środa, 29 lutego 2012

Cóż jest prawda..?

Wypracowanie maturalne, prawie ćwierć wieku temu, pisałem na temat aforyzmu „Prawda i przemoc nic jedna przeciw drugiej uczynić nie mogą“. Różnicę tego ćwierćwiecza czuję w tej chwili właśnie – bo zapomniałem już autora tej złotej myśli i właśnie próbuję go znaleźć przy pomocy Googli (których to Googli ćwierć wieku temu, jako żywo – nie było!). Faktem jest – że bez rezultatu (na razie). Internet jest w ogóle potwornie frustrującym miejscem. Gołą dupę znaleźć – żaden problem! A porozmawiać o zbawieniu duszy, o różnicy między człowiekiem a zwierzęciem, czy choćby o genezie własności – ale tak rzeczowo, z argumentami, a nie na poziomie witkacowskich „wątpi“, czyli pospolicie pisząc: flaków, którymi się ciemne i nieokreślone uczucia w człowiecze jestestwo wkradają – nie sposób. Im więcej piszę i publikuję – tym bardziej czuję się w rezultacie samotny.

A niby z samego tylko Prawa Wielkiej Liczby wynika, że jeśli pisać dla milionów: to się przecież wśród tych milionów bratnią duszę tym pewniej znajdzie, im jest ich więcej – prawda? Tymczasem, jest zgoła odwrotnie: im więcej piszących i więcej czytających, im więcej informacji, tym mniej – sensu. Rzeczony na wstępie cytat na pewno gdzieś sobie w sieci bytuje. Ale Google nie mogą go znaleźć wśród dziesiątków jeśli nie setek tysięcy podobnych, choć nie dokładnie takich samych – a zawartych na stronach poświęconych przemocy domowej czy tzw. „filozofii“ Sławoja Żiżka, znanego komunisty, który coś tam na podobny temat pisał. Mistrz Lem to przewidział! Zbliżamy się do informacyjnej zapaści, „bomby megabitowej“ która rozsadzi naszą konsumpcyjną cywilizację pewniej i szybciej niż Peak Oil.

Nie o tym jednak chciałem dzisiaj Państwa (czyli, jak mawia Lepsza Połowa: „ludzkość“) pomęczyć. Moje wypracowanie maturalne przyszło mi do głowy naturalnym ciągiem skojarzeń po przeczytaniu dziś rano wczorajszych komentarzy pod relacją ze Skaryszewa. Widząc bowiem komentarz anonimowej Kiry nie mogłem nie powtórzyć za Piłatem: Cóż jest prawda..?


A tak się składa, że właśnie od tego cytatu ze św. Jana (18, 38) zacząłem wtedy mój wywód. Którego, rzecz jasna, prawie w ogóle już – poza samym początkiem – nie pamiętam. Nie gwarantuję zatem, że nie będę teraz moim tamtoczasowym poglądom przeczył. Co jednakowoż zostawmy może na inną okazję…

Anonimowa Kira należy do tego, bardzo licznego grona internautów, którzy twierdzą – bardzo pospolicie i trywialnie – że prawda jest jak dupa – każdy ma swoją. Ja uważam za „nawiedzeńców“ szkodliwych idiotów z Fundacji TARA którzy pragną zmienić kwalifikację prawną koni – ze „zwierząt rzeźnych“ na „zwierzęta towarzyszące“ (co automatycznie oznacza rzeź jakichś 300 tysięcy – do niczego już w tym momencie niepotrzebnych – zimnokrwistych koni w Polsce…) i wspierających ich cwanych manipulatorów i bezczelnych łgarzy z „Gazety Wybiórczej“ i TVN, dla których jest to jeszcze jedna okazja do zbijania politycznego kapitału. Anonimowa Kira zaś, tak samo – jak deklaruje – skłonna jest nazywać ludzi sprzeciwiających się zabijaniu nienarodzonych. I w związku z tym postuluje, żebym ja zrezygnował z używania wiadomego epitetu pod adresem szkodliwych idiotów (itd., itd….) – to wtedy ona być może rozważy rezygnację z używania tego samego epitetu wobec ludzi sprzeciwiających się (itd., itd. …).

Bo przecież to są tylko idee. Nie jesteśmy w stanie obiektywnie stwierdzić – która jest słuszna. Jedne się nam podobają, inne nie. Te które się nam podobają – wspieramy. Te które się nam nie podobają – zwalczamy. Nie ma jednak powodu, aby się brać do rękoczynów: wszak za nikim żadna prawdziwa prawda nie stoi. Ogólnie rzecz biorąc: c’est le ton qui fait la chancon, a w tym przypadku – wobec braku innych kryteriów – rozsądnie i słusznie jest zachować bon ton.

Czy dobrze streściłem (po części domniemane, to prawda!) poglądy Anonimowej Kiry? Proszę bardzo: sprostowania są jak najbardziej dopuszczalne!

Nie przeczę, że odkrycie Prawdy Obiektywnej jest trudne. Być może – niemożliwe. W żadnym razie nie mam poczucia, że do takowej Prawdy dotarłem. Stąd zresztą – często drażnią mnie apodyktyczne wypowiedzi innych bloggerów czy komentatorów.

Jednak… C’est le ton qui fait la chancon! Idee, oprócz tego, że mogą się podobać lub nie podobać – mają też swoje konsekwencje. I wbrew mniemaniom naiwnych lekkoduchów – konsekwencje te na ogół da się dość łatwo z góry przewidzieć. Na ogół też: są to konsekwencje zgoła sprzeczne z oczekiwaniami prostych umysłów.

Zmiana kwalifikacji prawnej koni w Polsce? Ależ proszę bardzo: konsekwencja widoczna jest jak na dłoni – z populacji liczącej teraz ok. 300 – 330 tysięcy sztuk zostanie nam od kilkunastu do może 20 – 30 tysięcy koni rekreacyjnych i sportowych. Hodowla chłopska zniknie jak śnieg na wiosnę. Nikt przecież nie będzie trzymał konia tylko po to, żeby mu gospodarstwo upiększał, są pilniejsze wydatki!

Rozumiem, że P.T. żałosnym naiwniakom, cwanym manipulatorm i kłamliwym łachudrom świadomie i celowo – o taki właśnie skutek chodzi? O zatrzymanie „rzezi“ – poprzez rzeź masową i ostateczną? Tak czy nie? Tak czy nie – proszę o jasną odpowiedź, o wybór jednej z tych alternatyw, a nie o bajki, unoszenie się honorem, deklaracje moralności czy inne bzdury. Może nie jest łatwo dojść Prawdy Obiektywnej. Jednak natura ludzka, prawidła ekonomii, zasady rządzące życiem polityczym – to nie są niedocieczone zagadki ani niezbadane tajemnice. Jeśli nie ślęcząc nad książkami – to żyjąc z otwartymi, a nie z zamkniętymi oczami, patrząc i obserwując – łatwo jest dojść zasad, którymi rządzi się ten świat.

Czyż zatem, skoro to łatwe i dla każdego dostępne – naprawdę nie mam prawa nazywać „nawiedzeńcem“ kogoś, kto albo nie myśli wcale (bo dąży tak naprawdę do celu dokładnie przeciwnego własnym deklaracjom – popada zatem w jawną sprzeczność, bez pudła i bez konieczności posiąścia Prawdy Obiektywnej dowodzącą pomieszania zmysłów…), albo myśli perwersyjnie i zbrodniczo (skoro świadomie i celowo chce zakaz rzezi – rzezią uzyskać…)? Zaiste – odważy się ktoś z Państwa mi tego prawa odmówić? Na jakiej podstawie..?

Od dawna twierdzę, że cały ruch „obrońców praw zwierząt“ to banda niebezpiecznych mizantropów, nienawidzących już nie tylko ludzkości, ale wręcz – życia jako takiego (ponury byłby obraz naszej planety, gdyby z niej nagle gospodarza – czyli ludzkość – zabrać! Tysiące lat musiałyby upłynąć, żeby zamiast pustyń w które natychmiast obróciłyby się nieuprawiane pola, znowu porosła „pierwotna puszcza“. Która zresztą, jak już o tym pisałem – bez człowieka wcale, a wcale by nie przypominała Puszczy Białowieskiej…). Walka z takimi poglądami – to uprawniona samoobrona. Z natury – nie znająca granic, bo agresja tej bandy mizantropów – także żadnych granic nie uznaje…

43 komentarze:

  1. Drogi Jacku,
    Rozumiem frustracje.
    Gdyby to faktycznie był tylko konflikt własnych ideii (tak naprawdę cudzych), to całe to targowisko próżności, gdzie ludzie najpierw mówią, a potem myślą, a czesto juz nawet nie mysla, bo zaraz pochlaniaja ich nowe idee, byłoby tylko śmieszne.

    Lecz już Fryderyk
    "Powiadacie mi przyjaciele, że o gusty i o smaki spierać się niepodobne? Ależ, wszelkie życie jest waśnią o gusty i o smaki."

    Już nawet Wizja lokalna nie pomaga :)

    Pozdrawiam serdecznie
    Mark0wy

    OdpowiedzUsuń
  2. Powinno być:
    Drogi Jacku,
    Rozumiem frustracje.
    Gdyby to faktycznie był tylko konflikt własnych idei (tak naprawdę cudzych), to całe to targowisko próżności, gdzie ludzie najpierw mówią, a potem myślą, a czesto juz nawet nie myślą, bo zaraz pochłaniają ich nowe idee, byłoby tylko śmieszne.

    Lecz już Fryderyk pisał:
    "Powiadacie mi przyjaciele, że o gusty i o smaki spierać się niepodobne? Ależ, wszelkie życie jest waśnią o gusty i o smaki."

    Już nawet Wizja lokalna nie pomaga :)

    Przepraszając za literówki raz jeszcze Pozdrawiam serdecznie
    Mark0wy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano - wizja lokalna nie pomaga. Bo najwyraźniej i tak każdy widzi tylko to, co chce zobaczyć: http://www.tokfm.pl/Tokfm/1,103085,11253124,Obroncy_praw_zwierzat_na_konskim_jarmarku___Ida_te.html

      Usuń
  3. "Dzięki prawdzie świeci słońce,
    przez prawdę przybiera księżyc,
    z prawdy pijesz nieśmiertelność,
    na prawdzie świat się opiera"
    Ramajana
    BiZ

    OdpowiedzUsuń
  4. A ja powiem tak (jak na sarkastyczego filozofa przystalo!): prawda zawsze lezy posrodku ;-)

    Dlatego nie lubie sie angazowac zbytnio, wole stanac z boku i poobserwowac ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Prawda leży tam, gdzie leży.
    Tak powiedziałby poszukiwacz PRAWDY OSTATECZNEJ.

    A co do jej szukania, to skoro mamy walke na cytaty:
    "Może zobaczymy, może nie
    przecież jesteśmy zamknięci
    jak ku..a w klozecie"
    (K44)

    OdpowiedzUsuń
  6. Drogi Autorze!

    Nigdy nie twierdziłam, że każdy, kto sprzeciwia się aborcji, to "nawiedzeniec". Tylko ci, którzy ZAWSZE sprzeciwiają się aborcji. Ale to też tylko moje zdanie.

    Żadnych też postulacji tutaj nie zgłaszałam. Kłania się czytanie ze zrozumieniem. ;)


    Kluczowym pytaniem jest: czy świat jest moralny czy amoralny? Bo jeśli to drugie, to jedyna moralność, jaka istnieje, tkwi w NAS, ludziach.

    A czymże my jesteśmy? Piłatami - tylko w gorszym stylu... I myjemy łapy nie w wodzie, a w szczynach... Ja mam odwagę twierdzić, że idę za SWOIM sumieniem - tylko i wyłącznie. Niektórzy uważają, że idą za głosem demiurga, za jakimś "prawem naturalnym"... Ja jestem na to zbyt uczciwa, że tak nieskromnie powiem. ;)


    Twoje Słowa (z jednego z wcześniejszych postu): "[…] obcując na co dzień ze zwierzętami – nie znajduję żadnej nieprzebytej przepaści między „człowieczeństwem“, a „zwierzęcością“. Niczego, co by w oczywisty sposób dowodziło, że przejście między pierwszym a drugim ma charakter nieciągły, dyskretny – a nie jest li i jedynie różnicą stopnia, różnicą przy tym – skalowalną w ramach pewnego kontinuum. Jeśli zatem Pan Bóg tchnął w jedno ze zwierząt nieśmiertelną duszę – to fakt ten, wedle moich obserwacji, pozostaje bez najmniejszych obserwowalnych konsekwencji jak chodzi o takie mierzalne czynniki jak inteligencja, empatia, zdolność odczuwania emocji i nawiązywania więzi społecznych. Wszystkie te cechy człowiek posiada w stopniu najwyższym spośród znanych zwierząt – ale inne też je posiadają!"

    I ja się z tym zgadzam. Dlatego też ochronę życia ludzkiego traktuję jak jedną z UMOWNYCH zasad społecznych lub… moralnych. To pierwsze dotyczy praw ustanowionych dla większości; to drugie - praw, jakie każdy z nas samemu sobie ustanawia.


    Co do "obrońców praw zwierząt", to są oni jak obrońcy Murzynów, kobiet, gejów - na ogół mają rację, ale często p r z e g i n a j ą . ;) (To też tylko moje zdanie.) Jestem przeciwna długiemu transportowi na rzeź w warunkach sprawiających zwierzęciu cierpienie, na pewno zaś nie sprzeciwiam się samemu zabijaniu zwierząt, podobnie jak nie sprzeciwiam się zabijaniu agresywnych przestępców. Bo - niestety - w TYM świecie skazani jesteśmy na mordowanie.

    A w ogóle to mój stosunek do zwierząt opisałam w następujących wpisach:

    http://kwieciuch.blog.onet.pl/Nasi-bracia-mniejsi,2,ID428332849,DA2011-06-03,n

    http://kwieciuch.blog.onet.pl/Sumienie-towar-deficytowy,2,ID439232942,DA2011-11-07,n



    Rąk nie umyję wcale.

    (Noo, dopiero jak wrócę z psami ze spaceru. ;))


    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  7. Umowność reguł jakie stosujemy w życiu, a też i substancjalna niemożność dojścia do Prawdy Obiektywnej NIE PRZECZĄ temu, że idee mają konsekwencje obiektywnie sprawdzalne. A tym samym - nie jest prawdą twierdzenie, że nie da się ich ze sobą porównać czy zweryfikować...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko czy jest sens porównywać prawdę z fałszem? I w ogóle takie gadanie jest bez sensu. Wszystkie uogólnienia są z gruntu fałszywe o czy Lepsza Połowa jako filozof najlepiej wie :D ZiB

      Usuń
  8. Ba! Naturalnie! Ale znowu - do jakich celów chcemy dojść? I - to bardzo ważne! - jakim kosztem?

    Ja otwarcie piszę: zmniejszanie/likwidacja niepotrzebnego cierpienia. To mój cel. Tylko tyle. Nie hodowla lub brak hodowli koni.

    A ktoś inny uzna, że właśnie hodowla jest najważniejsza i...

    OdpowiedzUsuń
  9. Czyli przyznajesz, że nie obchodzi Cię uśmiercenie 300 tysięcy koni?

    OdpowiedzUsuń
  10. Uśmiercanie bezmyślne to także zło. A innego wyjścia nie ma?

    Poza tym... wmawiasz mi coś, czego nie napisałam. Sorry, moja ogólna uwaga została totalnie przeinaczona. Nie lubię bezmyślności (niezdolności do czytania ze zrozumieniem, przypisywania komuś tez, których nie wyprodukował) i fanatyzmu (wszystko albo nic).

    Miło było...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma innego sposobu. Skoro chcesz znieść hodowlę koni na rzeź, to musisz się pogodzić z konsekwencją tego kroku w postaci natychmiastowego uśmiercenia 300 tysięcy koni. Nikt tylu bezużytecznych zwierząt nie będzie utrzymywał „do naturalnej śmierci“! Za co..?

      Piszesz, że to nie jest Twoim zamiarem, że Ty tylko nie chcesz uboju i hodowli na ubój. Ale to dziecinne! Jeśli A zawsze łączy się z B i nie ma A bez B – a Ty chcesz A, to czy o tym piszesz czy nie piszesz – nieuchronnie chcesz też B. Nie na mnie się zatem powinnaś obrażać, że Ci imputuję tezy, których nie stawiasz – bo stawiasz je, a tylko próbujesz ten fakt ukryć – tylko na rzeczywistość, która o Twoje dobre intencje nie dba, kierując się własną logiką. Na którą ani Ty, ani ja – nic nie możemy poradzić.

      Piszesz, że nie lubisz fanatyzmu. To jest nas dwoje – ja też nie lubię fanatyzmu. Czym innym jednak jest konsekwencja którą narzuca sama rzeczywistość która jest taka, jaka jest – i nie zależy jej kształt od niczyich intencji dobrych czy złych, ani też od niczyich intuicji moralnych, poczucia dobra i zła, sentymentów, upodobań czy idei. Czym innym zaś – uparte trzymanie się tezy jawnie i dowodnie fałszywej. To Ty tu prezentujesz fanatyzm nie ja…

      W dawnych czasach (które niektórzy wciąż uważają za „dobre“), kiedy nie było jeszcze równouprawnienia kobiet, pannom na wydaniu wolno było bredzić dowolnie – byle uroczo przy tym robiły buzie w ciup a dłonie składały w małcurzyk. Te czasy jednak minęły. Chyba – że wolisz jednak wrócić do kuchni i dziecinnego pokoju..?

      Usuń
    2. Nie mam pojęcia, czym jest sama "hodowla koni na rzeź". Czy ja coś o tym piszę? Nie. I nie jestem przeciwko samemu zabijaniu koni, podobnie jak nie jestem przeciwko zabijaniu świń, kotów, psów... Jestem "tylko" przeciwko transportowi koni na rzeź przez kilka godzin bez wody; przeciwko bolesnym i długim agoniom zwierząt rzeźnych. Ot, co.

      Ale skoro już Pan wsiadł na konika wyobraźni i zaczął przypisywać mi rzeczy, których nie napisałam, to wyjaśnię:

      Jak się wychodzi z błędnego założenia, to wnioski mogą być dobre, owszem. Tylko że rozumowanie (dowodzenie) też musiałoby być w takim przypadku błędne. Dlatego ja bym wolała przyjąć założenie prawdziwe i przeprowadzić dowodzenie prawdziwe, by dojść do wniosków, które będą się sprawdzać zawsze.

      A to jest bardzo trudne, bo gdybanie, co by było, jest słuszne w przypadku matematyki, fizyki, chemii... W prawdziwym życiu trudno przewidzieć, jaki będzie rezultat naszych poczynań w KAŻDYM wypadku. Bo tych przypadków jest kilkaset tysięcy w przypadku samych koni, prawda? Nie bierze Pan pod uwagę wielu czynników.

      Pańskie rozumowanie przypomina mi "rozumowanie" innego blogera, który twierdzi, że jak się zakaże sprzedaży psów "na dziko", to NA PEWNO szczeniaki z tzw. domowych hodowli będą zabijane, bo przecież nikt nie będzie ich trzymał za darmo. Podobne jest też jego "rozumowanie" w przypadku zakazu tzw. klatkowych hodowli kur - że od razu pójdą pod nóż. I to też jest rozumowanie, że jak A, to B. W życiu jest jednak nieco inaczej niż w matematyce.

      Osobiście uważam, iż założenie, że człowiek trzyma zwierzę jedynie w celu:
      a) osiągnięcia korzyści finansowych
      czy też
      b) osiągnięcia SZYBKICH i SPORYCH korzyści finansowych
      jest błędne.

      Ale przede wszystkim ciekawi mnie sam tok Pańskiego rozumowania. Proszę mi, niewieście, wyjaśnić, jak to możliwe, że zakazałoby się hodowania na rzeź, a samego uśmiercania bez powodu - już nie? Owszem, buble prawne są ustanawiane, ale zwykle patrzy się na dany problem holistycznie, czyli z przewidzeniem EWENTUALNYCH konsekwencji.

      Poza tym nawet GDYBYM była przeciwko hodowaniu zwierząt na rzeź, to przecież ten przepis można by wprowadzić już PO zabiciu obecnie żyjących zwierząt. Po prostu nie można by hodować następnych.

      Jeśli się mylę, jeśli piszę głupio, to najmocniej Pana przepraszam.

      Usuń
  11. Z tymi idiotami lewakami nie ma co dyskutować. Trzeba ich skrobać tępą łyżką, w imię prawa do decydowania o swoim brzuchu, w końcu ich brzuchy to konkurencja do coraz droższego żarcia, czyż nie?

    Ale ile cierpień się im zaoszczędzi. Przecież taki lewak jak patrzy choćby na konia to cierpi...

    OdpowiedzUsuń
  12. Anonimowy, właśnie dowodzisz, że jesteś czymś znacznie gorszym od konia...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kira, proponuję Ci założenie własnego bloga, gdzie wyłożysz swoje racje w odpowiedni sposób, nie drażniąc innym.

      (albo mój poprzedni komentarz wyleciał z powodu błędu, albo ktoś tu ewidentnie sobie w ch... leci)

      Usuń
    2. R-O, proponuję Ci, abyś nie latał za mną jak ujadający ratlerek. Brakuje Ci honoru?

      Usuń
    3. Prymitywne psychologiczne zagrania, jak z tym honorem czy ratlerkiem na mnie nie działają.

      Nie jesteś w stanie mnie obrazić. Kto jak kto, ale nie ty, skrobi-bobasie.

      Proponuję po prostu abyś wypróżniła się mentalnie na twoim własnym, osobistym blogu... i nie męczyła się więcej...

      Usuń
  13. Kira, powinnaś założyć własnego bloga.

    Wygadasz się, ulży Ci.

    Wiem co mówię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Nie zamierzam "karmić trolla" i się do tego w żaden sposób dalej odnosić."

      No cóż, jak się nie ma honoru, to się nawet własnych zasad nie przestrzega.

      R-O, Twoje zainteresowanie jest nadzwyczaj męczące. Znajdź sobie dziewczynę, pracę, hobby...

      Usuń
    2. Chwycić słowa wyrwane z kontekstu.

      Nie zgodzić się z własnymi urojeniami.

      Potupać nóżkami.

      Poroztkliwiać się: oj... jaka ja biedna!

      Spróbować obrazić.

      Usuń
    3. Wszystko pasuje do Ciebie, trollu. Skorzystaj z własnej rady i produkuj się u siebie, zamiast zaśmiecać cudzy blog.

      Usuń
  14. Moim zdaniem błędnie zakładasz, że zmiana kwalifikacji koni z rzeźnych na towarzyszące automatycznie oznacza zagładę wielu ich ras. Psy przeszły już ten etap ze zwierząt typowo użytkowych do właśnie towarzyszących. Rasy czują się świetnie, mamy ich ponad 300. Za hodowlę psów rasowych zabrali się głownie (podkreślam- głownie, bo i dziadów nie brakuje w tym środowisku) pasjonaci i ludzie o odpowiedniej wrażliwości, jaka powinna być właściwa opiekunom zwierząt.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pies to nie koń, a już na pewno nie zimnokrwisty, ważący koło tony olbrzym, który je i wali kupy na tony i nie bardzo może w "bloku" mieszkać. A na wsi, jak to na wsi ludzie są generalnie dość pragmatyczni, "racjonalni" i darmozjadów nie trzymają.

      Zobacz jakie psy trzyma się na wsiach - w Polsce występuje ciekawa rasa wiejskiego psa. Mały i głośny. Bardzo niskie wymagania paszowe. Doskonale znosi łańcuch. Jest to zaniedbanie ze strony związku kynologicznego, że ta rasa jeszcze nie doczekała się opisu.

      Usuń
    2. I wychodzi na to, że ja mało pragmatyczna jestem, bo chętnie konia na wsi trzymałabym na rekreację :-) I powoli na to pracuję. Mnie wyszło, że koń, niezależnie od wagi, jest tańszy w utrzymaniu niż dobrze zadbany pies. Jacek też, jeśli dobrze zrozumiałam, koni na rzeź nie hoduje przecież. Jestem pewna, że takich mało pragmatycznych ludzi na wsiach są setki.
      Mieszkam na zapadłej wsi, moje psy są traktowane po ludzku. Pod moim wpływem (nie pouczałam, a jedynie dawałam się obserwować i odpowiadałam na pytania) kilu sąsiadów zaczęło dostrzegać w psach istoty czujące. Kilka kundelków dostało kojce, czyli zostało uwolnionych z tego łańcucha, nawet ludzie zaczęli na spacery, moim wzorem, z nimi wychodzić. Mieszkamy w kraju, gdzie ludzie patrzą się, co robi i jak żyje sąsiad. Warto to czasem wykorzystać.
      Nie rozumiem sarkazmu co do opisania rasy wioskowy kundelek przez Związek Kynologiczny.

      Usuń
    3. Ale pewnie będziesz trzymać arabka, hucułka albo konia sportowego, a nie grubasa. Grubasy znikną jeśli nie będzie popytu na ich mięso. Zostanie stado kilkaset sztuk u pasjonatów.

      Co do tych psów to taka jest prawda. 95% psów na wsi to takie małe kundelki i tyle. Patrzenie na psy w Polsce przez pryzmat kynologii, drogich karm i wspólnych spacerów jest oderwane od rzeczywistości.

      Usuń
    4. Przepraszam, że się wtrącam, ale uważam, że pomiędzy natychmiastowym uśmierceniem, a powolnym wymieraniem "rasy" wiejskich zwierząt jest jednak pewna różnica...

      Usuń
    5. Nie, jeśli nie uda mi się nabyć wymarzonego fryza, to będzie właśnie grubas, choćby i perszeron, a najchętniej belg. Na cóż mi na wsi koń sportowy?
      Rasy nie wymrą, niech zostanie nawet te kilkaset sztuk z każdej. Ludzie mają już sporą świadomość dziedzictwa na wszystkich poziomach. Ja zajmuję się ratowaniem tradycyjnego budownictwa wiejskiego i obrazu wsi. Znajdą się tacy, którzy będą podtrzymywać rasy koni. Nawiasem mówiąc, koń mi pasuje, jak ulał do kolekcji konnych maszyn rolniczych, ale to już temat dla mnie na przyszłość.

      Usuń
    6. Acha, jeszcze jedno: anonim pisze:
      "95% psów na wsi to takie małe kundelki i tyle. Patrzenie na psy w Polsce przez pryzmat kynologii, drogich karm i wspólnych spacerów jest oderwane od rzeczywistości."

      Pracujemy nad tym, aby było to normą, jak to jest w krajach za zachodnią granicą. Najtrudniej jest zmienić ludzką mentalność. Pracujemy u podstaw, nie moralizując i bez agresji. Po prostu pokazujemy, że można zwierzęta traktować inaczej i to działa.

      Usuń
  15. Koni trzymanych w innym celu niż sprzedaż na mięso jest w Polsce jakieś kilkanaście tysięcy. Optymistycznie zakładam, że pasjonaci "w razie czego" przygarną drugie tyle. Stąd szacunek, że z populacji liczącej obecnie 330 tysięcy ogonów, ocaleje jakieś 30 tysięcy.

    O ile, oczywiście, newzorowcy, nie zakażą jednocześnie jazdy wierzchem. Bo wtedy zostanie kilka sztuk. W ZOO.

    Pomysł trzymania konia zimnokrwistego "bo tak" - jest absurdalny. Owszem: pewnie jego utrzymanie kosztuje pieniężnie mniej niż dużego psa. Ale to, co zje koń - może też zjeść krowa. Która daje (na razie) pieniądze. Natomiast pies, jeśli konkuruje pokarmowo - to co najwyżej z gospodarzem, a nie z resztą jego inwentarza! Na psach się zresztą (pomiajając popularny tu i ówdzie wytop smalcu z psów i pozysk skórek...) nigdy w zasadzie nie zarabiało (piszę tu o wsi, bo sprawy hodowli - prawdziwych i "pseud" nic a nic mnie nie interesują - w mojej wsi nikt nie ma psa "z hodowli" - a psów mnóstwo!). Ostatnie regulacje o tyle nie mają znaczenia, że chyba nikt się nimi po prostu nie przejął - bo i dlaczegóż miałby..?

    W każdym razie: idea, że po zmianie kwalifikacji prawnej ze "zwierzęcia rzeźnego", na "zwierzę towarzyszące" dalej będziemy mieli tyle koni co mieliśmy - jest kompletnym nieporozumieniem. Jeśli nie będzie wolno tych zbędnych koni wybić (a zwykle przecież nowe prawo wchodzi w życie z jakimś vacatio legis, w czasie którego można to zrobić! Ba! Chłopi rosyjscy zapędzani do kołchozów zdążyli wybić połowę posiadanego inwentarza mimo, że robili to pod lufami NKWD! Widać - można...) - to zostaną po prostu porzucone. Jak to ma miejsce ostatnio w Irlandii, gdzie bezpańskie konie błąkają się po poboczach.

    W Iranie za Chomeiniego zakazano posiadania więcej niż jednego konia. Hodowcy uwolnili swoje zwierzęta i wypędzili je na pustynię. Kiedy zakaz zniesiono - odławiali z powrotem.

    Niestety: u nas jakby (na razie!) - pustyni brak...

    OdpowiedzUsuń
  16. Zauważcie, że ja o ochronie ginących ras nic nie piszę. Nie piszę dlatego, że ogromna większość chłopskich koni jest „bezrasowa“. Natomiast: są to dobre konie. O wiele lepsze od „przedwojennych“, czy od (o wiele liczniejszych) koni sprzed półwiecza czy nawet ćwierćwiecza…

    A już Riannon z tym, żeby „zostało po kilkaset sztuk“… No wybacz: ale rozumując tym tokiem, to już lepiej jest odpalić w cholerę te wszystkie głowice – wtedy już na pewno NIKT nie będzie cierpiał!

    OdpowiedzUsuń
  17. Autorze, w sumie śmierć konia jest dla mnie jak śmierć świni - byle była szybka, bezbolesna i potrzebna (na mięso na przykład), to jakoś to przełknę. Na razie. ;)

    Ale Twojego rozumowania i Twojej linii obrony status quo nie pojmuję. Przecież koń przeznaczony na rzeź i tak pójdzie pod nóż. Tak więc Twoja obrona tych kilkuset tysięcy wydaje mi się dziwna. One i tak są przeznaczone na śmierć. Tak jak inwentarz rosyjskich chłopów, nawet gdyby nie szli oni do kołchozów.

    A może po prostu - jeśli już kogoś interesuje obrona tych zwierząt - warto apelować, by nie hodować następnego pokolenia koni rzeźnych? Te, które już są, i tak zginą. Ale proceder może zostać przerwany.

    Choć to - naturalnie - rozważania dla kogoś, kto konie uważa za szlachetniejsze zwierzęta od innych...

    OdpowiedzUsuń
  18. Jestem konserwatystą radykalnym: wiele razy pisałem, że KAŻDA zmiana status quo z definicji podejrzana jest o to, że będzie zmianą na gorsze. Zmiana taka tylko po nieufnym i pełnym podejrzeń badaniu może się z tego podejrzenia uwolnić – i niewiele było takich w dziejach ludzkości, zaiste!

    Najprostszym zaś drogowskazem jaki może nas wieść przez życie – jest życie właśnie. Każdy umrze. Niektóre motyle umierają po kilku dniach. Czy z tego wynika, że ich życie nie ma sensu? A cóż to w ogóle jest za pytanie..?

    Życie konia rzeźnego to około dwóch lat. To mogą być bardzo szczęśliwe lata! Gulasz czy kabanosy ze szczęśliwej koniny są o wiele smaczniejsze niż z nieszczęśliwej. Dlaczego chcesz te istoty tych dwóch szczęśliwych lat pozbwiać? Bo TOBIE ich życie wydaje się bezsensowne..? Czyż to nie jest megalomania na kosmiczną zaiste skalę..?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Megalomanią odznaczają się ci, którzy uważają swoje teorie za jedynie słuszne.

      Nie, życie koni nie jest bezsensowne. To może zakazać zabijania w ogóle? Bo do tego prowadzą Twoje teorie. Swoją drogą, naciągane...

      Radykalizm w żadnej postaci mi nie odpowiada. A zwolennicy status quo to najczęściej ludzie leniwi lub wyjątkowo egoistyczni, a nie rozsądni.

      Usuń
    2. Kira jesteś wegetarianką/wegetarianinem?

      Usuń
    3. Nie, nie jestem. Co chyba jasno widać po moich wpisach: "w sumie śmierć konia jest dla mnie jak śmierć świni - byle była szybka, bezbolesna i potrzebna (na mięso na przykład), to jakoś to przełknę".

      A co do wegetarianizmu, to pisałam o tym w swoim blogu:

      "[...] lubię obserwować przedstawicieli innych gatunków, z dużym zainteresowaniem czytam o ich inteligencji, wrażliwości, zdolności do abstrakcyjnego myślenia, a nawet - zaczątkach moralności (np. u małp). Składam hołd wszystkim obrońcom zwierząt, którzy nie bacząc na to, jak są odbierani przez ogół, walczą o polepszenie warunków życia świń, krów, kur, etc. [...] Ale jednocześnie jestem i prawdopodobnie do końca swoich dni pozostanę zadeklarowanym mięsożercą. Tak, jestem drapieżnikiem. :) To, co Singer traktuje zapewne jak hipokryzję, czyli dążenia do powszechnego wprowadzenia humanitarnych zasad uboju, są dla mnie jedyną sensowną akcją, jeśli chodzi o dobro zwierząt przeznaczonych na mięso. Nie zamierzam w najbliższym czasie przerzucać się na warzywa, owoce i, ewentualnie, nabiał."

      Usuń
  19. Oni (poza karierowiczami zdobywającymi władzę i pieniądze w ten sposób) mają po prostu większe ego niż ja (co jest swego rodzaju osiągnięciem). Chcą sytuację zmienić, na inną, która w ich mało kreatywnych i wyuczonych w historii umysłach może być tylko lepsza. A przecież może być i jak piszesz zwykle tak było, że była to zmiana na gorsze...

    Przekształcenie klasyfikacji nic w ogólnej sumie cierpień zwierząt nie zmieni - mniej będzie umierało (w dłuższej perspektywie) konie, bo i mniej się ich urodzi, ale za to więcej będzie ginąć zwierząt nie cieszących się taką sympatią (krów czy świń).

    W dłuższej perspektywie zostaniemy zmuszeni do przejścia na weganizm lub na mięso z próbówki (w końcu świnie są ponoć inteligentniejsze niż psy, więc dlaczego mamy gatunkowizm stosować?)...


    Do rzeczy: Im chodzi o to by "coś zmienić", to co widać. A co będzie? To się (niestety dla żywego organizmu ludzkości) zobaczy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ktoś, kto boi się wszelkich zmian, zamiast je wpierw przemyśleć, nie powinien opuszczać swojej jaskini.

      Usuń
    2. Kira... słyszysz to natarczywe cykanie...

      posłuchaj dobrze...

      ....już?

      to było twoje 5 minut....

      ...właśnie minęło.

      Usuń
    3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    4. Twoja upierdliwość jest godna podziwu. Cóż, nie będę karmić trolla.

      Usuń
  20. Pod rozwagę poddać należy, iż w USA koń nie jest zwierzęciem rzeźnym (bodajże chcą to zmienić znowu). To nie oznacza, że nikt amerykańskich koni nie zabija. Przeciwnie. Podróżują one do Kanady. Podobnie alternatywą dla lokalnych polskich ubojni jest transport do Włoch, którego chyba lepiej uniknać... bo z tym, że koń pokaźnym kawałem jadalnego mięsa jest, nikt niestety* nic nie zrobi.

    * a ludzie się różnią tym, jak bardzo "niestety" to dla nich jest. Jednym to całkiem wisi, drugich uwiera... Mnie uwiera, ale jakoś z tym żyję ;) Pozdrowienia dla wszystkich :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...