czwartek, 15 marca 2012

Ius primae noctis

Nie wiem doprawdy, co gorsze? Pospolite nieuctwo, bezczelność w szerzeniu oczywistych kłamstw, czy ideologiczne zacietrzewienie..? Onet zaoferował wczoraj na swojej głównej stronie „naukowy“ artykuł niejakiego Jonathan Leake, z „The Times“.

Z nauką ten stek bzdur nic nie ma wspólnego. Z feminazizmem w czystej postaci – a jakże! Już na wstępie napotykamy sformułowanie, od którego włos jeżyłby mi się na głowie, gdybym tam jakoweś zauważalne owłosienie posiadał: Bywasz agresywny, domagasz się kontroli nad innymi, nie liczysz się ze zdaniem współpracowników? Możliwe, że twoje wady są spadkiem po odległym przodku.
Przejście z kultury zbieracko-łowieckiej do osiadło-rolniczej, jakie nastąpiło jakieś 8000 – 9000 lat temu, skutkowało wytworzeniem się elit i silnej władzy, której przedstawiciele zaczęli kontrolować wszelkie bogactwo, w tym dostęp do młodych kobiet. Mężczyźni ci tworzyli wręcz specjalne systemy zapładniania setek, jeśli nie tysięcy kobiet, jednocześnie tak zarządzając podległą im społecznością, że inni mężczyźni byli zbyt biedni lub uciskani, by zakładać rodziny.
Oznacza to, że dawne elity władzy mogą mieć dziś setki milionów potomków, a w genach tych ludzi zachowały się takie cechy dziedziczne, które u przodka objawiały się dążeniem do władzy i prześladowaniem współobywateli. – Z ewolucyjnego punktu widzenia ten okres historii ludzkości wiązał się z ogromną presją selekcyjną: mężczyźni u władzy, charakteryzujący się najmniej pożądanymi cechami, przekazywali geny olbrzymiej liczbie potomstwa – wyjaśnia Laura Betzig, antropolog ewolucyjny.

Co niby ma z tego wynikać? Że władza jest pochodną psychicznych aberracji, że narzucili ją bogobojnym łowcom – zbieraczom, w spokoju ducha spożywającym korzonki i jagódki jacyś nie wiadomo skąd się biorący (skoro wcześniej wszyscy żyli w pokoju i miłości, dzieląc się po równo dobrem wszelakim, to od razu powstaje pytanie, kto w takim razie zapoczątkował ten łańcuch „agresywnych“ genów?) szowinistyczni, agresywni, egoistyczni mężczyźni, którzy najpierw zagonili ludność do radła i łopaty, a potem odebrali poddanym kobiety i tym sposobem szerzą swój dysfunkcjonalny społecznie genotyp aż po dziś dzień.


Tak więc: samiec – twój wróg! Ojciec domaga się, byś wracała do domu przed północą? Ani chybi – ten nie pozwalający ci na swobodną ekspresję osobowości męski szowinista jest potomkiem Czyngis – chana, albo i samym chanem we własnej osobie! Każą ci się uczyć o jakichś królach, bitwach i powstaniach? Olej to! To wszystko tylko samcze trykanie rogami i puszenie pawich ogonów. Nie dają ci od ręki czterech tauzenów do ręki za to tylko, że jesteś? Jak nic – jest to samczy spisek, który rozpina ci nad głową „szklany sufit“…

Im dalej – tym gorzej. Badania nad propagacją genów różnych starożytnych czy średniowiecznych władców może i są prawdziwe (może – mając je w tak niestrawnym sosie podane, nie mogę nie wątpić…). 100 tysięcy kobiet chińskiego cesarza to bzdura. Owszem, wedle pewnej z chińskich teorii zdrowotnych mężczyzna, który posiądzie 10 tysięcy dziewic – zyska nieśmiertelność. O ile mi jednak wiadomo – jak do tej pory, nikomu to się jeszcze nie udało… O Mao Zedongu opowiadano, że skrycie próbuje tego sposobu – ale nie zdążył przed śmiercią.

Za czym idzie horrendum tak straszne, że już wszystkie członki, nie tylko ręce i nogi od tego opadają: W Brytanii lordowie mieli prawo dostępu seksualnego do setek poddanych – około jedna piąta populacji była "na usługi" pana – dodaje antropolożka.
Wkrótce ukaże się książka autorstwa Betzig zatytułowana "The Badge of Lost Innocence", wyjaśniająca między innymi, dlaczego praktyki te dobiegły końca. – Odkrycie Ameryki przez Europejczyków zmieniło wszystko – wyjaśnia. – Nie tylko zaczęła rodzić się współczesna demokracja, ale miliony ludzi zyskały możliwość wyemigrowania i wyrwania się spod panowania despotów. Literatura tamtego okresu pokazuje, że ludzie pragnęli mieć własne rodziny i po raz pierwszy od tysięcy lat autentycznie mieli na to szansę.

Nawet nie wiem, do czego tu się odnieść? Jak do tej pory nikomu nie udało się w ogóle dowieść, że coś takiego jak ius primae noctis  kiedykolwiek i gdziekolwiek istniało. Jest to efekt jakiegoś błędu lub wręcz żartu z XVI wieku – powtórzonego potem, zwielokrotnionego i wyolbrzymionego w toku XVIII-wiecznych polemik z „ciemnym feudalizmem“, od czego mit ten utrwalił się w kulturze popularnej, aż w filmie „Braveheart“ doczekał się ekranizacji. Nie zna tego prawa Europa barbarzyńska, przedchrześcijańska – jakim cudem miałoby istnieć w chrześcijańskim średniowieczu..?

Nawet zajadle antypolska propaganda zaborcza, oskarżająca Sarmatów o najpotworniejsze zezwierzęcenie (szczyt osiągnął bodaj niefortunny doradca wojskowy konfederacji barskiej z ramienia francuskiego sojusznika, generał Doumoriez, przypisując Karolowi ks. Radziwiłłowi „Panie Kochanku“ zwyczaj ogrzewania bolących stóp w ciepłych jeszcze wnętrznościach świeżo zaszlachtowanego poddanego…) – nie posunęła się do sugestii, że panowie masowo deflorowali chłopki…

Przede wszystkim – po co mieliby to robić? A bo to brak było takich, które same się do wyrka czy na siano pchały..? Wstydliwość niewieścia, tłumiąca seksualne apetyty kobiet i czyniąca je „niedostępnymi“ – to podstawowy mechanizm obronny dla mężczyzn. Z czysto fizjologicznego punktu widzenia – żaden mężczyzna nie dałby rady zaspokoić seksualnie jednej tylko chociażby kobiety (co dopiero śnić o większej ich liczbie…), gdyby ta chciała się kochać tak często, jak może: cóż przy tym znaczy, jeśli raz na całe życie ładna poddanka puści oczko do swojego pana..?

Nie zamierzam tu wchodzić w buty Wojtka i dywagować na temat strategii rozrodczych. Chciałbym tylko zwrócić Państwa uwagę na oczywiste sprzeczności w tym pseudonaukowym bełkocie. Po pierwsze – „antropolożka“, a jeszcze „ewolucyjna“, która twierdzi, że w wyniku presji selekcyjnej, najwięcej potomstwa uzyskiwali mężczyźni cechujący się najmniej pożądanymi cechami – nie powinna była w ogóle zdać matury z biologii, o ukończeniu studiów nie wspominając.

Po drugie – jak już wspomniałem: skoro wcześniej było tak pięknie, to skąd się w ogóle te geny wzięły?

A po trzecie – ta sama osoba pewnie jednym tchem potwierdzi, że najbliższym krewnym człowieka jest szympans. Szympansy, tak samo jak ludzie, żyją w stadach o dość skomplikowanej hierarchii. Samce staczają ze sobą brutalne walki o przywództwo i dostęp do samic. Istnieje ścisła korelacja między pozycją w stadzie, a prawem do zapładniania szympansic – zniekształcana przez dość swobodne podejście samic do tego zagadnienia, notorycznie zdradzających „szefa“ z młodszymi pretendentami. Jakieś wnioski?

Tak samo, jak nigdy nie istniał raj arkadyjski bez własności prywatnej – tak też nigdy w dziejach naszego gatunku nie obywaliśmy się bez władzy, hierarchii, przywództwa, prawa i przemocy. Nawet konie mają prawa i używają przemocy dla jego obrony – jakżeby mieli nie mieć prawa i przemocy nie używać nasi przodkowie w paleolicie..?

Pozycja społeczna jest jednym z najważniejszych czynników decydujących o atrakcyjności seksualnej mężczyzny. To naturalne, oczywiste wręcz. Nie dziwi mnie, że feminazistki, chcąc przejąć władzę – muszą ten naturalny mechanizm ewolucyjny zaatakować. Skądinąd: nie one pierwsze. Ludwika XVI też zaatakowały ongiś paryskie przekupki – co wymagało jednak nielichej „pracy“ od żądnych władzy rewolucjonistów. Normalnie bowiem fakt, że mężczyźni u władzy otoczeni są wianuszkiem chętnych kobiet – stabilizuje hierarchię społeczną i utrwala pokój. Po pierwsze dlatego, że dzięki częstym kontaktom z różnymi kobietami (z różnych sfer społecznych i miejsc) – władca najlepiej dowiaduje się, co się naprawdę dzieje w państwie (raportom tajnej policji nie można wierzyć bez zastrzeżeń…). Po drugie – zauroczone władcą kobiety działają uspokajająco na swoich mężów, synów i innych krewnych, którzy w innych okolicznościach mogliby się rwać do bitki.

Kto więc chce przemocą obalić władzę – powinien ją uczynić seksualnie nieatrakcyjną.[1] Ludwik XVI akurat sam się obalił – był maniakalnie wręcz wierny nielubianej (m.in. właśnie dlatego…) Marii Antoninie…


[1] Pytanie poboczne: czy Donald Tusk jest atrakcyjny dla pań przed telewizorami..? W końcu wygrał drugie z rzędu wybory…

20 komentarzy:

  1. To co tu piszesz Jacku jest nieprawdą! Nauka, która nie promuje demokratycznych wartości, takich jak równość, wolność braterstwo to nie nauka!

    Tylko jeszcze te szympansy jakoś trzeba przekonać...

    Tak już na serio - "dziedziczenie najgorszych cech, które umożliwiają posiadanie dużej ilości potomstwa" sprawiło, że nieźle się uśmiałem...

    OdpowiedzUsuń
  2. Faktycznie niezły bełkot pseudonaukowy. Dlatego przestałam marnować czas na czytanie takich bzdur.
    Pozdrawiam
    Jadwiga prawie, że Śląska ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, autorzy takich bzdur nie przestali marnować czasu na ich pisanie - a jad się sączy...

      Usuń
  3. Nie jestem obeznana z historią na tyle, by podważać istnienie ius primae noctis. A że nie należę do osób, które są przekonane o swojej czy cudzej bezwzględnej racji, na dzień dzisiejszy pozostanę przy mniemaniu, że raczej tak było.

    Natomiast co do prawdziwości słów:

    "Tak samo, jak nigdy nie istniał raj arkadyjski bez własności prywatnej – tak też nigdy w dziejach naszego gatunku nie obywaliśmy się bez władzy, hierarchii, przywództwa, prawa i przemocy."

    trudno mieć zastrzeżenia. Zabawne jest to przekonanie, że kiedyś "lew leżało obok baranka", ludzie żyli w powszechnej zgodzie, a w ogóle to na drzewach rosły maszynki do golenia nóg. ;) Ech, to pragnienie wielbienia szlachetnej natury! To pragnienie marzenia o wspanialszej przeszłości... Jakże to ludzkie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kira - spróbuj dla odmiany przez 30 sekund pomyśleć. Zastępom historyków badających to zagadnienie przez 200 lat nie udało się znaleźć najmniejszego śladu dowodu na to, że taki zwyczaj kiedykolwiek istniał. A Ty "pozostaniesz przy mniemaniu, że raczej tak było". Pozostaniesz przy takim mniemaniu, bo..?

      Czyż nie rozsądniej jest pójść do kościoła i zapalić świeczkę? Ostatecznie, tak samo, jak nikomu nie udało się udowodnić, że kiedykolwiek istniało "droit de seigneur", tak też nikt - przez 2000 lat - nie obalił świadectwa Ewangelii. Status poznawczy obu tych twierdzeń jest, z punktu widzenia nauki, prawie identyczny. "Prawie" - bo jakieś tam wzmianki o Jezusie w źródłach niezależnych jednak są... Podczas gdy o "prawie pierwszej nocy" wszystkie źródła, zapiski, akta sądowe, podania i legendy - zgodnie milczą!

      Usuń
    2. Myślę. Skąd wzięła się zatem ta "legenda"? Pytam.

      Akurat o Jezusie i o innych "cudotwórcach" oglądałam parę programów na Discovery, etc. Istnienie jednego z wielu "mesjaszy" w tamtych czasach wcale mnie nie dziwi, raczej wiara w jego boskość (pół-boskość), która zaślepia miliony...

      Usuń
    3. Zamiast pytać - poszukaj. Np. w książce "The Lord's First Night" autor podaje 72 powody by uznać ius primae noctis za fałsz:
      http://www.press.uchicago.edu/ucp/books/book/chicago/L/bo3629910.html

      Usuń
  4. Z zainteresowaniem przeczytałam Twoje przemyślenia. To zadziwiające jak bardzo można naginać naukę do swoich przekonań...

    OdpowiedzUsuń
  5. PS. Oświadczam, że Tuskowi nawet 10 kadencji i władza absolutna w moich oczach by nie pomogły. Nie lubię ryżych fałszywców...
    Asia

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja, jako nieobeznana z historią, zawsze myślałam, że to swego rodzaju "legenda metropolitana". tak jak krokodyl mieszkający w ściekach, dziewice w ciąży, itp. ;)

    Justyna

    OdpowiedzUsuń
  7. Historię piszą zwycięzcy. W pewnym momencie był duży popyt na lżenie kultury feudalnej. Prawo pierwszej nocy, wyzysk chłopa przez "Pana", liberum veto, naśmiewanie się z sarmatyzmu, dorabianie szlachcie gęby pijaków i warchołów - to wszystko były elementy walki ideologicznej, mającej uzasadniać i legitymować bieżącą sytuację polityczną i przestępstwa władzy, m.in. "reformę" rolną.

    Kłamstwo powtarzane wiele razy...

    OdpowiedzUsuń
  8. Praźródłem tej „miejskiej legendy“ jest komentarz francuskiego prawnika Jeana Papon, zawarty w wydanej w 1556 roku książce „Receuil d’arrests notables“, do dekretu paryskiego Parlamentu w sprawie sporu między biskupem Amiens a mieszczanami tego zacnego grodu, który to spór autor (prawdopodobnie błędnie) datuje na rok 1401 (nie odnaleziono takiego dekretu, znany jest za to z 1409). Komentarz, BEZ ZWIĄZKU Z TREŚCIĄ ORZECZENIA, brzmi (znalazłem na szybko tylko angielskie tłumaczenie, ale do starofrancusczyzny, przy odrobinie uporu, też pewnie uda się dotrzeć – mi strajkuje internet…):

    It is execrable that in some places of this kingdom, and even in Auvergne, we can find the custom observed and tolerated, that the lord of the place had the right to lie the first night with the bride. This is not far from what Diodorus Scilus wrote in the sixth book of his history, that in some places in Sicily a girl marrying for the first time was prostituted to several unmarried young men and remained with the one who knew her last. These are barbaric and brutal acts, unworthy not only Christians but men.

    Potem ta sama plotka powtarzana jest raz na jakiś czas (w roku 1580, potem 1680) w książkach prawniczych korzystających ze zbioru Papona. Sprawa nabiera rozgłosu wraz z Voltairem, który nie tylko umieścił takie hasło w swoim „Słowniku filozoficznym“ – ale i napisał sztukę teatralną o „prawie pierwszej nocy“.

    Kłopot w tym, że nie udało się odnaleźć żadnych dokumentów wcześniejszych niż ten fragment z Papona. A przecież, gdyby taki zwyczaj istniał – niemożliwym jest, żeby nie wynikły z tego powodu jakieś spory sądowe. Już pomijając fakt, że milczą o tym zgodnie wszystkie zbiory kazań (a solidny katalog grzechów i grzeszków można tam znaleźć), kroniki, roczniki, orzeczenia synodów i dekrety soborowe. Żadno ze znanych źródeł do dziejów prawa barbarzyńskiego (tu polecam nieocenioną „Barbarzyńską Europę“ Karola Modzelewskiego) nic o tym nie wspomina.

    Wniosek: Paponowi najprawdopodobniej się to „prawo pierwszej nocy“ przyśniło. Pisał skądinąd pod z góry założoną tezę: jako postępowy prawnik, zwolennik absolutyzmu i supremacji prawa rzymskiego nad barbarzyńskim prawem zwyczajowym – dowodził gdzie mógł i jak mógł, że poddani króla Francji to dzikusy, których władza musi wziąć za twarz i ucywilizować…

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ciekawe, że domagasz się dokumentów z tak odległego okresu, by założyć, że coś jest prawdopodobne. Mnie jednak Twój wywód nie przekonuje, zwłaszcza dlatego, że wysuwasz dość zabawny argument, co zauważył już (niżej) Mark0wy: brak sporów sądowych. Czyżbyś uważał, że w średniowiecznej Europie chłop mógł się swobodnie procesować z panem?

      Zastanawia mnie nie to, że nie dajesz wiary tej "legendzie", lecz że tak łatwo odrzucasz możliwość jej prawdziwości.

      Usuń
  9. Witam,

    Jacku, a do jakich sporów sądowych miało by dojść i o co.
    Niewolnik skarży Pana, gdy ten może go zabić.
    To przecież kuriozum.

    Zaś zwyczaj, ten opisano znacznie dawniej...
    Choć nawet, gdyby nie było żadnych dokumentów pisanych, jak na przykład to prostytucji nieletnich - do pewnego momentu, to czy taki, zwyczaj - raczej niż prawo - jest niemożliwy.

    Myślę, że w wielu społeczeństwach pierwotnych był praktykowany, nawet jeżeli działo się to wcześniej, niż zostały społeczeństwami ;)

    Potem, zaś jej pokłosie ostało się jako przeżytek kulturowy jak by chcieli antropolodzy ewolucyjni.

    Dziwi mnie, że pochwalając "Samolubny gen", pomijasz konsekwencje, które on rodzi.

    Pozdrawiam
    Mark0wy

    OdpowiedzUsuń
  10. Czy zwyczaj "pierwszej nocy" istnial w Europie nie wiem.
    Natomiast DO DZIS jest praktykowany zwyczaj wsrod plemion lowiecko-zbierackich dżungli amazonskiej: wódz gosciom, ktorych lubi, "oferuje" swoje mauzonki.

    U celtów byla noc ogni Beltanu - wtedy metodą pucharowa - kazdy z kazdym - mogl sie ciupciać przy świetym ogniu :)
    Dzieci splodzone w taka noc byly "wlasnoscia" calej spolecznosci (wioski) i otaczano je specjalna opieka, jako ze byly poczete z woli Bogini...

    OdpowiedzUsuń
  11. I cóż ja poradzę, że jesteście Państwo kompletnymi laikami i trzeba Wam tłumaczyć rzeczy tak oczywiste jak paciorek..?

    1. Archiwa pękają w szwach od sporów sądowych między panami a ich poddanymi. W Polsce przyjmowania skarg na panów zakazał sądom królewskim dopiero Zygmunt Stary (wydawało mi się, że każde dziecko to wie?) – to stanowczo zbyt późno, żeby nie powstały całe tomy wyroków o „prawo pierwszej nocy“, gdyby takie prawo kiedykolwiek w Polsce istniało. W wieku krajach europejskich – np. właśnie we Francji – poddani nigdy prawa skargi nie utracili – a w wieku XVI byli już praktycznie wolni osobiście!
    2. Nazywanie poddanego „niewolnikiem“ to komunistyczna propaganda. Poza bardzo nielicznymi wyjątkami (Wikingowie, Ruś Kijowska) europejskie średniowiecze nie zna niewolnictwa, tj. nie zna takiej sytuacji, aby stosunki między ludźmi opierały się na prawie rzeczowym jednego człowieka do drugiego! Prawo barbarzyńskie (ponownie polecam Modzelewskiego, to nie jest gruba książka, do poduszki można przeczytć…) rozróżnia wiele rodzajów zależności – ale wszystkie one wynikają nie z prawa rzeczowego (jak w starożytności!), tylko ze stosunku „opiekuństwa“. Stąd zresztą być może błąd Papona: panu feudalnemu, jako opiekunowi poddanki, przysługiwała część lub całość opłaty wnoszonej za prawo opieki nad kobietą (tzw. w starogermańskim „mund“) przez przyszłego męża. Papon – a za nim inni – mógł pomylić „opłatę za mund“, z wykupem od „świadczenia w naturze“, bo kiedy pisał, w połowie wieku XVI, prawo zwyczajowe Franków było już w znacznym stopniu zapomniane (zrekonstruowano je później na podstawie odkrytych zapisów).
    3. Na marginesie – ów brak praktyki stosowania praw rzeczowych do ludzi był na początku przeszkodą w kolonizacji Ameryk. Hiszpanie i Portugalczycy, nim siłą praktyki powrócili do niewolnictwa dokonywali najdziwniejszych wygibasów prawnych, niby to „biorąc w opiekę“ tylu a tylu Indian.
    4. Wspomniałem o dokumentach sądowych jako o jednym tylko z bardzo wielu możliwych źródeł informujących nas o ewentualnym zwyczaju – do tego powinny dojść kroniki, kazania, uchwały synodów i soborów, itp. Tymczasem niczego takiego nie ma. „Prawo pierwszej nocy“ pojawia się po raz pierwszy u Papona, a potem – wzbogacając się o coraz to nowe szczegóły – u kolejnych, powtarzających jeden za drugim przeciwników feudalizmu. Jest to element ideologii: argument używany do zohydzenia systemu, którego niektórzy nie lubili.
    5. Z tego oczywiście nie wynika, iżby panowie nie sypiali z poddankami! Ależ sypiali, często z wieloma naraz (u nas najsłynniejszym posiadaczem „haremu“ był Sobiepan Zamoyski, ten od „Niderlandów“ z Sienkiewicza…), płodzili im dzieci, zarażali syfilisem, zakochiwali się czasem – niejedną powieść można by na ten temat napisć. Żadne „prawo pierwszej nocy“ jako instytucja nie było im do tego potrzebne. Moje twierdzenie brzmi wręcz tak, że nawet NIE BYŁA IM DO TEGO POTRZEBNA PRZEMOC, poniewż gros poddanek samo pchało się do wyra swojego pana. Reakcje kobiet na Ludwika XIV czy Augusta II były mniej więcej takie, jak obecnie na Mike’a Jaggera (też trudno o nim powiedzieć że przystojny, a chyba nawet Wojtek by mu pozazdrościł?). Oczywiście na pana Piptrzykiewicza z Koziej Wólki jego chłopki może aż tak hektycznie nie reagowały – ale nie powinien czuć się niespełniony…
    6. Nic to wszystko nie ma wspólnego ze stosowaną przez małe, izolowane grupy ludzi (Eskimosów możnaby dodać) praktyką „wymiany genów“, o której pisze Futrzak, czy z orgiastycznymi praktykami religijnymi – nie tylko Celtów, ale też i np. Gotów, po których pozostałości odkopano pod Lublinem.

    OdpowiedzUsuń
  12. ad 6.
    nie mowilam przeciez, ze ma.
    Przytoczylam jedynie zwyczaje, co do ktorych autorka ksiazki moglaby ewentualnie prowadzic jakies-tam dywagacje, bo sa to zwyczaje dosc niezle udokumentowane.

    OdpowiedzUsuń
  13. Witam,

    Ani razu nie użyłem w poście słowa "średniowiecze", ten zwyczaj opisuje już Herodot.

    Co do relacji Pan - chłop (niewolnik), to porównaj sobie główszczyznę za wolnego człowieka i chłopa.
    Powinno wystarczyć.

    Co nie oznacza, że wszędzie było tak samo, czy też, że ta relacja nie była w pewnym zakresie korzystna dla obu stron.

    Co do terminu niewolnictwo.

    Sprzedawanie całych wsi przez Pana razem z inwentarzem żywym (także ludzie), to nic innego jak dowód na istnienie prawa rzeczowego w stosunku do ludzi. Zwłaszcza w sytuacji zakazu wychodźstwa, na co liczne dokumenty sądowe są.

    Prawo pierwszej nocy, to w średniowieczu już przeżytek kulturowy, uchylony przez desuetudo.

    Na koniec: używanie argumentów ad personam nie przystoi tak wykształconemu człowiekowi.

    Pozdrawiam
    Mark0wy

    OdpowiedzUsuń
  14. Herodot pisze o jakimś bliżej nieokreślonym plemieniu "libijskim", więc afrykańskim - przy tym, przywilej ten tyczy się tylko władcy, a nie każdego "pana tego miejsca". Trudno przypisać temu świadectwu więcej wagi niż Ibrahim ibn Jakuba rewelacjom o rzekomym preferowaniu przez Polan panien z dziećmi do małżeństwa!

    Różnice w wysokości główszczyzny niczego kompletnie nie dowodzą. U Wizygotów główszczyzna za zabicie Gota była dwukrotnie większa niż za zabicie "Rzymianina" - a obaj przecież byli całkowicie wolni! Za to np. w prawie staropolskim chłop w ogóle nie odpowiadał za zabicie szlachcica w karczmie - bo rycerzom szlajać się po karczmach nie przystoi i jeśli tam weszli - to na własne ryzyko...

    Sprzedaż wsi razem z chłopami dowodzi właśnie, że chłopi niewolnikami nie byli - ich zależność od pana wynikała ze zobowiązań związanych z użytkowaniem gruntów, a nie z faktu, że byli (jak starożytni niewolnicy) "narzędziami mówiącymi" swego pana. Od tej zasady wyjątkiem jest Rosja, gdzie można było handlować "duszami" w oderwaniu od ziemi, którą uprawiali - dlatego systemowi rosyjskiemu najbliżej jeszcze było do niewolnictwa.

    Zresztą, odpowiem obszerniej w osobnym poście, bo rzecz jest bardziej fundamentalna...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się tylko tak przypomnę, że jest zapotrzebowanie ze strony Czytelników na tego typu wpis (o różnicach między niewolnictwem a chłopstwem) więc w wolnej chwili jakbyś stworzył na ten temat artykuł, to by było milo i uczenie!

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...