czwartek, 16 lutego 2012

Tłusty czwartek, czyli gry i zabawy zimowe

Ostatki, mięsopust, koniec karnawału - a przy tym i temperatura trochę zelżała i śniegu na sam koniec (oby, oby!) zimy nasypało. Toteż nasi podopieczni, nie bacząc na takie czy inne trudności - świętują:

Przy czym, jak widać, najzawzięciej galopują te najchorsze sztuki...

A poza tym, to przyjechało do nas dzisiaj (przedostatni transport z tego źródełka, trzeba na początku marca nowego dostawcę znaleźć) świeże siano, więc z tej okazji się obżeramy - niektórzy właśnie sianem pod wiatą, inni - owsem pozostałym na śniegu po obiedzie:
Światło nie było dzisiaj najlepsze - ale, sądząc po prognozie pogody, w ciągu najbliższych dni lepszego i tak nie będzie: zachmurzenie prognozują nam tu na 100% i opady śniegu, a od soboty - śniegu z deszczem. Dlatego cyknąłem także nasz nowy komin - a co mi tam!

Solidna robota, powinien wytrzymać dłużej niż poprzedni (swoją drogą, poprzedni, który stawialiśmy sobie "na jedną zimę" i tak wytrzymał dwa i pół raza dłużej, niżeśmy to planowali...). Teraz tylko trzeba wymienić piecyk, bo cug się poprawił i nasza stara koza ewidentnie źle to znosi - pojawiły się w niej dziury, a przesłona rury dymowej regularnie się zamyka, tak mocno w tejże rurze ciągnie. Cóż: liczę tu na Lepszą Połowę, która zresztą już stosowny piecyk sobie na Allegro znalazła, teraz tylko trzeba znaleźć czas, żeby do Zwolenia podjechać...

A tego śniegu z deszczem wypatrujemy jak zbawienia! W minioną sobotę kran pod wiatą zamarzł. I chociaż spędziłem większość niedzieli na próbie jego rozmrożenia - nic to nie dało. Widać zamarzło już gdzieś pod gruntem, skoro ani wrzątek, ani żadne inne domowe sposoby nie pomagają. Tylko odwilż może nas zatem zwolnić z uciążliwego obowiązku pojenia koni z wiaderek wodą przyniesioną z chatki. Fakt, że poprzednie dwie zimy zawsze też się tak działo - ale tym razem, jest to o tyle niemiłe, że przecież najgorsze mrozy jużeśmy przetrwali, zima załatwiła nas pod tym względem ostatnim swoim podrygiem!

8 komentarzy:

  1. Czy ja juz zasleplam calkiem, czy Ty tam masz tinkera?... To kare z lysina...??...

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie zaślepłaś, to tinker. Iwar go wołają. Sympatyczne stworzonko - najinteligentniejszy jeszcze z naszych pensjonariuszy...

    OdpowiedzUsuń
  3. Moj (nieoficjalny na razie he he) pasierb ma ich 17... :) Ja moje wyscigowe bede kryla takim jednym laciatym...moze nawet za pare dni!

    OdpowiedzUsuń
  4. Bój się Boga - po co??? Ani to ładne, ani szybkie, ani łapami nie macha... My tu konsekwentnie odrzucamy "dobre rady" krycia naszych tekinek arabem - bo co niby mielibyśmy potem z tymi kundlami, które by się z takich związków urodziły zrobić - a Ty chcesz folblutki kucykiem kryć..?

    OdpowiedzUsuń
  5. Moja folblutka sama jak kucyk, 153 jakies w klebie a po czyms goracokrwistym to by sie maly szatan urodzil znajac przyszlej mamusi charakter ;) Zobacz ja tu, razem z moim 11-miesiecznym pony: moje-podlasie.blogspot.com (rozdzielilam polityke od zycia prywatnego nareszcie!)

    OdpowiedzUsuń
  6. Zobaczyłem i dodałem do blogrolla. Faktycznie - nieduża. Tym niemniej to co wyjdzie będzie kundlem - i, prawdę pisząc, trudno mi sobie w oógle wyobrazić korzyści użytkowe jakich można by oczekiwać po takim połączeniu..?

    OdpowiedzUsuń
  7. Przynajmniej da sie jezdzic, bo moja za bystra w oczach jest i nie jestem pewna, czy odwazylabym sie pojechac np do lasu - juz nie te lata!... I zaprzac tez prawdopodobnie by sie dalo. Pazywiom, uwidim, od hodowli koni pelnej krwi juz sie odzegnalam na zawsze.

    OdpowiedzUsuń
  8. Tak ne asi.... :D

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...