wtorek, 20 marca 2012

Czy wierzę w Piekło?

Kiepsko mi idą te prace wiosenne. W sensie, że - porządkowanie terenu pod ogródek. Podobno Marcin Luter gdy go zapytano, co by zrobił, gdyby dożył końca świata miał odpowiedzieć: dalej kopałbym swój ogródek. Co prawda - nic mi bliżej nie wiadomo na temat upodobań ogrodniczych twórcy Reformacji - ale anegdotka ma sens i styl: cóż bowiem innego może zrobić prosty człowiek wobec spraw tak wielkich jak koniec świata (czy np. "kryzys finansowy", albo "peak oil"..?) - jak nie - kopać dalej swój ogródek w prostocie ducha..?

W tej chwili jednak, sprzątanie terenu pod ogródek idzie mi kiepsko. I nie pozostaje to bez związku z faktem, że wczoraj wychodząc sprzątać pod wiatą, znalazłem naszą Melesugun wprasowaną między belki siana w magazynowej części wiaty. Nim się nam ją udało uwolnić - przygniotła mi całym ciężarem swojego filigranowego, ale jednak te pół tony ważącego ciała lewe udo. Od tej pory mam niejaki problem ze schylaniem się, a trudno jest zbierać rozsypane szkło (ktoś wyrzucił kiedyś u nas rozbite lustro - powstaje w związku z tym pytanie: czy było to już na tyle dawno, by te "7 lat nieszczęścia" uznać za minione..?) na stojąco...

Chciałem Państwu napisać coś jeszcze o "oświeconym biurokracie" i o faktycznym braku różnic między zdecydowaną większością walczących o Waszą uwagę i głosy opcji politycznych, które wszystkie tylko owemu "oświeconemu biurokracie" chcą czy nie chcą służą - ale, idąc za radą Lepszej Połowy, zagłuszyłem ból uda tym, co było pod ręką, więc karmelem barwionym płynem z kozienickiego Tesco. Dzisiaj zatem się nie da. No way!

Ale, nie wszystko stracone. Znalazłem oto, wróciwszy do chatki po posprzątaniu pod wiatą i nieudanej próbie zbierania szkła, takiego oto maila:

Prawda o świecie nie jest łatwa do przyjęcia, bo nasza duma ludzka nie pozwala nam przyznać się nawet przed samym sobą do tego, że być może przez całe życie żyliśmy w błędzie. Nigdy nie było takiej nieprawości jak obecnie. Kłamstwu uwierzyli wszyscy.
Dlatego Bóg dopuszcza działanie na nich oszustwa, tak iż uwierzą kłamstwu, aby byli osądzeni wszyscy, którzy nie uwierzyli prawdzie, ale upodobali sobie nieprawość. 2 Tes.2-9
Czy wiesz w jakich czasach żyjemy?
Mt 7:21   "Nie każdy, który Mi mówi: Panie, Panie!, wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie."
Warto poświęcić trochę czasu dla wieczności.          
Kto chce iść do piekła, niech tego nie czyta i żyje tak, jak żyje.
Tadeusz Krupa
PS. Wolność sumienia i wyznania to szaleństwo. Szaleństwem jest należeć do posoborowego "Kościoła" kłamców i fałszywych nauczycieli, którzy ciągną za sobą ludzi do piekła, każda bowiem organizacja religijna, która nie ostrzega przed możliwością wiecznego potępienia i wiecznym trwaniu katuszy piekielnych a także nie walczy z piekłem, do piekła prowadzi, bo najwięcej w piekle jest tych, co nie dowierzają, że jest piekło.
Dlatego polecam rady praktyczne jak uniknąć piekła. Kto chce skorzystać niech skorzysta a kto nie, to jego sprawa.
 
Myślę, że upubliczniając go, nie idę wbrew intencjom autora. Ciekaw jestem, swoją drogą, czy ktoś z Państwa też otrzymał podobny przekaz - czy było to wyróżnienie specjalnie dla mnie..?

Jak mógłbym odpowiedzieć autorowi..? Dawno temu już napisałem, że łatwiej jest mi uwierzyć w Piekło i wieczne męki - niż w wiekuiste szczęście w Niebiesiech. To pierwsze da się zrealizować minimalnym nakładem sił. Są tacy, którzy twierdzą wręcz, że żadnym zgoła - bo właśnie w Piekle żyjemy tu i teraz. Od tak skrajnych sądów jednak, raczej bym się powstrzymał. W każdym razie - tak długo, póki rzeczona na wstępie Melesugun nawet waląc się na moje lewe udo całym swoim filigranowym, ale jednak pół tony ważącym ciałem - dalej przy tym ufnie składa mi głowę na ramieniu czekając, aż ją ze zwałów siana wyswobodzę - i póki co wieczór przytula się do mnie ciepłe zimą, a chłodne latem futerko Sylwestry. Nie - takie rzeczy jednak byłyby w Piekle nie do pomyślenia!


Skądinąd - kulturę popularną mamy w dzisiejszych czasach tak pogańską i prymitywną, że aż wstyd o pewnych rzeczach przypominać. Otóż: dusza, jeśli istnieje, z całą pewnością nie jest półprzezroczystą wersją swojego doczesnego posiadacza. To nic, że tak to konsekwentnie przedstawia Holywood! To by po prostu nie miało sensu. Wynika z tego prymitywnego wierzenia gruby materializm, w dodatku ewidentnie podpadający pod "brzytwę Ockhama" (po co "dusza" i po co "ciało", skoro jedno i drugie są właściwie tak samo materialne?). Dusza, najogólniej rzecz biorąc, żadnego oddzielnego od ciała bytu mieć nie może - jeśli istotnie ma być "bytem koniecznym", czyli "formą ciała", to dopiero przyobleczona w materię, staje się osobą. Dlatego zresztą Kościół święty, Matka nasza, każe nam wierzyć w zmartwychwstanie ciał, a nie w szczęśliwy byt półprzezroczystych. Może jeszcze - na chmurkach..?

Skoro jednak dopiero ciało razem z (ewentualną...) duszą jest konkretną indywidualnością której można przypisać jakąś moralną odpowiedzialność - to bez wątpienia o wiele łatwiej jest wyciągnąć z tej odpowiedzialności wnioski negatywne. Nic a nic to bowiem - o czym pisałem - nie wymaga jak chodzi o sensoryczne wyposażenie i psychiczne właściwości naszych ciał. Do Piekła nadajemy się - tak jak stoimy, brać nas można tam na żywca, bez ryzyka, że się eksperyment nie uda. Z Niebem jest o wiele gorzej: czego jak czego bowiem, ale wiekuistej ekstazy nasze doczesne sensorium, z całą pewnością nie przetrzyma... Stąd zresztą - koncepcja "Przemienienia": takiej przebudowy naszych ułomnych cielsk, żeby się do owej wieczystej szczęśliwości bez ryzyka popadnięcia w obłęd nadawały:

Jest to jednak koncepcja tak subtelna - że aż niewyobrażalna. Przynajmniej dla mnie. Najwidoczniej - mam zbyt ubogą wyobraźnię. Co mi skądinąd wieki temu prof. Tarakan, nasz matematyk w liceum wypomniał...

Żeby zakończyć temat: oczywiście, mój stosunek do tzw. "tradycjonalistów" w Kościele, jest szczerze i entuzjastycznie pozytywny. Ale! Ale - wynika to tylko i wyłącznie z poczucia estetyki... niestety! Łaska wiary bowiem - wiary żarliwej, bezkompromisowej i gorącej - jakoś mnie ominęła...
 
Mogę się jedynie podpisać pod "Modlitwą Pana Cogito - podróżnika":
 
Panie
         dziękuję Ci że stworzyłeś świat piękny i bardzo różny

         a także za to że pozwoliłeś mi w niewyczerpanej dobroci
         Twojej być w miejscac który nie były miejscami mojej
         codziennej udręki

        - że nocą w Tarquinii leżałem na placu przy studni i spiż
        rozkołysany obwieszczał z wieży Twój gniew lub wybaczenie

         a mały osioł na wyspie Korkyra śpiewał mi ze swoich
         niepojętych miechów płuc melancholię krajobrazu

         i w brzydkim mieście Manchester odkryłem ludzi dobrych
         i rozumnych

        natura powtarzała swoje mądre tautologie: las był lasem
        morze morzem skała skałą

       gwiazdy krążyły i było jak być powinno - Iovis omnia plena
 
       - wybacz - że myślałem tylko o sobie gdy życie innych
       okrutnie nieodwracalne krążyło wokół mnie jak wielki
       astrologiczny zegar u świętego Piotra w Beauvais

       że byłem leniwy zbyt ostrożny w labiryntach
       i grotach

      a także wybacz że nie walczyłem jak lord Byron o szczęście
      ludów podbitych i oglądałem tylko wschody księżyca
      i muzea

     - dziękuję Ci że dzieła stworzone ku chwale Twojej udzieliły
     mi cząstki swojej tajemnicy i w wielkiej zarozumiałości
     pomyślałem że Duccio van Eyck Bellini malowali także dla
     mnie

     a także Akropol którego nigdy nie zrozumiałem do końca
     cierpliwie odkrywał przede mną okaleczone ciało

     - proszę Cię żebyś wynagrodził siwego staruszka który nie
     proszony przyniósł mi owoce ze swego ogrodu na spalonej
     słońcem ojczystej wyspie syna Laertesa

      a także Miss Helen z mglistej wysepki Mull na Hebrydach
      za to że przyjęła mnie po grecku i prosiła żeby w nocy
      zostawić w oknie wychodzącym na Holy Iona
      zapaloną lampę aby światła ziemi pozdrawiały się

     a także tych wszystkich którzy wskazywali mi drogę
     i mówili kato kyrie kato
 
     i żebyś miał w swej opiece Mamę ze Spoleto Spi-
     ridiona z Paxos dobrego studenta z Berlina który wybawił
     mnie z opresji a potem nieoczekiwanie spotkany w Arizonie
     wiózł mnie do Wielkiego Kanionu który jest jak sto tysięcy
     katedr zwróconyc głową w dół

     - pozwól Panie abym nie myślał o moich wodnistookich
     szarych niemądrych prześladowcach kiedy słońce schodzi
     w Morze Jońskie prawdziwie nieopisane

     żebym rozumiał innych ludzi inne języki inne cierpienia

     a nade wszystko żebym był pokorny to znaczy ten który
     pragnie źródła

dziękuję Ci Panie że stworzyłeś świat piękny i różny

a jeśli jest to Twoje uwodzenie jestem uwiedziony na zawsze
i bez wybaczenia

A co Ty o tym sądzisz - Drogi Czytelniku..?

6 komentarzy:

  1. Ja tylko sprostuję, że do piekła też się bez przeróbek nie nadajemy. Raz, że jesteśmy śmiertelni, a dwa, że po pewnym czasie do mąk piekielnych byśmy się przyzwyczaili ;]
    elx

    OdpowiedzUsuń
  2. Co racja to racja. Ale i tak łatwiej to sobie wyobrazić, nie "przeróbk" w drugą stronę...

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie biorę narkotyków, nie biję czołem przed żadnym z bałwanów. Od wielu lat jestem agnostyczką. Niewiedza zamiast wiedzy; wątpliwości zamiast pewności; pytania zamiast odpowiedzi. Zawsze, kiedy ktoś mówi, że WIE, czego chce od nas Bóg, jak osiągnąć zbawianie, co jest na pewno słuszne, a co nie - kończę gadkę. Swoje zdanie można mieć, ale jak ktoś zgrywa guru, to lepiej

    Ale w życie po śmierci wierzę. Może naiwnie, ale cóż z tego?

    OdpowiedzUsuń
  4. Powinno być: "[...] ale jak ktoś zgrywa guru, to lepiej nie dyskutować."

    OdpowiedzUsuń
  5. Kilka lat temu temu z moim przyjacielem na podobny temat rozmawiałem. Gdy mu powiedziałem, że za młodu bylem w sekcie buddyjskiej dyskusja zeszła na temat oświecenia. On, jak dobry katolik i to na dodatek dość w teologii biegły powiedział, że nie rozumie jak ktoś mógłby chcieć osiągnąć nirwanę - czyli stan w którym człowiek poprzez ustanie pragnień przestaje cierpieć (za życia). Powiedział, że wtedy ludzie stali by się jak jakieś roboty... Nie dostrzegł (ja wtedy też), że w Niebie przecież czeka nas to samo (tzn. kogo czeka, tego czeka...).

    Pisząc to cierpię, bo po popołudniu pełnym niezwykle wyczerpującej pracy fizycznej (i to na głodnego) obżarłem się batonikami i pizza. I teraz cierpię...
    Moje cierpienie, było zatem przerwane tylko krótką chwilą ekstazy by potem znowu cierpieć (z obżarstwa). Widać nie dane jest człowiekowi zaznać trwałego szczęścia na tym łez padole. Zresztą to by było strasznie nudne...

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...