niedziela, 25 marca 2012

Duma i stres

Poważny stres przeżyłem w piątek, przy okazji wizyty w stolycy odbierając czekającą na mnie w miejscu mojego formalnego meldunku korespondencję urzędową. Otóż: Agencja sporządziła nową "ortofotomapę" dla naszych włości. Że nowa mapa była już we wniosku, który czekał na mnie u mojego przyjaciela, bo zwykłą przyszedł pocztą, a decyzja o dopłatach za rok poprzedni - czekała na odbiór na poczcie jako przesyłka polecona - przeżyłem jedną z najtrudniejszych godzin życia. Ale już po wszystkim!

Dlaczego się tak zestresowałem? Ależ to oczywiste: z powodu Dzikiego Zachodu!

Na szczęście, jego powierzchnia okazała się mniejsza niż 20% całości terenu który zgłosiłem do dopłat - więc ciachnęli nam nie całość należnej sumy, a tylko dwukrotność tego, co by na Dziki Zachód winno było przypaść. Uf, uf, uf!

Odwołania od decyzji składał nie będę niezależnie od faktu, że Dziki Zachód jak najbardziej JEST częścią pastwiska, nawet bardzo cenną (gdzie indziej mógłbym wypasać konie w grudniu..?), zresztą nawet jakbym je złożył "nie wstrzymuje to jej wykonania", więc kwota, którą mi przyznali, powinna lada dzień, lada godzina, na koncie się znaleźć.

Dałby Bóg! Już pomijając długi i zaległe rachunki - trawa nam rośnie jak głupia. Niby to dobrze, zaraz będzie można siano odstawić i puścić czterokopytne na trawę. Ale - skoro wczoraj trawa miała przeciętnie 5 mm, a dziś już 1 centymetr - to z tego wynika także i to, że muszę naprawić ogrodzenie Pierwszego Padoku nie w ciągu 5 tygodni, jak sobie pierwotnie planowałem - tylko maksimum trzech!

A za 6 - 7 tygodni może będą już i sianokosy...

Nawet, gdybym miał kasę (a to najdalej za tydzień trzeba materiał na ogrodzenie kupować...) - kiedy ja to niby mam zdążyć zrobić..?

No nic: jak mawia Lepsza Połowa - kroczek po kroczku, a damy radę!

Na razie, w ramach odstresowania, wziąłem się wczoraj za ogródek. Śmieci wybrałem już wcześniej, a wczoraj posypałem całość wapnem (dotychczasowe doświadczenia, jakie stąd mamy jasno nam mówią, że bez wapnowania - nic nie wyrośnie!) i jakąś 1/5 zdołałem przekopać. Do końca tygodnia pewnie przekopię całość.

Stres w każdym razie minął. Pozostaje duma. Na nowych "ortofotomapach" widać nasz wpływ na tutejszy krajobraz. Toteż pozwalam je sobie tutaj, zeskanowane, zamieścić. Żeby zobaczyć szczegóły, oczywiście trzeba je sobie otworzyć w oddzielnym oknie i powiększyć:

Legenda:
I - tu mieszkamy (szczegóły na osobnej mapie)
II - Wielki Padok
III - Dziki Zachód
IV - "szlak Wielkich Jezior": stanowczo nie należy tędy jeździć w czasie roztopów lub po długotrwałych, ulewnych deszczach. Chyba, że amfibią...
V - "rozstaje Radka" - gdzie utknął ongiś ciężarówką. Jakaś anonimowa dobra dusza podyspała potem gruzu i wybierając straszną na oko drogę wprost przez największą kałużę, jedzie się tak naprawdę gładko i bezpiecznie.
VI - Labirynt Dołów, z Jeziorem Przeklętym i innymi, industrialno - odpadowymi atrakcjami.
VII - zwodniczy zakręt z kolejnym bezodpływowym dołem - ostatnim (albo pierwszym, zależy z której strony się jedzie), na drodze do Cywilizacji!

Legenda:
1 - nasza chatka
2 - wiata dla koni
3 - padok zimowy
4 - Pierwszy Padok
5 - mały padoczek
6 - okrąg (czyli "roundpen")
7 - północny skraj Lasku Centralnego, który zwykle wczesną wiosną wygradzamy na pastwisko dla koni,
8 - Zagajnik Północny Lasku  Centralnego, sceneria naszych nieudanych eksperymentów z uprawą grzybów shiitake i boczniaków (wszystko zeżarła zwykła, pospolita pleśń...)
9 - Zagajnik Południowy Lasku Centralnego
10 - a tu rośnie mrozoodporne kiwi...
11 - hydrofornia,
12 - na tej mapie: ciągle jeszcze doły ze śmieciami, obecnie już: ogródek na miarę naszych możliwości!
13 - ujeżdżalnia (w sezonie także: pole zdziczałych truskawek...),
14 - zeszłoroczny ogródek "na miarę naszego lenistwa",
15 - była pustynia, aktualnie miejsce pod uprawę okopowych.

6 komentarzy:

  1. Mi kolego na zdjęciach otofotomapach, 1ha malin zakwalifikowano jako tereny zalesione, pisałem dwa razy odwołania i przywrócono mi dopłaty UpO i OM, choć wcześniej agencja mnie nie czepiała się. Znajomy ma konie, zapisał w dopłatach jako pastwiska na których rosły gdzieniegdzie krzaki, agencja zakwestionowała daną powierzchnię i wstrzymała na 2 lata dopłatę. Lepiej pisać trochę mniej. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak właśnie zrobiłem - powierzchnię do dopłat zgłosiłem w pierwszym roku sporo mniejszą od całej powierzchni działek: to mi skorygowali w górę. Ponieważ zgodny ze mnie i pokorny człowiek (he, he...) - nie protestowałem. I od tej pory zgłaszałem ściśle wedle wyliczeń samej Agencji...

    Teraz czepnęli się Dzikiego Zachodu - i OK, nie zamierzam się kłócić, w świetle przepisów mają rację. Ale nie przyczepili się - jak widać - do pojedynczych drzew i grup drzew, których też na pastwiskach mam sporo. Chwała im za to. Poza tym, mając w miarę aktualną mapę w skali - będę w stanie powyliczać sobie różne kanty i rogi, do których normalnie musiałbym wołać geodetę - i wcale nie wiem, czy po tej korekcie ubytek Dzikiego Zachodu nie zostanie wyrównany... Sam ogródek to ładnych parą arów!

    Ogólnie: łaska pańska na pstrym koniu jeździ. I doskonale widać, nawet na takim przykładzie, jak biorąc kasę człowiek się do pozycji niewolnika stacza: tak trzeba robić, żeby swojego Pana (czyli Agencję...) zadowolić, a nie tak - jak powinno być dobrze.

    Oczywiście: skoro dają kasę - to głupi by nie brał!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ta mafia tyle kradnie w podatkach, że wszystko co można od nich odzyskać - trzeba w patriotycznym obowiązku wyciągnąć.

    Im mniej ONI (Rząd) mają pieniędzy, tym lepiej dla Polski (i Polaków).

    OdpowiedzUsuń
  4. Wziąłem się za wypełnianie wniosku - i mózg mi się zlasował! Z mapy wynika, że wciąłem się na 0,554 ha w działkę 465 (ona jest "niczyja" o tyle, że jej nominalny właściciel głośno i dobitnie odżegnuje się od jej posiadania - a że mu o tym urząd gminy nie przypomina nakazem podatkowym, bo to sama V i VI klasa - może tak robić, nic się na to nie poradzi...). Bez wątpienia powinienem to zaznaczyć na załączniku graficznym. Tylko co w takim razie powinienem zaznaczyć w tabeli? Nic - tego 0,554 ha nie zgłaszając w ten sposób? A nie "położy" to przypadkiem całego wniosku, bo jednak rozbieżność będzie widoczna gołym okiem..? Czy jednak dopisać działkę 465, której część przecież faktycznie uprawiam - a mam pewność skądinąd, że nikt inny jej nie zgłasza..?

    I tak dziś wniosku nie wypełnię - okazało się, że przez cały rok nie używaliśmy czerwonego cienkopisu, przeznaczonego tylko do tego celu - i wysechł. Jest więc chwilka na zastanowienie...

    OdpowiedzUsuń
  5. Witam,

    Jeśli jesteś posiadaczem tej działki, tj. użytkujesz ją mimo,że właścicielem nie jesteś, to dopłaty w sposób oczywisty Ci się należą, gdyż ważny jest stan faktyczny, a nie prawny.

    Pozdrawiam
    Mark0wy

    OdpowiedzUsuń
  6. Witam, idzie wiosna a tłumy "posiadaczy ziemskich" przystępują do rytuału godowego wypinając tyłki w stronę gosudarstwa, ja nie biorę i też kwiczę na przednówku, nie powiem te kilka tysiaków z dopłat starczyło by na krus i parę flaszek lecz gdy pomyśle że jakaś cipcia z agencji prześwietlała by moje wnioski i korygowała z GPS w terenie to by mnie krew zalała. Rozmawiałem niedawno z "biorącymi" znajomymi czy dawni gospodarze brali by, zgodzili się zemną ze ci nasi dziadkowie mieli honor i nigdy by nie wzięli jałmużny. A unia przypomni sobie o wszystkich dobrostanach zwierząt, dobrych praktykach, płytach gnojowych i o tysiącach innych dupereli i co nie którzy będą kwiczeć i zwracać jałmużnę.Pozdrawiam Maniana z tych co niebiorą.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...