach płci przeciwnych i stąd zalecali mężczyznom, aby jak najwięcej przebywali we własnym gronie, oddając się męskim sprawom – polityce, wojnie, snuciu intryg i plotkowaniu…

I to wszystko – wszystkie te jeremiady, żale, lamenty i proroctwa upadku – w warunkach opisanych jak wyżej, których nikt z nas, dziś żyjących, choćby mu Imperium Rzymskie rzucali do stóp, czy tiarę renesansowego papieża wkładali na głowę – za żadne skarby nie uznałby za komfortowe!

Co w takim razie powinno się z nami dziać dzisiaj..? Przeciętna gospodyni domowa, wcale niekoniecznie najlepiej sytuowana – ma się dziś bez porównania lepiej, pod każdym wyobrażalnym względem, niż Valeria Messalina, Marozja, czy Katarzyna II.

Przy tym – wyczyny, które im przypisali kronikarze, mogą być (choć to jednak mało prawdopodobna opcja…), tylko płodem chorej wyobraźni, ponieważ panie te, nie tym zalazły niektórym spośród sobie współczesnych za skórę, że spółkowały z 25 mężczyznami w ciągu jednej nocy, były kochankami, matkami lub krewnymi papieży i nie tym – że podobno kazały zbudować klatkę, umożliwiającą bezpieczną kopulację z ogierem. Świadectwa, jakie o nich nam dają odpowiednio: Pliniusz Starszy, Liutprand z Kremony i  anonimowi (z ostrożności…) plotkarze powtarzający legendy o Katarzynie, mogą być – i w pewnej mierze na pewno są – stronnicze, gdyż wszystkich tych mężczyzn napełniał strach i odraza motywowana dużo bardziej przyziemnymi obawami, niż kwestia urażonej moralności publicznej. Bali się zwyczajnie o swoje życie, należąc do opozycyjnych względem tych władczyń stronnictw.



Tymczasem dzisiaj przecież naprawdę i bez żadnej ściemy – bije się „seksualne rekordy świata“. I jeśli coś je różni od starożytnego zakładu - rekordu, przypisywanego Messalinie, to chyba to tylko – że taka groteska, mnie przynajmniej, wydaje się wypraną z wszelkiego erotyzmu.

To jest chyba zresztą pewien klucz do zrozumienia sytuacji, w której się znaleźliśmy. W czasach, gdy podróżowanie było męką – wizyta na targu w sąsiednim miasteczku mogła być wydarzeniem cieszącym i rozpamiętywanym przez całe tygodnie, a pielgrzymka do grobu świętego – przygodą życia. W czasach, gdy przeżycie porodu i odchowanie zdrowego potomka graniczyło z cudem, taki sukces musiał chyba mieć inną wagę, niż obecnie.

Żywoty takich pań, jak wspomniane już: Messalina, Marozja czy Katarzyna (ale listę tę można by wydłużać niemal bez końca – nie wspomnieliśmy przecież ani słowem o Aspazji, Fryne, Teodorze – a w kolejce przecież jest jeszcze Kleopatra, Salome, Herodiada… i tak dalej, i tak dalej…) – owiane purpurą władzy i czadem skandalu, tym większy budził podziw i zgorszenie, im bardziej były odległe od przyziemnej rzeczywistości zwykłych zjadaczy chleba z otrąb i żołędzi – najczęściej: bez omasty…

Życie współczesnych celebrytów takie, jakim je relacjonują media, toczka w toczkę przypomina kalumnie dawnych kronikarzy na prowadzenie się prominentnych dam – nic jednak, w zasadzie, nie stoi na przeszkodzie, aby to samo robiła pani Kazia czy Ziuta z warzywniaka na rogu! Bo kto jej zabroni..?

Pytanie – dlaczego coś, co jest łatwe i dostępne, miałoby panią Kazię z panią Ziutą cieszyć tak bardzo i tak intensywnie, jak wielkim trudem i przemyślnością wywalczona możliwość bezkarnego (do czasu…) gorszenia bliźnich cieszyć mogła Messalinę, Marozję czy Katarzynę..? A jeszcze inaczej – skoro ISTOTNYM elementem rozpustnego życia celebrytów jest fakt, że ich rozpusta przyciąga uwagą mediów (co ma bezpośredni wpływ na osiągane przychody…) – i, w związku z tym, oddawanie się rozpuście jako takie, może już być, o ile dobrze się „sprzeda“, wystarczające do tego, aby stać się celebrytą i osiągać znaczne dochody – to, czy w tym jest jeszcze miejsce na jakąś spontaniczność i szaleństwo?

Gmach dawnej, „patriarchalnej“, „zacofanej“ cywilizacji, obfituje w subtelności niepochwytne dla nas, prostodusznych konsumentów bezprecedensowego w dziejach dobrobytu. Spraw męsko – damskich owe niepochwytne subtelności dotyczą w pierwszym rzędzie, bo niewątpliwie temat ten fascynował ludzi odkąd tylko odkryli, że są nadzy i poszli się ubrać.

Problem, Drogie Panie, polega na tym, że my się Was jednak boimy. Lepsza Połowa mogłaby tu zrobić kompetentniej ode mnie wykład o psychoanalitycznej interpretacji mitu wampira na przykład: potwór ten, gustujący w dziewicach i krwi dziewiczej, dość oczywistą jest personifikacją męskiego lęku przed defloracją – czegoś tak strasznego przecież, nie może dokonać zwykły człowiek, to jest domena ciemnych, nocą tylko się objawiających, demonicznych sił. Lęk ten zresztą w Azji Południowo – Wschodniej objawia się niejako „w świetle dnia“, bo tam – w przeciwieństwie do Chin, o których wspominałem poprzednio – stosunek z dziewicą grozi mężczyźnie nagłym i natychmiastowym zgonem, panie zatem, pozbywają się swojego hymenu chirurgicznie – dawniej, u wyspecjalizowanych i doświadczonych mnichów (używających narzędzi chirurgicznych, proszę Państwa, proszę sobie tu zberezieństw nie wyobrażać od razu…), dziś – u ginekologa.
 


Ogólniej rzecz biorąc, zadowolenie kobiety, jak o tym ostatnio wiele pisze Wojtek, wymaga pewnej dozy agresji. I to jest kłopot! Nawet nie dlatego, żeśmy zniewieścieli i raczej mało kto z nas ćwiczy na codzień swoją agresją wymachując ostrym przedmiotem czy, w ostateczności, ćwicząc kańczugiem leniwych chłopów. To zawsze był kłopot – i spora część owej dawnej, „patriarchalnej“ kultury temu właśnie służyła, aby ową niezbędną dozę agresji – wtedy, kiedy trzeba i w takich ilościach, jakie akurat są potrzebne – wyzwalać.

Dziś, gdy samo tylko oskarżenie kobiety i jej zeznanie wystarczą, aby wsadzić mężczyznę za kratki i zruinować mu życie – tylko chłop na schwał, który jest silnie przekonany, że naprawdę podoła zadaniu i skarg nie będzie – albo ostatni głupek, który w ogóle o niczym nie myśli – odważy się pójść na całość, jeśli nie ma jednoznacznego i nie budzącego wątpliwości przyzwolenia ze strony damy: najlepiej zresztą – udzielonego przy świadkach lub zarejestrowanego na wideo. Bo inaczej, jeśli nawet po fakcie dama zmieni zdanie – i tak może być krucho!

W czasach, gdy kobiety generalnie zamknięte były w domach lub ukryte pod szczelnym okryciem (jak to do tej pory praktykują muzułmanie) i nie obnosiły się ze swoimi walorami wszędzie, gdzie tylko chcą na nie patrzeć, a też i w miejscach, gdzie patrzeć na nie wcale nie chcą – przeciągłe spojrzenie sarnich oczu wystarczało, aby postawić każdego mężczyznę w stan gotowości – a widok stópki odzianej w zgrabny pantofelek wystarczał, za „lekturę“ całego „Hustlera“, od deski do deski. Teraz musi nas ratować przemysł farmaceutyczny – a i tak zachodzi dość fundamentalna wątpliwość – po jaką właściwie cholerę brać tę viagrę..?

Jest tyle ciekawszych zajęć! Tak przynajmniej relacjonowała nam to znajoma skandynawistka, zafascynowana urodą Szwedów – cóż jednak z tego, że mężczyźni w Szwecji przystojni, skoro wolą biegówki, wędkę czy jachty – od kobiet..?

Tak więc wygląda na to, że reformatorom społecznym – jak zwykle zresztą – udało się osiągnąć efekt zgoła odwrotny do zamierzonego: nie zaprzeczą przecież (już choćby dlatego, że w większości nie żyją, he, he!) promotorzy „rewolucji seksualnej“ z lat 60. XX wieku, że szło im o „wyzwolenie“ kobiecej seksualności z okowów jakie narzucała im „mieszczańska moralność“. Jeśli nawet nie przyznawali się do tego – to przecież trudno uwierzyć, że skrycie nie marzyli o tym, aby w efekcie jak najwięcej ładnych dziewcząt było dla nich dostępnych – więcej, niż to im się wydawało możliwe wcześniej. Mają co chcieli – tylko, czy jeszcze im się chce..?

Jest dostrzegalny spory potencjał samonaprawczy owej dawnej, „patriarchalnej“ kultury. Po pierwsze – następne pokolenie, raz że sterroryzowane przez AIDS, a dwa, że w ramach naturalnego buntu przeciw zdziadziałym już w swojej kontestacji rodzicom – przywróciło po części dawny model stosunków rodzinnych, a wszystkie eksperymenty z „wolną miłością“ i „komunami“ – jak jeden zakończyły się klapą,

Po drugie – dalekośmy od naszej zwierzęcej przeszłości nie odeszli, to i daleko nie spadniemy. Wydaje się, że teraz i w najbliższej przyszłości rozmnażać się będzie mniej mężczyzn, niż byłoby to możliwe dawnymi czasy: będą to robili albo zagorzali tradycjonaliści, z takich czy innych względów bezkompromisowo odrzucający nowy model życia – albo zdeklarowani libertyni i playboye, tak pewni siebie, że nie zdoła ich zasromać całe to „wyzwolenie kobiet“. I dobrze: tego rodzaju „różnica selekcyjna“ powinna w przyszłości wpłynąć pozytywnie na jakość naszego gatunku. Jak widać zresztą, po naszym przyjacielu Wojtku – te dwie postawy wcale nie są ze sobą sprzeczne!

Natomiast „zwykli“, „przeciętni“, „normalni“, „mili“ faceci – w warunkach triumfalnego pochodu feminazimu – mają coraz to mniejsze szanse na dochowanie się potomstwa.

Czego można oczekiwać z całą pewnością – to stale rosnącej, monstrualnej wręcz frustracji seksualnej „wyzwolonych“ kobiet, których wyzwolenie, jest automatycznie i jednoznacznie – stłamszeniem i zagonieniem do narożnika mężczyzn.

A ponieważ po drugiej stronie Morza Śródziemnego mamy całą cywilizację, gdzie połączenie wciąż żywej „kultury patriarchalnej“ z arabskim narodowym socjalizmem, trzymającym ludność w biedzie pomnaża, zwielokratnia i potęguje – męską frustrację seksualną – może to być zaiste komiczne widowisko, taki „clash of civilizations“..!

I tym sposobem chyba udało mi się sprowadzić cały problem do absurdu. Z czego, zdaje się – wynika: że jest nierozwiązywalny..? Czy też – że go w ogóle nie ma..?

24 komentarze:

  1. Niewatpliwie kobiety to swintuchy majace inklinacje wrodzona do puszczania sie. Dzieki nim czy raczej jej cierpimy tu na Ziemi po wygnaniu z Raju. I wszystko to przez ta sklonnosc do weza!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciekawy wpis. Ja to się nawet czasami zastanawiam, czy to jakiś spisek ogólnoświatowy czy co: seksu pełno, a erotyzmu - coraz mniej... Gdzieś tam, kiedyś tam - pogubiliśmy się...

    A jednak cieszy mnie wielce, że został mi oszczędzony żywot w "dobrych, starych czasach", pomimo iż niektóre ich elementy bardzo mi się podobają. Przykładowo, paskudne ujednolicenie dzisiejszych strojów, masowość, globalność, powszechna trywializacja, media gloryfikujące banał - tego kiedyś nie było. Ale ta niewygoda, ten brud, smród, niedożywienie, fatalna jakość leczenie - nie, za nic bym się w dawne czasy nie przeniosła. ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak widać, los biednych króliczków ekscytuje publiczność o wiele bardziej niż jakiś tam seks!

    Fajnie, że się moja diagnoza potwierdza - ale sam nie wiedziałem, że to już tak - i że tak szybko..?

    OdpowiedzUsuń
  4. Może dlatego, że parafrazując "chodzi o to, żeby gonić króliczka, a nie żeby złowić go". Skoro obecnie tak łatwo tego króliczka-seksoholiczka złapać, nie ma ochoty go gonić? Co niestety potwierdza tezę...
    Ludzie tutaj sa jak koty - po złapaniu tracą apetyt...
    Adam

    OdpowiedzUsuń
  5. "A ponieważ po drugiej stronie Morza Śródziemnego mamy całą cywilizację, gdzie połączenie wciąż żywej „kultury patriarchalnej“ z arabskim narodowym socjalizmem, trzymającym ludność w biedzie pomnaża, zwielokratnia i potęguje – męską frustrację seksualną – może to być zaiste komiczne widowisko, taki „clash of civilizations“.."

    Taki "clash" juz nastepuje w niektorych miastach Europy majacych duza populacje muzulmanow, np. Rotterdam i wcale nie jest smieszny. No chyba ze za smieszne uwazasz brutalne zgwalcenie kobiety, polaczone z pobiciem i okaleczeniem a nierzadko i morderstwem.

    OdpowiedzUsuń
  6. @ Futrzak

    1. Przypadek, o którym piszesz, to zwykłe przestępstwo, a nie żaden tam "clash of civilizations". Zdarzało się to zawsze i wszędzie...

    2. Posiadanie władzy jest dość dobrze skorelowane z wiekiem i zamożnością. W krajach muzułmańskich starsi, zamożni mężczyźni sprawujący władzę, mają łatwy dostęp do kobiet (wcale niekoniecznie do wielu - bo poligamia jest już jednak raczej wyjątkiem - ale mają!). Takiego dostępu nie mają natomiast rzesze młodzieży męskiej, której sytuacja majątkowa nie pozwala na zawarcie małżeństwa. Sfrustrowani młodzi mężczyźni tworzą bardzo agresywną (choć niekarną...) armię - kierowaną przez doświadczonych, dojrzałych i wcale nie powodowanych frustracją przywódców...

    3. W Europie jest dokładnie odwrotnie. Wraz z postępem feminazimu coraz większy wpływ na władzą zdobywają stare, samotne kobiety, bez najmniejszych szans na rozładowanie PMS, frustracji seksualnej i menopauzy - w jednym. Wśród młodszych zaś, panuje promiskuityzm w ostatecznym rachunku sprawiający, że nikomu nic się nie chce. Tak więc armii w ogóle nie ma - a władza jest coraz bardziej szalona.

    4. Starcie tych dwóch "modeli cywilizacyjnych" - oczywiście może obfitować w okrutne epizody - ale jako całość: nie może nie budzić homeryckiego śmiechu!

    OdpowiedzUsuń
  7. Witam,

    "Gwałt – jego zdaniem – w czasie wojny nie istnieje: każda zadrze spódnicę i nie wymaga to żadnych zgoła zabiegów."

    To tak jak by twierdzić, że morderstwo w trakcie wojny nie istnieje.

    Po pierwsze nie każda, po drugie nie zadrze, ale z niej zedrą - po trzecie nie nazwał bym tego podnieceniem, ile koniecznością.
    Lepiej dać niż oddać i zginąć.

    Pozdrawiam
    Mark0wy

    OdpowiedzUsuń
  8. Tego starcia wcale nie trzeba sobie wyobrażać - wystarczy poobserwować co się dzieje w tzw. kurortach Egiptu, Tunezji itp. Białe turystki, często starsze i obok młody autochton.
    Pozytywne jest tylko to, że mimo wszystko biały towarzysz turystki nie lubi gdy mu się rogi przyprawia - i kończy się jak zawsze - kobieta kończy w wieży (w zamkniętym pokoju) a facet rusza na wyprawę krzyżową na Saracena.
    Adam

    OdpowiedzUsuń
  9. Adamie, a która chętna młodym tubylcom pani zabiera ze sobą na wycieczkę partnera? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Możliwe są przypadki:
      1. taka, która CHCE żeby partner zobaczył (np. z zazdrości)
      2. taka, która wie że partner woli w All Inclusive spróbować wszystkich drinków
      3. odważna lub szalona
      4. ostatecznie - mająca życzliwe przyjaciółki, które są zazdrosne o nią i chętnie doniosą...

      Chociaż masz sporo racji, facet najczęściej dowiaduje się po powrocie. Kobieta trafia do wieży, facet często zostaje narodowcem... (bez obrazy). Co nie zmienia faktu, że agresja się nakręca.
      Nie od dzisiaj wiadomo, że wojny są głównie przez kobiety. Niejaka Helena T. mogłaby sporo o tym powiedzieć, jakby nie było wolała bardziej smagłego Turczyna...
      Adam

      Usuń
  10. Jacek:
    "zwykle przestepstwo" to jest w/g kodyfikacji krajow zachodnich. W krajach muzulmanskich nikt nie sciga ani nie kara sprawcow gwaltu. Najczesciej uznaje sie, ze kobieta jest sama sobie winna i na ogol to ona zostaje ukrana za uprawianie seksu pozamalzenskiego.
    Wielka Brytania pozwolila na swoim terenie na dzialanie sądów szariackich, opierajacych sie na prawie sprzecznym z ogolnie obowiazujacym.

    Gwalt, mimo ze karalny, rowniez nie jest scigany w muzulmanskich dzielnicach europejskich miast.
    Ja nie widze w czyms takim nic smiesznego, ale pewnie nie zrozumiesz, poki ktos ci sila nie zrobi z tylka pędzla i nie uszkodzi odbytu.

    OdpowiedzUsuń
  11. Ależ gwałt jest bardzo ciężkim przestępstwem wedle szariatu, zagrożonym ukamienowaniem!

    A że podejście do problemu jest dokładnie odwrotne niż na Zachodzie i nikt nie uzna za zasadną skargi damy, która sama pętała się po ciemnych kątach w poszukiwaniu przygód? U nas też tak było - jeszcze kilka dziesięcioleci temu. Feministki ciężką pracą zdołały to zmienić. No i mają za swoje...

    Przy tym naprawdę, gwałt to nie jest ani najważniejsze, ani najgorsze, ani najśmieszniejsze, co będziemy oglądać w ramach "starcia" patriarchalnego świata islamu z matriarchalno - femi-nazistowskim światem zachodu...

    OdpowiedzUsuń
  12. @Jacek:
    Ty naprawde nie rozumiesz czy udajesz?

    Gwalt jest ciezkim przestepstwem w szariacie ale jak to wyglada?
    Na przyklad:
    "W 2006 roku obywatelka Zjednoczonych Emiratów Arabskich pochodząca z Ras Al-Chajma dostała pięć lat więzienia i 150 batów jako karę za to, że padła ofiarą zbiorowego gwałtu. Ponieważ gwałciciele zgodnie stwierdzili, że jest prostytutką i na seks się zgodziła się z ochotą, dwóch z nich uniewinniono, a pozostali dostali po trzy miesiące więzienia"

    Kobieta, zeby zostac uniewinniona, musi przyprowadzic kilku swiadkow (w roznych krajach to jest rozna liczba), ktorzy ZGODNIE stwierdza, ze zostala zgwalcona. Ktory gwalciciel/le zrobia to w obecnosci swiadkow, zeby sie narazic na smierc a potem - gdyby jednak swiadkow nie bylo - przynaja sie przed sadem do sprawstwa gwaltu???
    Kobiecie zas udowodnic gwalt jest trywialnie latwo: wystarczy zwykla obdukcja lekarska.
    Dlatego mezczyzn w islamie za gwalt sie nie kara ani nie sciga, za to wiele juz kobiet ukamienowano.

    Nie zauwazanie tego to albo daleko posunieta ignorancja i niewiedza, albo kompletne zidiocenie tudziez daleko posuniety dysonans poznawczy.

    Dzielnice w miastach takich jak Rotterdam, opanowanych przez agresywnych niewyzytych wyrostkow i mlodziez spod znaku ksiezyca skutkuja zamknieciem tych dzielnic praktycznie dla kobiet.

    Oczywiscie, to nic wielkiego, ze jakies tam baby po zmroku beda musialy z pracy wracac do domu. Po co baba ma sie sama petac po ciemnych katach w poszukiwaniu przygod? Jak jej nie stac na taksowke to niech rzuci prace albo wyprowadzi sie do innego kraju. Oh no big deal. Sama sobie winna.

    A ze potem bracia czy rodzina takich kobiet zacznie sie mscic i dojdzie do krwawych zamieszek - who cares. Sa gorsze rzeczy.

    OdpowiedzUsuń
  13. Przyklad z powyzej to wyrok wyjatkowo lagodny, bo sad ukaral wszystie strony za prostytucje (ktora tez jest nielegalna) a nie za gwalt.

    OdpowiedzUsuń
  14. Zgadza się: to, że jakieś tam baby nie powinny się zapuszczać nocą w ciemne kąty nie jest problemem wagi państwowej, ani tym bardziej - międzynarodowej czy międzycywilizacyjnej. Zamieszki z tego powodu też raczej nie wybuchną. Zresztą - jeśli nawet, to i co z tego..?

    Zdziwisz się, ale nie uważam za problem także i tego, że muzułmanie (na ogół) chętniej się rozmnażają od nie-muzułmanów. Mimo wszystko, ogólny "stosunek sił" jest taki, że żadnym "kalifatem europejskim" to nie grozi. Już prędzej dupowołowatość europejskich (nie)rządów do tego doprowadzi (bo ludzie będą WOLELI żyć pod rządami szariatu, niż pod rządami prawa europejskiego! Tak, jak bardzo wielu poddanych Bizancjum stanowczo wolało rządy arabskie czy tureckie od rodzimych...).

    Jak chodzi o arabsko - europejskie stosunki męsko - damskie, to 99,99% aktów seksualnych odbywa się tu całkowicie dobrowolnie, przy wielkim entuzjaźmie europejskich kobiet. Z czego wynikają dość często mieszane małżeństwa - w zdecydowanej większości: szczęśliwe!

    I, nieodmiennie, to Europejka przechodzi na islam.

    Z tego wszystkiego, tak naprawdę dopiero ten ostatni fakt - powinien dawać do myślenia. Coś tu jest nie tak, że to aż tak asymetrycznie przebiega... Czyżby "religia praw człowieka" była aż tak nieatrakcyjna dla "obcych"..?

    Pisząc, że ten "clash of civilizations" jest śmieszny to głównie miałem na myśli, jak bardzo wygłupiają się europejskie rządy swojej - naturalnej skądinąd i całkowicie zrozumiałej - ksenofobii nie chcąc za żadne skarby nazwać po imieniu... Ta walka z "symbolami religijnymi", skromny strój wierzącej muzułmanki wliczając, te ograniczenia wprowadzane "pod stołem" - tak, żeby to w żadnym razie na rasizm nie wyglądało... No czyż to nie jest Bareja..?

    OdpowiedzUsuń
  15. Jacek, naprawde, piszesz o czyms, o czym nie masz badz masz bardzo nikle pojecie.

    Po pierwsze:
    Czy nagle wykluczenie z rynku pracy i przestrzeni publicznej polowy doroslego spoleczenstwa to nie jest problem wagi panstwowej? Zastanow sie chwile nad tym.

    Po drugie:
    zainteresuj sie tematem to bedziesz wiedzial, ze w konserwatywnych wersjach islamu wiekszosc stosunkow seksualnych bynajmniej nie odbywa sie dobrowolnie.
    Malzenstwa z reguly sa aranzowane i to rodzina wybiera kobiecie stosownego meza. Sprzeciw skutkuje biciem albo morderstwami honorowymi.
    Poza tym w malzenstwie islamskim nie ma pojecia gwaltu. Kobieta musi byc na kazde zyczenie meza, czy tego chce czy nie. Rowniez przemoc fizyczna w rodzinie nie jest w zasadzie scigana - ale to trzeba sie zrientowac, jak to wyglada np. w KSA, Afganistanie, Pakistanie...
    W KSA ZACZETO dopiero na ten temat dyskutowac, gdy bardzo znana prezenterka telewizyjna zostala niemalze zakatowana na smierc przez wlasnego meza.
    (http://www.guardian.co.uk/media/2005/oct/05/broadcasting.saudiarabia - przeczytaj caly artykul)

    Do Europy niestety przenoszony jest konserwatywny islam.

    To, ze "nieodmiennie" Europejka przechodzi na islam wynika z tego, ze z nie-muzulmanka muzulmanin nie wezmie legalnie slubu - nie moze. Zdarzaja sie wiec kobiety, ktore postawione przed wyborem facet albo wiara - zmieniaja wiare.
    ZADNA muzulmanka nie wyjdzie za maz za nie-muzulmanina, jesli chce pozostac w swojej wspolnocie i utrzymywac kontakty z rodzina. Apostazja jest karana smiercia i jesli muzulmanka chce wyjsc za maz za nie-muzulmanina to najczesciej musi zerwac wszystkie kontakty z wlasna rodzina i dla wlasnego dobra przeniesc sie do innego kraju.

    Tzw. arabsko-europejskie stosunki seksualne odbywaja sie dobrowolnie tylko tam, gdzie mamy sytuacje np. taka jak w egipskich kurortach. Przyjezdzaja biale kobiety, spragnione odmiany a majace pieniadze, z drugiej strony sa mlodzi miejscowi arabowie bez zlamanego grosza przy duszy, ktorych jedynym celem jest wydojenie tych kobiet. Tego typu "zwiazki" koncza sie albo wtedy, jak kobieta przestaje placic albo wtedy, kiedy rzeczony arab znajdzie sobie "porzadna" muzulmanke za zone.

    Musze przyznac, ze Twoja ignorancja w temacie naprawde mnie zadziwia. Moge zrozumiec, ze ktos nie ma pojecia o tym czy tamtym - ale isc w zaparte ignorujac fakty tylko dlatego, zeby jakas wydumana mysl wlasna miala poparcie - tego nie pojmuje.
    Jesli fakty przecza rzeczywostosci tym gorzej dla faktow?

    OdpowiedzUsuń
  16. Osobiście znam kilka Polek bardzo szczęśliwych z faktu, że są żonami muzułmanów. Jest też zresztą kilka blogujących Polek - chociażby z Turcji, jak poszukasz, to znajdziesz.

    Tak więc Twoje rzekome "fakty" to zapiekłe uprzedzenia, rasizm i ksenofobia. I nic więcej.

    Poza tym, naprawdę - to są duperele nie warte 5 minut dyskusji, w porównaniu z naprawdę poważnymi konsekwencjami, jakie niosą za sobą rządy starych, samotnych i sfrustrowanych kobiet, myślących dokładnie takimi stereotypami...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Tak więc Twoje rzekome "fakty" to zapiekłe uprzedzenia, rasizm i ksenofobia. I nic więcej."

      A ja czytałam blogi osób, które miały do czynienia z konserwatywnymi muzułmanami, lub nawet miały (kobiety) muzułmanów za mężów. I przeczą Twojemu świadectwu. Nie masz, niestety, żadnych porządnych wiadomości. A to mnie zaczyna zastanawiać...

      Usuń
    2. Jeśli "miały", a już nie mają (w czasie teraźniejszym) - to raczej nie należy się spodziewać, że będą swoich byłych chwalić, czyż nie?

      Poszukaj opinii takich kobiet, które aktualnie mają arabskich lub tureckich mężów...

      Inna sprawa: po co o swoich doświadczeniach miałaby opowiadać kobieta szczęśliwa i spełniona? O nieszczęściu ludzie o wiele chętniej opowiadają - i o wiele chętniej czytają!

      Usuń
    3. Ja nie twierdzę, że nie ma spełnionych żon muzułmanów. Ale to jednak kompletnie inna kultura. I czasem bywa tak, że kobieta musi uciekać od męża, nawet z dziećmi - co samo w sobie też jest kontrowersyjne. Nie tyle dlatego, że mąż jest zły sam w sobie, ile dlatego, że nie może znieść różnic wynikających z odmiennie pojmowanych wartości.

      Usuń
    4. Sa wyjatki, owszem i byc moze kilkadziesiat Polek jest w szczesliwych Ale nie zmienia to faktu ze np. w Afganistanie az 90% kobiet doswiadcza na codzien przemocy w domu.
      Palestyna - 50%
      Pakistan - 80%
      Syria - 25%

      Jesli to sa w/g Ciebie "zapiekle uprzedzenia rasizm i ksenofobia" to ja koncze dyskusje, bo z wiara dyskutowac sie nie da.

      Usuń
    5. Dlaczego tylko 90%, a nie 93,271%, albo 88,467%..? Rozumiem, że ktoś to szacował - ale, prawdę pisząc, takie szacunki mogą być co najwyżej... zabawne?

      Poza tym: dlaczego "doświadczanie na codzień przemocy w domu" przez kobiety miałoby mi spędzać sen z oczu?

      Usuń
    6. Wszelkie szacunki są zabawne, szczególnie te, których dokonujemy na podstawie znajomości losów kilku kobiet. ;)

      A co do "spędzania snu z powiek" - cóż, każdy walczy w dogodny i moralny dla SIEBIE sposób o to, co dla NIEGO ważne. Nie znajdziemy wspólnego celu. Mi akurat zależy na tym, by prawo było przestrzegane wszędzie i zawsze. (I to pomimo iż czasami sama je łamię. To jednak nie zmienia zasady, że prawo ma być silne, surowe, bezwzględne - choć nie bestialskie - dla jego "łamaczy".) Tobie może zależeć na czymś innym. Co z tego wynika? Że nie pójdziemy ramię w ramię walczyć o jeden cel.

      Usuń
  17. O paniach, ktore WYBIERAJA i aktywnie daza do tego by maz sprawowal kontrole w zwiazku. A w razie potrzeby bil je (po tylku)...
    http://www.takeninhand.com/what.is.a.taken.in.hand.relationship

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...