środa, 1 lutego 2012

McDonald – rola społeczna?

W przeciwieństwie do sporej części z Państwa – lubię McDonaldy! Przede wszystkim dlatego, że zawsze jest tam czysta i ogólnie dostępna toaleta (aczkolwiek pojawiły się już – i to nie tylko w Warszawie! – McDonaldy z… płatnym parkingiem! Co prawda: jeszcze się mi nie zdarzyło, aby gdziekolwiek ową teoretycznie wymagalną płatność próbowano ode mnie wyegzekwować…). A to ważne udogodnienie w życiu domokrążcy…

Owszem: toalety są też na zdecydowanej większości stacji benzynowych. Ale gwarancji nie ma. Można się przykro rozczarować nawet zatrzymując się na stacji noszącej barwy znanej, globalnej sieci. Bywa zaś, że na błędy i rozczarowania – prawie jak przy rozbrajaniu bomby – nie ma czasu! W takich okolicznościach, najbezpieczniej jest wypatrywać powszechnie znanego logo ze stylizowanym „M“.

Co do żywienia, jak Państwo zapewne pamiętacie, nie mam w tej materii żadnych uprzedzeń . Jak mawiał mój świętej pamięci dziadek – co komu pisane i tak go spotka. Ani liczenie kalorii, ani rozpamiętywanie ilości zjedzonych węglowodanów mnie nie pasjonuje. Nie, żebym komuś bronił, czy zazdrościł: ależ proszę bardzo! W każdym razie: wieszanie na McDonaldzie psów za to, że dzieci grube i nieruchawe, to chyba jednak niejaka przesada. Co – siłą im te hamburgery i colę wciskali, zwabiwszy wcześniej podsępem, niby to na zajęcia ruchowo – taneczne..?

Kilka razy zdarzyło mi się też – z czysto komunikacyjnych przyczyn – odbyć jakieś biznesowe rozmowy w McDonaldzie. Generalnie jednak: to nie jest restauracja do której przychodzi się posiedzieć i pokontemplować. Siedzenie i kontemplowanie wydaje mi się sprzeczne z samą istotą mcdonaldyzmu. W końcu: TO jest właśnie – bar szybkiej obsługi! Klient wszedł, wybrał posiłek z prostego, widocznego nad barem menu, zapłacił – i najlepiej, jakby się z tym jeszcze zabrał natentychmiast w cholerę i nie zajmował miejsca. Miejsce jest drogie. W sensie: miejsce siedzące, przy stoliczku. Drogie, bo trzeba wybudować większy budynek, ogrzewać go i sprzątać. Ideałem byłoby, gdyby McDonald składał się tylko z baru (zaplecza to chyba kuchnią nazwać nie można…) – a miejsca dla publiczności było tyle, coby się ta minimalna, technologią dopuszczalna kolejka zmieściła. Stoliczki i siedziska to już zbytek, koncesja „pod publiczkę“, odejście od „istoty mcdonaldyzmu“ w czystej postaci!


Tymczasem dzisiaj po raz drugi na przestrzeni dwóch miesięcy zaobserwowałem zjawisko które na razie jest dla mnie kompletnie niezrozumiałe. Może Państwo rzucicie na ten problem jakieś światło.

Pierwszy raz zdarzyło mi się to gdy wracałem, na początku grudnia, spod Żagania. Długa, bardzo męcząca trasa (i do tej pory niezałatwione sprawy: ani artykułu in memoriam pana Tadeusza Kotwickiego nie napisałem, ani projektu stodoły nie zrobiłem… wszystko przez ten brak snu!). Bodaj około 22.00 czy 23.00 zatrzymałem się na siusiu i kawę w McDonaldzie gdzieś pośrodku drogi. Nie pamiętam. Kalisz? Nie Kalisz, ale jakoś blisko Kalisza i też niewielkie miasto…

Co mnie zastanowiło? Restauracja pękała w szwach! Sobotnia noc, czas imprez. Młodzież – z wyglądu: nie najgorzej sytuowana – zamiast szaleć w pubie, siedzi nad mlecznym koktajlem bezalkoholowym (nie masz przecież alkoholu w McDonaldzie…) i jakimiś pseudo-deserami. Siedzi – widać to od razu – długo. Całymi godzinami. Towarzystwo rozgadane, rozbawione, niemożliwe, żeby dopiero co weszli i zaraz zbierali się do wyjścia.

Wspomnienie tego zdziwienia powróciło dzisiaj, kiedym też na siusiu zatrzymał się w McDonaldzie przy Puławskiej. Pora była co prawda o wiele wcześniejsza, dzień bynajmniej nie weekendowy, a i restauracja wcale nie pękała w szwach – ale grupka rozbawionej młodzieży pociągającej sobie e-papierosy nad milkszejkami – kubek w kubek: jak w tym nie-Kaliszu!

A już myślałem, że to jakaś małomiasteczkowa przypadłość. Że niby taki McDonald to coś jak kiedyś Pewex: ekspozytura tego wyśnionego „lepszego świata“, który zawsze jest gdzieś indziej, gdzieś daleko, tylko nie tu. I dlatego siedzi się w tym McDonaldzie, choć nawet piwa tam nie dają…

Tymczasem przypadłość jest również warszawska (zaraz usłyszę, że Warszawa to wiocha – no ok, wiocha – ale: jakby ciut większa od pozostałych, nieprawdaż..?).

O co kaman..? Ktoś z Państwa rozumie te dzieciaki? Bo może ja po prostu już zbyt zgredziałym zgredem jestem, żeby pojąć, co takiego zabawnego może być w siedzeniu w miłym może, ale zimno – industrialnym wnętrzu nad żarciem które ewidentnie źle znosi zbyt długi pobyt na świeżym powietrzu i bez kropli alkoholu w ustach..?

14 komentarzy:

  1. Może jacyś zniewieściali byli...
    Ja za szczeniaka wolałem schlać się z kumplami w parku, niż siedzieć w nowo otwartym w Polsce McD na Al. Jerozolimskich.
    Co do jedzenia, toalet, dostępności, to się zgadzam, tylko jeden problem. Jakoś nie przepadam za potrawami, do zjedzenia których nie potrzeba używać zębów. No może z wyjątkiem do kości, które można znaleźć w McD "wołowinie".

    OdpowiedzUsuń
  2. Proste- polska młodzież potrafi bawić się bez alkoholu; innymi słowy, towarzystwo mogło być ostro zjarane, czego skutkiem jest gastrofaza, a więc i nagła miłość do McD.

    Woody_90

    OdpowiedzUsuń
  3. "Co – siłą im te hamburgery i colę wciskali, zwabiwszy wcześniej podsępem, niby to na zajęcia ruchowo – taneczne..?"

    Sila nie, ale w wyjatkowo wredny sposob. Reklamuje sie taki MCD w telewizji, a reklama skierowana do dzieci. Najwazniejsze w niej jest to, ze pokazuja nowa, fajna zabawke i mowia, ze dostaniesz ja za darmo wraz z zestawem jakims-tam.

    OdpowiedzUsuń
  4. @ artur

    Też mi się w studenckich czasach o wiele zabawniejszym wydawało obalenie bełta na ławeczce w parku za Sejmem, niż siedzenie w McDonaldzie (abstrahując od faktu, że żarcie w McD wcale nie jest takie tanie i raczej jednak korzystałem wtedy z barów mlecznych!). Stąd moje zdziwienie, cóż takiego się zmieniło...

    @ Woody

    A, tego że ujaranie wzmaga apetyt to nie wiedziałem!

    Hmm... Tylko - ta młodzież właściwie nic nie jadła! Jakieś takie dziwne "desery", szejki - to ma być żarcie..?

    @ futrzak

    Rozumiem, że to oglądanie telewizji jest zatem przymusowe..?

    OdpowiedzUsuń
  5. Klimat Mc D... niewiele odbiega od wystroju dzisiejszych " modnych " domów. :D To pierwsze. Jak słusznie Szan Pan zauważył nie bywa tam młodzież biedna. Powód jest prosty ( tak mi się wydaje ). Wydali kasę na blanty, nie ma gdzie siedzieć bo na dworze trońkę zimno ( :D ) więc koczują McD...

    OdpowiedzUsuń
  6. Z parkingiem jest tak, że jest on DLA KLIENTÓW: parkujesz, wchodzisz, kupujesz, zjadasz i wypad. Zaporowa cena za parkowanie jest by odstraszyć nie-klientów od blokowania miejsc dla klientów.

    OdpowiedzUsuń
  7. właśnie napisałem słów kilka u siebie, co mi się nie podoba w maku, pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  8. Jacek:
    nie jest przymusowe, oczywiscie. Ale rzeczywistosc wyglada tak, ze oboje pracujacy rodzice nie maja czasu zajmowac sie dzieckiem, a jesli mieszkaja na suburbiach (a tak mieszka JESZCZE wiekszosc rodzin w USA) to dzieciak na dodatek nie ma z kim sie bawic. Konczy wiec na siedzeniu przed telewizorem i ogladaniu ulubionych kreskowek, ktore sa co 10 min przerywane reklama j/w.

    Zawsze mozna powiedziec, ze to wina ludzi/rodzicow/konsumentow etc.
    Bo przeciez moga nie pozwalac dzieciom, nie miec telewizora, nie uzywac karty kredytowej, nie kupowac domu/samochodu za pozyczke.
    Czyli jakby babcia miala wąsy to by dziadkiem byla....

    Ludzie sa jacy sa. Srednia inteligencji przecietnego wyborcy jest na tyle niska, ze daja sie omamic reklamami - czy to fast fooda czy to banku (zreszta reklamy sa dokladnie pod nich robione). Mozna ich za to winic i machnac reka a mozna sie zastanowic nad ukroceniem pewnych praktyk - albo przynajmniej nad dostepnoscia informacji.

    Pamietam jaki sie wrzask podniosl, gdy pierwsze miasta postanowily WYMAGAC aby informacja o skladnikach i ilosci kalorii zawartych w fast foodach byla umieszczona w manu explicitly. A przeciez jest juz od dawna prawo (w USA), ze do kazdego produktu spozywczego sprzedawanego musi byc dolaczona taka informacja.
    Coz tego, skoro nie mozna jej bylo nigdy dostac na miejscu - bo akurat kartka sie zgubila, bo nikt nie wie gdzie to jest etc.

    Moznaby tak dlugo jeszcze - ale po co? Ty nie widzisz nic zlego w MCD. Ale ciekawa jestem czy tak samo odpowiedzialbys na praktyke supermarketu, ktory sprowadza tani cukier zza granicy i sprzedaje go w takiej samej cenie - tyle, ze ten cukier ma domieszke aspartamu? (o tym pisala Kresowa Zagroda).
    Przeciez nie ma przymusu isc i kupowac w tym supermarkecie, prawda? Wiec o co sie czepiac?

    OdpowiedzUsuń
  9. A odnosnie tego, co sie jada w przecietnym zestawie. Sklad bulki:


    Enriched flour (bleached wheat flour, malted barley flour, niacin, reduced iron, thiamin mononitrate, riboflavin, folic acid, enzymes), water, high fructose corn syrup, sugar, soybean oil and/or partially hydrogenated soybean oil, contains 2% or less of the following: salt, calcium sulfate, calcium carbonate, wheat gluten, ammonium sulfate, ammonium chloride, dough conditioners (sodium stearoyl lactylate, datem, ascorbic acid, azodicarbonamide, mono- and diglycerides, ethoxylated monoglycerides, monocalcium phosphate, enzymes, guar gum, calcium peroxide, soy flour), calcium propionate and sodium propionate (preservatives), soy lecithin, sesame seed.

    Z czego sklada(lo) sie mieso w hamburgerze:

    http://www.dailymail.co.uk/news/article-2092127/Jamie-Oliver-Victory-McDonalds-stops-using-pink-slime-burger-recipe.html

    Smacznego :)

    OdpowiedzUsuń
  10. @ futrzak

    Ależ bardzo dziękuję. Jak następnym razem wstąpię na siusiu, niewątpliwie coś przekąszę. Może "kanapkę drwala"..? Rok temu jadłem, nie było złe...

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja również postanowiłem przestać jadać w McDonaldzie! Że niezdrowe, to może bym jeszcze zniósł, ale jedzenie w McDonaldzie po prostu mi pecha przynosi!

    http://daimyoblog.blogspot.com/2012/02/dlaczego-nie-jadam-w-mcdonaldzie.html

    OdpowiedzUsuń
  12. A ja czasami jadam w podroży w tych przybytkach bo akurat są po drodze. Ale nie czuję się z tego względu światowcem. Bo muszę powiedzieć, że w swoim życiu widziałem kilku światowców dla których bycie w McD to snobizm z najwyższej półki. I nie była to młodzież nastoletnia tylko taka około trzydziestki.
    Pozdrawiam i życzę smacznego,
    Tomek.

    OdpowiedzUsuń
  13. Podsumowując całą waszą dyskusję i post:

    - Co jest najlepsze ofercie McDonald's?
    - Kibel!

    OdpowiedzUsuń
  14. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...