czwartek, 2 lutego 2012

I po ptokach...

Mimo że grzałem silnik jeszcze o 23.00 poprzedniego dnia - dziś o 6.00 rano Wunderbaum już nie odpalił. Nawet nie kaszlał! Obawiam się, że rozrusznik padł. Przekonamy się jutro - mam nadzieję (nic pewnego nie ma na tym świecie - poza, ma się rozumieć, podatkami i śmiercią!).

Oczywiście o pracy nie było mowy, odwołałem dzisiejsze spotkania.

Za to udało się, po prawie ośmiu godzinach różnych zabiegów - odmrozić kran pod wiatą.

Przyjechało też siano - i narżnąłem ociupinkę drewna, w dodatku do tego, które udało mi się przygotować w niedzielę.

Na razie zatem - nie zginiemy. Mamy owies, siano, wodę i drewno. Drewna zresztą, jeśli nie będę jeździł do pracy, zacznie przybywać, bo cóż właściwie mam innego do roboty..?

A jeśli nawet nie uda się uruchomić Wunderbauma, to podobno (podobno - podkreślam!) remont naszej poczciwej Wendi już się kończy. A wtedy może nawet nie trzeba będzie tego drewna taczką wozić..?

W każdym razie - o tyle jest po ptokach, że nie da się więcej utrzymać pozoru, że zimy w tym roku nie ma. Zostaliśmy odcięci od świata dokładnie tak samo jak dwa lata temu i jak rok temu. I tym razem nawet nie było do tego potrzeba aż takich widoków:

Przeszedłem się też do sklepu po wódkę. A że zdążyło się już zmierzchnąć - zmarzłem po drodze naprawdę nielicho!

Przydałby się taki mały, domowy krasnoludek. Jak nie do czego innego, to chociaż po to, żeby do kozy podkładał: moglibyśmy wtedy osiodłać koniki i załatwić takie sprawunki szybciej (w pojedynkę jakoś głupio - ani nie ma do czego konia przywiązać pod sklepem, ani komu zaufać, że umie potrzymać...). Any ideas, skąd takiego wziąć..?

A na jutro wyciągnąłem sobie z głębin naszej rozpadającej się szafy (by IKEA...) kalesony .

6 komentarzy:

  1. po co w ogóle go gasiłeś?
    ile by spalił od 23.00 do 6.00 na jałowym biegu?

    a ile stracone $ przez odwołanie spotkań?

    piszę - bo znajomy przerabiał to samo co ty - i teraz już na noc nie gasi silnika

    OdpowiedzUsuń
  2. Jakby człowiek wiedział, że się przewróci, to by się położył...

    Poranne odpalanie szło mi z dnia na dzień coraz sprawniej - kaszleć maszyna zaczęła równo tydzień temu, w piątek - od piątku wieczór zatem grzałem silnik przed pójściem spać i efekty były, na pozór przynajmniej, coraz lepsze. A tu taki szpas...

    A co do spotkań - nie przesadzajmy! To nie jest poważny biznes. Mam dość fundamentalne wątpliwości, czy zarobię choć złotówkę, a inwestycja w paliwo, telefon i czas jest realna - najważniejszy plus tego wcielenia mojej pracy akwizytora jest taki, że poznaję mnóstwo sympatycznych i zaradnych ludzi - i może, dzięki temu, znajdę jakąś sensowniejszą pracę?

    Jeśli przyjdą dopłaty - daję sobie na to czas maksymalnie do końca marca.

    Tyle tylko, że nie wiem, czy dopłaty przyjdą: spóźniłem się o kilka dni z wnioskiem, decyzja do mnie do tej pory nie dotarła, ale że przysyłają ją na mój warszawski, czysto formalny adres, to nie wiem, czy dlatego, że coś jest nie w porządku (powinna była normalnie przyjść zwykłym listem, nie poleconym, gdzieś na początku grudnia), czy dlatego, że mój Przyjaciel gdzieś to pisemko zgubił.

    Tak naprawdę, to cieszę się, że pobędę kilka dni w domu. Zostawienie Lepszej Połowy samej z tym mrozem - byłoby okrutne!

    OdpowiedzUsuń
  3. Mój passat B5 odpalił. Dobry akumulator, świece żarowe, paliwo verwa ON.

    OdpowiedzUsuń
  4. W taką pogodę to diesle padają jak muchy. Wczoraj mój transit pomimo usilnych prób z mojej strony nie wykazał żadnych oznak życia. Musiałem zawezwać mechanika który go odholował, ogrzał i uruchomił. Do mechanika była taka kolejka, że tylko kluczyki zostawiłem i powiedziałem gdzie moje auto stoi.
    Tego dnia był pomór samochodów w naszym powiecie. To sądny dzień, śmierć przyszła sprawiedliwie zarówno na te młode okazy jak i wysłużone egzemplarze.
    Na dzisiejszą noc wstawiłem go do garażu i to pomogło. Jednak pomimo pozostawienia auta w garażu i tak musiałem kilkakrotnie kręcić rozrusznikiem.
    Pozdrawiam i byle do wiosny, Tomek.

    OdpowiedzUsuń
  5. To się nazywa mieć fantazję: podjechać po zakupy na koniu pod Biedronkę :-D

    OdpowiedzUsuń
  6. u mnie sąsiad uratował padniętego diesla czajnikiem pełnym gorącej wody

    a przy okazji znów natchniony tymże blogiem wyprodukowałem nowy wpis na ten temat

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...